Kto odpowiada za nieobecność Polski w Waszyngtonie? | Nasłuch
W specjalnym, wakacyjnym odcinku zastanawiamy się, dlaczego żaden przedstawiciel Polski nie wybrał się na rozmowy o przyszłości Ukrainy, co z owego zaniechania wynika i cóż ono mówi o pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Winnych poszukują (w kolejności alfabetycznej): Andrzej Bobiński, Tomasz Sawczuk, Wojciech Szacki i Marek Świerczyński.
I mam wrażenie, gdybyśmy sobie wyobrazili, co by się wydarzyło, gdyby Tusk tam pojechał, że on mógłby sobie wyobrażać, tak jak to zresztą przedstawiają teraz przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, no, że tam... będą podejmowane jakieś zobowiązania dotyczące finansowania i zabezpieczenia Ukrainy w tym procesie pokojowym i że będzie atakowany przez PiS, że poszedł na ustępstwa i że Polska znowu jeszcze więcej pieniędzy dokłada do pomocy Ukrainie. A jak mamy ostatnie zestawienie Instytutu Kolońskiego, jesteśmy według PKB na pierwszym miejscu na świecie, jeśli uwzględnić pomoc humanitarną dla Ukrainy. No i była taka relacja w mediach społecznościowych teraz, że Polska za dużo na tę Ukrainę już płaci, więc tu mógł się obawiać krytyki. Chciałbyś już przejść do innych wątków? Na koniec jeszcze bym powiedział jedno słowo, czyli konfederacja, czyli rozgrywki na prawicy o to, kto jest bardziej propolski, kto jest bardziej ukraińsko-sceptyczny i myślę, że przynajmniej dla strony tej pisowsko-prezydenckiej to jest niesłychanie istotne, że...
Konfederacja i Grzegorz Braun mają łącznie mniej więcej 20% poparcia, PiS ma około 30% i wszystkie potencjalnie ryzykowne ruchy wokół porozumienia z Ukrainą, które by się wiązały z jakimiś obciążeniami dla Polski, mogłyby te proporcje zachwiać na korzyść Konfederacji i Braunistów, a na niekorzyść PiSu i prezydenta. Wszystko zgoda. Słuchajcie, to przejdźmy dalej, bo pytanie, które ja sobie zadaję, brzmi, czy to rzeczywiście jest taka wielka tragedia, że nas tam nie było. I teraz, żeby trochę się wytłumaczyć, mam wrażenie, że nasza obecność i brak naszej obecności mają różne plusy i minusy w zależności od tego, jak na to spojrzymy. Chodzi mi o to, że jeżeli przyjąć taką optykę, że jesteśmy średniej wielkości krajem, który niespecjalnie chce w tym momencie z różnych względów...
Co więcej, mam wrażenie, że oddaliśmy tak naprawdę strategiczne kierunki polityki wschodniej, a może wręcz polityki zagranicznej, wyborcom Konfederacji i to się wydarzyło z początkiem 25 roku, kiedy rozpędziła się kampania wyborcza. To jest szerszy trend, to nie jest tylko Polska, to jest siłą rzeczy coraz większa wsobność, coraz bardziej myślenie o tym, w jaki sposób przesuwa się polityka w wielu krajach europejskich, w wielu krajach zachodnich, w prawo, w kierunku populistycznej prawicy. To są wszystko dosyć naturalne procesy, których efekt my dzisiaj w poniedziałek zobaczyliśmy i to, co ja staram się powiedzieć i ta teza, którą ja staram się tutaj popchnąć, jest taka, że tu się nie wydarzyło nic niespodziewanego, zaskakującego, że to nie chodzi o to, kto jest winny temu. Winny temu jest nasza klasa polityczna, kierunek, jaki obrała nasza polityka
To nie znalazłoby zrozumienia wśród 100% wyborców. I zawsze będzie te 15, 20, 30%, które będą preferować wsobność. Ale jeśli się cała polityka stanie zakładnikiem tej grupy, no to wtedy mamy efekt, którego wcale nie musielibyśmy mieć. A nie stało się? No stało się i to wydaje mi się, że to jest pewien problem, a ten problem wynika z taktyki, którą przyjęła koalicja 15 października, która generalnie jest pasywna wobec tego procesu schodzenia polityki na prawo i nie walczy z nim proponując swoją alternatywną wizję, tylko próbuje powiedzieć, że słuchajcie, my to zrobimy prawie to samo, tylko tak troszkę bardziej rozsądnie, że nie będziemy... Ale Jarosław Kaczyński też. Tak. stał się zakładnikiem tego samego procesu, bo on jednak miał trzeźwe spojrzenie na Ukrainę do tej pory i nie ulegał Konfederacji w tej sprawie. Ja widzę jakąś potworną sprzeczność w tej naszej debacie publicznej, no bo z jednej strony od wielu miesięcy i lat nawet dyskutujemy o tym, jaka to Polska musi być wielka, jaka jest skazana po prostu na bycie...
teraz są właśnie zakładnikami tych brzydkich procesów. To, co mnie dziwi i chyba najbardziej mnie dziwi, bo prawa strona chyba tutaj jest mniej ciekawa. Jest jasne, co tam się dzieje, na kogo się orientują i jakie tam są rozgrywki między Konfederacją a PiS-em o elektorat. Natomiast... To, co mnie najbardziej zastanawia, to to, dlaczego rząd, widząc korzystną w sumie dla Polski ewolucję państw Europy Zachodniej, nie żegluje w sposób wyraźny właśnie z tymi państwami na równorzędnym poziomie. Jak słucham prezydenta Macrona albo Aleksandra Sztuba... to ja wiem mniej więcej, czego oni chcą, a nie słyszę podobnego głosu ze strony Polski. Jeśli to miał być ten super proeuropejski rząd, który całkiem niedawno został wybrany przez 11,5 miliona ludzi, również dlatego, że miał to być powrót do Unii Europejskiej, to dlaczego tam nie wracamy?
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.