Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #198. Ze strachu i miłości

07.11.2025 ·1 godz 27 min

24 listopada 2012 roku członkowie zamożnej rodziny ze wsi pod Płońskiem wezwali patrol ochrony, zgłaszając włamanie do domu. W jego wnętrzu znaleziono ciało. Prawda o tym, co wydarzyło się tej nocy, była jednak inna, niż podawała rodzina. Ale najgorsza była prawda o tym, co działo się w tym domu przez lata.______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1Is1hbq1qCgt-rBY5LiuO5dPxTV5gLQQNFcnAEzd7kgk/edit?usp=sharing

I tak się stało. Elżbieta wychodząc za mąż miała 22 lata, Sławomir zaś 28. Parę dzieliła więc różnica wieku sześciu lat. W chwili kluczowych wydarzeń Elżbieta miała 48, a Sławomir 54. Małżeństwo doczekało się dwójki dzieci. Jako pierwsza na świat przyszła córka Edyta. Sześć lat po niej rodzina powiększyła się o syna Adama. W momencie gdy rozgrywały się tragiczne wydarzenia dzieci były już dorosłe. Jednak z tego co rozumiem nadal mieszkały w rodzinnym domu choć córka wyjechała na studia a do domu wracała w każdy weekend. Adam zaś uczył się w szkole średniej. Elżbieta nie pracowała zawodowo, bo i nie musiała tego robić.

Rodzice niczego im nie odmawiali, bo na wiele było ich stać. Syn Adam na 18 urodziny otrzymał samochód, który Sławomir specjalnie dla niego wziął w leasing. Córce Edycie, która już prawie wyfrunęła z gniazda, mężczyzna planował kupić mieszkanie w mieście, w którym studiowała. Młoda kobieta kończyła studia prawnicze, wciąż jeszcze w tamtym czasie prestiżowe i wymagające skupienia. A ona miała ten przywilej, że mogła skupić się wyłącznie na nauce, bo utrzymywali ją rodzice. Rodzina jeździła na wycieczki, podróżowała regularnie za granicę. Nawet pracownicy zatrudniani przez małżeństwo od czasu do czasu dostawali wysokie premie.

Fakt, iż na świecie pojawiła się dziewczynka, a nie chłopiec, którego Sławomir pragnął, wywołał w nim nie tylko rozczarowanie, ale też agresję, jakiej Elżbieta nigdy wcześniej od męża nie doświadczyła. Bo kiedy Edyta była jeszcze niemowlęciem, do przemocy psychicznej, którą Sławomir stosował niemal od początku małżeństwa, doszła także fizyczna. Mąż po raz pierwszy uderzył Elżbietę, gdy ta kąpała ich córkę. Skąd w ogóle wzięła się ta niechęć do kobiet? Była mu ona wpajana od zawsze, a wpajał mu ją jego ojciec, który uważał i zawsze powtarzał, że kobiety nie są nic warte, że do niczego się nie nadają. Matka Sławomira też nie była przez swojego męża dobrze traktowana, raczej jako służąca niż partnerka czy wspólniczka.

Nie było mowy o sielance pomiędzy rodzicami Sławomira, toteż nie miał on odpowiednich wzorców, jeśli chodzi o budowanie relacji z kobietami. Dlatego, gdy urodziła się Edyta, Sławomir nie mógł tego żonie bardzo długo wybaczyć, tak jakby to była jej wina. W jego rodzinie rodzili się sami chłopcy. On miał brata, dzieci rodzeństwa jego rodziców to też byli chłopcy. Dlatego i Sławomir liczył na to, że jego pierworodnym będzie chłopiec. Pojawienie się na świecie dziewczynki tak bardzo go zawiodło, że początkowo nie miał nawet zamiaru odbierać żony i córki ze szpitala. Nie chciał ich po prostu widzieć. Interweniować musiała matka Elżbiety, która nie wiadomo jakimi argumentami, ale przekonała Zięcia, by pojechał do szpitala i zaopiekował się swoją rodziną.

