Toksyczna miłość Justyny #46
24-letnia Justyna Kanicka wychodzi w styczniu 2006 r. z domu. Rodzicom mówi, że jedzie na studia do Szczecina. Od tamtej pory los dziewczyny pozostaje nieznany. Wszystko wskazuje na to, że młoda kobiet została zamordowana. Zmowa milczenia po 17 latach zaczyna pękać.
Polskie Archiwum X. Tylko nie patrz w to okno. Mówi Marianna Kanicka, mama Justyny. Dla mnie te 17 lat to jest udręk. Powiem wam szczerze, że ja nie wiem, ile ja spałam przez te 17 lat, czy ja chociaż jedną noc przespałam całą. Chyba nie. Po prostu się zasypia i się budzi, bo ja cały czas ją mam w myślach i cały czas to przetwarzam przez tyle lat, cały czas, że mówię, nieraz mam samowyrzuty, że mogłam go pogonić, żeby jej dał święty spokój, żeby jej głowy nie zawracał.
Mam czasami wyrzuty, że nic nie zrobiłam, tylko nigdy nie spodziewałam się, że ją coś takiego spotka, nigdy. Dziewczynek prawiecznie siedziała w domu, raz kiedyś wyszła z domu. Ja jeszcze krótko przed tym zaginięciem powiedziałam, Justyna, wyjdź z tych czterech ścian trochę z tego domu, nie siedź, nie wyglądaj na niego przez to okno, kiedy on do ciebie przyjdzie. Ja go kiedyś sprowokowałam do zatrzymania, to było 10 miesięcy po zaginięciu, Pojechał tym samochodem i w gębę mi śmiał. I go sprowokowałam, żeby się zatrzymał. To wyszła z tego samochodu ta sama wyraz twarzy w ten dzień, który do nas przyszedł. Ja mówię, co zrobiłeś z Justyną?
Mówi, szukam jej. Ja mówię, codziennie z inną dziewczynką w samochodzie? Ja pani sprawę założę, że mnie pani tu oczernia. Ja mówię, chodźcie, proszę bardzo, wsiadamy w samochód i już jedziemy, proszę bardzo. I od tamtej pory się nigdy więcej z nim nie spotkało. Jest piątek 13 stycznia 2006 roku. Justyna bierze torbę, chwyta trzy banany i wkłada je do środka. Informuje mamę, że jedzie na studia zaoczne do Szczecina. Dodaje, że noc spędzi u koleżanki. Decyzja o wyjeździe córki zaskakuje kobietę. Do tej pory Justyna na zajęcia jeździła w sobotę i niedzielę. Zawsze wracała na noc.
Chwilę później żegna się i wychodzi z domu. Bo ja wtedy przyszłam, bo to akurat, pamiętam się, zaczęły ferie zimowe i nas z pracy puścili godzinę, bo jakbym przyszła godzinę później, to bym, podejrzewam, jej nie widziała już. Ale przyszłam godzinę wcześniej i ona przyszła zaraz po mnie I ja weszłam do niej do pokoju, tylko widziałam, jak zakłada worki foliowe na nogi i jeszcze do niej mówię, co ty robisz? Mówię, dlaczego ty zakładasz te worki foliowe? A bo mi buty przemakają. Ja mówię, to ty nie masz już nawet na buty pieniędzy? Ja mówię, jak długo będziesz go utrzymywała? Ja mówię, Justyna, nie dajesz grosza na życie, nie dajesz, na studia dajemy ci pieniądze i ty nawet na buty nie masz pieniędzy?
Tylko w podartych butach przemakających chodzisz? Mamo, nie przeszkadzaj mi, bo ja się spieszę na busa. I tylko widziałam, miała trzy banany, oderwała jednego, te dwa wsadziła, jednego zostawiała, te dwa włożyła do torebki. I weszła. Dziewczyna po drodze mija jeszcze sąsiadkę, z którą chwilę rozmawia. Jest po godzinie 19. Justyna mówi sąsiadce, że musi iść, ponieważ śpieszy się na autobus do Szczecina. Rozmówczyni dziewczyny jest zaskoczona, ponieważ o tej godzinie żaden autobus nie jedzie w tamtym kierunku. Sąsiadka jest ostatnią osobą, która widzi Justynę żywą. Los młodej dziewczyny od 17 lat pozostaje nieznany, jednak wszystkie tropy prowadzą w jednym kierunku.
