PIEKŁO JEST TU #238. Chłopak z sąsiedztwa
Zapraszam do wysłuchania WSTRZĄSAJĄCEJ historii podwójnej zbrodni, która wydarzyła się bez powodu w latach 90-tych w Bydgoszczy. Winnym okazał się być człowiek z dobrego domu, niepozorny, nigdy nie przejawiający agresji i niepokojących zachowań.... No, chyba że zaliczymy do tego krzywdzenie niewinnych zwierząt po to, żeby zaimponować kolegom. Niewiarygodna sprawa, która stała się inspiracją dla wielu twórców, między innymi dla Łukasza Orbitowskiego, który za książkę "Inna dusza" otrzymał m.in. nominację do literackiej nagrody NIKE. Książkę czytałam, polecam, to nie jest żadna reklama (na moim profilu nie ma i nigdy nie będzie sponsorów). I powtarzam, książka była jedynie inspiracją, jej fabuła nie oddaje wiernie prawdziwych wydarzeń.______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1MMKJnnTdLZlsldOtd8bv70w_ob57U3OVNEV3Su4rUyY/edit?usp=sharingMożesz zabrać mnie na wirtualną kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję :)
Oczywiście większość, jeśli nie wszystkie mieszkania w tej kamienicy to były mieszkania komunalne, tak samo jak mieszkanie podzielone na dwie te rodziny, o których dzisiaj będę mówić. Rodzina M liczyła trzy osoby, w skład której wchodziło małżeństwo oraz jego jedyne dziecko, córka Dominika. Stanisław i Maria byli osobami wykształconymi, a ich rodzinę w źródłach określano słowem inteligencka. Oboje skończyli studia związane z biologią. Maria na pewno pracowała, ale nie wiadomo czy w swoim zawodzie. Natomiast jej mąż Stanisław był wizytatorem w kuratorium oświaty. Ich córka Dominika przyszła na świat 30 września 1983 roku, a więc dokładnie 43 lata temu, jako że dzisiaj jest właśnie 30 dzień września.
Im starszy się stawał, tym mniej to stwierdzenie do niego pasowało. Był całkiem dobrym uczniem, tym bardziej rodzice nie mogli zrozumieć, dlaczego z czasem zupełnie stracił zainteresowanie nauką. Był inteligentnym, bystrym, młodym człowiekiem, który, gdyby tylko się postarał, mógł w życiu dużo osiągnąć. Ale jego zapał do nauki zgasł i nic nie było w stanie wpłynąć na jego decyzje. Myślę, że już większość z Was domyśliła się, że najważniejszymi postaciami w tej historii, podkreślę tylko na ten moment, są właśnie najmłodsi członkowie tych obu rodzin, które już wstępnie przedstawiłam, czyli Dominika i Jacek.
Łączyło ich może jedynie to, że oboje byli postrzegani jako zdolni i inteligentni, ale mieli zupełnie inne priorytety, zajęcia, pasje i plany na przyszłość. Zaczniemy od dokładniejszego przedstawienia Jacka, a później przejdziemy do Dominiki. Odnośnie do jego edukacji jest w źródłach trochę nieścisłości. W lokalnych serwisach pojawia się informacja, że Jacek zakończył naukę na szkole podstawowej, ale jednocześnie uczył się zawodu cukiernika i odbywał praktyki w zakładzie cukierniczym, więc prawdopodobnie naukę kontynuował, tylko że w szkole zawodowej. Pewne jest natomiast to, że nie przystąpił do egzaminu czeladniczego, więc ostatecznie nie uzyskał potwierdzenia kwalifikacji w tym zawodzie.
Jednocześnie po tym powrocie z Francji kilka osób znajomych Jackowi zauważyło, że mód mężczyzna trochę się zmienił. Nigdy nie był przesadnie towarzyski czy rozmowny, ale oprócz tego, że był jeszcze bardziej zamknięty w sobie, to jak określiła jedna z jego sąsiadek, stał się też mrukliwy. Ale poza tym nie robił nic złego, nie zachowywał się w żaden sposób podejrzanie czy nietypowo. Nie wiadomo też, jakie miał dalsze plany na swoją przyszłość. Życie Dominiki zaś było dużo bardziej uporządkowane, przewidywalne i pozbawione zwrotów akcji. Dziewczyna przede wszystkim szła w ślady swoich rodziców i nie trzeba jej było szczególnie do tego nakłaniać.