Ale im więcej lat upływało, tym stawały się większe, później stały się całkiem dorosłe i świadome wszystkiego. To, że nigdy nie dostały od ojca w twarz, nie oznacza, że Sławomir nie krzywdził także ich. Edyta dorastała w poczuciu, iż jest nic nie warta, a jeśli coś się psuło, to była jej wina. Tak właśnie reagował Sławomir. O wszystkie niepowodzenia obwiniał żonę i córkę, nawet jeśli sprawy kompletnie nie zależały od nich. Wyzywał nie tylko Elżbietę, ale także Edytę. Nie wahał się tego robić także w obecności osób trzecich, spoza rodziny. Co do syna, on co prawda unikał większości sytuacji, jakie spotykały jego matkę i siostrę, ale względem niego ojciec miał wysokie oczekiwania.

Sławomir nie znosił sprzeciwu, więc Adam musiał robić wszystko, czego ojciec od niego wymagał. Bał się go, więc nawet nie próbował się mu postawić czy sprzeciwić. To samo zresztą tyczy się Edyty. Rzadko buntowała się przeciwko rządom Sławomira. A kiedy dzieci były świadkami jego wybuchów złości, podobnie jak ich matka, nauczyły się schodzić mu z drogi. Żeby nie było, że Sławomir zawsze był tylko potworem, to powiem zgodnie z zeznaniami świadków, że przejawiał ludzką twarz. Być może miał jakieś refleksje nad swoim zachowaniem, a straty moralne próbował dzieciom wynagradzać po prostu pieniędzmi. Tak samo zresztą postępował wobec swoich pracowników.

Natomiast Zbigniew zdawał sobie sprawę z tego, że Elżbieta, Edyta i Adam nie mieli łatwego życia właśnie przez trudny, a wręcz apodyktyczny charakter głowy rodziny. Sam wielokrotnie był świadkiem sytuacji, podczas których Sławomir ubliżał swojej żonie. Jak sam Zbigniew to nazwał, dokuczał jej i się nad nią znęcał. Robił to bez żadnego powodu, a jeśli już jakiś znalazł, to nieistotny jakiś drobiazg. Zauważył, że Elżbieta, gdy jej mąż się nakręcał, po prostu wychodziła z domu, aby tego nie słuchać. Wiedziała bowiem, że jeśli zacznie go uspokajać albo próbować cokolwiek wtrącić, jego agresja przybierze znacznie poważniejszy wymiar i będzie nie tylko bicie, ale też niszczenie wszystkiego, co miał pod ręką.

Elżbieta ugościła go tak jak zawsze. W końcu Sławomir wrócił do domu, ale nie był ani trochę spokojniejszy. Jego nerwowe zachowanie zauważył Ryszard, który postanowił spróbować nieco załagodzić sytuację. Jednak tak samo jak i Elżbieta, tak i on nie miał wpływu na mężczyznę. Sytuacja trochę się uspokoiła, gdy Sławomir, zmęczony już całym dniem denerwowania się na wszystko, postanowił zrobić sobie kolejną drzemkę. Wkrótce Ryszard opuścił dom kuzyna. Adam odwiózł go do Płońska, tak samo jak stamtąd go przywiózł. Elżbieta, Edyta i Sławomir zostali wówczas sami w domu. Był już wieczór. Elżbieta liczyła więc na to, że tym razem mąż będzie spał już do rana.

Elżbieta składając wyjaśnienia utrzymywała, że nie pamiętała samego momentu zabójstwa. Ocknęła się dopiero kiedy było już po wszystkim, a ona zamykała drzwi do pokoju Sławomira. Zauważyła wtedy, że jej piżama poplamiona jest krwią. We krwi miała także ubrudzone ręce. Od razu wpadła jej do głowy myśl, że musi się umyć i przebrać. I tak też zrobiła. W następnej kolejności poszła do pokoju swojej córki. Edyta była pierwszą osobą, której Elżbieta powiedziała, że zabiła Sławomira. Przysięgała jednak córce, że nie zrobiła tego z premedytacją. Zdołała przekonać Edytę, by nie wyjawiać policji prawdy, a żeby spróbować przeforsować wersję o napadzie.

