Mentionsy Mentionsy
Paranauci Podcast
Paranauci Podcast

Recepta na strach | NAWIEDZONE SZPITALE

29.09.2026 ·1 godz 12 min

Dobry wieczór! W dzisiejszym odcinku zawędrujemy w progi dwóch nawiedzonych szpitali:00:09 - Waverly Hills Sanatorium (Maciej)00: 39 - Zofiówka (Iga) strona ze starymi grami: https://pegasus-online.pl/

Kiedy są już opuszczone, to nabierają takiego bardzo paranormalnego, bardzo mrocznego charakteru, który porusza naszą wyobraźnię. Czy to jest prawda, czy nie? Czy tam coś straszy, czy niekoniecznie? Nie nam osądzać, niemniej dzisiaj na tej takiej paranormalnej fali nie będziemy niczego negować, bo po co? I poopowiadamy wam właśnie o takich nawiedzonych w szpitalach miejscach. Znaczy w zasadzie ja mam szpital psychiatryczny, Ale tak, wciąż są to szpitale. Także dzisiaj nawiedzone szpitale. Śmiałam się z Maćkiem przed nagraniem, że niektóre podcasty to ludzie nie potrafią w ogóle zdań składać w języku polskim.

Nie wytnę tego, niech tak będzie. Dobrze, dobrze. Nie wytnę tego też dlatego, żeby troszeczkę zapełnić nam czas antenowy, dlatego że z Maćkiem dzisiaj przygotowaliśmy po jednym temacie. Tak. Oczywiście się przyłożyliśmy do tego. Niemniej wydaje mi się, że wyjdzie to nieco krótsze niż Lili Modnik. No to Maćku, w takim razie kto pierwszy? Dobre pytanie, bo ciężko mi określić, które z nas powinno zacząć. Zagrajmy w papier kamień. Co ty na to? W ogóle jeszcze słuchacze, widzowie, jeśli wyczuwacie tutaj pewne nasze rozproszenie i taką lekkość w komunikacji, to wynika ona z tego, że dosłownie się z Maćkiem wczoraj widziałam. Tak, tak. Że wiecie, my przez ten tydzień nam się zerują relacje i wchodzimy w rozmowę jako kompletnie obcy sobie ludzie, a teraz mamy wiesz, jeszcze się nie zresetowało.

Więc my z Baćkiem gadamy przez ostatnią dobę, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam po prostu na urlop, więc musimy zrobić sobie zapasik. Papier, kamień, nożyce. Dobra, do jednego. Ale mówisz, że marynarzyk czy coś takiego? Nie, papier, kamień i wtedy. Papier. Papier. Nie, bo to jest z jakimś opóźnieniem. Dobra, ja zacznę. Dobrze, moi drodzy. Żeby tak już sytuację uspokoić, teraz wjeżdża inna muzyczka. Opowiem wam historię jednego z chyba najbardziej znanych szpitali nawiedzonych, szeroko rozumianych przez nawiedzenia. Chodzi mi o szpital w Waverly Hills, a właściwie sanatorium. Bo to jest miejsce, które znajduje się w Louisville, w stanie Kentucky, w Stanach Zjednoczonych.

Sanatorium miało dość długą drogę do dojścia do tego przerażającego aspektu, który znamy dzisiaj. Ale pierwotnie sanatorium było po prostu sanatorium. Ono wkrótce przestało pełnić swoją pierwotną funkcję, budynek całkowicie opustoszał, no a w długich korytarzach zaczęto dostrzegać coś, co w tej ciemności czaiło się od bardzo dawna. I z czasem obie te historie się gdzieś tam zrosły i dzisiaj właściwie niemożliwym jest opowiadanie o Waverly Hills jako o miejscu bez duchów. Sama nazwa Waverly nie ma w sobie nic szczególnie mrocznego. Szczerze wam powiedziawszy, najbardziej kojarzy mi się z tym serialem Czarodzieje z Waverly Place, który leciał chyba na Nickelodeon, jeżeli dobrze pamiętam. Taka całkiem przyjemna, niezobowiązująca bajka. Ale teren, na którym powstało to sanatorium należał pod koniec XIX wieku do pana, który nazywał się Thomas Hayes i on był majorem Louisville.

I architektura była podporządkowana oczywiście rozumieniu tej terapii, o której wspominałem wcześniej, więc korytarze były szerokie, żeby dużo łóżek tam się mogło zmieścić. Na korytarzach było mnóstwo wielkich okien. Pojawiły się też takie ogromne werandy, na których pacjenci mogli przesiadywać przez długi czas. No i łóżka wystawiano na zewnątrz nawet wtedy, kiedy pogoda była dosyć kiepska. Kwestia była tego, że pacjenci po prostu mieli jak najwięcej powietrza się nachapać. Ich przykrywano kocami, o nich dbano. Ogólnie leczenie, znaczy leczenie, odpoczynek był jak najbardziej zapewniony i w całkiem wysokim standardzie jak na tamte czasy. No i część z was pewnie w tym momencie się zastanawia, że okej, Co jest w tym takiego strasznego? Ludzie mieli swoje indywidualne łóżka, mieli stoliki, mieli nawet kwiaty, mieli książki.

