PIEKŁO JEST TU #198. Ze strachu i miłości
24 listopada 2012 roku członkowie zamożnej rodziny ze wsi pod Płońskiem wezwali patrol ochrony, zgłaszając włamanie do domu. W jego wnętrzu znaleziono ciało. Prawda o tym, co wydarzyło się tej nocy, była jednak inna, niż podawała rodzina. Ale najgorsza była prawda o tym, co działo się w tym domu przez lata.______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1Is1hbq1qCgt-rBY5LiuO5dPxTV5gLQQNFcnAEzd7kgk/edit?usp=sharing
Tych, którzy słuchają na Spotify, bardzo proszę o ocenę mojego podcastu. Dzierzążnia to licząca niespełna 400 mieszkańców wieś położona w powiecie płońskim w województwie mazowieckim. Jeśli chodzi o odległość od większych miast, pomijając Płońsk, który duży nie jest, z Dzierzążni najbliżej jest do Płocka. Samochodem można tam dojechać w 35 minut. I to właśnie na tej wsi, jakiś czas po ślubie, w kupionym przez siebie domu zamieszkało małżeństwo. Elżbieta i Sławomir. Dom stał na sporej działce, do której przynależał też kawałek pola, co nie jest bez znaczenia, bo ma przede wszystkim związek z prowadzoną przez parę działalnością.
Poza tym Sławomir wywodził się z rodziny rolniczej, też jak wynika z kontekstu dość zamożnej. Nauczony był ciężkiej fizycznej pracy i nigdy się od niej nie migał. Nawet jego rodzice liczyli, że kiedyś przejmie po nich gospodarkę, ale Sławomir wybrał własną drogę, chociaż też poniekąd łączącą się z rolnictwem. Elżbieta pochodziła z maleńkiej wsi, która znajdowała się niedaleko domu rodzinnego Sławomira, ale jej rodzina nie była bogata. Ona jako nastolatka, czy już później jako młoda kobieta, była osobą pełną życia, energiczną, wesołą, bardzo przyjazną i otwartą do ludzi. Być może właśnie to zaimponowało Sławomirowi, który zaczął ją brać pod uwagę jako kogoś, z kim chciałby spędzić resztę życia.
I tak się stało. Elżbieta wychodząc za mąż miała 22 lata, Sławomir zaś 28. Parę dzieliła więc różnica wieku sześciu lat. W chwili kluczowych wydarzeń Elżbieta miała 48, a Sławomir 54. Małżeństwo doczekało się dwójki dzieci. Jako pierwsza na świat przyszła córka Edyta. Sześć lat po niej rodzina powiększyła się o syna Adama. W momencie gdy rozgrywały się tragiczne wydarzenia dzieci były już dorosłe. Jednak z tego co rozumiem nadal mieszkały w rodzinnym domu choć córka wyjechała na studia a do domu wracała w każdy weekend. Adam zaś uczył się w szkole średniej. Elżbieta nie pracowała zawodowo, bo i nie musiała tego robić.
Nie wiadomo nawet jakie miała wykształcenie, albo jaki miała plan na swoją przyszłość, zanim została żoną i mamą na pełen etat. Jej mąż Sławomir prowadził dobrze, a nawet doskonale prosperującą firmę, która zajmowała się skupem zboża na szeroką skalę. Właściwie to oboje małżonkowie byli jej właścicielami, ale to mężczyzna podejmował wszelkie decyzje i ogólnie zarządzał całym przedsięwzięciem. Elżbieta wykonywała tam prace biurowe, zajmowała się między innymi dokumentacją, doglądała też pracujących w firmie rolników, ale nie była to praca na pełen etat, więc miała również czas na to, by zajmować się domem. Ten biznes sprawiał, że rodzina cieszyła się szacunkiem w okolicy.
I nie tylko dlatego, że była zamożna, ale też dlatego, iż zapewniała pracę wielu osobom. Zakład prosperował na terenie posesji małżeństwa. Małżeństwem para była przez 26 lat. A decyzja o ślubie nie podobała się rodzicom Sławomira, ponieważ wybranka jego serca pochodziła ze wsi, której zwłaszcza ojciec mężczyzny nie respektował. Elżbieta nie wywodziła się też z zamożnej rodziny, w przeciwieństwie do nich. Rodzice mężczyzny nie akceptowali więc jego przyszłej żony. Okazywali jej niechęć w ostentacyjny sposób, a nawet pałali do niej nienawiścią i wypowiadali się o niej w pogardliwy sposób nawet jeszcze zanim syn przedstawił im swoją ukochaną, a więc zanim poznali ją osobiście.
