Zbudować formę mimo kontuzji | Mikołaj Raczyński
Ela Glinka na początku przygotowań doznała kontuzji, która na 7 tygodni wykluczyła ją z biegania. Mimo to w ostatnim starcie zaledwie o 9 sekund rozminęła się z rekordem Polski na dychę zostając wicemistrzynią kraju.Jak zaplanowali to z trenerem? Jak zmodyfikowali plany treningowe i startowe? Jaki trening zastępczy wdrożyli, że mimo tak długiej przymusowej przerwy ostatecznie udało się ustanowić aż dwa rekordy życiowe? O tym dziś opowie nam architekt tych dokonań trener biegania Mikołaj Raczyński. ***Partnerem podcastu jest nowoczesnysport.pl - znajdziecie tu suplementy, akcesoria i urządzenia fitness dla aktywnych fizycznie. Kod zniżkowy "racepace" daje 10% rabatu wszystkim słuchaczom [reklama]
Cześć, tu Kuba Pawlak i kolejny odcinek Rayspace Podcasty o bieganiu. Wyobraźcie sobie, że zaczynacie sezon. Waszym celem jest życiówka, która już jest dość wyśrubowana, no ale sezon zaczynacie przecież lepsi niż rok temu, więc macie ambitne założenia, że możecie być po prostu jeszcze lepsi i lepsi niż kiedykolwiek dotąd. Wchodzicie na obroty realizując plan i gdy wszystko zaczyna się zazębiać, trach, niespodziewanie, kontuzja wyklucza Was z biegania praktycznie na 6 lub 7 tygodni. Myślę, że dla większości taka sytuacja wiązałaby się z odłożeniem marzeń na przyszły sezon, ale przykład Eli Glinki pokazuje nam, że nie jest to jedyna opcja. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się ona w tym sezonie, a jeszcze wczoraj w kole zaledwie o 11 sekund rozminęła się z rekordem Polski na dychę, zostając przy okazji wicemistrzynią kraju.
Jak zaplanowali to z trenerem? Jak zmodyfikowali plany treningowe, ale też startowe? Jaki trening zastępczy wdrożyli, że mimo tak długiej, przymusowej przerwy ostatecznie udało się ustanowić aż dwa rekordy życiowe póki co, bo ten sezon się jeszcze nie skończył? O tym dzisiaj opowie nam architekt tych dokonań, czyli trener biegania Mikołaj Raczyński. Cześć Mikołaj. Cześć, bardzo mi miło. Ja tu jestem tylko takim konsultantem, architektą. Jest jednak Ela, która to wszystko wykonała. Kurtuazjo przez ciebie przemawia. Domyślam się, że jeżeli chodzi o założenia teoretyczne, to jednak ciężar jest gdzieś tam po twojej stronie, mimo że pewnie to konsultujecie, no ale jeżeli tak sobie życzysz jako gość, no to ja tutaj nie będę z tobą polemizował i oczywiście z tego miejsca gratulacje wielkie dla Eli, która tego właśnie dokonała.
Co cię najbardziej zaskoczyło, Mikołaj, wczoraj w kole podczas Mistrzostw Polski na Dychę? Szczerze mówiąc, wynikowo to mnie nie zaskoczyło nic. Spodziewałem się, że to będzie bardzo szybki bieg. Zresztą rozmawialiśmy w poprzednim tygodniu, to sam mówiłem ci, że obsada jest naprawdę zacna tych mistrzostw Polski. Warto tam być, warto zobaczyć i też od sam wynika, że byłem spokojny. Zresztą mówiliśmy się na podcast przed biegiem, czyli... Wiedzieliśmy, że będzie mocno. Czyli to pokazuje, że wiedzieliśmy, że to będzie fajny bieg. Więc wynikowo nie zaskoczyło mnie tak naprawdę nic, no Ela pobiegła tak jak zakładaliśmy, ja tak zakładałem treningowo, że to będzie 32.30, 32.20, no 3 sekundki szybciej pobiegła, no ale załóżmy, że to i tak jest blisko tych założeń, no a jak jest lepiej to przecież tylko bardzo dobrze.
