Mentionsy Mentionsy
Plac Gry
Plac Gry

Mecz Polska-Słowenia – Koszykarskie Wembley

30.07.2025 ·1 godz 34 min · 1 rozdział · 1 sponsor

To był najlepszy mecz w historii polskiej koszykówki. W 2022 r. sprawiliśmy być może największą sensację w historii mistrzostw Europy – w ćwierćfinale, na oczach koszykarskiego świata, pokonaliśmy Słowenię, czyli obrońcę mistrzowskiego trofeum. Michał Sokołowski przyćmił Lukę Doncicia, a Mateusz Ponitka zagrał niczym gracz z NBA. Jeszcze nikt nie opowiedział tej historii z taką ilością anegdot, wspomnień i wzruszeń. Partnerem serii o EuroBaskecie jest ⁠⁠Polski Związek Koszykówki⁠⁠Patronat medialny: ⁠⁠sport.pl⁠⁠Produkcja oryginalna ⁠⁠Earborne Media

0:00 · Polski Związek Koszykówki 19

Wyjdą agresywnie, będzie dużo fizyczności w tym wszystkim, Luka na pewno będzie chciał więcej wziąć na siebie, więc musimy być na to gotowi i oni na pewno zrobią run. Na 100% zrobią run, więc bądźmy na to gotowi. Ten run przyjdzie. I wtedy, żebyśmy w odpowiednim momencie to przełamali, wszyscy musimy być spokojni i zachować zimną krew. I taka była rozmowa w szatni. I wiadomo było, że tak się rozpocznie. I nagle wchodzimy w trzecią kwartę. Okej, każdy chciał gdzieś tam może za bardzo. Ja, AJ gdzieś próbowaliśmy ten moment przełamać. No ale ktoś musiał wziąć to na siebie i w pewnym momencie tam chyba Olek też miał problem z faulami, nie mieliśmy dobrego balansu między grą w obronie i w ataku i Słowieńcy dosyć szybko wrócili do tej gry, tak?

W stolicy Niemiec spotkały się więc wszystkie najlepsze drużyny Europy i największe gwiazdy znane z parkietów NBA. Yanis Antetokounmpo, Nikola Jokic, Luka Doncic, Denis Schroeder, Evan Fournier czy bracia Hernán Gómez. A pośród nich Polacy. Co ciekawe, wszystkie drużyny narodowe stacjonowały w jednym berlińskim hotelu. Przy tej okazji Aron Cel podzielił się historią, której wcześniej nie zdradził żaden z kadrowiczów. Jak wyszliśmy z grupy w Czechach, pojechaliśmy do Berlina, tak jak wszystkie inne drużyny, które się zakwalifikowały co najmniej do ósmych. I wszystkie drużyny w Berlinie w tym samym hotelu. I tak wjeżdżamy w ten hotel i tam widzimy Janisa Atetokumpo, Luka Doncic'a, Cedi Osman'a i innych zawodników z NBA, Nikola Jokic'a. I sobie myślimy, kurczę no, jeżeli odpadamy w ósmych, to wychodzimy, wyjeżdżamy z hotelu pierwsi.

Niemcy, ale najprawdopodobniej bałkańskiego pochodzenia. No i gdzieś specjalnie dla mnie pod tym swoim graffiti napisali taki dopisek Ponitka is better than Doncic, więc nie wiem czy on się zachował na murach, ale faktycznie na nich to wymogłem. Natomiast było to oczywiście traktowane i przez nich i trochę przeze mnie jako żart. Druga historia, która mi utkwiła i w której tak naprawdę gdzieś po raz pierwszy przemknęło mi przez myśl, że my przecież w tą środę możemy wygrać i zagrać za chwilę w półfinale Mistrzostwa Europy, to był moment, w którym polscy dziennikarze rozmawiali dzień przed maczem z Igorem Milicicem. Jakub Wojczyński z przeglądu sportowego gdzieś w pewnym momencie zadał Igorowi takie pytanie o słabe strony Słowenii, o to czy będą atakować Luka Doncic'a, kto go będzie atakował.