Oczywiście, gdy już kobieta stanęła z nimi twarzą w twarz po raz pierwszy, ich nastawienie do niej niestety się nie zmieniło. Uprzedzenia wzięły górę i Elżbieta nigdy nie poczuła się w towarzystwie rodziny swojego męża jak wśród swoich. To był dla niej bardzo trudny czas, bo była jeszcze bardzo młoda, gdy wychodziła za mąż i też nie do końca potrafiła zrozumieć, skąd wzięła się ta niechęć do niej. Teściowie na znak swojego protestu przeciwko temu małżeństwu nie zjawili się na ślubie swojego syna Sławomira. Podobno jego ojciec tego dnia wybrał pracę w polu, zaś swojej żonie stanowczo zakazał pójścia na uroczystość. Sławomir miał jeszcze brata Janusza.
Ten brat również nie towarzyszył mu w tym ważnym dniu. To nie był wymarzony dzień dla Elżbiety, mimo że otaczali ją w nim ludzie, których kochała. Gdzieś wewnątrz bolał ją fakt, iż teściowie nie zdołali się do niej przekonać, choć w jej opinii nie zrobiła im żadnej krzywdy. Nie jest to jednak do końca pewne, bo brat Sławomira Janusz twierdził, iż rodzice nie zjawili się na ślubie dlatego, że tuż przed nim pokłócili się ze swoją przyszłą synową. Podobno miała ona sprawić im jakąś przykrość. Jest to jednak subiektywna ocena sytuacji właśnie przez osobę trzecią i nie wiadomo, czy do jakiejś zniewagi rzeczywiście wtedy doszło.
Mimo, że cała najbliższa rodzina Sławomira nie żywiła do Elżbiety ciepłych uczuć, to brat Janusz dość często odwiedzał parę. Mieszkał zresztą bardzo blisko, zwłaszcza po przeprowadzce małżeństwa na wieś, do Dzierzążni. Drugą osobą z kręgu rodziny Sławomira, która utrzymywała z nim i jego żoną regularne kontakty był kuzyn Ryszard, który mieszkał w Płońsku. Ryszard i Sławomir przez całe swoje życie pozostawali w bardzo dobrych stosunkach. Jeśli zaś chodzi o bliskich Elżbiety, to kobieta, dopóki mogła, regularnie odwiedzała swoich rodziców. Zawsze też mogła liczyć na pomoc swojego rodzeństwa. Brata Zenona, który wspierał ją jak mógł, i siostry, ale o niej jest niewiele informacji w źródłach, wiadomo tylko tyle, że istnieje i że czasami Elżbieta zwracała się do niej o pomoc.
Tuż po ślubie Elżbieta i Sławomir zamieszkali w Nowym Dworze Mazowieckim, we własnym mieszkaniu. Kobieta opiekowała się córką, która wkrótce przyszła na świat, a mężczyzna zarabiał na utrzymanie rodziny. Był pracownikiem w jednostce wojskowej, ale niestety praca ta mu nie służyła. Sławomir bardzo często wracał do domu zdenerwowany, a jego złość i frustracja związana z obowiązkami służbowymi odbijała się na domowej atmosferze. Charakter mężczyzny był bardzo trudny, a nawet skomplikowany. Sławomir nie lubił, gdy ktoś nim rządził, nie lubił, gdy wydawano mu polecenia albo rozkazy. Nie umiał się podporządkować, a w pracy właśnie tego od niego wymagano.
Dlatego rósł w nim sprzeciw wobec takiego stanu rzeczy, co objawiało się niestety agresją. W pracy dopuszczał się karygodnych zachowań. Raz na przykład wyrzucił jednego z żołnierzy przez okno. Innym współpracownikom groził bronią. Nic nie wiadomo o tym, by za takie zachowanie poniósł jakieś konsekwencje, źródła jasno tego nie wspominają. Wspominają natomiast o tym, że Sławomir z tej pracy albo zrezygnował, albo ją stracił, więc możliwe, że to właśnie była konsekwencja jego naganego zachowania. Ku uciesze Elżbiety, która uciążliwe i powtarzające się reakcje swojego męża usprawiedliwiała właśnie pracą, której nie lubił.
