Spór o Mercosur | Wartość dodana
W dzisiejszym odcinku Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku, opowiada o umowie handlowej z Mercosurem. O jej zaletach, które w publicznych dyskusjach podkreśla Komisja Europejska i niebezpieczeństwach, na które wskazują rolnicy z Francji czy Polski. Rozmowę prowadzi Hanna Cichy. Zapraszamy!
Natomiast nie ulega też wątpliwości, że gdy nakładamy na nawet powiedzmy, że europejski samochód dodatkowe 10-15% cło, no to jest on tym bardziej mniej osiągalny dla takiego przeciętnego kupującego z kraju rozwijającego się. Przejrzyjmy się teraz tej konkretnej umowie. Co takiego w niej jest? Powiedziałeś, że teraz będziemy mieć do czynienia z pewną symetrią, że nie tylko Europa obniży cła na południowoamerykańskie wyroby, ale też Mercosur obniży cła na towary unijne, a wynotowałam sobie, że europejskie samochody są tam odsłone na 35%, napoje alkoholowe do 35%, sery niecałe 30%, maszyny 20%. To są faktycznie bardzo wysokie stawki. Co jeszcze takiego godnego uwagi jest w tej umowie? Przede wszystkim te stawki, które wspomniałaś, one mają być w zasadzie sprowadzone do zera, gdyż właśnie to jest główny cel tej umowy, żeby umożliwić Unii Europejskiej eksportowanie dóbr, powiedzmy, że przemysłowych.
Natomiast z drugiej strony będziemy mieli możliwość ze strony krajów Mercosur eksportu towarów rolnych po obniżonych właściwie zerowej stawce celnej. Natomiast tu jest pewien taki haczyk. O ile Europa w zasadzie dostanie te niskie stawki celne, właściwie zerowe od razu, to w przypadku krajów Mercosur będą stosowane tak zwane kontyngenty importowe, właściwie eksportowe. I będą mogły one eksportować dane, towary rolne. Chodzi przede wszystkim o drób, chodzi przede wszystkim o etanol oraz wołowinę. Bez słowo, tylko do jakiejś tam kwoty, to idzie w milionach ton, a później wszystko ponad ten tonaż będzie już objęte normalną stawką. No bo ten właśnie handel towarami rolnymi to była chyba ta główna oś niezgody, zarówno w całej Unii Europejskiej, jak i w poszczególnych krajach.
Ochrona rolnictwa i interesów rolników jest bardzo ważnym zagadnieniem, zawsze była takim zagadnieniem społeczno-politycznym. Teraz mówi się jeszcze o tym w kontekście bezpieczeństwa. Ten argument bezpieczeństwa, bezpieczeństwa żywnościowego jest też w tej chwili bardzo mocno podnoszony, zwłaszcza w tej polskiej debacie w kontekście tej umowy. I to też wpływa na tą koalicję krajów, które są niechętne, czy blokowały, czy dalej zamierzają blokować tą umowę. Francja, tutaj ten sektor rolny rozwinięty, Włoch również, no i Polska, zwłaszcza upatrująca zagrożeń w swojej pozycji eksportera mięsa, drobiu, wołowiny do Europy. Ale pomimo tych kontyngentów, no to dalej jest to, jak rozumiem, oferta atrakcyjna i korzystna dla Mercosuru. Myślę, że tak. Z pewnością w przeciwnym wypadku nie byłoby chęci do podpisania tej umowy i mi się wydaje, że w ogóle z tamtej strony jest większa chęć do podpisania tej umowy niż ze strony europejskiej.
Większość kontroli opiera się na oświadczeniach weterynarzy, które mogą być prawdziwe, a mogą być też nieprawdziwe. W Europie raczej nie ma na to miejsca. Ale jest jeszcze, wydaje mi się, dwa elementy układanki, które się trochę pomija w tej debacie. To znaczy, normy to jedno, ale druga rzecz to po pierwsze kraje, przede wszystkim Brazylia, Argentyna, bo w zasadzie mówiąc o Mercosurze możemy mówić w zasadzie o tych dwóch krajach, bo to jest gros tego ugrupowania, to jest 210. 30 milionów ludności, więc większość. Te kraje mają paradoksalnie czystszy miks energetyczny niż Europa z uwagi na to, że mają mniejsze zużycie węgla, spore użycie energii odnawialnej i solarnej i bardzo dużo hydroenergii, bodajże w Brazylii to chyba nawet 50%, więc to jest naprawdę bardzo dużo, więc wbrew pozorom tam energia jest relatywnie tania.
Kolejna rzecz, płace. Oczywistym jest, że w Unii Europejskiej jako w ugrupowaniu bogatszym Te płace są po prostu wyższe i w produktach niskomarżowych, takich jak właśnie te produkty rolne, no siłą rzeczy Europa będzie miała trudno konkurować. Oczywiście są tam jakieś światełka w tunelu, ale no nie oszukujmy się, Europa raczej nie będzie konkurować z krajami, które mają niższe koszty pracy, szczególnie w zakresie żywności, powiedzmy, że nisko przetworzonej albo takiej, bym powiedział, zwykłej. W tej żywności jeszcze dochodzą do tego koszty ziemi, czy też koszty alternatywne wykorzystania ziemi, no i kwestie związane z warunkami klimatycznymi. To jest coś, co się pewnie będzie zmieniało i możliwe, że nawet na niekorzyść przynajmniej niektórych obszarów Ameryki Południowej, no ale jak na razie mają tutaj po prostu przewagi nad nami takie naturalne i nie do zlikwidowania.