Sokół już w momencie, kiedy ona leciała, widział, że wpadnie do kosza, stojąc pod koszem i taki wykonał gest radości i to był rzut na plus 20. To tak, to było takie szaleństwo, bo nikt się nie spodziewał. My się też raczej nie spodziewaliśmy takiego przebiegu spotkania. W drugiej kwarcie prowadziliśmy już z 23 punktami, schodząc tam około 20 plus 20 do szatni. Dowiedzieliśmy, że na pewno Słowenia będzie wracać do meczu, będzie chciała wrócić do meczu. Ale w ogóle to, co teraz oglądając ten mecz, co wydało mi się śmieszne, bo jak myślimy o Słowenii, to myślimy o Luce Donciciu, a ja zdałem sobie sprawę, że tam przecież grał jeszcze Goran Dragic, bo teraz już on jest na emeryturze, w sumie trochę o nim zapomnieliśmy, bo myślimy Słowenia, myślimy Luka Doncic, a tam przecież oni mieli naprawdę mocny skład, bo był i...

Oczywiście Luka, był Goran Dragic, Prepelic, Jaka Blazic, Majk Tobi. Więc to naprawdę silna drużyna. Wracając do tych momentów, to tym kolejnym momentem był oczywiście powrót Słowenii. To, że prowadziliśmy ponad 20 punktami, a na początku czwartej kwarty przegrywaliśmy już jednym. Więc to jak Słowenia wróciła do meczu i czwarta kwarta była wyrównana punkt za punkt. I moment ten, kiedy Mateusz wymusił faul Luki Doncicia na 3 minuty do końca. Piąty faul, kiedy Luka zszedł z boiska i my budowaliśmy przewagę. To na pewno było takie wydarzenie, ważny moment meczu. I z mojej perspektywy gracza, jak byłem na boisku, bo byłem na boisku w ostatniej akcji, kiedy w ataku mieliśmy piłkę na kilkanaście sekund, na dwadzieścia sekund bodajże do końca.

Ja się zawsze zastanawiam, bo koszykarze często w przypływie emocji, sportowcy robią takie gesty. Gdyby Ponitka spudłował, Sokół wyszedłby na... No nie wiem na kogo, ale byłby to taki pusty gest, taka właściwie symbol jakiegoś takiego niezrealizowanego oczekiwania i tak dalej. Ale mam wrażenie, no jest coś takiego, że wiesz kiedy to zrobić. I to jest niesamowite, że to się tak pięknie złożyło, że Sokół wykonał asystę, Ponitka trafił, a on już tam stał z wyciągniętą pięścią i wiedział, że trafi. Świetny moment, chwilę później sam Sokół trafił za trzy punkty i tam było 54-31, więc to najwyższa przewaga w pierwszej połowie i w ogóle w tym meczu. Luka Doncic rzeczywiście tego wieczoru cierpiał. W trzech poprzednich meczach zdobywał kolejno 36, 47 i 35 punktów. Tej nocy musiał ciężko pracować, wręcz harować na każdy rzut.

Momentami był podwajany, nękany przez polską obronę Michała Sokołowskiego lub Mateusza Ponitkę. W czasie, gdy Luka machał rękoma, dyskutował z sędziami czy miał pretensje do kolegów, jaśniała gwiazda Mateusza Ponitki. Kapitan kadry do przerwy uzbierał 16 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst. Mówiąc w koszykarskim żargonie, był na misji. Oddajmy głos Łukaszowi Ceglińskiemu. Ja tylko doprecyzuję, dla mnie MVP tego spotkania był Mateusz Ponitka. Bezdyskusyjnie. To był historyczny występ i też nie waham się tego powiedzieć, to był najlepszy występ reprezentanta Polski w historii polskiego basketu. Choć mieliśmy królów strzelców eurobasketów, Edward Jurkiewicz, Mieczysław Młynarski, Mieczysław Łopatka był królem strzelców mistrzostw świata. To są oczywiście zamierzchłe lata, ale to co zrobił Mateusz Ponitka to jest dla mnie najlepszy występ w historii i on był MVP tego meczu.

