#105 Adwentowa radość
Prawdziwa chrześcijańska adwentowa radość to temat kolejnego spotkania. #Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl Masz pytania? Napisz: [email protected] #powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość
Tak jak mówisz o tych proroctwach, mamy się raz radować, weselić, szczególnie w świecie, które raczej nas nie rozpieszcza, jeżeli chodzi o taką prawdziwą radość, bo ubude radości możemy znaleźć na każdym kroku. ale taka prawdziwa radość chrześcijańska. No ciężko być człowiekiem wierzącym, nie ciesząc się z tego faktu, że Bóg istnieje, że Bóg cię kocha, no bo inaczej po co każdego dnia próbować, zmagać się, walczyć. To tak jakbyśmy zobaczyli inne przykazanie. Jeżeli zobaczymy na nie tak okiem braku radości, no to mamy same zakazy. Pan Bóg nam wiele rzeczy pięknych dał, stworzył, ale nam zabrania. No i pytanie zawsze jest, po co to robimy? No bo chcemy czegoś więcej. Chcemy radości. Jak człowiekowi zależy, jest na przykład zakochany, no to w stanie zrezygnować z wielu rzeczy.
Ale tu już potrzeba jakiegoś zrozumienia, jakiejś głębi, no bo samo cierpienie, no raczej od tego uciekamy. Chciałbyś, Tadeusz, rano wstać i cierpieć? No nie, raczej nie. No nic tego bym nie chciał. Albo w stanie z cierpieniem, ale... Tak, albo w stanie z cierpieniem. Budzik, budzik jest, przepowoduje we mnie... Wyrywa nas z tego, ale nie, jeżeli nam zależy, to jesteśmy w stanie dać siebie więcej, nawet przyjąć cierpienie, ból czy upokorzenie, ale dla konkretnego celu. Dla czegoś, co musi nam dawać jakąś radość, najlepiej wieczną. No bo inaczej, jak przekonać kogoś do tego, że Bóg nas kocha, jeżeli sami nie będziemy ludźmi, którzy będą radosnymi, to nie znaczy, że mamy się cały czas uśmiechać, mówić, jak jest fajnie być w zakonie, czy być chrześcijaninem, tylko pokazać swoją postawą, że pomimo pewnych trudności trwamy, zmagamy się i przede wszystkim ufamy Panu Bogu, no bo na tym polega nasza radość.
Jeżeli poczujemy miłość Boga, ale w taki sposób, który dla nas będzie wyjątkowy, że wiesz, że to jest coś więcej, no to zmienia perspektywę. No to tak jak poczuć coś, czego nigdy nie czułeś i okazało się, że jest prawdziwe. No to musi w tobie coś zostać, nawet jeżeli później życie to zweryfikuje, to ten ślad został. No bo gdyby tak było, to byśmy nie próbowali tutaj rozmawiać o szczęściu, albo mówili encyklopedycznie szczęście, to jest taki stan, w którym czy jesteś, tak, oczywiście, codziennie, oczywiście, w każdej chwili. Czyli radość też jest owocem nawrócenia, możemy tak powiedzieć, nie? Trochę. No i to tak. To przyznam, że był taki moment. Może bym tak. Moim problemem, jeżeli chodzi o wiarę, było to, że ja zawsze byłem człowiekiem wierzącym.
Wierzącej rodziny. Znaczy tak mi się wydawało. To jest problem, że zawsze byłeś człowiekiem wierzącym. Tak. Ale naprawdę, dlaczego? No bo... Dobra, jakby wielce coś powiedzieć, to śmiesznie zabrzmiało, dlatego się roześmiałem, ale... I to jest radość, masz trochę radości z tego. Ale to ja to bym wytłumaczył. No dobra, to ty wytłumacz, przepraszam. Znaczy, problem był to, że zawsze byłem osobą wierzącą, że przestałem się nad tym zastanawiać. Po prostu byłem wierzący i to, co robiłem, było zawsze takie, jak powinno być. Dopiero potem zobaczyłem, że trochę mi się życie rozjeżdża z przykazaniami, no ale dalej byłem osobą wierzącą w swoim mniemaniu. I dopiero kiedy zobaczyłem coś więcej, poczułem coś więcej, że Bóg jest w takim zwykłym momencie swojego życia, to było coś, co tak jakbym zobaczył, że świat ma kolory.
