Kto odpowiada za nieobecność Polski w Waszyngtonie? | Nasłuch
W specjalnym, wakacyjnym odcinku zastanawiamy się, dlaczego żaden przedstawiciel Polski nie wybrał się na rozmowy o przyszłości Ukrainy, co z owego zaniechania wynika i cóż ono mówi o pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Winnych poszukują (w kolejności alfabetycznej): Andrzej Bobiński, Tomasz Sawczuk, Wojciech Szacki i Marek Świerczyński.
Natomiast znamy relacje i to, jak te strony sporu przedstawiają to wydarzenie, czy też brak tego wydarzenia ze strony Polski. Strona prezydencka twierdzi, że rzecz była po stronie rządu, który miał wszystkie narzędzia jako... członek koalicji chętnych, żeby uczestniczyć w szczycie w Waszyngtonie i piłka była po stronie Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, a Karol Nawrocki ewentualnie mógłby tam pojechać, przy czym strona prezydencka też podkreśla, że kluczowa dla niej jest wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w Stanach 3 września i że... to wówczas prezydent Polski będzie miał okazję porozmawiać z Donaldem Trumpem już na żywo. Jeśli chodzi o rząd, to mamy komunikaty zarówno Adama Szłapki, rzecznika rządu, jak i wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Śkorskiego,
Prawdopodobnie oryginalne zaproszenie otrzymał Karol Nawrocki, dlatego że spotkanie miało być w analogicznym składzie jak w środę, przed spotkaniem Trumpa z Putinem na Alasce i tam reprezentował na spotkaniu z Trumpem Polskę Karol Nawrocki i prawdopodobnie Nawrocki nie chciał pojechać na to spotkanie. To zaraz możemy porozmawiać o tym dlaczego. Ale to otwiera pytanie, no jeśli Nawrocki nie chciał, to dlaczego nie pojechał Donald Tusk, bo tego z kolei Kancelaria Premiera ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wyjaśnia. Można sobie dopowiedzieć, no są dwie możliwości tutaj. Albo jest tak, że nie byłby tam mile widziany przez Donalda Trumpa i w związku z tym się nie pchał, albo może być tak, że również miał jakieś powody, dla których nie chciał pojechać. Wyjaśnienie mało życzliwe byłoby takie, że był na urlopie i nie chciał z tego urlopu wracać. Wyjaśnienie polityczne byłoby jakieś inne, ale takiego wyjaśnienia na razie nam nikt nie przedstawił.
Z drugiej strony mamy jako społeczeństwo poczucie, że Polska nie powinna się specjalnie angażować w coś, co może przynieść wojnę, a więc jest zdecydowane nie opinii publicznej dla wysłania wojsk polskich do Ukrainy. Z trzeciej strony mamy wreszcie coraz gorsze postrzeganie Ukrainy i Ukraińców w Polsce, więc prawdę mówiąc i fiasko rozmów ewentualne w Waszyngtonie byłoby również fiaskiem i porażką osoby, która tam by była, czego chciałby uniknąć zarówno prezydent Nawrocki, jak i premier Tusk. Ale też to porozumienie... Sukces też nie byłby konieczny sukcesem. Sukces nie byłby takim pełnym sukcesem i to porozumienie pewnie zakończone jakimś zgniłym kompromisem też byłoby łatwe do skrytykowania i ryzykowne politycznie.
niedowiezione obietnice, białego konia, na którym nie ma już jeźdźca, który pokonał populizm i poczucie, że nie wiadomo jak długo ten rząd jeszcze będzie trwał, a jeszcze do tego wchodzimy teraz w negocjacje budżetowe i Polska będzie bardziej chciała, a przy okazji prawdopodobnie, zasłaniając się kwestią kampanii wyborczej. starała się spowalniać albo blokować ważne programy z perspektywy europejskiej. W związku z czym Nawrocki jadąc tam musiałby patrzeć na Trumpa i robić to, co Trump chce, a Donald Tusk by jechał jako junior partner swoich senior partnerów z Unii Europejskiej. A do tego dochodzi jeszcze coś, o czym nie rozmawialiśmy dotąd, czyli daleko posunięta niechęć Donalda Trumpa do Donalda Tuska i fatalne relacje osobiste między nimi.