Doncic jeszcze był wtedy na boisku, jeszcze nie miał tego piątego faulu. Może nie grał wybitnie, ale grał dobrze. Czanczar, Prepelić, Murić, Blazić, oni wszyscy też się rozkręcali. I Słowenia prowadziła grę w tej czwartej kwarcie. To znaczy, może nie dominowała, ale była stroną wiodącą. Natomiast w polskim zespole... Polski zespół się chwiał, właściwie w trzeciej kwarcie to praktycznie leżał w narożniku, potem jeszcze się chwiał i mówię, to jest taki moment, że znów wiele meczów koszykarskich oglądaliśmy i wiadomo, że faworyt czasami przegrywa, silniejszy zespół musi gonić, ale kiedy już dogoni i przegoni, to wydaje się, że po prostu ten mecz dociągnie do końca, bo ten potencjalnie słabszy zespół no już swoje w tym meczu zagrał, tak się mogło wydawać. No tu się okazało inaczej, ale to był taki główny moment. Zanotowałem to sobie, bo tam się nic nie układało po myśli Polaków, a Słoweńcy po prostu brali ten mecz.

Przyjrzyjmy się więc kluczowym momentom czwartej kwarty. I zacznijmy od piątego faulu Luki Doncicia, o którym mówił Aroncel. Słoweniec w pierwszej połowie grał fatalnie. Przed drugą wyglądał na poobijanego, zmęczonego. Z bliska przyglądałem się, jak ledwie wychodzi na rozgrzewkę, ale po kilku rzutach siada na ławce, rozmasowując obolałe ciało. Mimo to na parkiecie się rozkręcił. Na początku trzeciej kwarty trafił trójkę. Rozdał kilka pięknych asyst. Może sam nie był tego wieczoru wybitnym strzelcem, ale nie było wątpliwości, że to wokół niego Słoweńcy stworzyli cały ekosystem. Tyle, że w czwartej kwarcie, po faulu technicznym za pretensje do arbitrów, Doncic miał na koncie cztery faule.

AJ do końca. AJ! Tak, to są akcje, to są te sytuacje. Przewinienie techniczne dla Doncicza za krytykowanie i decyzji sędziego, bo domagał się Doncic błędu kroku z slotera w tej akcji. A przecież z Czechami taką samą akcję, identyczny zdobył kosza sloter. I stało się jasne, że z taktycznego punktu widzenia Polacy powinni wymusić piąty faul i wyrzucić Lukę z parkietu. Kłopot w tym, że wiedzieliśmy to my, ale wiedzieli i Słoweńcy oraz sam Luka Doncic, który robił wszystko, by uniknąć piątego przewinienia. Aż do momentu, gdy trafił na Mateusza Ponitkę. To on trzy minuty przed końcem czwartej kwarty rozegrał akcję, która podcięła Słoweńcom skrzydła, a nas natchnęła. Mateusz Ponitka kontra Doncic. On wie, że rywal ma faule.

Jest faul! Piąty! Kapitalnie to taktycznie spodziewał się, wiedział, szukał tego przewinienia Doncica Mateusz Ponitka. A więc Doncic już nie zagra. Nie ma, Słowenia lider. Tutaj operator Namska kończył. Widać było wyraźnie końcówkę, jak z ciekłością powędrowała na parkiet butelka z wodą. Wielkie wyrazy uznania dla Mateusza, że ten faul potrafił. Być może wymuszenie faulu to nieefektowny wsad albo trójka dająca zwycięstwo. Być może zachwycać się nim mogą tylko koszykarscy puryści. Ale kiedy o taktycznych zawiłościach tej akcji opowiada nam sam Mateusz Ponitka, wszyscy zamieniamy się w słuch.