Justyna Kanicka ma 24 lata. Mieszka z rodzicami i bratem w Kamieniu Pomorskim. Od kilkunastu miesięcy pracuje w oddziale skoku w rodzinnej miejscowości. Zaocznie studiuje finanse na nieistniejącej już Akademii Rolniczej w Szczecinie. Ma wąskie grono znajomych. Kilka kuzynek i koleżanek. Kobieta ma problemy ze wzrokiem i nosi korekcyjne okulary. Lekarze wykryli u niej skrzywienie kręgosłupa, a prawą nogę ma krótszą o 2 cm. Szczególnie ta ostatnia wada doskwiera dziewczynie. Bliskim zwierza się, że chce poddać się operacji. Rodzina jest temu przeciwna. Z opowieści znajomych i bliskich wyłania się obraz osoby skrytej w sobie, spokojnej, oddanej, ale także łatwowiernej.
O sprawie rozmawiamy z Rafałem Zalewskim, dziennikarzem śledczym interwencji Polsatu. Co my wiemy o zaginięciu Syny Kanickiej? Kim była ta dziewczyna? To była dziewczyna z dobrego domu, dziewczyna, która nigdy nie sprawiała problemów, przynajmniej o niczym takim nie wiemy. I dziewczyna, po której chyba nikt nie spodziewał się nigdy, że pewnego dnia po prostu zniknie. Pracowała w banku, jednocześnie studiowała ekonomię w Szczecinie na jednej z tamtejszych uczelni. Miała ambicje, marzenia, chciała być szczęśliwa i coś w życiu osiągnąć. Skończyło się niestety zupełnie inaczej. No właśnie, Justyna jest dziewczyną jakiejś dziesiątki w Polsce. Młoda, ambitna, pracowita.
Mimo tego pewnego dnia wychodzi z domu i ginie. Jak wyglądał ten dzień zaginięcia? Tak, z tego co wiemy, był to w zasadzie kolejny zwyczajny dzień w życiu Justyny. Nic nie zapowiadało, przynajmniej w jej zachowaniu, że coś niezwykłego dzieje się w jej życiu. Ani jej matka, ani jej brat. Nie zauważyli, żeby była zaniepokojona, smutna, zdenerwowana, żeby bała się czegoś. Kolejny zwyczajny dzień, no poza tym, że tego dnia Justyna miała na weekend wyjechać na uczelnię do Szczecina, tak przynajmniej powiedziała swoim bliskim. Wróciła z pracy, pożyczyła jeszcze od swojego brata jakieś drobne pieniądze na bilet, Po czym wyszła z domu i miała wrócić w niedzielę wieczorem, tak jak zwykle bywało w tego typu sytuacjach.
Niestety w międzyczasie okazało się, że kontaktu z Justyną nie ma, że do Szczecina nie dotarła. No i zaczęło się robić coraz dziwniej z każdym kolejnym momentem. Cztery dni po tym jak Justyna wychodzi z domu, na komisariat policji w Kamieniu Pomorskim przychodzi mężczyzna. To ówczesny dyrektor regionalny Skoku. Zgłasza, że z placówki zginęło 13 tysięcy 549 złotych i 18 groszy. Wskazuje, że jedyną pracownicą oddziału w Kamieniu jest Justyna Kanicka.
Z kasy znika tylko część pieniędzy. Policjantom opowiada, że do tej pory Justyna miała opinię pracowitej i sumiennej. Nie było do niej zastrzeżeń. Moja pierwsza myśl, jak ona wyszła i zorientowaliśmy się, że już jest coś nie tak, no to po prostu mi przyszedł on tylko na myśl. Że ten dług, który później się dowiedzieliśmy we wtorek, że ten dług jest w kasie, no to moja myśl była tylko taka, że po prostu on ją, od niej wyłudził te pieniądze, nie miał z czego oddać. I ona w międzyczasie przed zaginięciem, w czwartek była w Szczecinie, wzięła w Stefczyku pieniądze, kredyt, wzięła u siebie część w zakładzie i wzięła część pieniędzy w Żubrze.
Także później, jak się okazało, no to w sumie na 14 tysięcy wzięła kredytu. No bo to tak wychodzi. Nie wiem, no to było tylko moje takie przypuszczenia, bo jak byłam, rozmawiałam z panią, bo to było w prywatnym domu takie biuro, to ona miała, że Justyna wychodziła z zakładu i później w jakimś czasie wróciła do zakładu. I ja podejrzewam, że ona pojechała te pieniądze, bo tam był dług 13 tysięcy, tam 442 złote, ileś tam groszy, I ja podejrzewam, że ona na tą kwotę nabrała kredytu, żeby te pieniądze odłożyć do kasy, żeby się nikt nie zorientował.
