052. Kopenhaga Półmaraton
Relacja z półmaratonu w Kopenhadze nagrana dzień po biegu.
Zresztą żartowaliśmy, że dla takich ludzi, którzy pobiegli oba te biegi, czyli maraton wiosną i półmaraton jesienią, można byłoby coś zrobić, na przykład jakąś No, why not? Może powinniśmy podsunąć pomysł organizatorom na przyszłość. No i skoro znaliśmy już Kopenhagę, to mieliśmy tu przylecieć tylko na chwilę, no bo ile można w tym samym mieście. Ale Kopenhaga jest tak fajna, że stwierdziliśmy, że tym razem zorganizujemy to trochę inaczej i przylecimy bezpośrednio z Poznania. Mamy loty. Ryanair chyba też lata jakoś tak w okolicach weekendu, ale SAS fajnie lata, bo lata w poniedziałek samego rana, czyli w piątek.
W piątek, tak. W 6.15 jest lot, można po 7.00 być już w mieście. www.kopenhaga.pl 50 minut trwał. Był o czasie. Obsługa była jakaś taka miła. Samolot był wypełniony może w jednej trzeciej, więc nie było tłumów, nikt się nie pchał. Wszystko było jakieś takie grzeczne, czyste. To jeszcze w porównaniu do lotu czy Lufthansa muszę powiedzieć, że SAS chyba pierwszy albo drugi raz leciałem SAS-em. Jakoś tak pozytywnie mnie zaskoczył z ciepłą kawą o poranku na pokładzie i różnymi jakimiś takimi miłymi akcentami.
Myślę, że w Berlinie teraz za tydzień, za sześć dni jest maraton. Myślę, że już od jutra też zaczną się jakieś eventy w mieście. No, z tego co wiedziałam, co pisze Nike, to chyba właśnie od środu już coś rusza. No, już będzie standard teraz. I to tu jakieś spotkania, tu jakieś biegania, tu z Berlin Truck Club, tu z kimś innym, więc zabawne, że są biegi, gdzie ruszają rozruchy w środę, a w Poznaniu nadal nie ma takiej tradycji robienia rozruchów. Tak, a w Poznaniu my jedyni od trzech lat robiliśmy, w soboty przychodziło 15 osób. Na kawę do nas i bieganie po Parku Słowackim. No więc tak, byliśmy tam, potestowaliśmy sobie te Nike. Rzeczywiście te Pegasus... Ja bardzo lubię Pegasus 41. Muszę sobie kupić kolejną parę, bo już mam 1500 km w tych i to są moje ulubione buty, takie daily do biegania, do klepania.
No w głównej siedzibie w Oregonie. Świlę porozmawialiśmy a propos tego, że przyjechaliśmy na bieg i było to miłe w ogóle. Ciekawa taka A druga podobna sytuacja, jak sobie spacerowaliśmy w sobotę w bluzach Zofii. Mamy Zofii, kawiarnia, z przodu małe logo, z tyłu duże na plecach. Oboje w takich bluzach sobie szliśmy, to zaczepiła nas jakaś pani Polka i zapytała, czy się nowa kawiarnia w Kopenhadze otwiera. Tak, a ja jakby powiedziałam jeszcze nie, co było żartem, bo bardziej myślałam, że może Pani jest z Poznania i kojarzy, a ona po prostu może myślała, że my chodzimy tak, żeby robić sobie reklamy nowego miejsca w Kopenhadze i ona potem zapytała, ale otwieracie?
Półmaraton. No i bardzo dużo ludzi tam biegało, nie tylko my jako grupa z ShakeOut, tylko po prostu ludzie sobie w tym miejscu biegani. No Michalina mówiła, że to jest miejsce, w którym się biega. Więc ja bym chciał, żeby u nas takie cmentarze były, nie te takie plastikowe znicze kwiaty i jakieś dziwne alejki, przeciskanie się między płytami marmurowymi, tylko właśnie taki zielony, duży park. O tym też mówiliśmy. Tu faktycznie też nie było... To jest dla mnie w ogóle to taki trochę off-topic, ale zmora Polski to te plastikowe gówniane znicze, które już...
Jak byłam mała, pamiętam, chodziliśmy na cmentarz zawsze po prostu ze zniczem, który był zniczem, otwartym, nie w plastiku, normalnie ogień, łuna była. Te takie... No, że li... Nie, nie, nie. Te takie czerwone, ceramiczne doniczki. Donice fajnie wyglądały, nie kosztowały nie wiadomo ile. Dodatkowo robił się klimat, bo był otwarty ogień. Ja wiem, jak spadnie deszcz, to ogień się zgasi, ale jakby taki był urok. A teraz od wielu lat zalała nas chińszczyzna plastikowe, wielkie, gówniane, ogromne, im większe, tu jakaś róża, tu jakiś anioł, nie wiem, Pan Jezus i różne inne. I uważam, że nie dość, że to jest drogie, to jest szpetne, to jeszcze jest po prostu wuchtą plastiku, która zalewa nasz i zabrudza nasz świat i te groby, które potem wyglądają, to głównie oczywiście widać.
