Co myślę o „Weselu” Smarzowskiego?
Czy ten film jest jak gorzki lek wylany wprost na ropiejącą ranę polskości? Moja opinia na temat głośnego dzieła Smarzowskiego.
Witajcie, tutaj kolejny podcast Urbankowej, tutaj Zosia Urbanek, nieco zakatarzona i przeziębiona, za co przepraszam. Dzisiaj na tapiecie najnowszy film Wojciecha Smorzowskiego pod tytułem Wesele. Film, który pod takim samym tytułem ukazał się już w 2004 roku, tego samego reżysera, nie jest żadną kontynuacją, nie jest żadnym seguelem, to nowy film, który ma w sobie oczywiście jakieś elementy tego starego wesela, taką właściwie nostalgiczną podróż w stronę tego starego wesela ale to film, w którym reżyser pokazuje, że idzie dalej, że się rozwija, że bierze kolejne trudne tematy i kolejne problemy polskości chce w nich opisać. Tutaj nie znajdziemy pękniętej rury czy nieświeżego bigosu, które mają zszokować nas, czyli widzów.
Może się wydawać, że Wojciech Smarzowski próbuje obrazić Polaków. W recenzji Tomasza Samołyka, którą usłyszałam jeszcze zanim obejrzałam ten film, usłyszałam, że to film, który chce pokazać Polskę w złym świetle, który pokazuje nieprawdziwy obraz Polaków. etc. Tylko wydaje mi się, że Smarzowski próbuje pokazać winę i to, co jest w nas dzisiaj i chce nas ostrzec. Dlatego Tomasz Raczek użył właśnie takiego sformułowania z szczepionka, która w jednych ludziach się przyjmie, a w innych wywoła reakcję obronną organizmu. I mam wrażenie, że taka reakcja obronna zaszła w głowie Tomasza Samołyka, który w recenzji mówił, że ten film jest nieodpowiedni, że według niego pokazuje zły obraz Polaków, że przecież Polacy tacy nie są, przecież jesteśmy dobrymi ludźmi.
No właśnie, typowa reakcja obronna organizmu, może i nawet prawidłowa, ponieważ pokazuje, że dotyka tego, czego ma dotknąć. Wydaje mi się, że Wojciech Smarzowski nie chce pokazywać złych postaw Polaków. Zresztą nie pokazuje jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych ludzi, tylko pokazuje winę i to, co jest w nas dzisiaj, by nas ostrzec. Dlatego używam takiego sformułowania czy takiej metafory jak lek na ranę. Lek, który jest gorzki, który jest niedobry, ale musi być polany na tę ranę. żeby ją uleczyć. Sam Smarzowski pokazuje wiele postaw ludzi, tak samo dobre postawy, które jawią się jako nadzieja w tej ciemności tego wszystkiego.
I kto by pomyślał, że znajdą się ludzie, którzy zamkną innych ludzi w stodole i ich spalą żywcem. Na pewno nie ja, na pewno tacy Polacy nie są, na pewno... Nikt z nas, a ja nikogo nie znam, kto by tak zrobił, ale jednak tak się stało i to nie spadło z nieba. Do tego doprowadziły lata szczucia, oczywiście manipulowania, ale także braku reakcji na pewne małe rzeczy, które się działy, których kulminacją było właśnie tak straszna rzecz. Smorzowski pokazuje ciągłość historii, pokazuje te wszystkie złe postawy, te wszystkie kulminacyjne postawy, Mam wrażenie, że troszeczkę tak jakby chciał w jednym obrazie filmowym zebrać wszystko co złe. Biorąc na tapetę właśnie tutaj temat akurat Jedwabnego i tej społeczności, no mam wrażenie, że zrobione jest to troszeczkę za szybko.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy ten film jest jak gorzki lek wylany wprost na ropiejącą ranę polskości? Moja opinia na temat głośnego dzieła Smarzowskiego.