Mecz Polska-Słowenia – Koszykarskie Wembley
To był najlepszy mecz w historii polskiej koszykówki. W 2022 r. sprawiliśmy być może największą sensację w historii mistrzostw Europy – w ćwierćfinale, na oczach koszykarskiego świata, pokonaliśmy Słowenię, czyli obrońcę mistrzowskiego trofeum. Michał Sokołowski przyćmił Lukę Doncicia, a Mateusz Ponitka zagrał niczym gracz z NBA. Jeszcze nikt nie opowiedział tej historii z taką ilością anegdot, wspomnień i wzruszeń. Partnerem serii o EuroBaskecie jest Polski Związek KoszykówkiPatronat medialny: sport.plProdukcja oryginalna Earborne Media
W stolicy Niemiec spotkały się więc wszystkie najlepsze drużyny Europy i największe gwiazdy znane z parkietów NBA. Yanis Antetokounmpo, Nikola Jokic, Luka Doncic, Denis Schroeder, Evan Fournier czy bracia Hernán Gómez. A pośród nich Polacy. Co ciekawe, wszystkie drużyny narodowe stacjonowały w jednym berlińskim hotelu. Przy tej okazji Aron Cel podzielił się historią, której wcześniej nie zdradził żaden z kadrowiczów. Jak wyszliśmy z grupy w Czechach, pojechaliśmy do Berlina, tak jak wszystkie inne drużyny, które się zakwalifikowały co najmniej do ósmych. I wszystkie drużyny w Berlinie w tym samym hotelu. I tak wjeżdżamy w ten hotel i tam widzimy Janisa Atetokumpo, Luka Doncic'a, Cedi Osman'a i innych zawodników z NBA, Nikola Jokic'a. I sobie myślimy, kurczę no, jeżeli odpadamy w ósmych, to wychodzimy, wyjeżdżamy z hotelu pierwsi.
Co oni tu robią do samego końca? Oraz kolejny z moich gości, Michał Michalak, jeden z czołowych strzelców reprezentacji Igora Milicicia, który także był częścią tamtej drużyny. Kiedy przyjechaliśmy do Berlina, my graliśmy na drugi dzień jednej ósmej, więc w momencie naszego przyjazdu w hotelu było 16 drużyn. Cały hotel był zarezerwowany dla drużyny Eurobasketu, więc widzisz, jak krok po kroku wszyscy odpadają. Więc najpierw tak przyjechaliśmy, tam trener Itudis, tutaj Giannis Antetokounmpo, Nikolaj Okic siedzi z Luką Donciczem, więc w sumie tak dotykasz trochę tego topu światowego zawodników, którzy są gwiazdami NBA, najlepszych zawodników w Europie, trenerów. A potem obserwowanie tego, kiedy hotel pustoszeje i nagle zostały cztery drużyny po naszym zwycięstwie ze Słowenią, w tym my, reprezentacja Polski.
Choć, co zgodnie podkreślali w kadrze niemal wszyscy, w sukces wątpiło niemal całe koszykarskie środowisko. Byliśmy underdogiem, drużyną, która niemal do każdego starcia podchodziła w roli słabszego i która wygrywając sprawiała miłą niespodziankę. Ćwierćfinałowy mecz ze Słowenią miał być czymś ekstra. Czymś w rodzaju nagrody za dobrze wykonaną pracę i wynik ponad stan. Tak zdawało się nam, dziennikarzom, ale w przedmeczowych rozmowach z koszykarzami można było wyczuć, że chcą czegoś więcej. Że to dla nich szansa, by pokazać, iż Słowenia nie jest nieśmiertelna. A oni sami mają plan, jak powstrzymać Lukę Doncicia. Tak wspomina tamten moment i jego atmosferę Michał Tomasik, dzielnikarz serwisu Superbasket.
Niemcy, ale najprawdopodobniej bałkańskiego pochodzenia. No i gdzieś specjalnie dla mnie pod tym swoim graffiti napisali taki dopisek Ponitka is better than Doncic, więc nie wiem czy on się zachował na murach, ale faktycznie na nich to wymogłem. Natomiast było to oczywiście traktowane i przez nich i trochę przeze mnie jako żart. Druga historia, która mi utkwiła i w której tak naprawdę gdzieś po raz pierwszy przemknęło mi przez myśl, że my przecież w tą środę możemy wygrać i zagrać za chwilę w półfinale Mistrzostwa Europy, to był moment, w którym polscy dziennikarze rozmawiali dzień przed maczem z Igorem Milicicem. Jakub Wojczyński z przeglądu sportowego gdzieś w pewnym momencie zadał Igorowi takie pytanie o słabe strony Słowenii, o to czy będą atakować Luka Doncic'a, kto go będzie atakował.
