Recepta na strach | NAWIEDZONE SZPITALE
Dobry wieczór! W dzisiejszym odcinku zawędrujemy w progi dwóch nawiedzonych szpitali:00:09 - Waverly Hills Sanatorium (Maciej)00: 39 - Zofiówka (Iga) strona ze starymi grami: https://pegasus-online.pl/
Piąte przez dziesiąte je kojarzyłam, ale dopiero przy okazji tego odcinka byłam w stanie się Więc zabiorę was na ulicę Jana Kochanowskiego 10 w Otwocku pod Warszawą, bo właśnie pod tym adresem przez ponad 100 lat mieściło się miejsce O historii tak tragicznej, mrocznej i makabrycznej, że jeżeli zakładać, że duchy istnieją, no to właśnie tam na 100 tysięcy procent. Mowa o zakładzie dla nerwowo i psychicznie chorych Zofiówka. Jestem pewna, że jeżeli siedzicie w tematach paranormalnych, To na pewno ta nazwa obiła wam się o uszy, zresztą tam urbexy się odbywają, nie wiem jak w tym momencie, ale odbywały się, był hype na to miejsce generalnie i urbexowcy się tam często i gęsto zapuszczali i robili swoje własne dochodzenia.
Neurolog, który kierował zakładem aż do 1926 roku. Później właściciele się zmieniali i cała ta baza nadzorująca działanie szpitala również. Oczywiście już na wstępie powinno się nam pojawić pytanie, skąd nazwa w ogóle Zofiówka. Otóż pochodzi ona od imienia Zofia, a dokładnie od Zofii Endelman. Która sfinansowała zakup ziemi pod ten szpital, sprzedając swoją biżuterię. No i brzmi to jak taki symboliczny gest, ale mówimy tutaj o takiej biżuterii, która jest prawdziwym majątkiem. No i ona przekazała tę właśnie biżuterię na ten szczytny cel, a takim nadrzędnym celem, który
I te osoby w kryzysie zdrowia psychicznego raczej były ukrywane, raczej te problemy były gdzieś tam zamiatane pod dywan i raczej nikomu nie przyszło do głowy, żeby próbować włączyć je z powrotem do społeczeństwa przez odpowiednią pracę z nimi. W ogóle temat zdrowia psychicznego był bardzo długo wypierany i de facto już za naszego życia, już za Maćkowego życia, dopiero stał się jakiś taki bardziej przystępny. I to nie zawsze, bo wciąż stygmatyzacja chorób psychicznych jest przepotężna. Wystarczy wejść w dowolną sekcję komentarzy na Facebooku. Więc Zofiówka jak na swoje czasy była miejscem Wyjątkowym i realnie potrzebnym. I w 1910 roku dobudowano kolejny pawilon, tym razem dla kobiet, bo pierwszy był dla mężczyzn.
I z czasem doszedł jeszcze jeden budynek, aż ostatecznie kompleks liczył cztery pawilony. I placówka się bardzo prężnie rozwijała, a wraz z nią rosła również liczba pacjentów i w takim piku działalności w 1935 roku dysponowała 200 łóżkami, co jak na tamte czasy było dużą liczbą. Przez te lata oczywiście zmieniali się dyrektorzy, skład zarządu, raz ten szpital działał lepiej, raz gorzej pod względem finansowym, no ale jednak wciąż działał z misją i z tą potrzebną ideą. I jeszcze zanim przejdziemy do tych tragicznych zdarzeń, na bazie których urosła cała legenda Zofiówki, dobrze zrozumieć logikę, jaka stała za tym nieszczęściem, do którego doszło.
Nie jestem w stanie zrozumieć tego toku myślenia, ale chyba nie mnie to rozumieć. Myślę, że wielu z nas nie rozumie tego kompletnie. Mam nadzieję. Ale jeszcze wracając do tej logiki. To właśnie z niej wyrosła później akcja T4, prowadzona z siedzibą przy Tiergartenstrasse 4 w Berlinie, stąd to T4 całe, czyli nazwa tej akcji. I był to program systematycznego mordowania osób, których życie uznano za, tutaj cytat, niewarte istnienia. No i to w ogóle, słuchałam fragmentu książki dotyczącego właśnie Zofiówki i tych zdarzeń i z czego to w ogóle wynikało.
No i dochodziło do tego, że akuszerki na przykład, tutaj już jeszcze nie jesteśmy w Zofiówce, tylko mówimy o tym, co się działo w Niemczech, akuszerki były zmuszane niejako, no bo Znaczy, miały się na to zgodzić, ergo były zmuszane, no bo odmowa pewnie wiązała się z jakąś karą, mówiąc delikatniej. W każdym razie musiały donosić w momencie, kiedy odbierały poród i dziecko okazywało się, nie wiem, miało rozszczep... Podniebienia, miało wodogłowie, miało cokolwiek innego. Oczywiście Niemcy to wszystko sobie ładnie spisali, jakie to mają być dolegliwości i choroby. I jeżeli one zauważyły u noworodka coś takiego, to donosiły te informacje do władz i to dziecko ulegało eutanazji, co było absolutnie przerażające.