Miała wrodzony talent do nauki, a do tego zapał i chęci. W szkole była jedną z najlepszych uczennic, ale nie dlatego, że poświęcała mnóstwo czasu na przyswajanie wiedzy, tylko bardzo dużo zapamiętywała z samych lekcji. Nie była typem chujonki, która spędzała każdą wolną chwilę z nosem w książkach. Oczywiście uczyła się, ale nie robiła tego w każdej wolnej chwili. Swój prywatny czas w dużej mierze poświęcała swojemu największemu hobby. W życiu Dominiki szczególnie ważna była muzyka. Dziewczyna uwielbiała chodzić na koncerty do filharmonii. Często także pojawiała się w teatrze.
Faktycznie Dominika była drobną dziewczyną. Miała 1,64 m wzrostu i ważyła około 55 kg. Dziewczyna nie miała wielu przyjaciół. Najbliżej trzymała się ze swoją koleżanką ze szkolnej ławki Martą. Dziewczyny siedziały razem i właściwie wszystkie szkolne przerwy też spędzały we własnym towarzystwie. To Marcie Dominika powierzała swoje sekrety, choć nie było ich za wiele. Zresztą Dominika nie była skora do przesadnych zwierzeń, raczej była powściągliwa w wyrażaniu emocji. Prawdopodobnie szesnastolatka nie myślała szczególnie intensywnie o związkach, choć jedno ze źródeł podaje, że przez chwilę miała chłopaka.
Ta relacja trwała jednak krótko i nie wiadomo czy w ogóle kiedykolwiek istniała. Informację o tej kilkumiesięcznej relacji przekazała mediom właśnie szkolna koleżanka Dominiki. Dziewczyny utrzymywały, można powiedzieć, że przyjacielską relację, ale tylko w szkole. Poza nią Dominika nie miała potrzeby, aby z kimkolwiek się spotykać. Zatem po lekcjach ich drogi się rozchodziły. Dominika wsiadała do tramwaju i wracała do swojego domu, który stał przy ulicy Gdańskiej w centrum miasta, zaś Marta jechała w zupełnie przeciwnym kierunku, do Solca. Życie Dominiki pozbawione było szaleństwa. Nastolatka nie była typem imprezowiczki.
Nie potrzebowała też do szczęścia wielu znajomych. Z domu wychodziła tylko wtedy, kiedy miała konkretny cel. Nie była z tych, którzy szukali tylko pretekstu, aby z domu się wyrwać. W tamtych czasach młodzież bez celu wystawała pod swoimi blokami czy w jakichś ustronniejszych miejscach na osiedlach. Dominika chętniej zostawała w domu. Uczyła się wtedy albo czytała książki. Bardzo dobrze dogadywała się ze swoimi rodzicami, ale to mama była jej bliższa, to z nią miała lepszy kontakt. I to właśnie mama trochę martwiła się tym, że jej córka nie miała potrzeby spędzać czasu z rówieśnikami. Próbowała ją nawet trochę odciągnąć od książek, ale na nic się to zdało.
Jeśli już trzeba było gdzieś wyjść, to zamiast koleżanki u boku Dominiki można było zobaczyć właśnie jej mamę. Jedna z sąsiadek wspominała, że często widywała je razem na ulicy i że rozmawiały wtedy ze sobą tak, jakby były najlepszymi przyjaciółkami. Dzień 12 maja 1999 roku Dominika miała plan spędzić poza domem. To była środa, więc teoretycznie zwykły dzień roboczy. Dziewczyna powinna była spędzać go w szkole. Ale był to okres matur. Tego dnia maturzyści pisali egzamin z matematyki. Pozostali uczniowie mieli zatem wolne od zajęć. Dominika zamierzała około godziny 9 rano wyjść z mieszkania i pójść do filharmonii na koncert.
Nie chciała siedzieć sama w domu. Jej rodzice od rana byli już w pracy i jak zwykle mieli z niej wrócić dopiero po południu. Jakiś czas później mama Dominiki, pani Maria, będąc w pracy, odebrała od niej niepokojący telefon. Córka powiedziała do słuchawki zaledwie dwa słowa, mamo ratuj, a później połączenie zostało przerwane. Kobieta natychmiast próbowała ustalić, skąd dziewczyna do niej dzwoniła. Skontaktowała się ze swoim mężem, który również był wtedy w pracy, żeby podzielić się z nim tą dziwną sytuacją, ale też dowiedzieć się, czy może on wiedział coś więcej. Następnie, po krótkiej rozmowie z mężem, próbowała ponownie połączyć się z Dominiką, podejrzewając, że córka mogła dzwonić z ich domu.