A w domu przecież Sławomir nie zachowywał się lepiej. Kiedy wracał z wojska, zamiast kulturalnie zapukać do drzwi, wiedząc, że w mieszkaniu znajduje się małe dziecko, on walił w nie pięściami. Często podnosił głos na swoją żonę i bardzo szybko puszczały mu nerwy. Niestety wszystko odbijało się na najbliższych, czyli najpierw na Elżbiecie i córce, a później również na synu. I właśnie kiedy Sławomir skończył pracę w jednostce wojskowej, wpadł mu do głowy pomysł założenia własnej działalności. Jego brat Janusz, który mieszkał z rodzicami i prawdopodobnie to on przejął gospodarstwo i rolę głowy rodziny, bo ojciec wkrótce zmarł z powodu choroby nowotworowej, z tego co zrozumiałam zajmował się właśnie skupem zboża, w co Sławomir był więc wtajemniczony.
I postanowił, że on także chce spróbować swoich sił w tej branży. To dlatego kupił nieruchomość wraz z ziemią i posesją na tyle dużą, by móc zrealizować swoje wszystkie plany. Elżbieta upatrywała w tym nowej szansy, nowego rozdziału w ich życiu. Przede wszystkim lepszego, bo jak już powiedziałam, dopóki Sławomir pracował na etacie, Elżbieta ułudziła się, że jego wybuchowość i agresja spowodowane były właśnie tamtą pracą. Dom w Dzierzążni był okazały. Rodzinie nie brakowało niczego, co można było kupić. Dzieci chodziły dobrze ubrane, zawsze były nakarmione, czyste, miały wszystkie potrzebne rzeczy czy gadżety.
Rodzice niczego im nie odmawiali, bo na wiele było ich stać. Syn Adam na 18 urodziny otrzymał samochód, który Sławomir specjalnie dla niego wziął w leasing. Córce Edycie, która już prawie wyfrunęła z gniazda, mężczyzna planował kupić mieszkanie w mieście, w którym studiowała. Młoda kobieta kończyła studia prawnicze, wciąż jeszcze w tamtym czasie prestiżowe i wymagające skupienia. A ona miała ten przywilej, że mogła skupić się wyłącznie na nauce, bo utrzymywali ją rodzice. Rodzina jeździła na wycieczki, podróżowała regularnie za granicę. Nawet pracownicy zatrudniani przez małżeństwo od czasu do czasu dostawali wysokie premie.
Wszystko z boku dla osób niewtajemniczonych wyglądało jak bajka. Rodzina była wierząca, regularnie więc pojawiała się w kościele. Jak urządzała jakieś uroczystości, to zawsze były one z rozmachem, a zapraszano na nie również pracowników zatrudnianych w ich firmie, co mogło z boku wyglądać tak, że rzeczywiście panowała tam rodzinna atmosfera i wszyscy byli mile widziani w domu Sławomira i Elżbiety. Ale rzadko widywano tam rodzinę Elżbiety. Z jakiego powodu, to powiem o tym niebawem. Jeśli chodzi o jej relacje z teściami, nie polepszyły się z biegiem czasu. Teść do końca swojego życia nie uznał jej jako synowej. Teściowa natomiast miała do niej stosunek co najwyżej neutralny.
Mężczyzna prawdopodobnie nigdy się nie ożenił, ale podobno spotykał się z jakąś kobietą. Nadszedł listopad 2012 roku, dokładniej 24 listopada, noc z soboty na niedzielę. To wówczas Elżbieta wcisnęła na pilocie guzik, który zawiadamiał ochronę zatrudnioną przez małżeństwo o sytuacji zagrożenia. Po przyjeździe ochroniarzy Elżbieta opowiedziała, że do ich domu ktoś się włamał. Na dowód tego wskazała stłuczoną szybę w oknie, przez którą do środka mieli wejść rzekomi włamywacze. Nie to jednak było najgorsze. W swojej sypialni na łóżku nieruchomo leżał Sławomir. Miał obrażenia, które wskazywały na to, że padł ofiarą brutalnej napaści.