No i później jak się umówiliśmy z kierownictwem Skoku, no to pani dyrektor była w szoku, że dlaczego ktoś jak kradnie, nie kradnie z okręgolonej sumy, tylko są te grosze. Śledczy szybko wyrokują. Justyna wzięła pieniądze, aby zacząć nowe życie. Ustalają, że kilka dni przed zaginięciem dziewczyna wzięła trzy kredyty na łączną sumę 16,5 tys. zł. Dodatkowo pożyczyła od rodziców i brata 1500 zł, łącznie 31549,18 zł.
Tego samego dnia, kiedy dyrektor Skok zgłasza kradzież, w komendzie pojawia się Marianna. Informuje o zaginięciu córki. Mariusz Kanicki był młodszym o 2 lata bratem Justyny. Rodzeństwo było ze sobą bardzo zżyte. Jako nastolatkowie spędzają ze sobą sporo czasu. W sobotę, dzień po wyjściu Justyny z domu, Mariusz jedzie z koleżanką na studniówkę. 6 minut po północy otrzymuje SMS-a od swojej siostry. Po krótkiej rozmowie z koleżanką wychodzi z imprezy i znika na kilka godzin, po czym wraca. Treści wiadomości nie pamięta, wykasował ją. Mogła brzmieć, mam już tego wszystkiego dość. Śledczym Mariusz mówi, że ta informacja go zaniepokoiła.
Próbuje dzwonić do siostry, ale ta nie odbiera telefonu. Policjantom przekazuje, że dlatego wyszedł ze studniówki i jej szukał. Śledczy badają go wariografem. Biegły sądowy na podstawie wyników stwierdza, że Mariusz nie ma nic wspólnego ze zniknięciem siostry. Dwa dni po tym jak Justyna wyszła z domu do Kanickich na telefon stacjonarny dzwoni Dorota. Imię zmienione. To koleżanka, u której miała nocować Justyna. Dziewczyny pracują w tej samej firmie i poznały się podczas szkolenia, a z czasem zaprzyjaźniły się i często ze sobą rozmawiały. A z tą koleżanką ze Szczecina, one codziennie rozmawiały po dwie, trzy godziny. I ona dzień wcześniej w czwartek z nią rozmawiała.
No i ona do mnie mówiła, że ona jedzie w piątek, bo będzie... Ja mówię, a czemu jedziesz w piątek? Bo ja mówię, ja się przenocuję. Ja nic nie podejrzewałam, dlatego że nigdy nie było takiej sytuacji, żeby ona wyszła i nie wróciła na czas albo kłamała. Powiedziała, że jedzie tam i tam, a jak nie wracała, to dzwoniła do domu i powiedziała, mamo, ja zostaję u Luizy, wrócę jutro. Wyszła, mamo, nie przeszkadzaj, bo jeszcze spieszę się na busa. Tylko, mówi, nie wyglądaj przez okno. Telefon odbiera Marianna. Okazuje się, że z telefonu Justyny ktoś napisał do Doroty, wyjeżdżam jak najdalej stąd.
Wiadomość była napisana małymi literami i bez przerw między wyrazami. Justyna nigdy tak nie formułowała wiadomości. Kilkanaście minut przed telefonem Doroty do Kanickich dzwoni domofon. Marianna słyszy głos Rafała, chłopaka Justyny. Rafał wchodzi i natychmiast rusza do pokoju Mariusza pod pretekstem oddania jakiegoś motoryzacyjnego katalogu. Po zaginięciu Justyny przyszedł w niedzielę właśnie do domu. I to było przed tym właśnie telefonem tej koleżanki Justyny. I jak ja mu otworzyłam drzwi, to ja po prostu się jego wyrazu twarzy przestraszyłam. Miał okropny wyraz twarzy, jakby coś strasznego, coś przeskrobał.