Jeżeli chodzi tutaj o Lukę Doncicia, nie jest tak, że tylko jedna osoba go kryła na przestrzeni meczu. Ja też w te wakacje z kadrą, moja rola była z pewnością taka, że bardzo często kryłem ważnych zawodników drużyny przeciwnej, będąc na boisku. Bo śmiesznie się mówi o takich zawodnikach, bo jak oglądasz ich na scoutingu, To mówisz o ich jakichś mocnych, słabych stronach, ale tak naprawdę oni mają niewiele słabych stron. Oni mogą zrobić wszystko na boisku, tak jak Luka Doncic tak naprawdę może zrobić co chce. Można mówić o pewnych tendencjach, które wykorzystują częściej i do których dążą na boisku, żeby ułatwić sobie grę. No więc to, co na pewno u Luki wiemy i znamy, to jest jego lewy step back, czyli ten rzut po koźle w izolacji, którego szuka po koźle w prawo, odchodząc jeden krok do tyłu.

Koniec! Jesteśmy w półfinale Mistrzostw Europy! Krzyczeli komentujący to spotkanie Piotr Sobczyński i Ryszard Łabędź. Polacy zaczęli w ekstazie świętować, tańczyć na środku parkietu, ale dla Słoweńców mecz się jeszcze nie skończył. Wciąż aktualni mistrzowie Europy doskoczyli do sędziego, a prosto z ławki rezerwowych do arbitrów pognał sam Luka Doncic. Był wściekły, że w ostatniej akcji nie odgwizdnęli faulu, który mógłby odmienić losy meczu. Doncic dostał faul techniczny po... Mówi Łukasz Cegliński. Pokazywał sędziemu, że były kroki, zrobił to w zbyt ekspresowy sposób, dostał faul techniczny, już wtedy miał pretensje do sędziów.

Obrońca tytułu, genialny turniej grał Luka Doncic i nagle... Anonimowy dla niego Michał Sokołowski i pewnie anonimowa dla niego cała reprezentacja Polski po prostu wyrzuca go. Gdzie wydawało się, że Słowańcy mają ten mecz już wygrany? Bo tak uważam, że w połowie czwartej kwarty można było tak mówić. Tuż po meczu sam chwyciłem za laptopa i zbiegłem w kuluary hali. Kiedy korytarzem szedł wściekły Luka Doncic, ludzie wprost się przed nim roztępowali. Nie ma się czemu dziwić. Wyglądał jakby miał ochotę wybuchnąć ze złości. Do sali konferencyjnej włóczył nogami. Ale już przed mikrofonami zachował klasę. Z jednej strony boleśnie przyznał, że zawiódł swój kraj i reprezentację. Z drugiej przyznał, że Mateusz Ponitka to gracz z potencjałem na grę w NBA.

Więc na pewno takie spotkanie, które było za nami w tym Berlinie na pewno będzie piękną pamiątką dla wszystkich, którzy mieli możliwość udziału w nim. Tuż po końcowej syrenie Doncic rozmawiał z Ponitką. Obaj zasłaniali się przed kamerami, ale kapitan polskiej drużyny zdradził wtedy, że rozmowa była niezwykle uprzejma. Dziś przyznaje jednak, że nie pamięta o czym rozmawiali i dodaje, że sam był już w zupełnie innym świecie. Nie jestem w stanie tego sobie przypomnieć. Na pewno było podziękowanie, życzenia, żeby zdrowie było w następnych tam tygodniach i tak dalej. Ja nie pamiętam, co tam było. Zresztą ja byłem w innym świecie, on był też w swoim świecie. On tam trochę psioczył na to, co tam się wydarzyło na boisku.