Pielęgniarki były zawsze chętne do pomocy. Waverleaf było troszeczkę jak takie miasteczko odcięte od świata, bo ono znajdowało się w ogóle na Hill, na wzgórzu, stąd też nazwa. I właściwie tam nie było za dużo potrzeby, ingerencji z zewnętrznego świata. Tam była pralnia, tam była kuchnia. ...by pomieszczenia gospodarcze, personel miał swoje mieszkania na miejscu, no i dzieci, które chorowały na gruźlicę, miały też ten element szkoły, bo tam też przeprowadzano zajęcia dla tych dzieciaków, żeby one nie opuszczały swojego zwykłego życia naukowego, nazwijmy to. No i spokojnie, do straszności w Waverly Hills zaraz przejdziemy i jest jej... Całkiem dużo, jak na miejsce, które wydaje się tak pogodne. Pobyt w sanatorium dla pacjenta mógł trwać właściwie nie tygodnie, ale miesiące albo czasami nawet całe lata, bo choroba taka jak gruźlica wyrywa człowieka z jego normalnego życia.

Ale co fajne mam wrażenie w tej historii, fajne to jest może niewłaściwe słowo, ale Waverly Hills ma też pozytywnego ducha, bo on ma ducha, który nazywa się Timim. I w Waverly naprawdę leczono dzieci i było ich całkiem sporo, więc pojawienie się takiej aparycji w sumie nie jest niczym niesamowitym. Ale w swoim researchu nie znalazłem żadnego wiarygodnego połączenia z imieniem Timmy do jakiegoś konkretnego dziecka, które tam zmarło. Według opowieści Timmy ma bawić się na korytarzach, szczególnie piłkami, które bardzo lubi. I badacze zjawisk paranormalnych zostawiają piłkę w pustym pomieszczeniu i proszą Timmy'ego, żeby ją przesunął czy żeby do nich kopnął. I z czasem pojawiły się nagrania, na których piłka zaczyna się toczyć bez widocznego dotknięcia, co...

I kobieta dodatkowo sama zachorowała na gruźlicę według tych historii i ostatecznie postanowiła odebrać sobie życie, wieszając się właśnie w pokoju o numerze 502. Kilka lat później, w 1932 roku, kolejna pielęgniarka również miała wejść do tego pokoju i wyskoczyć z okna. Oczywiście nie ma jednego konkretnego aktu zgonu, który by potwierdzał to zdarzenie. Ale aktu zgonu nie potrzebujemy w Paranautach, moi drodzy. My tutaj badamy teorię. I tych teorii jest całkiem sporo odnośnie głównie tej pierwszej pielęgniarki, dotyczącej głównie sposobu śmierci. Często mówi się, że powiesiła się na lampie albo na rurze, albo że Tam była jeszcze sytuacja, w której ona rzekomo nie powiesiła się, tylko mogło dojść do jakiegoś mordu.

Ekstra to jest. Ja ci powiem, że jak pierwszy raz usłyszałem, jak sobie robiłem research do tego odcinka i zobaczyłem, że tam jakby nadal można wejść i że mają ten escape room, co jest dla mnie w ogóle trochę crazy, natomiast rozumiem skąd to się wywodzi w tym miejscu właśnie, że po prostu wiesz, te legendy, one nie dotyczą... One dotyczą tragedii, ale nie są bazowane na tej tragedii. Wiesz, o co mi chodzi? Mhm, tak. I próba zrobienia z tego biznesu, nie do końca, no bo to w teorii ma być non-profit, który ma po prostu zarabiać na odbudowę tego budynku, jest, uważam, całkiem szlachetnym działaniem. Inna kwestia... Inna kwestia tego, co tam się dzieje wewnętrznie, bo jeżeli dwie grupy się ze sobą kłócą i właściciele założyli tą drugą grupę, z której zostali wyrzuceni, no nie wiem, ciężko powiedzieć, co się z tym będzie działo dalej, ale legenda powstała i zostanie na długo.

Zaraz po wojnie, zanim jeszcze Zofiówka na dobre stała się placówką medyczną, budynek pełnił funkcję ośrodka wypoczynkowego, wyobraźcie sobie. Dla socjalistycznej młodzieży. No i dopiero później, aż do lat osiemdziesiątych funkcjonowała pod imieniem Stefana Okrzei jako szpital gruźliczy. Więc tutaj z Maćkiem mamy jakieś połączenie naszych historii. Najpierw to była placówka przeznaczona wyłącznie dla młodzieży i dzieci, później także dla osób I to właśnie w tym okresie, w tych latach 70., pojawia się wątek, który zaczyna tą lawinę różnych paranormalnych zeznań i dotyczy on dwójki pracowników szpitala, którzy niezależnie zgłaszali, że pomieszczenia w pierwszym budynku kompleksu, czyli tym pawilonie męskim,

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.