Masz trochę déjà vu z wiosny, z Mistrzostw Polski w półmaratonie, no bo tam też Ela jakby pokazała bardzo dobrą dyspozycję, bo wybiegła nawet lepiej od założeń, a mimo to nie ma złotego medalu na szyi, na którym pewnie, no który jest marzeniem każdego i sportowca i trenera, bo ktoś tam okazał się lepszy i pewnie tutaj też trudno było przypuszczać, że biegnąc 11 sekund od rekordu Polski nie będzie się Mistrzem Polski. Wiesz co, wczoraj przede wszystkim zależało nam na czasie, na tym, żeby pokazać, że Ela wróciła na taki bardzo wysoki poziom i jeszcze troszeczkę ten poziom swój podniosła. Ja zakładałem, że Ela tyle pobiegnie i nie byłem pewien, które to może dać miejsce, bo nie wiem, na jakim etapie są inne dziewczyny.
Wiedzieliśmy, że Ola Lisowska ma genialny sezon. i półmaraton latem, późną wiosną i maraton kilka tygodni temu były rekordowe w jej wydaniu, więc nie wiedzieliśmy tak naprawdę, na jakim poziomie będą rywalki. Wiedzieliśmy, że era pobiegnie po prostu dobrze, więc no, oczywiście, gdyby było złoto, to byłoby, ta radość byłaby pewnie jeszcze większa, ale dla nas takim priorytetem był czas i to, żeby krok po kroku się przesuwać, a myślę, że, znaczy jestem przekonany, że ten wynik z wczoraj jest dużo bardziej wartościowy niż wynik z półmaratonu z początku tego roku, więc... Tutaj myślę, że nie ma tego niedosytu, jest bardzo duże zadowolenie przede wszystkim. No tak, na pewno jest dużo bardziej wartościowy. Dla mnie, nie znającego tak dobrze meandrów i dyspozycji Eli, jednak aż tak dobra lokata, tak dobry czas przy tej lokacie był trochę zaskoczeniem, ale też przyznam, że większym zaskoczeniem była dla mnie forma Oli Lisowskiej, bo o ile tak jak powiedziałeś,
To też jest na plus dla wszystkich, bo to takie napędzanie się, taka zdrowa rywalizacja, to nie ma nic lepszego w sporcie. Myślę, że gdyby Ela nie naciskała Oli, to też ten wynik byłby kilka sekund gorszy, więc to każdy na tym zyskuje. A to, że ktoś zdobędzie złoty medal, a ktoś srebrny, oczywiście, no, fajnie być mistrzynią Polski, ale jeszcze lepiej biegać coraz szybciej. Ja wychodzę z takiego założenia. Jasne, ja tylko po prostu bardziej z tego tytułu sobie myślałem o tym złotku, no bo po prostu nie macie go jeszcze wspólnie w kolekcji i na pewno to smakowałoby tak wyjątkowo. Ale spokojnie, dopiero nasza przygoda się dopiero zaczyna. Tak naprawdę jesteśmy pierwszy rok, możemy w ogóle liczyć się w walce o medale Mistrzostw Polski. Też to nie jest tak, że my szukamy na siłę tych medali, bo były biegi, w których można było wystartować i te medale były pewnie gdzieś tam dużo łatwiej do zdobycia, ale to nie... Na przykład?
No... były mistrzostwa Polski dla 5 kilometrów, w niefortunny dzień, w którym właśnie Ela miała uraz, czy zerwała te wiązadła w stawie skokowym i one, Ela też miała zaproszenie na ten bieg, no ale zdecydowaliśmy się, że wolimy potrenować, wolimy szykować się kroczek po kroczku, a nie startować zawsze tam, gdzie jest jakaś szansa na... na zwycięstwo. To były też inne biegi, idź tam po drodze, gdzie można te medale zdobywać, ale też naszym celem nie są medale, a wyniki. Więc jak będą wyniki, to medale po prostu przyjdą same z siebie. Naszym celem jest taki długofalowy rozwój, poprawianie swoich wyników i walka o jak najszybciej, żeby biegać jak najszybciej, a nie żeby wygrywać. To myślę, że będzie po prostu taki przyjemny skutek uboczny tego wszystkiego. CIS, Maurten, Named Sport, Endurance, Alegoo, Powerbar i wiele, wiele innych marek żeli energetycznych znajdziesz u naszego partnera w sklepie nowoczesny-sport.pl.