Zanim Adam przyjechał do domu, obie kobiety zdążyły już ułożyć wstępny plan. A co było dalej, to już wiemy. Dzieci Elżbiety i Sławomira również wyraziły skruchę i powiedziały, że skłamały tylko dlatego, że chciały chronić swoją matkę. Ich zdaniem wycierpiała ona już tyle w swoim życiu, że nie zasłużyła na więcej. Za wszelką cenę chciały ochronić ją przed więzieniem, a więc działały z miłości do niej. Elżbieta podkreślała fakt, że tej nocy, kiedy zabiła męża, bała się zasnąć. Nie chciała, aby przyszedł kolejny dzień. Nie wiedziała, czego spodziewać się po swoim mężu. Czuła strach o życie całej trójki, czyli swoje, Edyty i Adama.

Wykluczono także afekt. Po całej tragedii rodzina zamieszkała w domu Zenona, czyli brata Elżbiety. Adam i Edyta postanowili jednak nie zostawiać biznesu, który dotąd prowadził ich ojciec, bez nadzoru. Założyli własną firmę i prowadzili tę działalność tak, jak potrafili. Długo jednak nikt z tej trójki nie potrafił wrócić do domu. Za bardzo przypominał im o tej tragicznej nocy, ale też o wszystkim co tam przeżyli, a co zdecydowanie nie kojarzyło im się przyjemnie. Byli również objęci opieką psychologa. Proces, w którym Elżbieta występowała jako oskarżona o zabójstwo swojego męża rozpoczął się na początku 2014 roku.

Na ławie oskarżonych obok niej zasiadło jej dwoje dzieci. Wówczas 20-letni Adam i 26-letnia Edyta. Oni zostali oskarżeni o utrudnianie śledztwa. W procesie oskarżycielem posiłkowym był Janusz, rodzony brat Sławomira. Mężczyzna był bardzo wrogonastawiony do całej oskarżonej trójki. Elżbieta przyznała się do zarzucanego jej czynu i podobnie jak na początku śledztwa, tak i podczas procesu wyraziła skruchę. Kobieta tłumaczyła, iż nie planowała tego zabójstwa. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, bo nie była w stanie racjonalnie myśleć, była pod wpływem silnych, negatywnych emocji. Przyznała jednak, że gdyby była świadoma tego, co się dzieje, nigdy nie targnęłaby się na życie swojego męża.

Reszta jej wyjaśnień zawiera to wszystko, co już zdążyłam powiedzieć, bo odnosi się głównie do tego, jak wyglądało jej życie u boku męża oprawcy. Jej wyjaśnienia potwierdziły jej dzieci. Córka również przyznała się do winy i powiedziała. Zrobiliśmy to, bo bardzo kochamy mamę i chcieliśmy ją ratować. Następnie przystąpiła do opowiadania o tym, jak zachowywał się jej ojciec, a później jak jej oczami wyglądała ta tragiczna noc. Wcześniej mówiłam, że Elżbieta powiadomiła córkę o tym, że zabiła Sławomira dopiero po tym, jak się umyła i przebrała. Natomiast Edyta wyjaśniała, iż widziała, jak mama zamykała drzwi do sypialni ojca.

Miała wówczas w rękach siekierę i była cała we krwi. Kobieta potwierdziła, że cały dzień 24 listopada 2012 roku był podszyty strachem i niepewnością. Nikt nie wiedział, czego może się posławomirze spodziewać. Co prawda nie pierwszy raz zachowywał się tak nerwowo, nie pierwszy raz był niemiły, wulgarny dla swoich bliskich, ale tego dnia wyjątkowo często powtarzał, że ze wszystkimi zrobi porządek. Edyta obserwowała reakcję swojej matki i widziała, że jest ona kłębkiem nerwów. Była po prostu zrozpaczona. Chociaż młoda kobieta wyjechała z domu na studia, to nie potrafiła ułożyć sobie życia. Całe życie czekała aż wyrwie się z domu, zacznie żyć po swojemu, daleko od przemocy.

Jednak nic nie było tak, jak ułożyła sobie w głowie. Strach przed tym, co się stanie, gdy nie będzie jej w domu, uniemożliwiał jej odcięcie się od niego. Więc wracała tam na każdy weekend, aby mieć mamę na oku. Po prostu bała się o jej życie i zdrowie. Zwłaszcza, że Elżbiecie zdarzało się już wcześniej stracić przytomność. Raz została odwieziona przez karetkę do szpitala. Dzieci bały się też tego, że jeśli to nie ich ojciec odbierze ich matce życie, to ona sama podejmie decyzję o odejściu z tego świata. Dlatego Edyta czuła, że powinna być przy mamie wtedy, kiedy ma taką możliwość. Zresztą Adam, który codziennie był w domu, na bieżąco informował ją o tym, co się w tym domu dzieje.

