O Johnnie Locke’u i religii | PF 172
Zapraszamy na pogawędkę o nieco mniej znanym aspekcie filozofii Johna Locke’a. Powszechnie znany jako teoretyk poznania i ojciec brytyjskiego empiryzmu, a także orędownik liberalizmu politycznego, tym razem objawia się jako filozof religii. Próbujemy zastanowić się nad znaczeniem jego próby pogodzenia wiary i rozumu, korzystając z tego, że stara się pisać o tych zawiłych kwestiach niezwykle zrozumiale, w sposób pozbawiony teologicznego czy filozoficznego żargonu. Staramy się także rozwiązać pewien paradoks i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ten przeciwnik religijnego fanatyzmu, myśliciel na wskroś racjonalny, orędownik tolerancji wyznaniowej przestrzegał przed rodzącym się angielskim deizmem, do którego powstania sam się przyczynił.Wspominany w pogawędce odcinek o krnąbrnym uczniu Locke’a - Johnie Tolandzie (PF 159) znajdziecie tutaj.Pretekstem pogawędki jest ukazanie się przekładu najważniejszego dzieła Locke’a poświęconego tej tematyce: „Rozumności chrześcijaństwa zgodnie z treścią Pisma”. Prace nad przygotowaniem polskiej edycji prowadzone były w ramach grantu NPRH „Filozofia brytyjska XVII i XVIII wieku”.Zachęcamy do wsparcia naszej pracy i możliwości rozwoju na platformie Patronite:https://patronite.pl/pogawednik.filozoficzny
Witajcie w kolejnej Filozoficznej Pogawędce. Przy mikrofonie Marcin Zdrenka. Ale to Adam opowie Wam dzisiaj o mniej znanym aspekcie myśli Johna Locke'a. Wszyscy znamy go, Locke'a, nie Adama, jako ojca nowożytnego empiryzmu oraz orędownika politycznego liberalizmu. Trzeba jednak pamiętać, że jest on autorem nie tylko szeroko znanych rozważań dotyczących rozumu ludzkiego czy dwóch traktatów o rządzie, ale także istotnych dzieł z zakresu nie tylko filozofii, ale i religii czy teologii. Krytyka doktrynalnych sporów, rozbudowanej dogmatyki i zwykłego zabobonu uczyniła z Locke'a patrona angielskiego deizmu.
To cytat z rozważań dotyczących rozumu ludzkiego Johna Locke'a. Brzmi podnośle, prawda? Przypomina kazanie. Niewiele zresztą jest przesady czy kurtuazji w słowach Antoniego Collinsa, który swego mistrza nazwał kiedyś wielkim świeckim kaznodzieją. Locke, kojarzony dzisiaj z epistemologią, z empiryzmem, a także nowoczesnym liberalizmem, który w swojej deklaracji niepodległości na sztandary wzięły powstające Stany Zjednoczone, był człowiekiem wielu zainteresowań. Był medykiem, posiadał nawet oficjalny certyfikat uprawniający go do wykonywania zawodu, interesował się botaniką, fizyką, ekonomią. Jednak jednym z naczelnych obszarów jego refleksji była religia.
Zbyt szybka kapitulacja oznaczałaby zawieszenie osądu, wyłupienie sobie oczu i oglądanie niewidzialnych gwiazd. Mamy oprzeć się na wieżę, powiada Locke, czyli właściwie na czym? Ujawniająca się w rozważaniach dotyczących rozumu ludzkiego racjonalna postawa Locke'a każe mu zdefiniować wiarę jako, zacytujmy raz jeszcze, uznanie za prawdę takiego zdania, które nie powstało przez dedukcję rozumową, lecz zostało przyjęte dzięki zaufaniu tego, kto je przedkłada jako pochodzące od Boga i przekazane drogą nadnaturalną. W gruncie rzeczy, Tak pojmowana wiara nie różni się zbyt mocno od przekonania.
Zwykłego przekonania, choćby o prawdziwości relacji kogoś, kto powiadamia nas o tym, czego doświadczył w odległym kraju, albo po prostu o tym, co było dostępne jemu, ale nam już nie. Egzegeza Biblii przypomina zresztą sprawdzanie takich doniesień, w przypadku których staramy się potwierdzić, czy osoba, która nam przekazuje je, jest godna zaufania, czy jej opowieść ktoś może potwierdzić i czy zawiera ona jakieś sprzeczności. Jeśli przed Lockem leżały otwarte dwie księgi, Księga Natury i Księga Objawiona, obie należało czytać z równą uwagą. Jak być może pamiętacie, w jednym z niedawnych odcinków Pogawędnika opowiadałem o głośnym sprzeciwie, jaki pod adresem takiego pojmowania religii objawionej zgłaszał samozwańczy i dość krnąbrny uczeń Locke'a John Toland.
Przede wszystkim zaprzeczył, jakoby istniała sfera prawd ponadrozumowych. Ba, ostrze krytyki pochodziło z prac samego Locke'a. Jeśli bowiem rozum operuje ideami, przekonywał Toland, a przy tym potrafi potwierdzić, czy formułowane sądy są zgodne albo sprzeczne z rozumem, to nie ma jakiegoś specyficznego rodzaju prawd ponadrozumowych. Mówiąc krótko, albo wiemy, o czym mówimy, albo nie, reszta to złuda. Dlatego Toland głosi, że nie ma żadnych prawd objawionych, a religia, jeśli ma być z rozumem zgodna, nie może poza niego wykroczyć. Rozum nie może przechadzać się w jakimś półcieniu, bo to nazbyt ochoczo wykorzystają duchowi szarlatani.