Wróciliśmy na ten plac, a tam już czekały na nas kanapeczki w wersji z wege i mięsnej, no i lodówka piwa bezalkoholowego, więc sobie na zewnątrz postaliśmy, zjedliśmy po kanapce, wypiliśmy piwo. Tak, bardzo sympatycznie. Bardzo dużo ludzi było. Bo SciSky też współpracuje z grupami biegowymi, więc były z innych krajów też grupy. Było dużo ludzi. Aha, wcześniej można było sobie przed shakeoutem u nich kupić koszulkę. I to były specjalne koszulki właśnie na ten shakeout, na ten event półmaratoński. I chyba te rzeczy nie były dostępne normalnie u nich w sklepach. Nie, one były dostępne tylko właśnie na tym shake out'cie. Poza tym SciSky nie ma swojego sklepu.
Byliśmy na tym shakeoucie, też przebiegliśmy sobie kilka kilometrów. No tu muszę powiedzieć, że było na bogato. Jak wróciliśmy, to czekały na nas jakieś super soki, kawa, kanapki, croissanty, jakieś super owsianki, takie miseczki z jakąś granolą. Witamin Well. On się tutaj, chyba te izotoniki, one są w kilku smakach i rodzajach. Tam jest jakieś na regenerację, na nawodnienie i tak dalej. To to, co Inge Brixen reklamuje, ma z nimi współpracę. Oni widzą, że się www.kopenhaga.pl
Names mentioned in Polish. No i w ogóle bardzo dużo też narodowości. Widzieliśmy grupę Berlin Brace. No oni też są znajka. Właśnie siedzieli obok nas i rozdawali koszulki z nowym brandingiem i nową tą jakąś kolorystyką na ten półmaraton.
Była cała jakaś taka grupa z Azji. Tak, to jakaś mogła być Malezja, coś takiego. Bo jeden pan się kręcił wokół nas cały czas i coś nas... bo siedzieliśmy akurat przy miejscu z bułeczkami, a było takich kartoników na każdym stole i nas pytał, jakby to co najmniej były nasze bułki. Ja mu powiedziałem, że zrobiłem mu kanapkę, tak. Taki śmieszny był, a potem, żeby było zabawne... Na półmaratonie staliśmy, żeby się przebrać i zostawić rzeczy w depozycie i ten sam pan stał obok nas, a wiecie, 30 tysięcy osób, wielki park i wielka przestrzeń, a ziomeczek obok nas, więc to są zabawki. Na tym shakeoucie piłem bardzo ciekawy smak izotonika. W puszkach były izotoniki o smaku cytryny z tymiankiem.
Dokładnie tak. No, tak jak mówisz, poszliśmy spać dość wcześnie, wyspaliśmy się, start mieliśmy w pierwszej fali o 9.30, możliwość wejścia do strefy była już od 9, więc stwierdziliśmy, że tak najpóźniej 8.30 musimy być na miejscu, czyli możemy wstać spokojnie o 7, żeby pójść o 8 na metro. Akurat mieliśmy też zupełnie przypadkiem, nie sprawdzaliśmy tego wcześniej, tuż na tym placu przed domem stację metra, która nas dowoziła prosto na Start. Należy wspomnieć, że tu akurat fajna sprawa. W cenie pojedynczego biletu, który kosztuje 30 koron, w dniu biegu można było sobie zakupić, w aplikacji był dostępny specjalny bilet 12-godzinny, czyli można było kupić sobie zamiast jednorazowego przejazdu 12 godzin.
Ale deszcz złapał nas nie stojąc w strefie startowej, tylko już na rozgrzewce i to zaczęło, zrobiliśmy dwa kilometry, takie nie, półtora kilometra chyba. No, potruchtaliśmy po parku, tak. I zaczęło lać. Zaczęło, tak, od razu zaczęło padać. Schowaliśmy się pod jakimś takim lichym drzewkiem. Pod lichym drzewkiem, które zaczęło coraz bardziej być liche i mokre. A mimo, że znowu tak jak na maratonie można było przy oddaniu rzeczy do depozytu wziąć sobie taką folię na siebie, która trochę grzała, to to niewiele dawało. Ta folia zaczęła też już być mokra, a ona jest chyba robiona z takiego, ja nie wiem czy to jest kukurydza, kojarzycie pewnie takie siateczki, które mają też taki charakterystyczny zapach. Więc ona zaczęła się tak przyklejać do ciała i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że musimy się... byliśmy przy ulicy, gdzie był start, że musimy się jakby dostać na drugą stronę, bo tam było takie duże drzewo, gdzie też się ludzie chowali.
