Mentionsy Mentionsy
Pogawędnik Filozoficzny - Marcin T. Zdrenka, Adam Grzeliński, Piotr Domeracki
Pogawędnik Filozoficzny - Marcin T. Zdrenka, Adam Grzeliński, Piotr Domeracki

O Johnnie Locke’u i religii | PF 172

23.03.2026 ·30 min 44 s

Zapraszamy na pogawędkę o nieco mniej znanym aspekcie filozofii Johna Locke’a. Powszechnie znany jako teoretyk poznania i ojciec brytyjskiego empiryzmu, a także orędownik liberalizmu politycznego, tym razem objawia się jako filozof religii. Próbujemy zastanowić się nad znaczeniem jego próby pogodzenia wiary i rozumu, korzystając z tego, że stara się pisać o tych zawiłych kwestiach niezwykle zrozumiale, w sposób pozbawiony teologicznego czy filozoficznego żargonu. Staramy się także rozwiązać pewien paradoks i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ten przeciwnik religijnego fanatyzmu, myśliciel na wskroś racjonalny, orędownik tolerancji wyznaniowej przestrzegał przed rodzącym się angielskim deizmem, do którego powstania sam się przyczynił.Wspominany w pogawędce odcinek o krnąbrnym uczniu Locke’a - Johnie Tolandzie (PF 159) znajdziecie tutaj.Pretekstem pogawędki jest ukazanie się przekładu najważniejszego dzieła Locke’a poświęconego tej tematyce: „Rozumności chrześcijaństwa zgodnie z treścią Pisma”. Prace nad przygotowaniem polskiej edycji prowadzone były w ramach grantu NPRH „Filozofia brytyjska XVII i XVIII wieku”.Zachęcamy do wsparcia naszej pracy i możliwości rozwoju na platformie Patronite:https://patronite.pl/pogawednik.filozoficzny  

Przywołany fragment, mówiący o wielkim dniu, w którym otwarte mają być tajemnice ludzkich serc, odnoszący się do idei sądu ostatecznego, pojawia się w rozdziale dotyczącym tożsamości osobowej. Różni się ona od tożsamości przedmiotów nieożywionych, a także tożsamości roślin czy zwierząt. O tożsamości pierwszych z nich, a więc o tym, czy w ciągu czasu mamy wciąż do czynienia z tym samym kamieniem czy kawałkiem drewna, można przekonać się wtedy, jeżeli nie zmienił się ich kształt czy budowa. Krótko mówiąc, kamień pozostaje ten sam, jeśli nie odkruszył się jakiś jego choćby drobny kawałek. Nieco inaczej rzecz wygląda w przypadku istot żywych. Te bowiem w ciągu swego życia podlegają przeobrażeniom.

Chociaż możliwości jego przywrócenia po omdleniu, zatrzymaniu akcji serca, udarze czy innych zdrowotnych katastrofach są coraz większe, wiemy jedno. Dopóki mamy możliwość przywrócenia życia, przywracamy to samo życie, które było kiedyś, bo ostatecznie nie zostało ono całkowicie unicestwione. Nie ma żadnego naturalnego sposobu, aby to zmienić. Jednak nawet i ta tożsamość, tożsamość żywego organizmu, nie jest przecież całkowita, bo zawiera w sobie zmienność. Jeśli mielibyśmy poszukiwać tożsamości pełnej, To być może znajdziemy ją dopiero na trzecim poziomie, na trzeciej płaszczyźnie, bowiem bywa ona przypisana zewnętrznie.

I tylko ostatnia z nich jest zasadniczo niezmienna, tyle że zostaje ona przypisana z zewnątrz instytucjonalnie. Żadne doświadczenie nie poucza nas o tym, że rzeczywiście jesteśmy rzeczą myślącą, trwałą substancją, ego cogito. Jeżeli już mielibyśmy poszukiwać takiej pełnej, substancjalnej tożsamości, musielibyśmy odwołać się raczej do wiedzy nie o naturze, ale do naszej znajomości przekazu religijnego. Wizję pełnej tożsamości przynosi przywołana na początku idea Sądu Ostatecznego Wielkiego Dnia, kiedy tajemnice wszystkich ludzkich serc zostaną ujawnione.