Tak jakbym zobaczył, że jest prawdziwa radość, która nie jest zależna od tego, co się dzieje, co przeżywam, czy jest ktoś przy mnie, czy nie. I to dlatego tak powiedziałem, że moim problemem było to. No bo jak człowiek wie, to mu się wydaje, że wie wszystko. A jednak Pan Bóg mi pokazał, że wiara to jest zupełnie coś innego, coś głębszego i cieszę się, że mnie w taki sposób zaskoczył, chociaż samo to przejście było trudne, ale tak jak mówisz, jak zobaczysz nawrócenie, poczujesz je, że Pan Bóg cię kocha. To są takie słowa, które często słyszymy, to zmienia, to po prostu my tego bardzo potrzebujemy. Tak jak tlenu, tak jak pożywienia, nawet my nie zdajemy sprawy, jak to poczucie bycia kochanym jest nam po prostu potrzebne, no bo my znamy siebie, no.
Człowiek wierzący też może się pogubić i potem nawet nie wie, jak z tego wszystkiego wyjść. Dlatego, może ja tego w taki sposób nie przeżyłem, ale czasami się zastanawiam, jaka musi być radość w sercu kogoś, kto był wcześniej totalnie niewierzący i nagle poczuł, że Bóg istnieje. To musi było być takie, no powiedzmy, wielkie wow, że nagle zaskakuje cię ktoś, w kogo istnienie całkowicie mogłeś nie wierzyć, negować czy żyć przeciwko. No to jest ciekawe, co powiedziałeś, ale myślę, że ta nasza radość odkrywania Pana Boga, czyli odkrywania czegoś, czego nie widzieliśmy, też jest może porównywalna, a może nie wiem, no też w sumie po co się, znaczy nie wiem, czy na to... Ale jest coś takiego, bo odkrywasz, idziesz dalej, idziesz tutaj dalej, potem widzisz, że Pan Bóg to jest...
ktoś więcej, no bo ja zawsze miałem takie przekonanie, że Pan Bóg to są jakieś przykazania, że Pan Bóg to są jakieś zalecenia, jakieś formy modlitwy, no, że tam Bóg to osoba jakoś, chyba do mnie to nie docierało, to znaczy znałem tą prawdę, ale dopóki je poczułem, to chyba tak jakby człowiek słysząc, pierwszy raz usłyszał. Widząc, pierwszy raz zobaczył coś głębiej. I to, pamiętam, że zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Najwyższe razy Pana Boga poczułem w taki sposób, którego nie jestem w stanie o tym opowiedzieć tak, żeby ktoś to mógł zweryfikować, zmierzyć, zważyć, ale ja wiem, że to był moment, który był takim mocnym świadectwem obecności Boga, który z jednej strony mnie zaskoczył, ale z drugiej strony dał dużo radości, że Bóg jest, że kocha i że to wszystko jest prawda.
To jest powód radości. Oczywiście. A w Adwencie? czemu ta niedziela, która przed nami. Ona przypomina, że adwent ma być takim radosnym oczekiwaniem. Może tutaj wyjaśnimy, na co my czekamy. Bo wszyscy tutaj czekają na Boże Narodzenie. Na prezenty. Tak, na prezenty. Ja już się z tego wyleczyłem. Prezenty już dawno, dawno nie są najważniejsze. Nikt nie daje prezenty. Także, no niestety, co możemy zrobić? Może ktoś nas zaskoczy, ale... To byłaby radość dopiero, nie? Zaskoczenie, też taka radość, bezinteresowna radość. Ale do czego zgubiłem wątek teraz wszystkich. Nie na co czekamy. Nie na co czekamy, może inaczej, bo cały czas Antonom się kojarzy, przynajmniej dla mnie kiedyś, przed zakonem jeszcze, z Bożym Narodzeniem.
Piero w zakonie też takie zaskoczenie i piękna radość, że czekamy owszem na pamiątkę, kolejną pamiątkę Narodzin Chrystusa, ale czekamy na Jego Powtórne przyjście, czyli na Jego królowanie, na to, żeby te teksty z tego testamentu się spełniły. Czyli te proroctwa, które czytamy są po to, żebyśmy nimi się cieszyli, nimi już chcieli żyć. Że Bóg wraca i da niebo tym, którzy będą Mu wierni. Piękne, no mnie to cieszy. No tak, tak, no ta perspektywa rzeczywiście. Ja chciałbym powiedzieć właśnie o takim wytłumaczeniu tej niedzieli, a właściwie koloru związanego z tą niedzielą, która przed nami, no bo to są takie dwie niedzielowe roku, kiedy używamy różowych szalików.