A co do trenera, to jest Igor trenerem, który faktycznie ma bardzo duży wachlarz taktyczny. No i wierzył oczywiście w to, że te jego pomysły taktyczne, aczkolwiek ma więcej tego wachlarzu w ataku niż w obronie, ale mimo wszystko ten atak też spowodował to, że Doncic był gdzieś tam zmęczony albo faulował dużo. Więc na pewno to, że wszyscy wierzyli, bo teraz mówimy o trenerze i o Mateusza Ponitce, że wierzyli, spowodowało to też, że u nas ta wiara też rosła. Mieliśmy przed tym meczem też taką rozmowę, trochę przed wejściem na boisko, żeby sobie wmówić też, bo na tym to polega, wmówić sobie, że Słowenia ma Doncic'a, my mamy siebie, wszystkich razem, wiemy, że jak jeden upadnie, to drugi, obojętnie kto, podniesie go, że jeżeli ktoś tam będzie w tarapatach, to ktoś inny go stamtąd wyciągnie i że mamy się wspierać od początku do końca.

Czy to tylko miejska legenda, która miała nieco rozmyć klęskę koszykarzy Słowenii? Czy rzeczywiście Luka Doncic i koledzy bawili się przed meczem z Polską do białego rana? Oto co do powiedzenia mają w tej sprawie Aroncel i Michał Tomasik. A tu wyprostuję od razu wszystko. Wydaje mi się, że na Eurobaskecie każdy świętuje. Media lubią przesadzać. Nie sądzę, że Luka i całą drużynę nie wiem co robili, nie wiem gdzie. Na pewno po poprzednim meczu się cieszyli, tak jak i my po zwycięstwie z Ukrainą. Myślę mimo wszystko, że tu jest więcej kwestia tego, że nas zlekceważyli przez to, że nas pokonali trzydziestoma w poprzednim turnieju. Więc to, jak bardzo się bawili, tutaj bym nie konkursował, bo my też mieliśmy nasze chwile, gdzie się bawiliśmy i uważam, że to jest ludzkie, po zwycięstwach, po wspaniałych zwycięstwach tym bardziej.

Bardziej ważne według mnie jest podejście do meczu, przygotowanie fizyczne do meczu. Też byliśmy oczywiście z trenerem Dominikiem Narojczykiem zawsze gotowi fizycznie, bo to też trzeba podkreślić, drużyna, która nie była najbardziej utalentowana fizycznie, nie odstawała od nikogo, gdzie w każdej innej drużynie ci z NBA mieli swoich trenerów personalnych, swoich kucharzy, swoich to, swoich tamto, Przy naszych warunkach fizycznie nie odstawaliśmy, więc to jest też kosmiczny sukces. No ale tak, no bawili się. Mam nadzieję, że zabawa była udana, bo domyślam się, że po naszym meczu nie była. Wierzę. Dlaczego mam nie wierzyć? Berlin to jest miasto, które wiele atrakcji nocnych rozpościera przed sportowcami. Luka Doncic nigdy nie zgrywał świętego sportowca, który zawsze się prowadzi idealnie.

Umówmy się, że Słoweńcy byli obrońcami mistrzowskiego tytułu i starcie z Polakami nie mogło w nich wzbudzać jakiejś dodatkowej adrenaliny i mobilizacji, więc absolutnie tak się mogło zdarzyć. To, że wierzę, to niczego nie zmienia. Mam to absolutnie w nosie i wszyscy związani z Polską Koszykówką, nie mówiąc już o naszych koszykarzach, zawsze powinni mieć to w nosie. Karty historii tego nie będą pamiętać. Karty historii będą tylko pamiętać jedno, że sprawiliśmy największą sensację tego turnieju. Jedną z większych tak naprawdę w XXI wieku w europejskiej koszykówce, bo tak to trzeba tak naprawdę rozpatrywać i to zawsze zostanie gdzieś tam w naszych pamięciach, a nie domniemanie to, czy Luka Doncic wypiło dwa piwa za dużo 13 września 2022.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.