Odpowiedzialność za własne uczynki jest możliwa także dzięki temu, że zachowana zostaje owa trzecia tożsamość, tożsamość w sensie prawnym, tyle że tym razem chodzi już o podleganie prawu bożemu, a nie ludzkiemu. Z tej opowieści płynie kilka wniosków. Po pierwsze Locke stara się przedstawić rozumną wykładnię Sądu Ostatecznego przedstawionego w Biblii tak, aby była ona zrozumiała na gruncie dostępnego nam doświadczenia mówiącego co to jest ciało, pamięć czy odpowiadanie za własne czyny. To fakt. To fakt. Nie mamy jasnej i wyraźnej idei niezniszczalnego ciała.

Nie wiemy jak miałoby być ono zbudowane. Czy oznacza to jednak konieczność odrzucenia tego pojęcia? Raczej nie, przekonuje Locke, choćby z tej przyczyny, że nie znając dokładnej idei własnego ciała, nie mamy za bardzo prawa uskarżać się na niemożność przedstawienia szczegółowej budowy ciała nadnaturalnego, którym mielibyśmy zostać obdarzeni. Chociaż czynimy postępy w poznaniu własnego ciała, to jednak nie znamy i ostatecznie nie mamy prawa nawet zakładać, że poznamy je kiedykolwiek w sposób ostateczny, że poznamy całkowitą strukturę ciał, własnego, innego, w gruncie rzeczy jakiegokolwiek ciała istniejącego w świecie naturalnym.

Dwa znane nam przypadki pochodzą z Pisma Świętego i zasadzają się na wierze w przekaz biblijny. Prawdy przekazywane drogą na naturalną, prawdy objawione. Locke zdawał sobie jednak sprawę z istnienia fenomenu wiary. Sam zresztą był człowiekiem szczerze wierzącym. Tym niemniej nie przekonywała go Egzaltacja religijna, był wrogiem entuzjazmu, fanatyzmu, uważał je za niezwykle szkodliwe w wymiarze społecznym. Entuzjazm nie oznacza nic innego jak poddanie się przemożnemu uczuciu, uniesieniu, ale za cenę zawieszenia rozumnego osądu, stan, w którym gotowi jesteśmy bezkrytycznie przyjąć dowolną opinię.

Zbyt szybka kapitulacja oznaczałaby zawieszenie osądu, wyłupienie sobie oczu i oglądanie niewidzialnych gwiazd. Mamy oprzeć się na wieżę, powiada Locke, czyli właściwie na czym? Ujawniająca się w rozważaniach dotyczących rozumu ludzkiego racjonalna postawa Locke'a każe mu zdefiniować wiarę jako, zacytujmy raz jeszcze, uznanie za prawdę takiego zdania, które nie powstało przez dedukcję rozumową, lecz zostało przyjęte dzięki zaufaniu tego, kto je przedkłada jako pochodzące od Boga i przekazane drogą nadnaturalną. W gruncie rzeczy, Tak pojmowana wiara nie różni się zbyt mocno od przekonania.

Przede wszystkim zaprzeczył, jakoby istniała sfera prawd ponadrozumowych. Ba, ostrze krytyki pochodziło z prac samego Locke'a. Jeśli bowiem rozum operuje ideami, przekonywał Toland, a przy tym potrafi potwierdzić, czy formułowane sądy są zgodne albo sprzeczne z rozumem, to nie ma jakiegoś specyficznego rodzaju prawd ponadrozumowych. Mówiąc krótko, albo wiemy, o czym mówimy, albo nie, reszta to złuda. Dlatego Toland głosi, że nie ma żadnych prawd objawionych, a religia, jeśli ma być z rozumem zgodna, nie może poza niego wykroczyć. Rozum nie może przechadzać się w jakimś półcieniu, bo to nazbyt ochoczo wykorzystają duchowi szarlatani.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.