Meczem wieczoru było jednak starcie Polski ze Słowenią. Trybuny pękały w szwach. Mecz oglądało na żywo 14 tysięcy kibiców. Wśród nich wielkie gwiazdy, między innymi mistrz NBA i legenda niemieckiej koszykówki Dirk Nowicki. Większość przyszła obejrzeć w akcji Lukę Doncicia, ale i my mieliśmy swoją biało-czerwoną reprezentację. Wróćmy jednak do tego, co działo się na parkiecie i oddajmy głos Michałowi Michalakowi. Z boiska pamiętam takie chyba trzy kluczowe momenty tego spotkania. Była taka sytuacja na tym meczu w drugiej kwarcie, jak Sokół wjeżdżał po końcowej, podał do Ponity na trójkę i Mateuszek rzucał trójkę.
Sokół już w momencie, kiedy ona leciała, widział, że wpadnie do kosza, stojąc pod koszem i taki wykonał gest radości i to był rzut na plus 20. To tak, to było takie szaleństwo, bo nikt się nie spodziewał. My się też raczej nie spodziewaliśmy takiego przebiegu spotkania. W drugiej kwarcie prowadziliśmy już z 23 punktami, schodząc tam około 20 plus 20 do szatni. Dowiedzieliśmy, że na pewno Słowenia będzie wracać do meczu, będzie chciała wrócić do meczu. Ale w ogóle to, co teraz oglądając ten mecz, co wydało mi się śmieszne, bo jak myślimy o Słowenii, to myślimy o Luce Donciciu, a ja zdałem sobie sprawę, że tam przecież grał jeszcze Goran Dragic, bo teraz już on jest na emeryturze, w sumie trochę o nim zapomnieliśmy, bo myślimy Słowenia, myślimy Luka Doncic, a tam przecież oni mieli naprawdę mocny skład, bo był i...
Oczywiście Luka, był Goran Dragic, Prepelic, Jaka Blazic, Majk Tobi. Więc to naprawdę silna drużyna. Wracając do tych momentów, to tym kolejnym momentem był oczywiście powrót Słowenii. To, że prowadziliśmy ponad 20 punktami, a na początku czwartej kwarty przegrywaliśmy już jednym. Więc to jak Słowenia wróciła do meczu i czwarta kwarta była wyrównana punkt za punkt. I moment ten, kiedy Mateusz wymusił faul Luki Doncicia na 3 minuty do końca. Piąty faul, kiedy Luka zszedł z boiska i my budowaliśmy przewagę. To na pewno było takie wydarzenie, ważny moment meczu. I z mojej perspektywy gracza, jak byłem na boisku, bo byłem na boisku w ostatniej akcji, kiedy w ataku mieliśmy piłkę na kilkanaście sekund, na dwadzieścia sekund bodajże do końca.
Był to, nie bójmy się wielkich słów, gdy rozmawiamy o wielkich chwilach, no był to chyba, znaczy chyba. Ja widziałem trochę dobrej koszykówki w swoim życiu, gdzieś tam polską koszykówkę od 30 lat obserwuję bardzo wnikliwie, ale to był najlepszy występ polskiego koszykarza w reprezentacji Polski, jaki widziałem. To był mecz kompletny absolutnie w jego wykonaniu. To triple-double było jego ukoronowaniem, natomiast niczego nam nie zabrakło. Gdy było trzeba, trafiał. Gdy było trzeba, bronił. Gdy było trzeba, pomagał Michałowi Sokolskiemu, który głównie się zajmował ograniczaniem jakichś poczynań Doncicza. Gdy było trzeba, usiadł na dragiczu, żeby drugiego człowieka, który mógł nas pozbawić tego zwycięstwa, ograniczyć.