Ja myślę, że też nawet ten kolor, nie? Ale w ogóle w tej metaforze wschodzącego słońca pokazuje, że przyjście Chrystusa ponowne, o czym rozmawialiśmy gdzieś tam kilka spotkań temu, no ma być tym spotkaniem radości, nie? Dla nas, nie? No bo czemu mielibyśmy się smucić? Bo chyba się może smucić tylko ten, kto nie jest przygotowany. Albo nie chce zajrzeć swoje serce i spotkać się z samym sobą, swoim przeszłością i oddać tego wszystkiego Panu Bogu. Możemy powiedzieć, że z każdym dniem jesteśmy bliżej nieba. Każdą chwilą. Każdą chwilą. Kiedy to nastąpi, tego nie wiemy, chociaż boimy się trochę tego. To też my kiedyś rozmawiali, że ta perspektywa końca wszystkich nas troszeczkę no dotyka. No to nic złego, nie?
No, żeby nam dać radość prawdziwą. Chociaż tutaj możemy tej radości nie do końca odbierać każdego dnia, ale chyba nie o to chodzi. Musisz mieć sens, wtedy nawet trudniejsze momenty są do przejścia i z radością możesz oddać trudy Bogu, bo wiesz, że... on ci wynagrodzi. Piękne to i mi to pomaga na przykład. I tu zrobimy taką krótką chwilę i tych, którzy nas słuchają w radio, zapraszamy na nasze właśnie platformy podcastowe, na YouTube'a, na Facebooka, platformy mediów społecznościowych i tam kontynuacja naszej rozmowy. Mówiłeś o takim pięknym, radosnym odkrywaniu na przykład kogoś, kto nie wierzył w Boga, nagle zaczął wierzyć w Pana Boga.
Dla ciebie też radością było to, że nagle zobaczyłeś jakąś prawdę o Panu Bogu. Nie wiem, czy to jest związane z tym momentem, kiedy wstępowałeś do zakonu. Troszkę szybciej. Troszkę szybciej nawet. Ale właśnie, ja chciałbym teraz zapytać o to troszkę później. Czy miałeś w zakonie taki moment, w którym zobaczyłeś, Panie Boże, to nie tak, jak myślałem i bardzo dobrze, że nie tak, jak myślałem. Tak, wiele razy. Kiedy człowiek jest czegoś pewien, to mu się wydaje, że już wie wszystko. I nagle przychodzi takie światło od Pana Boga. takie rozeznanie, że jest jeszcze coś głębiej, coś więcej, to tak jakbyś oglądał film wiele razy i nagle dostrzegasz zupełnie coś, czego wcześniej nie widziałeś, ale to pod kątem, czasami Pan Bóg coś zburzy w nas, co nam się wydaje prawdziwe, już takie nie...
niezbywalne, nieśmiertelne, a Pan pokazuje i mówi, nie, jest jeszcze coś więcej. Żeby cały czas nas zachęca do tego, żeby nie zostać na jakimś tam etapie, który nas uśpi, tylko po prostu pójść dalej. No chyba każdy musi to przejść. Czasami nas to ucieszy, czasami nas to rozczaruje. To trochę tak jak człowiek, który bardzo chciałby cudu. I nagle go doświadczył i jest dziwiony, że Pan Bóg dokonał cudu. Czegoś więcej. Więc tak, były takie momenty, które, no powiem tak, nie zawsze były łatwe do przyjęcia, ale z perspektywy czasu widzę, że były takim znakiem miłości Pana Boga, bo Bóg Jeżeli nawet upomina człowieka, czy pokazuje mu prawdę, to robi to z miłością. My potrafimy to zrobić troszkę inaczej, ale Pan Bóg zawsze robi to, żeby nas uzdrowić, powstrzymać albo przestrzec przed czymś, co może nam zaszkodzić.