Jeśli tu jesteś, to do świetnych cen dorzucam Ci jeszcze dodatkowy rabat, który otrzymasz na hasło Rayspace. Nie ma za co. A robiąc na chwilę skok w bok, jeżeli chodzi o temat Eli, jeszcze a propos Oli Lisowskiej, zostawiając jakby aspekty sensacyjne na boku, bo to nie o to chodzi, ale autentycznie jestem ciekawy Twojej perspektywy jako trenera, bo może być taka bardziej analityczna. Ty miałeś takie obawy, że jak rozpadał się ten nasz eksportowy duet Jacek-Wosiek-Ola Lisowska, gdzie oni przynajmniej medialnie wyglądali właśnie na taki duet, który gdzieś tam się dopasował jak te puzelki w kontekście metod treningowych trenera, które bardzo dobrze odpowiadały specyfice. zawodniczki i to taki harmonijny ten progres, który oni z sezonu na sezon notowali, no to ja przyznam się, że jako obserwator jakby taki z boku tej naszej sceny biegowej, Ola, no wiadomo, najbardziej utytułowana zawodniczka mistrzyni Europy, jak się ten duet rozpadł, no to miałem takie obawy, czy przypadkiem świat biegania, wiesz, nie ucierpi na tym Polski, czy uda się komu innemu wskoczyć tak płynnie w buty, żeby to pociągnąć.
ryzyko i ryzyko pewnie warto podjąć i Ola takie ryzyko podjęła, no i poprawiła się. Czy pod trenerem właśnie by się też poprawiła? Znowu tego nie wiemy, to wszystko jest gdybanie, no ale cieszmy się tym, że ten rekord Polski został znowu troszeczkę przesunięty i oby jak najbardziej był przesuwany, żebyśmy doszli do tej takiej europejskiej czołówki. A były wczoraj w kole testy antydopingowe? Bo ty dalej jakby przejąłeś Elę po strefie startu? Wiem, że Ela nie była na testach antydopingowych akurat teraz. Wiązownie przechodziła te testy. Wczoraj wiem, że Ela nie. A czy były jakiekolwiek inne testy, to... to też nie potrafić odpowiedzieć, bo ja na metę dotarłem dużo później, tak 10 minut po tym, jak Ela dobiegła do mety, bo gdzieś tam byłem na trasie, więc wiem, że Ela nie była kontrolowana tym razem, ale wiązownie była kontrolowana, więc ja jestem za tym, żeby tych testów było jak najwięcej.
I ten pan z antydopingu wtedy chodzi za takim zawodnikiem krok w krok, żeby tam nie było żadnych malwersacji, więc dziwię się, że tutaj może być takie odroczenie, że pojedzie sobie do domu i ktoś następnego dnia zapuka, bo przez ten czas może się dużo w jego krwi wydarzyć. Dokładnie tak jak mówisz, było właśnie podczas Mistrzostw Polskich po maratonie, tam właśnie dwie pierwsze zawodniczki, Ola Brznińska i Ela, musiały przejść testy i faktycznie wtedy ta dekoracja bardzo się przesunęła, czekaliśmy kilka godzin, bo za dziewczynami chodziły panie z kontroli cały czas, odradzały, żeby, znaczy, mówiły, żeby niczego nie pić, nic takiego podejrzanego nie pić, żeby gdzieś tam, gdzieś tam nie zanieścić swoich wyników, ale tym razem chyba tego nie było. że jeżeli ktoś nas słucha, może kto jest lepiej zorientowany w temacie, albo może to sprawdzić, to naprawdę chętnie się dowiem, jak to wygląda, no bo znając złe doświadczenia akurat z koła, z tego tytułu, gdzie raz już padł rekord polski, który nie został uznany z powodów formalnych, akurat nie antydopingowych, tylko nieodpowiedniej obsady liczby sędziów i tam chyba nie braku wpisu do kalendarza, no to szkoda by było na przyszłość, żeby
coś takiego się powtarzało. Nawet nie wiem, czy to jest kwestia po stronie związku, czy organizatora, ale może już to zostawmy. Zapytałem Cię o ten indywidualizm taki i dopasowanie trenera z zawodniczką, jak puzzle na przykładzie trenera Wośka i Oli. Zastanawiałem się, czy z Twojej pracy z Elo, która też już trochę trwa, widać już taki duży indywidualizm. Z pewnością zdążyłeś ją już poznać na tyle, aby właśnie precyzyjnie zdefiniować, jakim jest typem zawodniczki, na jakie bodźce lepiej reaguje i na czym polega taki magic touch w przypadku Waszej współpracy. Myślę, że tutaj nie ma żadnego Magic Touch, niestety. Wiedziałem, że tak odpowiesz.
