Mentionsy Mentionsy
Opowiem Ci historię
Opowiem Ci historię

Sprawa Tarwida. Profesor morderca? | 173

25.08.2026 ·49 min 5 s · 10 rozdziałów

❤️ PATRONITE: https://patronite.pl/opowiemcihistorie📸INSTAGRAM: https://www.instagram.com/kamil.barnowski/W styczniu 1955 roku w Warszawie zmarła w tajemniczych okolicznościach młoda żona profesora Kazimierza Tarwida, a obok niej znaleziono słoiczek z cyjankiem potasu. Sprawa stała się jednym z najgłośniejszych procesów poszlakowych w PRL.Wystąpili: Kamil Barnowski, Paweł Kalinowski, Katarzyna DziubaOpracowanie: Katarzyna DziubaMuzyka: https://entropy-ops.pl/Kontakt: [email protected]

0:00 · Wprowadzenie i opowieść 1

To jeden z najgłośniejszych procesów poszlakowych w historii Polski. Sprawa, która do dziś budzi wiele kontrowersji. A ilość znaków zapytania wcale nie zmniejszyła się po ponad 70 latach od tych wydarzeń. Czy wybitny naukowiec profesor Kazimierz Tarwid odpowiada za starannie zaplanowaną zbrodnię? Opowiem Ci historię. Kamil Barnowski. Zapraszam. Ten odcinek powstał dzięki Waszemu wsparciu w serwisie Patronite.

0:48 · Życie małżeńskie 3

Jeśli chcesz dołączyć do patronów kanału Opowiem Ci historię kliknij w link dostępny w opisie filmu. Z góry dziękuję. Kazimierz Tarwid był pracownikiem naukowym związanym z Uniwersytetem Warszawskim oraz Polską Akademią Nauk. Specjalizował się w ekologii. W środowisku akademickim uchodził za człowieka zdolnego i pracowitego. Studenci cenili go za zaangażowanie i dostępność. W odróżnieniu od pozostałej kadry akademickiej, on poświęcał im czas, prowadził długie rozmowy i pomagał w pracach naukowych. Jednocześnie w relacjach świadków funkcjonuje jako mężczyzna powściągliwy, skryty i dość chłodny.

Mówił niewiele, ważył każde słowo, sprawiał wrażenie człowieka kontrolującego emocje, podporządkował życie jasno określonym celom. W życiu prywatnym obraz ten był znacznie mniej spójny. Pierwszą żoną Tarwida była Helena Siwicka. Poznali się w 1928 roku na Uniwersytecie Warszawskim. Początkowo łączyły ich jedynie relacje koleżeńskie. Ona, jak wynika z późniejszych wypowiedzi, była wówczas zaręczona z innym mężczyzną. Tarwid imponował jej zarówno swoim intelektem, jak i sposobem, w jaki zabiegał o jej względy. Jak mówiła, Tarwid był dla mnie bez granic elcerski. Zauważyłam, że gdy interesuje się on jakąś kobietą, to nic dla niego nie odgrywa roli.

Tylko ta osoba. Z czasem relacja, która zaczęła się od rozmów i wspólnych zainteresowań naukowych, zaczęła wykraczać poza ramy zwykłej znajomości. Coraz więcej było w niej zażyłości, a mniej dystansu. Siwicka stopniowo uległa urokowi kolegi z uczelni. Zaczęła odsuwać się od dotychczasowego życia. Aż w końcu podjęła decyzję, która miała zaważyć na jej przyszłości. Zerwała zaręczyny i w 1935 roku wyszła za mąż za Kazimierza Tarwida. Choć pozornie parę połączyło prawdziwe i szczere uczucie, ich związek nie należał do najłatwiejszych. Już w trakcie pierwszej ciąży Heleny nawiązał relację ze swoją sekretarką, Janiną Rudzińską.