Jakby się, no taki wściekły wyraz oczu, o tak bym może powiedziała. Ja go nie chciałam wpuścić, bo on mówi, że do Mariusza chce katalog od Mariusza samochodowy. Ja mówię, że ja cię nie wpuszczę, bo Mariusz śpi po studniówce. Ale ja panią proszę, mówi, bo potrzebuję katalog samochodu. Ja go wpuściłam, ale on na mnie w ogóle nie zareagował, tylko ten moment go widziałam, jak wszedł. I on wyszedł od nas z mieszkania, za chwilę wyszedł. I po jego wyjściu gdzieś 10-15 minut właśnie ta Justyny koleżanka zadzwoniła. I ja już się wtedy zorientowałam, że jest już jest coś nie tak. Tylko żałowałam, że on nie przyszedł trochę później, bo ja słuchajcie ja bym go nie wypuściła z domu.
Ja bym go nie wypuściła, bo ja po nim było widać wyraz ten twarzy jego zdradził. My wiemy, dlaczego Justyna mogła zaginąć. Czy ona mogła uciec? Raczej nie. No Justyna była w dobrych relacjach ze swoją rodziną. Była ta kochająca się rodzina, wspierająca się wzajemnie. Nie było tam jakichś problemów. A jedyne, które istniały pomiędzy nią a jej matką, to były problemy dotyczące mężczyzny, z którym przyjaźniła się, spotykała. No są różne wersje dotyczące tego. W każdym razie był to mężczyzna, do którego Justyna z pewnością miała olbrzymią słabość.
Był to człowiek niewiele starszy od niej, człowiek, który, jak twierdzą świadkowie, miał wówczas również inne związki z kobietami. Justyna była kolejną kobietą w jego życiu, tą drugą, albo nawet trzecią, i to nie podobało się właśnie jej mamie, dlatego odradzała jej ten związek, Wiedziała, że raczej nie ma wobec niej poważnych zamiarów. Kim był ten mężczyzna? No właśnie, to jest człowiek, który wiemy, że... W zasadzie wiemy o nim bardzo niewiele. Wiemy, że jest to mieszkaniec Kamienia Pomorskiego w tamtym czasie. Wiemy, że mieszkał bardzo niedaleko Justyny. Interesował się motoryzacją, brał udział w wyścigach samochodowych na ćwierćmili.
I tak naprawdę to wszystko, co wiemy na jego temat. Nie miał stałej pracy, nie miał stałego miejsca zamieszkania. Później już mówię o dalszej części jego historii. Lubił kobiety. I Justyna była jedną z jego zdobyczy. Tak przynajmniej można wnioskować z tego, co mówią nam nasi rozmówcy. Czy można powiedzieć, że był to taki miejscowy kasanowa, który trochę korzystał na emocjach dziewczyn, uwodził w jakiś sposób i wykorzystywał? Jeżeli jest prawdą to, co mówią nam nasi rozmówcy, to jak najbardziej tak. Rozmawiałem z jedną z takich dziewczyn, która była w nieformalnej relacji z Rafałem i też była w nim zakochana, tak ja to rozumiem. I ona twierdzi, że on wielokrotnie brał pieniądze, namawiał te dziewczyny, żeby przekazywały mu jakieś kwoty.
Podobno dobrze manipulował ich emocjami i podobno tego typu prośby spełniała dla niego również Justyna. Mama Justyny twierdzi, że Justyna... Justyna pracowała w banku. Mama... Justyny twierdzi, że nie dokładała się do kosztów codziennego życia w domu. Całą pensję, którą zarabiała, było tego około 1000 zł, pamiętajmy, że mówimy o 2006 roku, całą pensję mogła przeznaczać na własne potrzeby. Tymczasem była wciąż bez pieniędzy. Nie miała nawet Pieniądze, aby kupić sobie porządne buty. O czym to może świadczyć? Zdaniem mamy Justyny świadczy to o tym, że pieniądze, które zarabiała w banku, przekazywała właśnie temu chłopakowi, że on korzystał na tym i zaspokajał dzięki temu swoje potrzeby.
Czy ten chłopak w jakiś sposób chwalił się związkiem ze sną, czy jednak go ukrywał? No właśnie, to jest ciekawe, dlatego że, tak jak wspomnieliśmy, Justyna nie była jedyną kobietą w jego życiu. Nie była też tą oficjalną, na to wszystko wskazuje te informacje, które udało nam się zdobyć. Z tego, co mówi mama Justyny, no to on spotykał się z nią zawsze w tajemnicy. To był związek, który był prowadzony całkowicie w konspiracji. On przychodził wyłącznie w nocy bądź późnym wieczorem. Spotykali się w okolicach cmentarza, tego, który widzimy tutaj obok nas. Spotykali się w różnych ustronnych miejscach tak, aby nikt ich nie widział. W samochodzie, w mieszkaniu jednej z sąsiadek, która opuściła Kamień Pomorski i zostawiła to mieszkanie pod opiekę Justyny.