pod każdego zawodnika wymyśla jakąś magiczną formułę, tylko tak naprawdę każdemu z grubsza daje to samo i dopiero po jakimś czasie jak go pozna, zobaczy te słabe strony, mocniejsze, specyfikę tego właśnie na co on reaguje, jakim jest typem, to potrafi przestawić jeden czy dwa małe puzelki, tak żeby właśnie zindywidualizować ten plan dla danej osoby i wtedy to jest właśnie cała magia i całe doświadczenie trenera wychodzi w tym jednym elemencie. Tak naprawdę my wiele nie zmieniamy w tym treningu, ewentualnie dodajemy jakieś elementy, czy to treningowe, czy elementy analizy treningowej, które dodaliśmy na przykład w trakcie tej kontuzji, to może za chwilę troszkę więcej o tym powiemy. U Eli jest o tyle trudno wyznaczyć taką jedną cechę, taką dominującą, którą ja zwróciłem uwagę, że do tej pory ona bardzo dobrze reaguje i na bodźce takie...
w miarę szybkościowe, ale i takie wytrzymałościowe. Tylko, że tutaj należy zaznaczyć, że ten trening, który jej aplikujemy, czy aplikuje przynajmniej w tej części przygotowań, on był bardzo mocno taki wytrzymałościowy i to może być ciekawostka dla osób, które gdzieś tam nas słuchają, że Ela takim tempem, jakim wczoraj przebiegła dyszkę, czyli to 3.14... 3,13, pół 3,14 na kilometr, to de facto biegała jeden trening na takich dłuższych odcinkach, czyli tam biegała 800, ale w mniejszej ilości i raz robiła 5 razy półtora kilometra, więc podchodziliśmy do tego z zupełnie innej... innej strony, takim treningiem bardziej wytrzymałościowym, bez takich bardzo mocno obciążających treningów tempowych.
Więc ja wychodzę tutaj u Eli z założenia, że żeby obudowywać ją, bo ona jest to jest, mimo że osiąga takie fantastyczne rezultaty, ciągle jest biegaczką stosunkowo niskim takim stażem treningowym. Biega już od dobrych kilku lat, ale ten staż treningowy nie jest ogromny, więc te bodźce treningowe też ja bym nie chciał, żeby były jakieś niezwykle wyszukane, niezwykle obciążające, no bo naszym celem nie jest to, żeby Ela Glinka była najlepszą Elą Glinką w 2005 roku, tylko żeby każdy kolejny rok stawała się lepszą wersją samej siebie, więc ja ją staram się bodźcować stosunkowo lekko, i celować te intensywności, które gdzieś tam sobie wyznaczyliśmy. Chcę, żeby to był trening celowany, a nie taki trening, który tu i teraz sprawi, że ona będzie mocniejsza i szybsza, bo mamy taki długofalowy plan i w tym celu dążymy i wiem, żeby ten plan...
miał ręce i nogi, no to musimy te bodce tak stopniować. Czyli dzisiaj zrobimy 80%, za pół roku 85% i tak dojdziemy, że za kilka lat będziemy mogli cenować może na takie 100%, które byśmy sobie chcieli. Oczywiście, jeśli będą tego warunki, no bo musimy pamiętać, że Ela łączy bieganie z pracą na etacie, więc tutaj ten też trening jest dopasowany do życia, a nie życie do treningu w tym momencie. To znaczy Ela oczywiście jest pewną profesjonalistką, dopasowuje swoje życie do tego, żeby ten trening wyglądać na jak najlepszym poziomie, tylko, że ja muszę o tym pamiętać, jak przygotowuję plan, że ona na przykład w środę rano zrobi trening przed pracą i potem będzie 9 godzin siedzieć w pracy, więc ten trening nie może być taki, jakbym dał osobie, która będzie potem odpoczywać i regenerować się, więc to jest ciągłe takie balansowanie na linii, na takiej czerwonej linii, mimo, że ja cały czas chcę, żeby do tej linii było jak najdalej.