2:30 · Relacje z drugą żoną 3

Niedługo później oświadczył żonie, że jednak jej nie kocha i odszedł, pozostawiając ją samą z małym dzieckiem. Sam Tarwid po latach przedstawiał tę relację nieco inaczej. Oświadczam, że wkrótce po wojnie mówiłem Rudzińskiej, że gdyby była wolna, to chciałbym się z nią ożenić. Nie była to z mojej strony propozycja, bo nie było warunków do propozycji. Stosunków płciowych Rudzińskiej nie proponowałem, bowiem uważałem, że stosunki pozamałżeńskie są profanacją uczuć. W 1945 roku Rudzińska wyjechała do ojca do Bydgoszczy i rozstałem się z nią. Ponieważ rozstanie przeżywałem silnie, wnoszę stąd, że byłem uczuciowo i wyobraźniowo nią zainteresowany.

Ta wersja uporządkowana i zdystansowana stoi w wyraźnej sprzeczności z przebiegiem wydarzeń, jaki przedstawiła Helena. Trudno orzec, które z nich mówiło prawdę. Po pewnym czasie Tarwid wrócił do małżonki, próbując ratować ich związek. Helena ponownie zaszła w ciążę. Ale i tym razem schemat się powtórzył. Pod koniec drugiej ciąży Tarwid związał się z Marią Łazowską, żoną przebywającego za granicą lekarza. Relacja ta szybko stała się przedmiotem rozmów w tak zwanym środowisku. Helena próbowała interweniować. Gdy wrócił mąż Łazowskiej, spotkałam się z nim i rozmawiała na temat namiętności Tarwida do jego żony. Wówczas Tarwid usiłował stworzyć atmosferę, że jestem chora psychicznie.

Tak sprawę postawił wobec Łazowskiego i wziął od Łazowskiego, który jest lekarzem, list polecający do lekarza psychiatry. Dąbrowskiego czy Dobrowolskiego z poradni na Chełmskiej, nakłaniając mnie, abym tam poszła. Z relacji Heleny wynika, że Tarwid nie tylko zaprzeczał zdradzie, ale próbował podważyć jej wiarygodność, sugerując zaburzenia psychiczne i kierując ją na badania psychiatryczne. W efekcie spór małżeński zaczął być przedstawiany nie jako konflikt dwojga ludzi, ale jako problem urojeń jednej ze stron. Nie ma dowodów na to, by badania te potwierdziły jakiekolwiek poważne zaburzenia psychiczne Heleny. Nie stwierdzono u niej choroby, która mogłaby tłumaczyć jej podejrzenia jako całkowicie bezpodstawne.

5:07 · Zbrodnia 8

Jednocześnie w relacjach świadków powraca obraz kobiety silnie emocjonalnej, reagującej impulsywnie momentami sprawiającej wrażenie niestabilnej. Niektórzy mówili wprost, że zachowuje się jak niezrównoważona historyczka. Co istotne, sprawa romansu została po latach potwierdzona również przez samych Łazowskich. Ale zarówno Eugeniusz, jak i jego żona Maria podchodzili do tej historii mniej emocjonalnie. Eugeniusz, lekarz Centralnego Szpitala Ministerstwa Obrony Narodowej, relacjonował. Tarwid zawsze przedstawiał siebie jako ofiarę, stwarzając atmosferę, że on jest stroną pokrzywdzoną, a żona jego prześladuje go urojonymi jego zdradami, podczas gdy on nigdy żony swej nie zdradzał, mówiąc o tym, że podejrzenia Heleny Tarwid są absurdalne.

W rozmowach ze mną Tarwid wytworzył we mnie przekonanie, że rzeczywiście Helena Tarwid ma jakieś urojenia niewierności małżeńskiej, które są chorobliwe. Na jesieni 1946 roku wyjechałem w celach naukowych do Anglii i wróciłem w lecie 1947 roku. Gdy wróciłem, żona powiedziała mi, że w czasie mojej nieobecności nawiązała intymne stosunki z Tarwidem na pewien czas. Jednocześnie Łazowski przyznaje, że gdy Helena Tarwid próbowała go ostrzec, nie potraktował jej poważnie. Po pewnym czasie przyszła do mnie późnym wieczorem Helena Tarwidowa, bardzo zdenerwowana i powiedziała mi, że mąż jej uwodzi mi żonę.