No było w tym meczu wszystko w wykonaniu Mateusza i było wszystko też jeśli chodzi o ten cały turaż koszykarza, który wie, że wychodzi na boisko i chce swoją drużynę poprowadzić, bierze piłkę pod pachę i po prostu wychodzi ze zwycięstwem z hali i nie pyta się nikogo o zdanie i nie patrzy na to, kto jest po drugiej stronie boiska. Podczas konferencji prasowej, później chyba Kuba Wojczyński właśnie zapytał Doncicza, czy Ponitka to jest NBA caliber player. Odpowiedź mogła być tylko jedna. Absolutnie Mateusz zagrał ten mecz na poziomie gościa, który gra w NBA i robi różnicę. 26 punktów, 16 zbiórek i 10 asyst, które w sumie w tamtym meczu zbierał Ponitka, to czwarte w historii Mistrzostw Europy triple-double.
Przede wszystkim sobie obiecywaliśmy, że do ostatniej sekundy wszyscy razem będziemy w to wierzyli. To są słowa, ale faktycznie czułem w tym meczu, bo często grałem w drużynach, gdzie tak się mówiło, ale tutaj naprawdę czułem, że jesteśmy wszyscy razem. Myślę, że też ten piąty faul Doncicza pod koniec nas już w ogóle zbudował pod to same zwycięstwo, ale... Zwątpić nie. Na pewno to spowodowało to, że się może trochę od nowa albo trochę więcej się skupiliśmy po tej końcówce, ale nie no. Scenariusz był naprawdę idealny. Przestraszyć ich na początku. Oni nadrobili stratę. Pokazaliśmy naszą siłę drużynową, nasz charakter. No i potem na końcu też trzeba podkreślić, że jednak liderzy zwyciężają, wygrywają nam mecze. No i AJ Sloter i Mateusz Ponitka normalnie pociągnęli nas pod ten półfinał.
Przyjrzyjmy się więc kluczowym momentom czwartej kwarty. I zacznijmy od piątego faulu Luki Doncicia, o którym mówił Aroncel. Słoweniec w pierwszej połowie grał fatalnie. Przed drugą wyglądał na poobijanego, zmęczonego. Z bliska przyglądałem się, jak ledwie wychodzi na rozgrzewkę, ale po kilku rzutach siada na ławce, rozmasowując obolałe ciało. Mimo to na parkiecie się rozkręcił. Na początku trzeciej kwarty trafił trójkę. Rozdał kilka pięknych asyst. Może sam nie był tego wieczoru wybitnym strzelcem, ale nie było wątpliwości, że to wokół niego Słoweńcy stworzyli cały ekosystem. Tyle, że w czwartej kwarcie, po faulu technicznym za pretensje do arbitrów, Doncic miał na koncie cztery faule.
AJ do końca. AJ! Tak, to są akcje, to są te sytuacje. Przewinienie techniczne dla Doncicza za krytykowanie i decyzji sędziego, bo domagał się Doncic błędu kroku z slotera w tej akcji. A przecież z Czechami taką samą akcję, identyczny zdobył kosza sloter. I stało się jasne, że z taktycznego punktu widzenia Polacy powinni wymusić piąty faul i wyrzucić Lukę z parkietu. Kłopot w tym, że wiedzieliśmy to my, ale wiedzieli i Słoweńcy oraz sam Luka Doncic, który robił wszystko, by uniknąć piątego przewinienia. Aż do momentu, gdy trafił na Mateusza Ponitkę. To on trzy minuty przed końcem czwartej kwarty rozegrał akcję, która podcięła Słoweńcom skrzydła, a nas natchnęła. Mateusz Ponitka kontra Doncic. On wie, że rywal ma faule.
Jest faul! Piąty! Kapitalnie to taktycznie spodziewał się, wiedział, szukał tego przewinienia Doncica Mateusz Ponitka. A więc Doncic już nie zagra. Nie ma, Słowenia lider. Tutaj operator Namska kończył. Widać było wyraźnie końcówkę, jak z ciekłością powędrowała na parkiet butelka z wodą. Wielkie wyrazy uznania dla Mateusza, że ten faul potrafił. Być może wymuszenie faulu to nieefektowny wsad albo trójka dająca zwycięstwo. Być może zachwycać się nim mogą tylko koszykarscy puryści. Ale kiedy o taktycznych zawiłościach tej akcji opowiada nam sam Mateusz Ponitka, wszyscy zamieniamy się w słuch.