Ale telefon w mieszkaniu rodziny nie odpowiadał. Pani Maria, łapiąc się ostatniej możliwości, zadzwoniła zatem do mieszkania państwa B, czyli do swoich najbliższych sąsiadów. Słuchawkę podniósł ich syn Jacek, nikogo poza nim w tym domu nie było. Pani Maria poprosiła go wtedy, aby poszedł do ich mieszkania i sprawdził, czy jest w nim Dominika. Jacek spełnił jej prośbę, ale niestety nie zastał nastolatki w środku. Jakiś czas później pan Stanisław, czyli ojciec dziewczyny, nie mogąc już wysiedzieć w pracy po tym, jak żona opowiedziała mu o tej dziwnej sytuacji, wrócił do domu i na własną rękę próbował ustalić, gdzie podziała się jego córka.
Na wspólnym korytarzu spotkał Jacka, który ewidentnie był w trakcie wykonywania jakiejś czynności. Pan Stanisław zatrzymał go jednak na chwilę i postanowił trochę bardziej szczegółowo wypytać o Dominikę. Jacek przyznał, że widział swoją sąsiadkę rano około godziny 9, ale widział ją tylko przez okno, gdy oddalała się spod ich klatki schodowej. Była w towarzystwie dwóch koleżanek, ale on nie był w stanie podać ich imion, bo pierwszy raz widział je na oczy. Prawdę powiedziawszy, to miał nawet trudność z opisaniem ich wyglądu. Relacja Jacka niewiele panu Stanisławowi dała, ale postanowił on, że obdzwoni wszystkie koleżanki swojej córki, o istnieniu których wiedział.
Żadna z nich nie miała wiedzy o miejscu pobytu Dominiki. Kiedy mężczyzna kończył wykonywać telefony, ponownie spotkał Jacka. 19-latek pojawił się tam celowo, po to, żeby okazać swoje zmartwienie zniknięciem Dominiki. Wtedy jednak nie miał czasu na to, aby wesprzeć rodzinę koleżanki w jej poszukiwaniach, ponieważ pilnie musiał wyjść z domu, ale obiecał swojemu sąsiadowi, że niedługo do niego wróci i także włączy się w poszukiwania Dominiki. W tym czasie ojciec Dominiki, nie mogąc namierzyć jej w żadnym znanym jej i sobie miejscu, już wiedział, że musiało stać się coś złego.
Nie miał jednak jeszcze wtedy żadnych podejrzeń co do tego, co mogło przytrafić się jego córce. Po konsultacji ze swoją żoną pan Stanisław postanowił o zaginięciu Dominiki powiadomić policję, która jak najszybciej się dało przyjechała do mieszkania rodziny, między innymi po to, aby oficjalnie przyjąć zgłoszenie o jej zaginięciu. Od razu też zaczęły się przesłuchania wszystkich mieszkańców kamienicy. Nie chodziło tylko o to, żeby ustalić, czy ktoś Dominikę widział tego dnia, ale też o to, żeby dowiedzieć się, czy tego poranka, kiedy dziewczyna zniknęła, ktokolwiek słyszał jakieś podejrzane dźwięki, jakieś krzyki wołania o pomoc.
Ale nikt z sąsiadów nie słyszał niczego niepokojącego. Niczego też nie zaobserwował. Samej Dominiki też nikt tego dnia osobiście nie widział. Najcenniejszym źródłem informacji dla policjantów był jednak Jacek, który jako jedyny lokator tego mieszkania spędził w nim poranek. Kiedy wszyscy dorośli wychodzili rano do pracy, w mieszkaniu byli zarówno Dominika, jak i właśnie Jacek. Dziewiętnastolatek przekazał policjantom mniej więcej to samo co wcześniej powiedział ojcu dziewczyny. Twierdził, że rano usłyszał zamykane drzwi oraz śmiech, a następnie zobaczył przez okno wychodzącą z klatki Dominikę.
Dziewczyna miała być w towarzystwie dwóch koleżanek. Tyle, że im dłużej Jacek opowiadał, tym więcej nieścisłości pojawiało się w jego historii. Początkowo twierdził, że dziewczyny widział tylko z daleka, więc nie zauważył żadnych szczegółów ich wyglądu. Ale później dość szczegółowo zaczął opisywać ich twarze. Następnie ponownie zmienił swoją wersję i wycofał się z wcześniej podanych policjantom informacji. To było naprawdę niepokojące, że Jacek tak mieszał się w tych zeznaniach. Co więcej, był problem, żeby potwierdzić jego słowa. Żadna z koleżanek Dominiki, do których udało się dotrzeć jej rodzinie, nie wiedziała gdzie dziewczyna może być.