Ja oczywiście nie przyznałem się, że coś o tym wiem. Powiedziałem, że mnie to nie obchodzi, a raczej brałem w obronę Tarwida. Tarwidowa w czasie rozmowy była bardzo zdenerwowana i zrobiła na mnie wrażenie historyczki. Jedno jest pewne, to małżeństwo nie należało do najspokojniejszych, a ich codzienne perypetie bez problemu mogły posłużyć za inspirację dla scenarzystów tworzących fabułę telenoweli. I Helena, i Kazimierz mieli swoje za uszami, ale trudno budować związek na tak niestabilnym gruncie. W końcu, po 15 latach wspólnego pożycia, ich relacja się rozpadła. Według Heleny, to ona złożyła wniosek o rozwód.

Jak mówiła, Odtąd z Tarwidem więcej nie żyłam. Tarwidowi bardzo zależało na opinii i stwarzał atmosferę wszędzie, że został wyrzucony z domu przez niepoczytalną żonę. Rozstanie z Heleną zakończyło pewien etap w życiu Kazimierza Tarwida. Nie oznaczało to jednak zmiany schematu. W jego życiu pojawiła się kolejna kobieta, Teresa Biesiekierska. Poznają się na początku lat 50., gdy Tarwid jest już docentem Uniwersytetu Warszawskiego. Teresa pracuje w SGGW. Uchodzi za osobę zdolną, pracowitą i, co podkreślają świadkowie, powszechnie lubianą. Opisywano ją jako szczerą, raczej skrytą, ale bardzo ambitną.

Relacja rozwija się szybko. Z zeznań matki Teresy, Jadwigi, wynika, że już 1 października 1950 roku, kiedy Tarwid po raz pierwszy pojawił się w ich domu, sprawa przyszłego małżeństwa była już właściwie przesądzona. Warunek był jeden – rozwód z pierwszą żoną. Jadwiga Biesiekierska od początku miała poważne wątpliwości co do tego związku. Raziła ją spora różnica wieku, oschłość charakteru Tarwida oraz jego sposób bycia. Zwróciła także uwagę na różnice światopoglądowe córki oraz jej ukochanego. W głębi serca byłam przeciwna temu małżeństwu. Wszelka perswazja była jednak niemożliwa. Bałam się nawet zacząć rozmowę na ten temat, aby nie stracić tego, co uważałam za najważniejsze.

Przyjaźni Teresy. Bo Teresa była nieprzytomnie zakochana. Tarwid swoją relację z przyszłą teściową widział zupełnie inaczej. Prawdopodobnie nie był świadomy nastawienia Jadwigi, bowiem według jego wersji wszystko wyglądało wzorowo. Początkowo stosunki między mną a teściową układały się idealnie. Docent Biesiekierska przyjęła mnie sympatycznie. Po urodzeniu córki stosunki pomiędzy nami zaczęły się psuć. Teściowa nie cierpiała płaczu dziecka w nocy. Teresa przychodziła do mnie z łzami w oczach. Po ślubie, świeżo upieczeni, nowi Państwo Tarwidowie zamieszkują przy Nowym Świecie. To zaledwie jedno pomieszczenie z kuchnią.

Szybko pojawiają się dzieci, dwie córki. Małe dzieci, obowiązki zawodowe, praca naukowa. Mimo to, według relacji Tarwida, ich życie wyglądało niemalże modelowo. Życie rodzinne zaczynało się rano o godzinie 5. Wstawaliśmy, ubieraliśmy dzieci, Teresa gotowała śniadanie. W ciągu dnia wskakiwałem do domu, ale bardzo rzadko. I tylko wtedy, kiedy wiedziałem, że zastanę Teresę. Raz lub dwa razy w tygodniu chodziliśmy z Teresą do teatru, na wystawy. Obraz ten nie do końca pokrywa się z relacjami osób z otoczenia małżeństwa. Z notatki służbowej sporządzonej w 1956 roku wynika, że przez trzy lata wspólnego zamieszkiwania Tarwidowie praktycznie nie byli widywani razem poza domem.