I na końcu chyba jest takie doświadczenie bardzo piękne, ja na pewno miałem wiele razy, że dziękujesz Bogu w radości za trudy, nie? Bo widzisz, że one cię doprowadziły do momentu. Do czegoś innego, do czegoś, czego byś normalnie nie osiągnął. Nie miałbyś tej wiedzy serca, ja tak to nazywam. Pięknie nazwałeś wiedzę serca, bo to nie jest taka pewność, że już coś, tylko coś więcej. To tak jakby znać definicję miłości, i nagle poczuć tą miłość. Zupełnie inny świat, inne zrozumienie i jakby doświadczenie, które ciężko nazwać, często ciężko pisać, ale masz je w sobie, nosisz je w sobie, bo to wszystko zostaje w nas. I tak samo jeszcze wrócę do tego, o co mi chodzi z tym, z tą radością kogoś, kto nigdy nie poznał, nie wierzył w Pana Boga i nagle odkrył miłość Pana Boga.
No i to tak czasami jak się ogląda różnego rodzaju świadectwa, filmiki osób, które odkryły Pana Boga, to tam jest radość. Nawet można powiedzieć, że jak ktoś odchodzi od Kościoła Pana Boga, to najczęściej jest w jakiś sposób rozczarowany, rozgoryczony, jakoś no tak pokazuje to, że został w jakiś sposób niezrozumiany, oszukany, że po prostu stało się coś, co go przerosło. I że on po prostu decyduje się na taki krok. A jak ktoś w jakiś sposób wraca do Kościoła albo odkrywa Pana Boga, to on mówi tylko Panu Bogu. Jemu tam kościół, księża, to nie ma znaczenia, tylko po prostu jest Pan Bóg, coś się stało. Jest tak, jest Jezus Chrystus, który ratuje moje życie. Tak, i to po prostu widać po nim, że on autentycznie to opowiada. Nie jest to tak, jak w reklamach, ludzie śmiechają, bo muszą, tylko i to mi właśnie zawsze tak zastanawia, bo...
Ja poczułem coś podobnego, ale tak jak tutaj dobrze brzmiało, że moim problemem było to, że ja byłem wierzącym, więc myślałem, że wszystko wiem. To się okazało. Teraz z tej perspektywy 20 lat w zakonie, to widzę, że oj, to po prostu, to był, no to był mój etap, który na wtedy byłem. Z dzisiejszej perspektywy, no to popatrzę na to, tam się uśmiechnę i tak, no to... było płyciutko, ale na ówczesnym moim etapie było tak, jakim po prostu człowiekiem wtedy byłem, jak pojmowałem. Bardzo szczerze, choć nie miałem takiego rozeznania, takiego otwarcia, takiego poznania, no i przede wszystkim tylu lat formacji zakonnej, bo to zmienia człowieka. Śluby, święcenia, to też idziemy za Panem Bogiem, oddajemy Mu coś, a Pan Bóg błogosławi, zmienia nas.
No musi nas zmieniać, no bo inaczej byśmy byli takimi samymi ludźmi zawsze, a człowiek, który się nie rozwija, to czy jest radosny? Czy mu to wystarcza? No nie wiem. Ja się cieszę, chociaż muszę przyznać, że nie wszystkie dni i problemy w życiu zakonnym było łatwo mi przyjąć, przerobić. Niektóre bardzo bolały. Niektóre odkrycia prawdy o sobie, czy tam o przeszłości, no nie były łatwe do przyjęcia. I gdyby nie miłość Pana Boga, nigdy by nie zaufali, to wszystko już przeszedłem, to byłoby mi ciężko to przyjąć, zrozumieć, zaakceptować. A tak myślę, że na końcu zawsze jest radość, kiedy człowiek zrozumie, po co to było. Chodzi o to, żeby być bliżej, żeby pogłębić relacje, no a czasami trzeba coś oczyścić.
Nie wiem, czy dobre to jest słowo, jak przyłomy? Może być. No ja tak doświadczyłem takich przełomów Dosłownie. I czasami właśnie wspominałeś o tych ewangelizatorach, czy tam ludziach mówiących świadectwo, że spotkali Chrystusa. I często pada takie zdanie w tych przypadkach, że spotkają Chrystusa 20 lat temu. I ja zawsze mówię o tym, że to jest bardzo piękne i bardzo ważne, ale jest pytanie, czy dzisiaj spotkali Chrystusa. Czy dzisiaj też widzisz jakiś przełom? Ja myślę, że to też jest ważne, żebyśmy my na drogach Adwentu próbowali odkrywać tą codzienność, w której Pan Bóg też chce nas budzić do radości. No bo właśnie w tej codzienności nas też formuje i wychowuje. To może tak, że nie musimy codziennie być ludźmi, którzy czują radość, że po prostu stajesz i jesteś zadowolony, co by ci nie spotkało, czujesz radość, miłość.