Wiesz co? Widać taką drogę na skróty, którą można by było łatwo podążyć. Ale jest to niby droga na skróty, ale którą się nie da w tym momencie podążyć, no bo Ela w tym momencie nie jest w stanie wykonać więcej tych treningów, żeby te treningi, znaczy więcej... Więc dużo więcej objętości po prostu nie jest w stanie przyjąć w tym momencie, łącząc pracę z treningiem. Więc z jednej strony jest tak, jak mówisz, że fajnie, można to sobie tę objętość zwiększyć, bo to jest najłatwiejszy bodźc, tak jak mówisz, dorzucić sobie po dwa kilometry dziennie, dodać jeszcze jakiś drugi trening. Super. Bardzo łatwo dla trenera, banalna sprawa, tylko że tutaj trener ma takie zadanie, że musi tą zawodniczkę nie zajechać, bo pewnie Ela mogłaby biegać zamiast 95-100 km w tygodniu, tak jak biega obecnie tutaj, jak jest 90 km bardziej, jak jest tutaj w Warszawie, mogłaby biegać pewnie 110-115 i być wrakiem biegaczki za 3-4 tygodnie.
Przy tym trybie życia po prostu jest to, w tym momencie nie jest to możliwe, więc tutaj objętość nas trochę ogranicza, musimy dotykać innych bohaterów, przynajmniej w tym momencie. Pewnie każdy, kto łączy kropki, podobnie jak ja teraz, pomyślał o tym, że może w tej układance brakuje trzeciego puzla w postaci sponsora mocnego lub menadżera, który by takiego sponsora przyprowadził. Nie wiem, jakie są realia ekonomiczne, taki ekwiwalent reklamowy posiadania reklamy w social mediach czy na koszulce Mistrzyni Polski, co mogłoby być w sumie na wyciągnięcie ręki. Oczywiście to jest sport i jakieś ryzyko zawsze istnieje. No ale dziwię się, że to się jeszcze nie wydarzyło. No ale cóż, na razie tutaj nie będziemy wchodzić w buty Eli i podejmować jakichś decyzji za nią.
Pogadajmy sobie dalej o treningu. Karol Kruczek powiedział mi coś takiego ciekawego, że... Porównując polskie środowisko sportowe, sportowo-naukowe do zagranicznego, on organizując swoją konferencję dąży do tego, żeby specjaliści uczyli się na swoich błędach, bo zazwyczaj jest w polskim środowisku takie pozytywne case study, tylko pokazuje się sukcesy, a nie pokazuje się tych cmentarzyków zawodników, którzy... gdzieś tam po drodze musieli ponieść cenę za to, żeby ten sukces może nawet kto inny osiągnął. Zastanawiam się, czy z perspektywy całej współpracy z Elo jesteś w stanie zdefiniować jakiś błąd, który na przykład ty popełniłeś. Nie taki, wiesz, uznaniowy, ale taki ewidentny, wynikający, nie wiem...
z nieznajomości jej specyfiki jeszcze jako biegaczki albo twojego mniejszego jeszcze doświadczenia, bo też gdzieś jesteś może nie na początku, ale ta droga na pewno więcej przed tobą niż za tobą. Tego ci przynajmniej życzę, no bo to przecież taka chyba pierwsza tak mocna też podopieczna w stajni Passion First. Tak, tak. Na pewno jest jeden błąd, który popełniłem tak czarno na białym. Mimo, że on treningowo pewnie nie był błędem, ale właśnie ten start w tych Mistrzostwach Polski kobiet na 5 kilometrów, bo gdyby Ela wystartowała w tym biegu palicho, gdyby ten bieg się zakończył jakim wynikiem, no to byśmy dzisiaj nie mówili, byśmy się tu nie spotkali, nie mówili o tym, jaką przeszła drogę od kontuzji. Ale to przypadek, nie zaliczam tej odpowiedzi. No ale jest to, bo Ela się pytała, czy startujemy, czy nie.
To było nie do przewidzenia. Trzeba było mieć złotą kulę, a mówimy o kompetencjach trenerskich. To jest jeden błąd. Drugi błąd, być może troszeczkę za bardzo przeciągnąłem sezon wiosenny i ten start na 10 tysięcy metrów na Mistrzostwach Polski może nie był konieczny. Nie jest to takie zero-jedynkowe. Tam Ela zdobyła medal Mistrzostw Polski, więc ciągle był fajny bieg, ale nie było tam tego takiego błysku, jaki byśmy chcieli. Tylko z drugiej strony, znowu, no to było u siebie, w Warszawie, tutaj Ela ma wielu kibiców, no super atmosfera, więc może troszeczkę mogliśmy tutaj zakończyć ten sezon, więc tu... Ale to ja też troszeczkę naciskałem, żeby wystartować, żeby spróbować. Tam pewnie się złożyło wiele czynników, że to nie był taki fajny strzał, jaki byśmy chcieli, ale to pewnie jeśli chodzi o taką decyzję startową, to jest też takie coś, co z perspektywy czasu moglibyśmy tam...
nie pobiec i może by się to jakoś pozytywniej też zakończyło, chociaż no zdobyć medałem się z Polski na bieżnię, też uważam, że to jest fantastyczna sprawa, chociaż no tam startowaliśmy z innym troszkę założeniem, żeby po prostu tą mistrzostwę wygrać, bo Ela była wtedy w Stosie i wygrać i zrobić po prostu bardzo fajny wynik, a to nie udało się ani jedno, ani drugie, więc... tutaj też może ten sezon wiosenny troszkę za bardzo przeciągnąłem, no ale no była ta pokusa, no każdy kolejny start wychodził, treningi jeszcze ciągle wychodziły, ale no też ciągle tutaj uważam też, że to mógł być mój taki błąd, że gdzieś tam czasami nawet jak jest bardzo dobrze, trzeba powiedzieć, okej, wystarczy, już na ten sezon zrobiliśmy wszystko, co się dało, więc to pewnie też. Na pewno było kilka takich błędów komunikacyjnych, że gdzieś tam źle jakoś przekazałem swoje uwagi, informacje, tego też się ciągle uczę, bo do każdego trzeba troszkę inaczej podchodzić,
czysto treningowych błędów, takich... Kardynalnych nie ma. Nie wiem, czy nie ma. Ja przynajmniej ich w tym momencie nie dostrzegam. Może jak zajrzę sobie do dzienniczków za 2-3 lata, to pomyślę, kurczę, stary, co ty tutaj zrobiłeś? A tak mam często, jak analizuję sobie jakieś tam przypadki osób, które trenowałem kilka lat, czy już od kilku lat trenuję, no to widzę tam, jakie głupoty potrafiłem komuś zaaplikować. Dzisiaj bym tego zupełnie inaczej do tego podszedł. Ale tutaj w przypadku Eli jeszcze takiego błędu, takiego typowo treningowego, Nie zauważam. Oczywiście te decyzje startowe. Jedna i druga. Bardziej mi szkoda, jak w tych Mistrzostwach Polski, bo wiem, że gdyby nie to pewnie... Ale to nie ma co gdybać. Też dużo się nauczyliśmy przez ten okres. Podasz przykład takiej głupoty? Możemy zanonimizować zawodnika. Na przykład Paweł M. No...
Ja wiele razy popełniłem ten błąd i gdzieś tam o tym zapomniałem, a to często może kosztować te kilkanaście sekund na piątkę. To jest naprawdę dużo i teraz już to wiem, chociaż czasami też można przesadzić, że gdzieś tam ta aktywacja... raz, że ja mogę zaplanować za mocno, a dwa, zawodnik może wykonać też jeszcze mocniej niż w planie, więc tutaj wiele elementów może się złożyć i sprawić, że będzie tylko gorzej niż miało być, ale to takie chyba najbardziej popularne błędy, czyli ta objętość, nawarstwianie się bodźców treningowych, bodźce takie niedopasowane do osób i te ostatnie dni przed startem, które wydają się bardzo łatwe, ale też łatwo je zepsuć. Eli też tak komunikujesz potencjalne błędy, tak jak tutaj mi i milionom słuchaczy przed chwilą się w cudzysłowie przyznałeś, w sensie, że na przykład po tych mistrzostwach, o których wspomniałeś, że były przeciągnięte, zreflektowałeś się i też tak powiedziałeś, ale może to nam było jednak niepotrzebne, sorry.