Sąsiedzi nie pamiętają, by wychodzili wspólnie na spacery czy do kina. Sam Tarwid w miejscu zamieszkania miał bywać stosunkowo rzadko. Również i w tym małżeństwie pojawia się znajomy już wzór. W 1954 roku zaczynają krążyć plotki o niemoralnej relacji Tarwida z jego asystentką, Elizą. Tarwid konsekwentnie temu zaprzeczał. Nigdy przed śmiercią Teresy z Elizą D. w kawiarni nie byłem i nigdy nie spotkałem się z nią poza zakładem. Eliza D. utrzymywała wtedy kontakt z jakimś młodzieńcem. Słyszałem, że miała starającego się o nią. Według jego słów to nie wydumany romans, a plotki były przyczyną wszelkich problemów.

12:37 · Śledztwo 7

Tarwid był postacią, która w środowisku naukowym budziła skrajne emocje. Z jednej strony ceniony badacz, szybko awansujący, utrzymujący dobre relacje ze studentami i młodszymi pracownikami. Z drugiej człowiek zamknięty, powściągliwy, przez niektórych odbierany jako chłodny i trudny we współpracy. Świadkowie zwracali uwagę, że jego szybka kariera oraz sposób funkcjonowania w środowisku mogły budzić niechęć i zazdrość innych naukowców. Sam Tarwid również podkreślał, że miał wielu przeciwników, którzy próbowali podważać jego autorytet. W takiej atmosferze nawet niepotwierdzone informacje łatwo zyskiwały na sile. Relacje ze studentkami czy asystentkami, nawet jeśli mieściły się w granicach zawodowych, mogły być interpretowane inaczej.

Tym bardziej, że Eliza bywała u Tarwida także poza standardowymi godzinami jego pracy. Dlatego granica między faktem a plotką bardzo się zacierała. I właśnie w takim klimacie narastających napięć, pomówień i wzajemnych niedopowiedzeń dochodzi do wieczoru, który stanie się osią całej sprawy. 21 stycznia 1955 roku Teresa wraca do domu około godziny 16. W mieszkaniu jest jej matka oraz pomoc domowa. Na wieczór zaplanowano kolację. Teresa zaprosiła profesora Eugeniusza Grabdę z Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie. Pojawia się on między godziną 18.00 a 19.00.

Kazimierz Tarwid wraca później, około godziny 20.00. Niedługo potem do mieszkania przychodzi jeszcze jeden gość, profesor Stanisław Adamczewski, kolega Tarwida jeszcze z czasów studiów. On z kolei ma konkretny cel. Chce odebrać maszynopis swojej pracy naukowej, który Tarwid przetrzymywał od kilku miesięcy. Spotkanie ma więc wyraźny kontekst zawodowy. Rozmowa dotyczy pracy, badań, planów. Atmosfera jest swobodna, momentami nawet ożywiona, co zwraca uwagę świadków, ponieważ Tarwid zwykle bywał powściągliwy. W pewnym momencie pojawia się temat cyjanku potasu. Teresa wspomina o substancji przeniesionej z zakładu. Wyjaśnia, że ma ona służyć do badań prowadzonych przez jej męża.

Padają pytania o dostępność i sposób przechowywania. W trakcie rozmowy Teresa pokazuje słoik z trucizną i tłumaczy, w jaki sposób można zabezpieczyć wydzieloną dawkę. Jednym ze sposobów jest zamknięcie proszku w kapsułce. Około godziny 21.00 goście wychodzą. Adamczewski przypomina jeszcze Tarwidowi o zaległym referacie. Grabda udaje się na przystanek i odjeżdża autobusem. W mieszkaniu znajduje się tylko małżeństwo Tarwidów i ich dwie córki. Kilka lub maksymalnie kilkanaście minut później w oficynie pojawia się matka Kazimierza, Leontyna. Prosi syna o pożyczenie 300 zł dla swojej znajomej, Ireny Czech, która musi pilnie wyjechać do chorej matki w Białymstoku.

Rozmowa trwa około pół godziny. Nie ma w niej nic szczególnego, ale jej konsekwencje okażą się bardzo znaczące. Po wyjściu matki Kazimierz Tarwid zaczyna się ubierać. Informuje żonę, że pójdzie dowiedzieć się więcej o sprawie pożyczki. Teresa prosi, by wrócił najpóźniej o 23.00. Przed wyjściem Tarwid daje jej proszek przeciwbólowy w opłatku aptecznym, czyli kapsułce skrobiowej oraz filiżankę z wodą. Według jego relacji czyni to na wyraźną prośbę żony. Teresa skarżyła się na ból związany z rozpoczynającą się menstruacją. Nie ma pewności czy zażywa proszek w jego obecności. Tarwid wraca do mieszkania chwilę po 23.