Co prawda obiło mu się o uszy, że Sławomir był porywczy, że był kłótliwy, ale nie mógł tego potwierdzić, bo nigdy tego nie widział. W jego opinii konflikt między Sławomirem a jego żoną i dziećmi narastał z powodów finansowych. Mężczyzna planował zakup samochodu ciężarowego w ramach inwestycji w firmę, ale rodzina się temu sprzeciwiała. Bo Sławomir prawdopodobnie nie miał na zbyciu takiej gotówki, a więc w najgorszym przypadku zamierzał oddać samochód, który sprawił synowi na 18 urodziny. Wydatek związany z kupnem ciężarówki wiązał się również z tym, że plan zakupu mieszkania dla Edyty musiał zostać odsunięty w czasie. A więc po prostu chodziło o to, że rodzina musiałaby coś poświęcić, by Sławomir mógł zrealizować swój cel.

Dowiedziawszy się o śmierci brata, Janusz natychmiast wsiadł w samochód i dotarł na jego posesję. Wówczas bratanica miała mu się rzucić na szyję z płaczem i słowami, kochanego tatusia zabiły pieprzone bandziory. Zachowanie rodziny wydawało mu się jednak podejrzane. Niby każdy był w rozpaczy, ale na przykład Edyta nie chciała przyjąć leku na uspokojenie. Rzekomo miała powiedzieć wtedy, że wszystko musi mieć pod kontrolą, dlatego nie chce się odurzać żadnymi lekami. Początkowo uwierzył w wersję o napadzie, bo i nie miał powodu podejrzewać, że rodzina mogła zaplanować zabójstwo Sławomira. Ale kiedy prawda już wyszła na jaw, zaczęły mu się sklejać w logiczną całość pewne sytuacje z przeszłości.

Jakiś czas przed śmiercią jego brata, Edyta, która studiowała prawo, powiedziała, że wie jak popełnić zbrodnię zabójstwa, unikając za nią odpowiedzialności karnej. Dodatkowo przypomniały mu się słowa brata, który pewnego dnia zwierzył mu się, iż Elżbieta chce mu odebrać firmę. Sławomir nie był w stanie wyjaśnić, w jaki sposób żona chciała lub planowała to zrobić, ale Janusz pamiętał, że była taka rozmowa i brat naprawdę groźby żony traktował poważnie. Dlatego świadek i jednocześnie oskarżyciel posiłkowy zaczął nagle kwestionować fakt, jakoby do zabójstwa Sławomira doszło w afekcie, tak jak mówiła Elżbieta. Był wręcz przekonany, że zarówno ona, jak i jej dzieci skrupulatnie to zabójstwo zaplanowali, aby przejąć majątek.

Być może planował postawić bratu jakiś okazały pomnik. Janusz zaznaczył też, że nigdy wcześniej, oprócz tego jednego razu w 2000 roku nie był skonfliktowany z Elżbietą, Edytą i Adamem. Pozostawali zawsze w dobrych relacjach. Nawet już po śmierci jego brata, po tym, gdy jego bliscy przyznali się do tego czynu, Janusz odwiedzał ich i utrzymywał z nimi kontakt. Dzieci miały wyrazić skruchę i bardzo go przepraszać za to, że doszło do sytuacji, iż stracił jedynego żyjącego, najbliższego członka rodziny. Adam powiedział nawet wujowi, że tata musiał umrzeć, bo był chory. Nastawienie Janusza do rodziny brata zmieniło się diametralnie po wyjściu Elżbiety z aresztu.