Bóg może być tylko Bogiem ludzi całkowicie rozumnych, reszta to fanatyzm i ogłupianie ludu. A Locke? A Locke jego zdaniem zatrzymał się w swojej krytyce religijnego fanatyzmu niejako w półkroku. Stąd tytuł głośnej książki Tolanda – Chrześcijaństwo bez tajemnic. Podobnie jak Toland, Locke był krytycznie nastawiony do instytucjonalnego kościoła, ale nie na tyle, by zgodzić się całkowicie z krytyką Locke'a, która rugowała wszelkie objawienie. De facto obierała się zresztą sama na przekonaniu, na wierze o mocy rozumu, który miałby wyrugować chrześcijaństwa wszelką ponadrozumowość.
Jedną wiarę w przekaz biblijny starała się zastąpić inną, choć we własnych oczach Toland starał się dokończyć krytykę nierozumności rozpoczętą przez Locke'a. Rzecz jednak w tym, że ów krnąbrny uczeń znał co prawda i to znał dobrze najsłynniejszą pracę Locke'a, wspomniane rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, ale nie znał tej, nad którą Locke dopiero zaczął pisać. Co więcej, to właśnie Locke, przygotowując owe dzieło, znał przesłane mu w rękopisie fragmenty pracy Tolanda i głośno zaoponował. Sprzeciw ten wyraził właśnie w owej pracy, jaką była rozumność chrześcijaństwa zgodnie z treścią pisma. Także i w tej pracy zasadniczą myślą pozostaje rozumna wykładnia Biblii.
Ma ona opierać się na treści samego przekazu, a także respektować takie reguły hermeneutyki biblijnej jak logiczna spójność, znajomość kontekstu historycznego, do którego odnosi się tekst, czy też znajomość pierwotnego znaczenia słów. Punkt wyjścia Locke'a stanowi tam analiza skutków grzechu pierworodnego, od której uzależnia rozumienie całej ekonomii zbawienia. Kara Adama, jak podkreśla, polegała na utracie szczęśliwości i nieśmiertelności, ale nie na tak rozumianym zepsuciu natury ludzkiej, które czyniłoby człowieka całkowicie niezdolnym do poznania dobra, ani tym bardziej do moralnego postępowania. Potomkowie Adama dziedziczą jedynie śmiertelność, przekonuje Locke, nie zaś winę.
W przeciwieństwie do nich nauka przekazana przez Chrystusa jest według Locke'a prosta i zrozumiała. Słabość ludzkiej natury wyraża się jednak nie tylko w niemożności stworzenia bezwzględnego kodeksu etycznego, lecz także w trudności jakie napotyka kierowanie się przykazaniami. Stała się ona powodem drugiego przymierza, przymierza wiary. Stanowi ono uzupełnienie moralnego wymiaru religii. Wiara, powiada, wiara ludzi, która kazała im przyjąć chrzest w Jego imię, czyli uznać przynależność do Jego Królestwa, pisze o Chrystusie, i życie według Jego prawa będzie im poczytana za sprawiedliwość, to jest zastąpi niedoskonałości ich posłuszeństwa, a Bóg, uznając ich wiarę za doskonałą sprawiedliwość, usprawiedliwi ich, czyli uczyni sprawiedliwymi, a tym samym zdolnymi do życia wiecznego.
Zależność człowieka od Boga nie polega już, jak w radykalnych interpretacjach teologii protestanckiej, na biernym zdaniu się na Boży werdykt, na niedocieczoności jego wyroków. Dla Locke'a znajduje ona wyraz w łasce udzielonej tym, którzy nie są w stanie do końca sprostać wymogom przymierza uczynków. Dzięki wierze także słabi i grzeszni mogą dostąpić życia wiecznego. Locke'owi nie chodzi przy tym o zewnętrzną przynależność do chrześcijaństwa, nie chodzi mu o przyjęcie chrztu, o udział w religijnym kulcie. Wiara oznacza raczej pewną wewnętrzną postawę ufności, oddania i nadziei. Uzupełnia ona nakazy rozumu, gdy człowiek okazuje się zbyt kruchy i słaby, aby im sprostać.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zapraszamy na pogawędkę o nieco mniej znanym aspekcie filozofii Johna Locke’a.
Powszechnie znany jako teoretyk poznania i ojciec brytyjskiego empiryzmu, a także orędownik liberalizmu politycznego, tym razem objawia się jako filozof religii.
Próbujemy zastanowić się nad znaczeniem jego próby pogodzenia wiary i rozumu, korzystając z tego, że stara się pisać o tych zawiłych kwestiach niezwykle zrozumiale, w sposób pozbawiony teologicznego czy filozoficznego żargonu. Staramy się także rozwiązać pewien paradoks i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ten przeciwnik religijnego fanatyzmu, myśliciel na wskroś racjonalny, orędownik tolerancji wyznaniowej przestrzegał przed rodzącym się angielskim deizmem, do którego powstania sam się przyczynił.
Wspominany w pogawędce odcinek o krnąbrnym uczniu Locke’a - Johnie Tolandzie (PF 159) znajdziecie tutaj.
Pretekstem pogawędki jest ukazanie się przekładu najważniejszego dzieła Locke’a poświęconego tej tematyce: „Rozumności chrześcijaństwa zgodnie z treścią Pisma”. Prace nad przygotowaniem polskiej edycji prowadzone były w ramach grantu NPRH „Filozofia brytyjska XVII i XVIII wieku”.
Zachęcamy do wsparcia naszej pracy i możliwości rozwoju na platformie Patronite:
https://patronite.pl/pogawednik.filozoficzny