Wszystko było prowadzone tak, aby nikt oficjalnie nie wiedział, aby nie pokazywać się z Justyną w miejscach publicznych. dlaczego tak było i jakie w takim razie plany wobec Justyny miał ten chłopak? Rafał nie cieszy się w Kamieniu Pomorskim najlepszą opinią, choć nie mieszka tam już od dawna. Porywczy, wykorzystujący ludzi, dbający tylko o siebie, robiący szemrane interesy, żerujący na kobietach, przywoził samochody i meble z Niemiec, nie miał stałej pracy, brał udział w nielegalnych wyścigach. Po latach trudno ustalić, kiedy dokładnie Rafał poznał Justynę. Wiemy natomiast gdzie. W garażu brata. Chciała go o coś zapytać, gdy nadjechał Rafał. Obu mężczyzn łączyła wspólna pasja do motoryzacji.
To wtedy znajduje u niej męską piżamę, kapcie oraz czapkę robioną przez Justynę na drutach z napisem Rafi. Na parterze bloku, w którym mieszka Justyna znajduje się mieszkanie. Jego właściciel przebywa w Niemczech. Podczas jego nieobecności dziewczyna dba o porządek. Bliscy Justyny po jakimś czasie odkrywają, że po kryjomu spotyka się tam z Rafałem. Zresztą sama Justyna opowiada o tym swojej kuzynce i koleżance. Kilka osób opowiada, że Justyna daje Rafałowi pieniądze na doładowanie telefonu, na części samochodowe, na benzynę. Śledczy przesłuchują Rafała blisko 5 lat po zaginięciu Justyny. Zeznaje, że jej nie zna.
Prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa. Rodzina przez lata przerzuca się z wymiarem sprawiedliwości dziesiątkami dokumentów i pism. Nikt mi nie pomógł. Każdy... Do uwagi dzwoniłam, prosiłam, błagałam. Nie, bo byłam pełnoletnia. Powiem Panu szczerze, że samemu to jest ciężko z tym wszystkim, tym molochem ludzi walczyć. Teraz wreszcie i już się modlę tylko, żebyście wreszcie to wszystko wyjaśniły, ten horror skończył. Tymczasem, jak się okazuje, Rafał, który spotykał się z Justyną, miał swoje tajemnice. Mężczyzna był związany oficjalnie z inną kobietą, z którą mieszkał od lat.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Marianna Kanicka opowiada o udręce spowodowanej zaginięciem córki Justyny.
Justyna opuszcza dom, wyjeżdża do Szczecina na studia, ale nie wraca. Matka opowiada o ostatnim spotkaniu z córką.
Justyna zakłada worki foliowe na nogi i zamyka kase w skoku. Matka kwestionuje jej zachowanie i finansowe sytuację.
Dyrektor skoku zgłasza kradzież pieniędzy. Marianna Kanicka zgłasza zaginięcie córki.
Dorota, koleżanka Justyny, opowiada o rozmowie telefonicznej przed jej wyjazdem do Szczecina. Wiadomość na telefonie Justyny.
Rafał pojawia się u Anny z pieniędzmi, próbując z powrotem zamieszkać, ale ona go odrzuca.
Rafał podpala Anna's samochód i próbuje zbrojnie ją zmusić do powrotu, co spowoduje jej ucieczkę.
Rafał nie pojawia się na przesłuchaniu, a po latach jego nieobecność prowadzi do przypuszczeń o ukrytych informacjach.
Justyna zostaje uznana za zmarłą przez sąd, ale rodzina nie ma nadziei na jej odnalezienie.
Sprawa Justyny przypomina inne zaginięcia młodych kobiet, co sugeruje przestępczy charakter zaginięcia.
Brak dowodów i upływ czasu prowadzą do poczucia bezkarności u sprawców, co utrudnia proces karny.
Rafał jest opisany jako psychopata histroniczny, który mógłby oszukiwać w badaniach wariograficznych.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
24-letnia Justyna Kanicka wychodzi w styczniu 2006 r. z domu. Rodzicom mówi, że jedzie na studia do Szczecina. Od tamtej pory los dziewczyny pozostaje nieznany. Wszystko wskazuje na to, że młoda kobiet została zamordowana. Zmowa milczenia po 17 latach zaczyna pękać.