Wyjaśnił tylko, że rodzina jego brata była mu winna 50 tysięcy złotych za zboże, ale dzieci Sławomira wypłaciły mu tylko 46 tysięcy. O pozostałe pieniądze nie zamierzał jednak się z nimi kłócić, więc uznawał, że żaden konflikt na tym tle nie wystąpił. Zeznania tego świadka zostały zakwestionowane przez oskarżonych. Edyta powiedziała. Skłamaliśmy raz, ale od tego czasu mówimy tylko prawdę. Ciężko mi było słuchać tego, co mówi wujek, bo to nieprawda. Przede wszystkim nieprawdą było to, by Edyta rzuciła się Januszowi na szyję ze słowami, które on przytoczył przed sądem. Nigdy też ani ona, ani jej brat nie kierowali w jego stronę żadnych przeprosin.

Sam Janusz zresztą nie miał o swoim bracie najlepszego zdania, a tylko przed sądem utrzymywał pozory. Po śmierci Sławomira, gdy tylko się o niej dowiedział i przyjechał do Dzierzążni, miał powiedzieć do Adama, że jego ojciec był kawałem skurwysyna. Sławomir też obgadywał Janusza za plecami. Na przykład nazywał go materialistą, sugerował, że liczyły się dla niego tylko pieniądze i że chciał ich zagarnąć dla siebie jak najwięcej. Co do brakujących 4 tysięcy za zboże, Edyta powiedziała, że taka kwota wyszła jej z obliczeń, a kiedy wujek powiedział, że to za mało, to próbowała z nim to wyjaśnić, jednak on nie podjął tej rozmowy. Zdaniem rodziny, na organizację pogrzebu, której to podjął się właśnie Janusz, zażądał on od żony i dzieci swojego brata 50 tysięcy złotych.

To nawet dzisiaj jest spora kwota jak na pogrzeb, a co dopiero te 13 lat temu. Ponadto, kiedy Edyta i Adam opuścili areszt i chcieli odebrać od Janusza przekazane mu przez prokuraturę klucze do domu czy tam do posesji, żeby mieć dostęp do firmy, mężczyzna nie chciał im ich oddać. Powiedział nawet, że skoro on otrzymał te klucze, to jest równoznaczne z faktem, że stał się nowym właścicielem tych terenów. No ale jak wiemy, tak to nie działa, więc prędzej czy później Janusz musiał ustąpić. Odgrażał się jednak Elżbiecie i Edycie, że zrobi wszystko, aby obie poszły do więzienia na długie lata. Pominął w tym wszystkim Adama, bo nie był on kobietą, a w rodzinie Janusza i Sławomira to właśnie kobiety były winne wszystkiemu, co złe.

O dzieciach Sławomira i Elżbiety Zbigniew wypowiadał się bardzo dobrze. Powiedział, że takie dzieci to ciężko znaleźć. W czyjąkolwiek wersję wydarzeń uwierzyliśmy, najbardziej wiarygodna wydaje się być opinia specjalistów. Co prawda nie będzie to opinia biegłych, ale przytoczę teraz w skrócie treść zeznań pani psycholog, do której Elżbieta, Edyta i Adam uczęszczali przez dłuższy czas. Kobieta przyjmowała w Płocku. Bardzo ważny fragment za źródłem, żeby niczego nie przekręcić. Zdaniem psychologa Elżbieta S. nie ma cech osobowości świadczących o zemście. Obraz jej jako młodej kobiety wychodzącej z domu rodzinnego jest zupełnie inny od obecnego i spełnia kryteria trwałej zmiany osobowości, charakterystycznej dla ofiar katastrof, obozów koncentracyjnych i tortur.

Sąd uznał, że kobieta działała w stanie ograniczonej niepoczytalności, a więc zdecydował się na zastosowanie wobec niej nadzwyczajnego złagodzenia kary, tak jak chciał jej obrońca. Edyta i Adam również zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów, ale w ich przypadku sąd nie zdecydował się na kary pozbawienia wolności. Jedyne do czego zobowiązał nie tylko ich, ale też ich matkę, to do wypłacenia oskarżycielowi posiłkowemu 20 tysięcy złotych w ramach zadośćuczynienia oraz pokrycia kosztów sądowych. Wyrok wówczas jeszcze nie był prawomocny, ale nie ma żadnej informacji o tym, by doszło w tej sprawie do apelacji. Uznaję więc, że to decyzja ostateczna, a więc i prawomocna. Ta sprawa nie była medialna, jest o niej zaledwie jeden artykuł w Gazecie Wyborczej i kilka w lokalnym serwisie informacyjnym.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.