A te, im więcej ich było, tym mniej zgadzały się z wersją przedstawianą przez rodzinę Sławomira. Ostatecznie jeszcze tej samej nocy do zabójstwa przyznała się Elżbieta. Kobieta była załamana czynem, którego się dopuściła, tym bardziej, że wciągnęła w to także swoje dzieci. Co prawda żadne z nich fizycznie nie było obecne przy zabójstwie, ale to one bez względu na wszystko zdecydowały się trzymać jej stronę i przed policją przedstawiać wspólnie ustaloną wersję, mimo że znały prawdę. Natomiast syn Adam, po tym jak zadzwoniła do niego matka i po tym jak przyjechał do domu, pomógł kobiecie upozorować miejsce zbrodni.
Zabrana na przesłuchanie Elżbieta z wielkim trudem opowiedziała o przebiegu wydarzeń, ponieważ, jak twierdziła, nie zrobiła tego w pełni świadomie, a targały nią silne emocje. Kobieta przyznała, że śmierć Sławomira przyniosła jej ogromną ulgę. Ale to uczucie ulgi, którego dawno już w swoim życiu nie doświadczyła, mieszało się z wyrzutami sumienia. Bo mimo, że zabójstwo Sławomira oznaczało również uwolnienie się od swojego oprawcy, to przecież był on człowiekiem, a ona nie miała prawa odbierać mu życia. Prokuratura, przed którą Elżbieta również przyznała się do winy, postawiła jej zarzut zabójstwa oraz wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec niej środka zapobiegawczego w postaci 3-miesięcznego aresztu.
Zarzuty usłyszały także dzieci Elżbiety i Sławomira. Oboje bowiem kryli matkę i podawali fałszywą wersję wydarzeń oraz fabrykowali dowody. Ich nie zatrzymano w areszcie, a zastosowano wobec nich inne środki zapobiegawcze. Elżbietę postanowiono także jak najszybciej przebadać pod okiem biegłych psychologów i psychiatrów. W grę bowiem wchodziła możliwość, iż kobieta działała w stanie niepoczytalności lub w afekcie, co mogło mieć znaczny wpływ na przebieg procesu i także na końcowy wyrok. Zadaniem śledczych było także ustalić, czy wyjaśnienia Elżbiety i jej dzieci były wiarygodne i czy wszystkie zdarzenia, o jakich opowiadała rodzina, rzeczywiście miały miejsce. W sprawie powołano zatem licznych świadków, zarówno osoby z rodziny, jak i osoby postronne, ale będące blisko ofiary i jej bliskich.
Fakt, iż na świecie pojawiła się dziewczynka, a nie chłopiec, którego Sławomir pragnął, wywołał w nim nie tylko rozczarowanie, ale też agresję, jakiej Elżbieta nigdy wcześniej od męża nie doświadczyła. Bo kiedy Edyta była jeszcze niemowlęciem, do przemocy psychicznej, którą Sławomir stosował niemal od początku małżeństwa, doszła także fizyczna. Mąż po raz pierwszy uderzył Elżbietę, gdy ta kąpała ich córkę. Skąd w ogóle wzięła się ta niechęć do kobiet? Była mu ona wpajana od zawsze, a wpajał mu ją jego ojciec, który uważał i zawsze powtarzał, że kobiety nie są nic warte, że do niczego się nie nadają. Matka Sławomira też nie była przez swojego męża dobrze traktowana, raczej jako służąca niż partnerka czy wspólniczka.
Nie było mowy o sielance pomiędzy rodzicami Sławomira, toteż nie miał on odpowiednich wzorców, jeśli chodzi o budowanie relacji z kobietami. Dlatego, gdy urodziła się Edyta, Sławomir nie mógł tego żonie bardzo długo wybaczyć, tak jakby to była jej wina. W jego rodzinie rodzili się sami chłopcy. On miał brata, dzieci rodzeństwa jego rodziców to też byli chłopcy. Dlatego i Sławomir liczył na to, że jego pierworodnym będzie chłopiec. Pojawienie się na świecie dziewczynki tak bardzo go zawiodło, że początkowo nie miał nawet zamiaru odbierać żony i córki ze szpitala. Nie chciał ich po prostu widzieć. Interweniować musiała matka Elżbiety, która nie wiadomo jakimi argumentami, ale przekonała Zięcia, by pojechał do szpitala i zaopiekował się swoją rodziną.