Ale wróciłbym w tym momencie wobec tego do pytania o postawę i działania rządu. Bo ja oczywiście mogę zrozumieć, że gospodarzem był Donald Trump. Gospodarzem być może tej listy, tej europejskiej wycieczki czy też krucjaty na rzecz Ukrainy był w pewnym sensie Włodymyr Zełenski i inni liderzy Europy. Ale właśnie tutaj już w tym momencie wpada nam ten znak zapytania, a dlaczego wobec tego tym innym liderom Europy nie zależało na zaproszeniu chociażby właśnie przedstawiciela rządu. Ale biorąc pod uwagę relacje Tuska i von der Leyen i z Zeleńskim, to wydawałoby się, że gdyby Tuskowi zależało na tym, żeby cała strona europejsko-ukraińska go uwzględniła i zaprosiła, to myślę, że to zaproszenie by dostał.
Mam wrażenie, że tu wracamy, czy krążymy cały czas wokół tego samego problemu, że trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć, żeby tę politykę zagraniczną prowadzić i ja też uważam, że jeśli Karol Nawrocki z tych wszystkich wymienionych powodów nie chciał pojechać do Waszyngtonu, no to powinien tam pojechać premier Tusk. I mam również wrażenie, w każdym razie nikt nie przedstawił wyjaśnienia, dlaczego miałoby to być niemożliwe, bo wyjaśnienia na przykład ze strony MSZ-u są takie, że Kancelaria Prezydenta ma uprzywilejowane stosunki z administracją Donalda Trumpa, no ale to nam mówi tylko tyle, że gdyby Nawrocki chciał, to mógłby pojechać, ale to nie mówi nam tyle, że Tusk nie mógłby pojechać, gdyby chciał, więc to jest, mam wrażenie, również taka próba. Nie powiedzenia wprost, czy to jest tak, że powiedziano Tuskowi, że ma tam nie być, że go tam nie chcą, czy to jest tak, że Donald Tusk ocenił, że nie opłaca mu się tam być.
I mam wrażenie, gdybyśmy sobie wyobrazili, co by się wydarzyło, gdyby Tusk tam pojechał, że on mógłby sobie wyobrażać, tak jak to zresztą przedstawiają teraz przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, no, że tam... będą podejmowane jakieś zobowiązania dotyczące finansowania i zabezpieczenia Ukrainy w tym procesie pokojowym i że będzie atakowany przez PiS, że poszedł na ustępstwa i że Polska znowu jeszcze więcej pieniędzy dokłada do pomocy Ukrainie. A jak mamy ostatnie zestawienie Instytutu Kolońskiego, jesteśmy według PKB na pierwszym miejscu na świecie, jeśli uwzględnić pomoc humanitarną dla Ukrainy. No i była taka relacja w mediach społecznościowych teraz, że Polska za dużo na tę Ukrainę już płaci, więc tu mógł się obawiać krytyki. Chciałbyś już przejść do innych wątków? Na koniec jeszcze bym powiedział jedno słowo, czyli konfederacja, czyli rozgrywki na prawicy o to, kto jest bardziej propolski, kto jest bardziej ukraińsko-sceptyczny i myślę, że przynajmniej dla strony tej pisowsko-prezydenckiej to jest niesłychanie istotne, że...
polityki zagranicznej, a już na pewno regionalnej. I niestety to już się przewinęło parę razy w tej naszej rozmowie, ale widzę w tym głównie problem przywództwa. Ale przepraszam, też elektoratu. Ja mam tak, chcemy najlepszej jakości usługi publicznej, nie chcemy płacić wyższych podatków. Chcemy, żeby się dobrze jeździło po mieście, ale nie chcemy, żeby były robione remonty i żeby były korki. W sensie w każdym obszarze, jaki ja widzę w polityce publicznej, jest tak, że bardzo dużo chcemy, ale niewiele chcemy jako społeczeństwo. Chcemy się rozwijać, ale chcemy, żeby było tak jak dawniej. Tak, przywódcy przywódcami, klasa policzna klasą policzną, ale to też jest o nas. Pełna zgoda, to jest o nas, ale po pierwsze tak nie zawsze było i być może kiedyś to się jeszcze zmieni i w dodatku to jest właśnie miara przywództwa, żeby to zmienić. A mam wrażenie, że zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk najlepsze lata mają za sobą i...
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.