Puścili nas do tej bliżej elity. Z barierek dziwne jakieś zwężenie tam było, no ale podeszliśmy sobie i ten start był taki... Taki spokojny. W ogóle nie było bramy, były takie słupki tylko. Nie było żadnego odliczania, nie było żadnej muzyki, po prostu wystrzał i wszyscy ruszyli. Tak, wtedy jeszcze nie padało, właśnie zrobiło się chłodno. I to było super. To, że nie byłam jedyną osobą, która stała w nieswojej strefie, przekonałam się, jakieś 500 metrów za startem, bo już były osoby, które biegły tak wolno, że trzeba było je omijać. I też to miałam u siebie, no. Ale całkiem jakby poszedł, ja się bałam, że będziemy wszyscy tak, że jest tych ludzi jednak o wiele więcej niż na maratonie, a na samym początku, no tam jest dość szeroko, ale miałam taką jakąś obawę wcześniej, że będziemy się o siebie potykać.
Włosi od pięćdziesięciu lat biegają tak samo. Młodzi Włosi nie biegają, biegają też Włosi. Tak, ale jako że, bo myślałam, że jeszcze opowiemy o Włoszech, ale opowiemy chyba w następnym odcinku. O, widzisz taki cliffhanger? Zostawimy te Włosy na kolejny odcinek. Tak, bo byliśmy w świetnym miejscu na wakacjach. Część z Was już i tak wie, kto obserwuje nas na Instagramie, ale myślę, że to też Zasługuję na chociażby pół odcinka, bo mam nadzieję, że byliśmy tam pierwszy, ale nie ostatni raz. Ja bym bardzo chciała tam wrócić w przyszłym roku, więc... Pogadamy. Więc pogadamy. Skończyło mi się piwo. Właśnie wybiłem bezalkoholowego Kelsberga, którego na mecie dostaliśmy. Tak, my się zaraz trochę popakujemy, żeby już być tutaj ogarniętym, a jeszcze chciałam powiedzieć, zapisałam się dzisiaj na CityTraila.
Oczywiście, jeżeli skorzystacie i dostaniecie od nas prezent, to Prosimy, a wręcz w tym momencie już zmuszamy do wrzucenia tego również na social media. Może nie każdy wie, ja to ciągle powtarzam, ktoś kto nie tworzy w social media może tego nie zrozumieć, ale głupie oznaczenie, oznaczenie marki to jest dzisiejsza waluta w internecie. To nam pomaga, żebyśmy mogli dla Was organizować różne ciekawe rzeczy, więc nie ignorujcie tego, nie myślcie, że my jesteśmy upierdliwi, tylko zrozumcie, że to jest dzisiaj... Was nie kosztuje dużo, a jest to bardzo miłe. Szczególnie, że dostaliśmy sporo prezentów od Farmapolu, więc bardzo nam miło.
Tak, w zasadzie co tydzień, co dwa mamy jakąś fajną współpracę, zgłaszają się do nas same firmy, czasami my kogoś nagabujemy. Więc pomóżcie nam to tworzyć razem, to będzie nam po prostu łatwiej. Dokładnie. I będę to za każdym razem powtarzać, bo mam wrażenie, że powtarzam, a nie zawsze się to przyjmuje. Dokładnie. I chodźcie, bo nasz Social Media Manager Team Maria Anna Swarnowskie będą na pewno kręciły piękne filmiki, robiły piękne zdjęcia, więc chociażby dlatego warto przyjść. Miłego dnia Wam życzymy. My idziemy dalej zwiedzać i jeść pewnie jakieś smakołyki. Cześć!
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Zapisaliśmy się na popołudniowy shakeout SciSky, bo to jest fajna firma, mamy kilka ich produktów i byliśmy też na takim afterparty po maratonie u nich
Tym razem będzie to spotkanie, którego partnerem jest poznańska firma Farmapol. Prosimy, a wręcz w tym momencie już zmuszamy do wrzucenia tego również na social media.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Zapisaliśmy się na popołudniowy shakeout SciSky, bo to jest fajna firma, mamy kilka ich produktów i byliśmy też na takim afterparty po maratonie u nich"
„Tym razem będzie to spotkanie, którego partnerem jest poznańska firma Farmapol. Prosimy, a wręcz w tym momencie już zmuszamy do wrzucenia tego również na social media."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Relacja z półmaratonu w Kopenhadze nagrana dzień po biegu.