Żadna z nich nie była z nią nawet umówiona. Nikt z mieszkańców kamienicy nie widział Dominiki wychodzącej z domu. Nie słyszał nawet jej głosu. Jedyną osobą, która twierdziła, że widziała nastolatkę opuszczającą kamienicę był wyłącznie Jacek. Jednocześnie co chwilę zdarzało mu się zmieniać szczegóły swojej opowieści, wycofywać z niektórych podanych informacji albo podawać nowe. Policjanci postanowili więc bliżej przyjrzeć się mieszkaniu, które dzieliły obie rodziny. I już od progu w oczy rzuciła się im świeżo wyczyszczona drewniana podłoga w pokoju Jacka. Tak samo ta we wspólnym korytarzu była niecodziennie czysta.
Jacek przyznał się, że to on je umył. Sam fakt posprzątania mieszkania oczywiście jeszcze o niczym nie świadczył, ale ojciec Dominiki zwrócił uwagę na coś istotnego. Jacek nigdy wcześniej nie zajmował się sprzątaniem wspólnego korytarza. Tym bardziej zastanawiające było więc to, że zrobił to akurat tego dnia, kiedy zaginęła Dominika. Policjanci postanowili bardzo dokładnie przyjrzeć się tej podłodze. Była drewniana, składała się z desek, między którymi znajdowały się niewielkie szczeliny. I właśnie w jednej z takich szczelin technicy znaleźli drobniutkie ślady krwi.
Na tamtym etapie nie mogli jeszcze od razu wiedzieć do kogo ta krew należała, bo trzeba było poczekać na wyniki badań, ale samo jej odnalezienie w świeżo wyszorowanym pomieszczeniu stawiała opowieść Jacka w zupełnie innym świetle. Pojawiło się więc podejrzenie, że Dominika nie wyszła tego ranka z domu tak jak twierdził jej sąsiad. I niestety bardzo szybko okazało się, że te obawy były słuszne. Bowiem jeszcze tego samego dnia, czyli 12 maja 1999 roku o godzinie 14.05 ujawniono zwłoki młodej dziewczyny w okolicy Wyspy Młyńskiej przy elektrowni wodnej przy ulicy Mennica w Bydgoszczy.
Ciało znajdowało się w ortalionowej torbie turystycznej zamykanej na Zamek Błyskawiczny. Torba, którą ktoś wcześniej musiał wrzucić do Brdy, nie odpłynęła daleko. Zatrzymała się przy urządzeniach niewielkiej elektrowni wodnej. Pracujący na miejscu mężczyźni wyciągnęli ją na brzeg i zajrzeli do środka. W ten sposób ujawnili zwłoki brutalnie zamordowanej młodej dziewczyny, której ciało było częściowo rozebrane. Bardzo szybko ustalono, że należało ono do Dominiki. Nikt już wtedy nie miał wątpliwości, że Jacek musiał mieć coś wspólnego ze śmiercią nastolatki.
Został zatem zabrany na komisariat, gdzie przesłuchiwano go przez długie godziny. Początkowo Jacek próbował jeszcze coś ugrać, upierając się przy pierwszej wersji o tym, że widział Dominikę odchodzącą w towarzystwie koleżanek. Ale kiedy zauważył, że już nikt mu w to nie wierzy, zaczął opowiadać o jakimś nieznajomym mężczyźnie, którego około trzy tygodnie wcześniej widział, jak odwiedzał Dominikę po nieobecności jej rodziców. Zarzekał się też, że jest w stanie rozpoznać tego człowieka, a nawet szczegółowo go opisać. Niestety dla niego przesłuchujący go policjanci nie wierzyli już w coraz to nowsze informacje podawane przez 19-latka, czekając tylko aż w końcu pęknie i powie całą prawdę.
Jeszcze przed upływem 12 maja młody mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Było tuż przed godziną 23, jak Jacek potwierdził, że rzeczywiście to on zamordował Dominikę. Dwa inne źródła podają jednak, że do winy Jacek przyznał się dopiero kolejnego dnia z samego rana, po całonocnym przesłuchaniu. Niezależnie od tego, kiedy nastąpiło to przyznanie się do winy, w tamtym momencie na jaw wyszła jeszcze jedna tajemnica tego młodego mężczyzny. Ponieważ 12 maja 1999 roku Jacek nie popełnił swojej pierwszej zbrodni.