No i na początku września 1939 roku właściwie równolegle z wybuchem wojny wydano dyrektywę o ostatecznym rozwiązaniu kwestii osób słabych i nieuleczalnie chorych i Zofiówka jako szpital psychiatryczny dla ludzi Pochodzenia żydowskiego znalazła się idealnie w samym centrum tej ideologii, jeszcze w ogóle zanim wojska weszły na te tereny. Kiedy wojsko niemieckie wkroczyło na polskie tereny, na tereny Otwocka, to właśnie w miejscu, gdzie stał szpital utworzono getto. Na czele placówki niemieckiej niemieckie władze postawiły swojego człowieka. W dokumentach okupacyjnych figuruje jako Josta Anton Walbum.
A reszta personelu, widząc co się dzieje, widząc to, że sytuacja jest kompletnie bez wyjścia, popełniła samobójstwo przyjmując truciznę z dyrektorem na czele. Ci pacjenci i pracownicy, którzy przeżyli sierpniową akcję, zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince. Przypuszczam, że po prostu zostały wyselekcjonowane osoby, które były zdolne do pracy, wystarczająco silne i wystarczająco sprawne. I tutaj następuje kolejny etap, kolejne wcielenie Zofiówki, bo w 1943 roku placówka miała stać się jednym z ośrodków niemieckiego programu Liebensborn. Na pewno to hasło nie jest wam obce. To było miejsce, w którym planowano umieścić 150 matek i setkę dzieci mających odpowiadać nazistowskim wyobrażeniom
O rasie aryjskiej, a przy okazji też prowadzone germanizacje dzieci polskich, które również odpowiadały temu rysopisowi z przeznaczeniem do dalszej adopcji przez rodziny niemieckie. To było takie miejsce, w którym po prostu hodowało się kolejnych aryjczyków i wszystkim wymawiało się, że to jest działanie na rzecz wyższej idei. I tutaj również istnieje rozbieżność w źródłach, bo jedne podają, że placówka nigdy nie działała, to znaczy był taki plan, było wszystko przygotowane, ale ona nie ruszyła z działaniem, a w innych, jak na przykład na Wikipedii, więc nie do końca wiem czemu ufać, Książki podają, że nie zaczęła, a Wikipedia, że zaczęła. W każdym razie takie było przeznaczenie Zofiówki w owym czasie.
Zaraz po wojnie, zanim jeszcze Zofiówka na dobre stała się placówką medyczną, budynek pełnił funkcję ośrodka wypoczynkowego, wyobraźcie sobie. Dla socjalistycznej młodzieży. No i dopiero później, aż do lat osiemdziesiątych funkcjonowała pod imieniem Stefana Okrzei jako szpital gruźliczy. Więc tutaj z Maćkiem mamy jakieś połączenie naszych historii. Najpierw to była placówka przeznaczona wyłącznie dla młodzieży i dzieci, później także dla osób I to właśnie w tym okresie, w tych latach 70., pojawia się wątek, który zaczyna tą lawinę różnych paranormalnych zeznań i dotyczy on dwójki pracowników szpitala, którzy niezależnie zgłaszali, że pomieszczenia w pierwszym budynku kompleksu, czyli tym pawilonie męskim,
No i wyobraźcie sobie, że w 1985 roku robimy taką klamrę, to znaczy Zofiówka znowu jest Zofiówką, wracamy do starej nazwy i znowu jest miejscem leczenia schorzeń neuropsychiatrycznych. Początkowo Funkcjonuje jako placówka dziecięca, a z czasem rozszerza działalność na młodzież i dorosłych. No i może przejdźmy teraz, bo zrobiłam wam małą wycieczkę historyczną, ale wydaje mi się, że ona była tutaj niezbędna wręcz, bo musiałam wam opowiedzieć o tym całym bestialstwie, które się tam wydarzyło i nie wiem, czy to wybrzmiało w tym, co powiedziałam, ale to nie tyczyło się tylko jednej nocy z tego 18 na 19, dobrze mówię? Tak, 18 na 19 sierpnia. ...tylko bardzo długiego okresu, kiedy te pawilony znajdowały się na terenie getta i po prostu ludzi tam głodzono, katowano i robiono w zasadzie wszystko to, co wydarzało się w obozach koncentracyjnych, więc na pewno jest to miejsce okupione olbrzymim cierpieniem, no i ta wizja nie umknęła
Nie umknęła uwadze tych, którzy lubią zaglądać za zasłonę, więc teraz sobie porozmawiamy trochę o legendach, które krążą dookoła tego miejsca. I tutaj głównie będę bazować na książce autorstwa Michała Stonawskiego, Paranormalne prawdziwe historie nawiedzeń, który poświęcił naprawdę obszerny rozdział Na badania właśnie tej sprawy i na rozmowę z różnymi ludźmi, którzy to miejsce pamiętają. I właśnie jedną z takich osób była Edyta, która w latach 90. była jedną z pacjentek Zofiówki. I tutaj pozwolę sobie zacytować fragment z ich rozmowy. Tu atmosfera nie była taka zła. Ona opowiada o tym pobycie w szpitalu psychiatrycznym.