W momencie, kiedy widziałem, że jestem krok przed nim, to zaryzykowałem tą pompką, bo nawet gdyby nie wyskoczył w pierwszym tempie, to jednak to wszystko by, powiedzmy, się troszeczkę zacieśniło i wówczas mógłbym szukać dalszych rozwiązań. A jak widziałem już, że odrywa nogi, to już wiedziałem, że pójdę w niego, żeby po prostu, tak jakbym chciał iść bardziej do kosza i to już na 100% był fał. O tym, że piąty faul Doncicia nie był przypadkiem, mówi też Michał Michalak. Reprezentant Polski zdradza, że przed meczem Igor Milicic i jego sztab mieli konkretny plan, jak zatrzymać lidera Słoweńców. W takich sytuacjach często Sokoł był planem.
Śmieję się, bo Sokoł ukrył Doncicza przez większą część tego spotkania, ale jeżeli chodzi o nasze przygotowanie do meczów, przygotowanie scoutingowe, zwłaszcza takie dobre drużyny w wakacje, z którymi gramy, bo w tamte wakacje graliśmy tak naprawdę Z wszystkimi topowymi drużynami, gwiazdami NBA. Z Grecją graliśmy na turnieju przygotowawczym do Eurobasketu. Z Serbią graliśmy w fazie grupowej. Ze Słowenią, Luką Doncicem graliśmy w ćwierćfinale. Mamy zawsze bardzo jasne wytyczne i mówimy tutaj o takich scoutingowych detalach, które pozwalają nam zabrać elementy gry drużyny przeciwnej, więc ogólnie nasza obrona na przestrzeni wakacji uważam jest bardzo silną stroną, kiedy jesteśmy w stanie wypracować te takie automatyczne zachowania i systemy.
Jeżeli chodzi tutaj o Lukę Doncicia, nie jest tak, że tylko jedna osoba go kryła na przestrzeni meczu. Ja też w te wakacje z kadrą, moja rola była z pewnością taka, że bardzo często kryłem ważnych zawodników drużyny przeciwnej, będąc na boisku. Bo śmiesznie się mówi o takich zawodnikach, bo jak oglądasz ich na scoutingu, To mówisz o ich jakichś mocnych, słabych stronach, ale tak naprawdę oni mają niewiele słabych stron. Oni mogą zrobić wszystko na boisku, tak jak Luka Doncic tak naprawdę może zrobić co chce. Można mówić o pewnych tendencjach, które wykorzystują częściej i do których dążą na boisku, żeby ułatwić sobie grę. No więc to, co na pewno u Luki wiemy i znamy, to jest jego lewy step back, czyli ten rzut po koźle w izolacji, którego szuka po koźle w prawo, odchodząc jeden krok do tyłu.
I ona weszła wtedy, było chyba plus 7, wydaje mi się, że to było 87-80 i no i wtedy mamy ostatnie tam chyba minutę, czy półtorej minuty do dogrania i trzeba zrobić wszystko, żeby dociągnąć to do końca. Łukasz Cegliński wspomina, że to co zrobił na finiszu Ponitka było mistrzowskim zagraniem, ale przy okazji otwiera dyskusję o bohaterach z cienia. Posłuchajmy. Ten faul Doncicia, piąty faul Doncicia, który wymusił Mateusz Ponitka, to było takie... Potwierdzenie, że to my znowu wzięliśmy ten mecz i nasz najlepszy zawodnik z premedytacją, w dobrym tempie, wszystko co mógł zrobił najlepiej, wiedząc kto jest naprzeciwko niego, to jest po prostu akcja mistrzowska.