Prawie trzy lata wcześniej, w październiku 1996 roku, Jacek zabił po raz pierwszy. Dominika była jego drugą ofiarą. Trudno jednak stwierdzić, czy sam podejrzany postanowił o tym opowiedzieć, czy policjanci w jakiś sposób zdążyli już powiązać go z nierozwiązaną dotąd sprawą zabójstwa 14-letniego chłopca. Jedną ze źródeł podało bowiem, że podczas przesłuchiwania Jacka w sprawie Dominiki, jeden z funkcjonariuszy skojarzył go ze sprawą sprzed lat, w której Jacek również był przesłuchiwany, ale wtedy nie było żadnych dowodów na jego związek z tamtym zabójstwem.
Ostatecznie jednak niczego takiego mu nie udowodniono. Od razu jednak powiem, że rozważano, że Jacek mógł oprócz zabójstwa Dawida i Dominiki dopuścić się jakiegoś jeszcze. Na początku bowiem w prasie określano go mianem seryjnego mordercy. Na pewno fani True Crime znają sprawę zabójstwa Joanny Sendeckiej. Ono też miało miejsce w Bydgoszczy i wydarzyło się w 1994 roku. Bardzo długo sprawa Asi nie mogła doczekać się rozwiązania. Nie było punktu zaczepienia, ale za to śledczy dopatrzyli się punktów wspólnych w tych trzech zabójstwach, a mianowicie wszystkim trzem ofiarom zadano wiele ciosów nożem.
Ale jak już wiemy dzisiaj, Asię zabił ktoś inny, więc Jacek nie mógł tego zrobić i śledczy też w końcu doszli do takich właśnie wniosków. Jak wiemy, nawet po tym powrocie do domu, po swojej ucieczce i po przesłuchaniu Jacka w sprawie zabójstwa Dawida, 16-letni wtedy chłopak nie wzbudzał żadnych podejrzeń śledczych. W swoich zeznaniach powiedział wtedy, że bardzo mu przykro z powodu śmierci kuzyna, bo bardzo go lubił. Przyznał też, że w ostatnim czasie widywali się trochę rzadziej, bo mieszkali od siebie dalej niż wcześniej. To znaczy Dawid niedawno przeprowadził się do dzielnicy Fordon. Samo przyznanie się do zabójstwa Dawida po przesłuchaniu w sprawie zabójstwa Dominiki, czyli te prawie trzy lata później, nie było jedynym dowodem na winę dziewiętnastolatka.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnica opowiada o historii kryminalnej, która wstrząsnęła jej, z dwóch powodów: tragedia młodych ofiar i brak powodu ich śmierci.
Podróżnica przedstawia strukturę rodzin, ich relacje i sytuację gospodarczą, podkreślając, że są one sąsiedzkie i żyją w dobrej harmonii.
Podróżnica przedstawia historię Dominiki i Jaceka, którzy znali się od urodzenia, ale nie łączyły ich zbyt bliskie relacje.
Podróżnica szczegółowo opisuje życie Jaceka, jego zainteresowania, edukację i pierwsze kroki w karierze zawodowej.
Podróżnica opisuje sytuację, w której Dominika zniknęła, opisując jej zachowanie i relacje z Jacekiem.
Podróżnica opisuje zabójstwo Dominiki i Jaceka, jego przebieg, a także proces śledztwa i osąd.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zapraszam do wysłuchania WSTRZĄSAJĄCEJ historii podwójnej zbrodni, która wydarzyła się bez powodu w latach 90-tych w Bydgoszczy. Winnym okazał się być człowiek z dobrego domu, niepozorny, nigdy nie przejawiający agresji i niepokojących zachowań.... No, chyba że zaliczymy do tego krzywdzenie niewinnych zwierząt po to, żeby zaimponować kolegom. Niewiarygodna sprawa, która stała się inspiracją dla wielu twórców, między innymi dla Łukasza Orbitowskiego, który za książkę "Inna dusza" otrzymał m.in. nominację do literackiej nagrody NIKE. Książkę czytałam, polecam, to nie jest żadna reklama (na moim profilu nie ma i nigdy nie będzie sponsorów). I powtarzam, książka była jedynie inspiracją, jej fabuła nie oddaje wiernie prawdziwych wydarzeń.
______
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1MMKJnnTdLZlsldOtd8bv70w_ob57U3OVNEV3Su4rUyY/edit?usp=sharing
Możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:
https://buycoffee.to/pieklojesttu
Dziękuję :)