Jak sam mówi, miał lekkie wyrzuty sumienia z powodu spóźnienia. Puka do mieszkania, ale nikt nie podchodzi do drzwi. Otwiera je własnym kluczem. Już w progu jego uwagę zwraca nienaturalna pozycja leżącej na tapczanie Teresy. Podchodzi bliżej, dotyka jej twarzy. Jest chłodna. Sprawdza puls, ale ten jest niewyczuwalny. Teresa nie reaguje ani na dotyk, ani na nawoływanie. W swoich późniejszych zeznaniach Tarwid będzie podkreślał, że moment ten był dla niego nagły i niezrozumiały. Nie potrafił ocenić, co się stało, ale od razu uznał sytuację za poważną. Wybiega z mieszkania na klatkę schodową i budzi sąsiadkę, Janinę.

Prosi ją o niezwłoczne wezwanie pogotowia. Sam wraca do środka. To, co robi przez kolejne minuty, pozostaje niejasne. W różnych relacjach pojawiają się informacje, jakoby Tarwid starał się pomóc małżonce. Cucił ją, dotykając twarzy. Przesuwał ciało, aby Teresie było wygodniej i dokonywał czynności, które przypominały resuscytację. Jednocześnie Tarwid przyznaje, że z uwagi na głęboki szok nie jest w stanie dokładnie odtworzyć sekwencji tych czynności. W pewnym momencie wychodzi na ulicę, gdzie oczekuje na przyjazd karetki. Gdy pogotowie wreszcie się pojawia, Tarwid prowadzi medyków do mieszkania. Lekarz dr Witold Mazurowski wszedł do środka w towarzystwie sanitariusza.

18:42 · Hipotezy i kontrowersje 3

Tarwid pokierował ich bezpośrednio do pokoju, w którym leżała jego małżonka. Badanie było krótkie, brak tętna, źrenice rozszerzone, niereagujące na światło. Lekarz nie podejmuje reanimacji, stwierdza zgon, nie potrafi jednak określić przyczyny śmierci. Dopiero w trakcie dalszych czynności jego uwagę przyciąga przedmiot na stojącym tuż obok tapczanu stole – słoik. Tarwid od razu wytłumaczył, że w środku znajduje się cyjanek potasu. Na jego twarzy maluje się jednak zdziwienie. Mówi, że kiedy wychodził z mieszkania, słoik znajdował się w łazience. Nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób znalazł się teraz na stole, obok jego żony.

W tym samym czasie w przedpokoju stoi sąsiadka. Obserwuje sytuację z boku. To, co zwraca jej uwagę, to nie tyle przebieg wydarzeń, ale zachowanie Tarwida. Spokojne, opanowane, niemal pozbawione emocji. Nie załamuje się. Nie reaguje gwałtownie na informacje o śmierci. Po prostu stoi. Lekarz zauważa to samo. Wspomina później o kamiennej twarzy i braku reakcji, co w tamtej sytuacji wydawało się bardzo nietypowe. Z uwagi na zagadkowe okoliczności śmierci, na miejscu zjawia się również milicja.

Kiedy funkcjonariusze wchodzą do mieszkania przy Nowym Świecie, zastają przestrzeń, która wygląda jak zwyczajne, ciasne mieszkanie, w którym przed chwilą toczyło się życie. W części kuchennej stał wciąż nakryty do kolacji stół. Na talerzykach resztki jedzenia. W zlewie piętrzą się brudne naczynia. W drugim pomieszczeniu, będącym jednocześnie sypialnią, pokojem dziennym i miejscem do pracy, przy jednej ze ścian stoi komoda. Na niej książki, dziecięce ubrania i drobne przedmioty. Na podłodze między meblami znajdują się buty oraz sprzęty domowe. Pod oknem ulokowany jest tapczan. To właśnie tam leży Teresa Tarwid. Ciało spoczywa w nienaturalnej pozycji. Tłów jest wykręcony, jedna noga opuszczona w dół, druga pozostaje na tapczanie.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.