Dobre przesuwanie się w obronie, dwa bloki, gdzieś włożona ręka, która skutkowała przechwytem. Twarda pomoc, kiedy trzeba było przejąć Dragicia czy Doncicia. Nawet jeśli oni zdobywali punkty, to Dziewa był tam, gdzie powinien być. Jakby geniusz atakującego pokonywał dobrą obronę, ale był tam, gdzie miał być. Zdobył bodaj 3 czy 4 punkty, więc jakby nie pokazał się jako taki wiodący gracz, ale moim zdaniem jego wkład jest nie do przeceniania. Tym bardziej, że... Dziewa w kadrze nigdy nie miał błyskotliwych meczów, a tutaj nie zagrał błyskotliwie, ale zagrał na tyle solidnie, że trzymał tę naszą strefę podkoszową i po prostu był bardzo ważnym elementem obrony. I Dziewa zastąpił kluczowego gracza, więc mimo, że jest graczem o zupełnie innej charakterystyce, dużo niższy, taki zawieszony między środkowym a wysokim skrzydłowym, no po prostu kompletnie inna charakterystyka niż Balcerowski, a mimo to zrobił bardzo dużo
Myślę, że za swój piąty faul nie miał pretensji, bo on był ewidentny. Wcześniej była taka sytuacja, że walczył z Zyskowskim o zbiórkę i tam Można było gwizdnąć, można było nie gwizdnąć. Faul został odgwizdany. Olbrzymie pretensje miał też po braku gwizdka przy tej interwencji Sokołowskiego, o której mówiliśmy w ostatniej sekundzie. To też ciekawe, że realizatorzy tego meczu tak samo po jego zakończeniu, jak pokazywali radość Polaków, tak samo pokazywali niezadowolenie Doncicia, który chodził sobie po parkiecie i cały czas coś bluzgał. Nie wiem co, pewnie po słoweńsku, ale to był jeden wielki, niewykrzyczany, ale taki permanentnie wypowiadany Stek bluzgów, jestem przekonany, i krytyki w stosunku do sędziów, bo chodził i szukał kogoś z rokiem i coś tam sobie pod nosem gadał, więc jego złość była olbrzymia.
A co do trenera, to jest Igor trenerem, który faktycznie ma bardzo duży wachlarz taktyczny. No i wierzył oczywiście w to, że te jego pomysły taktyczne, aczkolwiek ma więcej tego wachlarzu w ataku niż w obronie, ale mimo wszystko ten atak też spowodował to, że Doncic był gdzieś tam zmęczony albo faulował dużo. Więc na pewno to, że wszyscy wierzyli, bo teraz mówimy o trenerze i o Mateusza Ponitce, że wierzyli, spowodowało to też, że u nas ta wiara też rosła. Mieliśmy przed tym meczem też taką rozmowę, trochę przed wejściem na boisko, żeby sobie wmówić też, bo na tym to polega, wmówić sobie, że Słowenia ma Doncic'a, my mamy siebie, wszystkich razem, wiemy, że jak jeden upadnie, to drugi, obojętnie kto, podniesie go, że jeżeli ktoś tam będzie w tarapatach, to ktoś inny go stamtąd wyciągnie i że mamy się wspierać od początku do końca.
Z tej obrony wyszły kontrataki, szybkie trójki. W tym momencie czuliśmy się naprawdę rewelacyjnie, bo czuliśmy, że aż taka drużyna nie jest lepsza od nas, wręcz przeciwnie, że my dominujemy. Tam w trzeciej kwarcie trochę nie poszło, ale to jest normalne. Nie da się w ten sposób zagrać przeciwko takiemu rywalowi cały mecz. Zimna krew, też parę takich sytuacji, gdzie wymusiliśmy czwarty faul Doncicia, później te kluczowe momenty. Piękna historia. W tym momencie, na finiszu odcinka, moglibyśmy pokusić się o zgrabne podsumowanie. Przypomnieć, że w meczu ze Słowenią przeżyliśmy emocjonalny rollercoaster, prowadząc już 23 punktami, potem całą tę zaliczkę tracąc i odrabiając 5-punktową stratę.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Partnerem serii o Eurobaskecie jest Polski Związek Koszykówki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Partnerem serii o Eurobaskecie jest Polski Związek Koszykówki."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To był najlepszy mecz w historii polskiej koszykówki.
W 2022 r. sprawiliśmy być może największą sensację w historii mistrzostw Europy – w ćwierćfinale, na oczach koszykarskiego świata, pokonaliśmy Słowenię, czyli obrońcę mistrzowskiego trofeum.
Michał Sokołowski przyćmił Lukę Doncicia, a Mateusz Ponitka zagrał niczym gracz z NBA.
Jeszcze nikt nie opowiedział tej historii z taką ilością anegdot, wspomnień i wzruszeń.
Partnerem serii o EuroBaskecie jest Polski Związek Koszykówki
Patronat medialny: sport.pl
Produkcja oryginalna Earborne Media