A tak, a właśnie to mnie zastanawia z punktu widzenia tej argumentacji o braku konkurencyjności europejskiego rolnictwa. Czy gdyby nasze rolnictwo było tak strasznie niekonkurencyjne przez te wszystkie obciążenia regulacyjne i normy wyśrubowane, to nie bylibyśmy w stanie tej naszej żywności sprzedawać na przykład do Chin, tam gdzie ją sprzedajemy. Kolejny bardzo dobry argument, taki na zasadzie to, co obserwujemy, trzeczy niektórym tezom. Taki sam argument można wystosować w zakresie ogólnie wszystkich produktów europejskich. Gdyby Europa miała aż taki duży problem z konkurencyjnością, eksport już dawno szorowałby po dnie, a tak naprawdę cały czas Europa ma dość duże nadwyżki handlowe, więc tak, argument jest jak najbardziej dobry. A od drugiej strony, bo pewnie nie jest przypadkiem, że zawsze te grupy, które czują się w jakiejś nowej sytuacji, jakąś nową regulacją, jakąś nową decyzją polityczną zagrożone, są zazwyczaj dobrze zmotywowane do tego, żeby się organizować, żeby te swoje obawy i ten swój protest wyrażać.
W tym momencie import-eksport z krajów Mercosur do UE to jest jakieś 50 miliardów dolarów czy euro. Natomiast po wprowadzeniu tej umowy, po wszystkich dostosowaniach, po kilku latach, ten eksport ma szansę wzrosnąć do 80 miliardów, a import powiedzmy do około 60. To wcale nie są takie małe liczby. I biorąc pod uwagę, że teraz... wszyscy mówią o tym, że Europa ma problem, no to jest to dość sensowna droga, żeby sobie w jakiś sposób pomóc. Natomiast ja jestem sceptykiem, jeśli chodzi o ratyfikację parlamentów narodowych. Czyli mówisz jednak, że te interesy społeczno-polityczne krajów przeważą. No myślę, że w Polsce nawet pomimo tego konfliktu między pałacami w temacie Mercosuru, ten sceptycyzm, on ma różne natężenie w różnych partiach i w różnych gabinetach, ale kierunek jest raczej niestety taki sam.
Być może wynika to z dwóch elementów. Pierwszy jest taki, że handel ze Stanami Zjednoczonymi to jednak jest większy łamek aktywności handlowej unijnej, bo Mercosur to jest, mówiliśmy o 50 miliardach euro, to jest 2-2,5% całości handlu Unii. To jest bardzo mało. Znaczy handlu pozaunijnego. Handlu pozaunijnego, tak? No bo Unia handluje głównie sama ze sobą, z Chinami i trochę ze Stanami Zjednoczonymi. Druga rzecz jest taka, że wydaje mi się, że w tym momencie Stany Zjednoczone traktowane są jako taki partner specjalnej troski. To znaczy z uwagi na fakt, że Donald Trump jest ważny w ogóle dla europejskiego bezpieczeństwa, myślę, że Europa była w stanie niektóre tematy po prostu odpuścić. Czy te cła są 10 czy 15%?
One nigdy prawdopodobnie i tak nie spadłyby do zera. Myślę, że nie jest to koniec świata jeszcze dla europejskich producentów. Natomiast tak postawienie sprawy plus jeszcze jakiś tam import węglowodorów stawia Europę jednak w dość dobrym świetle, że chce jednak negocjować, nie naraża się na złość Donalda Trumpa. To naprawdę w tym takim niespokojnym otoczeniu jeszcze może się przydać. Natomiast Europa robi wszystko, co może, jakby od środka. I myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa to jednak może się udać, bo nie do końca chce mi się wierzyć w europejski skansen i to, że to już wszystko umarło. Też nie wierzę, że to wszystko umarło, ale czy naprawdę Europa robi wszystko, co może? Bo to na przykład Mario Draghi uważa, że robimy za mało. Too little, too late.
Więc de facto Niemcy wstrzymując się tak bardzo i trzymając się tej polityki zerowego deficytu, no oni troszeczkę ograniczyli sobie ten rozwój i teraz ten hamulec został odpuszczony. Czyli mówisz, że po prostu potrzebujemy nieraz takiego kubła zimnej wody wylowanego na Europę zza którejś granicy, żeby ruszyć się z jakimiś projektami, o których niby wszyscy wiedzą podskórnie, że są dobre, ale brakuje właśnie tej motywacji, żeby z nimi iść do przodu. Ja myślę, że generalnie Unia się chyba rozwija takimi kryzysami. Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, tak całkiem takiej niedawnej historii, to kryzys zadłużeniowy, ale to akurat dotyczący strefy euro. Przecież w zasadzie doprowadzenie do tego, żeby Europejski Bank Centralny niejako gwarantował, że zadłużenie krajów peryferyjnych, Grecji, Włoch, nie wymknie się spod kontroli, jeśli chodzi o oprocentowanie tego zadłużenia,
to przed kryzysem zadłużeniowym to było w zasadzie nie do pomyślenia. A potem wyszedł Mario Draghi i powiedział, że jednak da się to zrobić. Więc wydaje mi się, że Europa trochę porusza się tak od kryzysu do kryzysu. I jeszcze wrócę do tego kryzysu zadłużeniowego. Okazało się, że udało się wypracować narzędzia, które są w zasadzie na tyle uniwersalne, że w tym momencie o kryzysie zadłużeniowym w zasadzie nikt nie myśli. Więc ja bym może życzył, że ten kryzys też doprowadził mnie do takiego stanu, że w końcu zrobi to, co musi. Natomiast jak już zaznaczyłaś wcześniej, no to będzie trwało. Tak o twórczej i kreatywnej sile kryzysu mówił Marcin Mazurak. Dziękuję Ci bardzo. Dziękuję. Na dziś to wszystko. Na kolejny odcinek zapraszamy za tydzień.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.