Niestety dzień powrotu do domu po porodzie oznaczał dla Elżbiety początek nowej, dużo gorszej rzeczywistości. Swoją złość Sławomir wyładowywał już nie tylko na rzeczach martwych. Zaczął bić żonę, która w porównaniu do niego była drobna i o wiele słabsza fizycznie. Elżbieta nie umiała mu się postawić, nie tylko dlatego, że nie była osobą z natury kłótliwą, po prostu bała się swojego męża. Na początku próbowała się bronić, rozmawiać, uspokajać mężczyznę. Z czasem nauczyła się nie wchodzić z nim w dyskusję, a po prostu przed nim uciekać. Najczęściej korzystała wtedy z gościnności swojej matki, dopóki ta żyła, a później siostry oraz brata.
Przyjeżdżała do nich na kilka dni , no bo po takim czasie złość Sławomira już mijała. Problemy z agresją miał on już od dzieciństwa. Wyrzucono go ze szkoły podstawowej właśnie za agresywne zachowania, jakie przejawiał w stosunku do nauczycieli. Jednego miał nawet pobić, dlatego tej szkoły Sławomir nie ukończył. Jego brat Janusz też nie był ani prymusem, ani grzecznym dzieckiem. Po śmierci ojca to on przejął rolę pana domu i nie był najlepszym synem dla swojej matki, która nieraz się na niego skarżyła. Ze Sławomirem Janusz również często się kłócił. Obaj byli porywczy, zawsze bronili swojego zdania, żaden długo nie chciał ustąpić.
Ale ta braterska miłość w końcu zawsze górowała nad nieporozumieniami, dlatego bracia, niezależnie od tego, co było powodem ich konfliktów, zawsze się godzili. Można więc przypuszczać, że w domu rodzinnym mężczyzn nie było dobrych wzorców, a w domu rządził ojciec. I to on wpoił braciom brak szacunku do kobiet. Ojciec nie szanował także mieszkańców pochodzących z biedniejszych wsi. Stąd też właśnie jego wieczna niechęć i uprzedzenie do Elżbiety. Kiedy kobieta zaszła w drugą ciążę, przez cały jej okres modliła się o to, by tym razem na świecie pojawił się chłopiec. Bardzo nie chciała dla swojego drugiego dziecka takiego losu jaki zgotował jej i ich córce Sławomir.
Bała się tego, że jeśli znów urodzi dziewczynkę, tym razem jej mąż posunie się do jeszcze gorszych czynów, bo już wcześniej posuwał się do gruźb pozbawienia jej i ich córki życia. Na szczęście drugie dziecko to był syn, ale jak się okaże i on nie miał przy ojcu łatwego życia, choć przynajmniej nie był przez niego o wszystko obwiniany. Z czasem Elżbieta przy mężu traciła swoją niezależność. Sławomir miał nad nią pełną kontrolę bo do przemocy psychicznej i fizycznej doszła też ekonomiczna. Kobieta choć miała na koncie pieniądze nie mogła z nich swobodnie korzystać. Jeśli chciała kupić sobie coś nowego, zawsze musiała ten zakup konsultować z mężem.
Ponadto to on czasami wskazywał jej, co ma sobie kupić. I zazwyczaj nie po to, aby sprawić jej przyjemność, ale żeby pokazać się przed ludźmi, a więc zawsze działo się tak przed jakimś ważnym dniem, np. Dniem Wszystkich Świętych, gdy całą rodziną szli na cmentarz. Elżbieta w nowym płaszczu przyciągała wzrok sąsiadów i zbierała mnóstwo komplementów. Ten płaszcz oczywiście wcześniej kazał jej sobie kupić Sławomir. Miał taką potrzebę, aby ludzie widząc w Elżbiecie elegancką, zadbaną, dobrze ubraną kobietę myśleli, iż jest to zasługa jej męża. W rzeczywistości często najbliżsi sąsiedzi mogli kobietę zobaczyć z posiniaczoną twarzą.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
24 listopada 2012 roku członkowie zamożnej rodziny ze wsi pod Płońskiem wezwali patrol ochrony, zgłaszając włamanie do domu. W jego wnętrzu znaleziono ciało. Prawda o tym, co wydarzyło się tej nocy, była jednak inna, niż podawała rodzina. Ale najgorsza była prawda o tym, co działo się w tym domu przez lata.
______
Źródła:https://docs.google.com/document/d/1Is1hbq1qCgt-rBY5LiuO5dPxTV5gLQQNFcnAEzd7kgk/edit?usp=sharing