W porównaniu z moim wcześniejszym domem oczywiście, bo tam było tak źle, że aż duszno. Tutaj było po prostu dziwnie. I tutaj małe wtrącenie. Edyta pochodziła z takiej rodziny, która była bardzo zafascynowana zjawiskami paranormalnymi, które według jej zeznań nie dawały im naprawdę mocno popalić w jej domu rodzinnym, więc tak naprawdę ucieczka stamtąd do tego zakładu w Zofiówce była pewnego rodzaju ulgą dla dziewczyny. Zatem wracamy do historii. Czasami, kiedy leżałyśmy już w łóżkach z dziewczynami, słyszałyśmy wyjącą syrenę. Tak cichutko, ale nie jak z oddali, tylko jakby była bardzo, bardzo cicha. Czasem coś pukało obok mojej głowy. Tam było jedno pomieszczenie, ale zamknięte zawsze na kłódkę, taki kantorek na różne szczotki. I centralnie obok mojej głowy w nocy coś pukało, jakby od drzwi ktoś pukał.
I co ciekawe, te duchy nie są związane z samą Zofiówką, ale jednocześnie stały się jej takimi symbolami. Jeden z nich pochodzi z czasów okupacji, dlatego że ludzie zaczęli dostrzegać sanitariuszkę, no i dopisano oczywiście historię, że to jest sanitariuszka zabita podczas likwidacji getta. I to jest akurat wątek dość zagmatwany, bo teoretycznie nie ma bezpośredniego związku z Zofiówką, jak się okazuje, bo tam żadnej takiej siostry nie było, tylko w rzeczywistości tą sanitariuszkę, bo na sanitariuszkę również mówi się siostro. Z biegiem lat została przeinaczona ta historia, która w rzeczywistości odnosiła się do zakonnicy, która została zabita podczas napadu rabunkowego w zupełnie innym miejscu, też oczywiście w okolicy, a jej duch, jak głosi legenda, po prostu przykleił się do Zofiówki, przyciągnięty tą energią cierpienia i strachu, która emanowała z tego terenu.
I przeszli jeszcze 100 metrów i wtedy usłyszeli wysoki metaliczny klekot. Oczywiście zabrali nogi za pas, ale w trakcie tej ich wędrówki robili różnego rodzaju zdjęcia i jedno z nich przedstawia właśnie taką niewyraźną kobiecą postać. Mamy też kolejnego ducha, który jest sylwetką mnicha i to jest kolejna postać, która nie do końca łączy się z samą Zofiówką, ale znowu pojawia się ta teoria, że tak silna moc, jaka tam się znajduje, to bardzo negatywna moc, po prostu przyciąga muchy jak ćmy do ognia. Przyciąga duchy. Myślałam o muchach i powiedziałam muchy. Przyciąga duchy jak ćmy do ognia. No i mamy też ducha matki Juliana Tuwima. I tutaj, jak już opowiadałam wcześniej, znowu ona nie zginęła na terenie Zofiówki, ale jednak mówi się, że jej dusza gdzieś tam cały czas przebywa.
Zdecydowanie bardziej przychylałam się do narracji samego autora. Że taki wygłodniały duch później się przenosi gdzieś dalej, ta wygłodniała świadomość pozacielesna. No i w niedalekiej odległości od Zofiówki jest przedszkole i generalnie była tam snuta taka teoria, że te duchy być może później będą, że to jest niebezpieczne dla dzieci po prostu. Że te wygłodniałe duchy będą dalej szukały jakiejś energii. A ile to jest prawda? Nie mam pojęcia. Pływa to na wyobraźnię, niewątpliwie. To z całą pewnością. Myślę, że ilu poszukiwaczy czy tam łowców duchów, tym więcej teorii na temat tego, dlaczego duchy zachowują się w taki, a nie w inny sposób. Aczkolwiek, no tutaj mamy przykład człowieka, który rzeczywiście się tym zajmuje i w taki sposób to opisał, więc miałoby to sens.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dobry wieczór! W dzisiejszym odcinku zawędrujemy w progi dwóch nawiedzonych szpitali:
- Waverly Hills Sanatorium (Maciej)
00: 39 - Zofiówka (Iga)
strona ze starymi grami: https://pegasus-online.pl/