Nasza relacja jest taka, że rozmawialiśmy o tym. Jak ona reaguje? Znaczy, bo to też nie jest tak, że nasza, to jest taka partnerska relacja, my rozmawiamy o tym, czy startujemy, czy nie, no i to była też nasza wspólna decyzja, ale mamy świadomość, że działamy na żywym organizmie i uczymy się, więc Ela zna tutaj moje podejście i wie, że można było zrezygnować, ale z drugiej strony też szkoda by było, nie? Więc to nie jest tak, że Ela nie wie o tym, że gdzieś tam mieliśmy te wątpliwości. Ona też miała, ale wiele czynników się złożyło na to, że wyszło tak, a nie inaczej. Ale fajnie tak mówić, że wyszło tak, a nie inaczej. Jednak ten wynik nie był aż tak zły. No i medal Mistrzostw Polski to jednak medal Mistrzostw Polski. Nie, nie, no jasne. To ty taką definicję, taką łatkę przypiąłeś, dlatego zapytałem. Okej, zarysowałeś nam taki szerszy obrazek waszej współpracy, twojego pomysłu na Ele, tego jaką jesteś zawodniczką.
To przechodząc już jakby stricte do tematu tego odcinka, może najpierw powiedziałbyś w tym kontekście, jaki był wasz plan w ogóle na rok 2025 i co z tego udało wam się zrealizować wiosną, no a co miało się wydarzyć na jesieni pierwotnie? mówimy o planie takim, który mieliśmy na początku tego roku, czyli załóżmy po maratonie w Walencji, gdzie Ela pobiegała to 2.33, 2.34, bo to zależy czy netto, czy brutto, jaki był nasz pomysł na ten rok. No to on był, znaczy nie zakładał na pewno wielu rzeczy. Chcieliśmy po prostu rozwijać się dalej, nie mieliśmy jakiegoś konkretnego celu, wyniku, do którego mieliśmy dążyć. Naszym celem było na wiosnę poprawienie się na dystansach 10 km i pół maratonu. Potem latem chcieliśmy fajnie podczyfować piątkę, wystartować na Mieszczadach Polskich na 5000 metrów, gdzieś popracować nad takim zapasem prędkości i jesienią znowu spróbować swoich sił na dystansie maratońskim, gdzieś tam wcześniej pobiec półmaraton i dyszkę.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
RACEBASE
Jeśli szukasz swoich ulubionych żeli energetycznych na bieg, to sprawdź koniecznie partnera tego podcastu, czyli nowoczesny-sport.pl. Znajdziesz tam swoje ulubione produkty w doskonałych cenach. A ...
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
RACEBASE
„Jeśli szukasz swoich ulubionych żeli energetycznych na bieg, to sprawdź koniecznie partnera tego podcastu, czyli nowoczesny-sport.pl. Znajdziesz tam swoje ulubione produkty w doskonałych cenach. A ..."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ela Glinka na początku przygotowań doznała kontuzji, która na 7 tygodni wykluczyła ją z biegania. Mimo to w ostatnim starcie zaledwie o 9 sekund rozminęła się z rekordem Polski na dychę zostając wicemistrzynią kraju.
Jak zaplanowali to z trenerem? Jak zmodyfikowali plany treningowe i startowe? Jaki trening zastępczy wdrożyli, że mimo tak długiej przymusowej przerwy ostatecznie udało się ustanowić aż dwa rekordy życiowe? O tym dziś opowie nam architekt tych dokonań trener biegania Mikołaj Raczyński.
***
Partnerem podcastu jest nowoczesnysport.pl - znajdziecie tu suplementy, akcesoria i urządzenia fitness dla aktywnych fizycznie. Kod zniżkowy "racepace" daje 10% rabatu wszystkim słuchaczom [reklama]