Może być tak, że pewne rzeczy udaje nam się przeskoczyć, tylko dlatego, że Bóg nas dziga, a nam się wydaje, że my jesteśmy tacy. Ale spokojnie, Pan Bóg potrafi sprowadzić na ziemię, jeżeli jest to potrzebne. Wiesz tak, jeżeli to będzie konieczne, to też doprowadzi nas do tego, ale w takim pozytywnym sensie. Tak, bo potem jest radość. Tak samo mówisz o tej ranie, że jeżeli przechodzimy jakieś trudne doświadczenie, to z perspektywy czasu fajnie się o nim opowiada, że miałem kiedyś taką sytuację, coś trudnego. Z takim spokojem. Z spokojem, bo już masz to przerobione, ale w trakcie tego To jest tak ciężko czasami zaufać, że jest taki jakiś trudniejszy moment. Nie lubimy go przeżywać. To widać mocno w przypadku osób uzależnionych. Jak ktoś mówi o swoim uzależnieniu, to znaczy, że już ma do tego w jakiś sposób taką... Najczęściej to też nie można generalizować, ale jakąś taką wolność, akceptację tego.
Także to coś musiałem przejść, albo do czegoś się przyznać. Czy Pan Bóg może nasze słabości, grzechy, słabsze karty wykorzystać do czegoś pięknego? Bo tutaj mówimy o tej radości, ale zobaczmy media. Czy ktokolwiek dzisiaj widział reklamę spowiedzi? I do spowiedzi poczułeś się lepiej? Nie, są tylko takie namiastki. Kup kawę, kup telefon, weź kredyt. zjedz jakieś tam, jakieś ciasto i poczujesz magię świąt. No co to znaczy? Czyli ma być taka... Tak, możeśmy zrobili taką reklamę. W spowiedzi, tak? Tak, tak. No, możemy pomyśleć. No wiesz co, nie mówiłeś mi o tym wcześniej, ale może to byłoby dobre. Promocja. Tak, to teraz robimy reklamę, dobra? Teraz? Tak, trzy, dwa, jeden, start.
Nie żartuję. Ale możemy, możemy. Ludzie z jakąś promocją, kilku groszy taniej, są w stanie jechać drugi koniec miasta do sklepu, gdzie normalnie robią zakupów, mają karty, zbierają tutaj. Tak, tak, tak. trzecia spowiedź i ojczynaż zostaje. Co by to nie było, nie? Nie, tutaj nie będziemy aż tak ingerować. Nie, nie będziemy ingerować, ale w taką kwestię rzeczywiście, żeby pokazać, że radością jest spotkanie z Chrystusem w sakramencie. Myślę, że to jest ważne. Coś, co ja sam przerobiłem, czy odkryłem w sakramencie pokuty i pojednania, No bo zawsze człowiek się boi tej spowiedzi. Jeżeli nie rozumie, to się boi. Jeżeli ktoś cię jeszcze nie wytłumaczy, no to idziesz z takim lękiem, strachem, połowę zapomnisz, a tak naprawdę my Panu Bogu śmieci oddajemy. To jest promocja.
Nic cię tak nie wyczyści, nie wybieli, nie rozraduje, jak dobrze odbyta spowiedź, bo my Panu Bogu oddajemy to, co nam się nie udaje, to, co jest trudne i z radością Panu Bogu oddajemy śmieci. Pan Bóg tu przyjmuje, jest też z wielką radością, daje nam miłość, my wychodzimy innymi ludźmi. Chcesz zmienić życie, to stań w kolejce, ale w dobrej kolejce. O, to będzie reklama. Tutaj ten i... No bo kupisz jakieś tam ciasto, telefon, pobawisz się chwilę, ci się znudzi. Bo tak zawsze jest ze wszystkim. No i nagle się okazuje, że za dużo rzeczy też nie daje radości. Może ktoś nam pomoże taką reklamę stworzyć. Tak, jakby ktoś miał jakieś pomysły, to możecie do nas pisać. Z chęcią taką reklamę możemy stworzyć. Reklamę spowiedzieć. Ciekawa historia.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Promocja. Tak, to teraz robimy reklamę, dobra?
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Promocja. Tak, to teraz robimy reklamę, dobra?"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Prawdziwa chrześcijańska adwentowa radość to temat kolejnego spotkania.
#Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl
Masz pytania? Napisz: [email protected]
#powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość