Mentionsy Mentionsy
Opowiem Ci historię
Opowiem Ci historię

Sprawa Tarwida. Profesor morderca? | 173

25.08.2026 ·49 min 5 s · 10 rozdziałów

❤️ PATRONITE: https://patronite.pl/opowiemcihistorie📸INSTAGRAM: https://www.instagram.com/kamil.barnowski/W styczniu 1955 roku w Warszawie zmarła w tajemniczych okolicznościach młoda żona profesora Kazimierza Tarwida, a obok niej znaleziono słoiczek z cyjankiem potasu. Sprawa stała się jednym z najgłośniejszych procesów poszlakowych w PRL.Wystąpili: Kamil Barnowski, Paweł Kalinowski, Katarzyna DziubaOpracowanie: Katarzyna DziubaMuzyka: https://entropy-ops.pl/Kontakt: [email protected]

12:37 · Śledztwo 1

Kazimierz Tarwid wraca później, około godziny 20.00. Niedługo potem do mieszkania przychodzi jeszcze jeden gość, profesor Stanisław Adamczewski, kolega Tarwida jeszcze z czasów studiów. On z kolei ma konkretny cel. Chce odebrać maszynopis swojej pracy naukowej, który Tarwid przetrzymywał od kilku miesięcy. Spotkanie ma więc wyraźny kontekst zawodowy. Rozmowa dotyczy pracy, badań, planów. Atmosfera jest swobodna, momentami nawet ożywiona, co zwraca uwagę świadków, ponieważ Tarwid zwykle bywał powściągliwy. W pewnym momencie pojawia się temat cyjanku potasu. Teresa wspomina o substancji przeniesionej z zakładu. Wyjaśnia, że ma ona służyć do badań prowadzonych przez jej męża.

18:42 · Hipotezy i kontrowersje 5

Tarwid pokierował ich bezpośrednio do pokoju, w którym leżała jego małżonka. Badanie było krótkie, brak tętna, źrenice rozszerzone, niereagujące na światło. Lekarz nie podejmuje reanimacji, stwierdza zgon, nie potrafi jednak określić przyczyny śmierci. Dopiero w trakcie dalszych czynności jego uwagę przyciąga przedmiot na stojącym tuż obok tapczanu stole – słoik. Tarwid od razu wytłumaczył, że w środku znajduje się cyjanek potasu. Na jego twarzy maluje się jednak zdziwienie. Mówi, że kiedy wychodził z mieszkania, słoik znajdował się w łazience. Nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób znalazł się teraz na stole, obok jego żony.

Ręce ułożone asymetrycznie, jedna odsunięta na bok, druga spoczywająca na klatce piersiowej. Głowa opiera się o wałek. Obok kobiety leżą przedmioty takie jak książka czy gazeta. Wszystko sugeruje, że jeszcze chwilę wcześniej zmarła oddawała się lekturze. Na stole, w niewielkiej odległości od tapczanu, znajdują się przedmioty, które będą głównym materiałem dowodowym. Filiżanka z osadem na dnie. Obok niej słoik zamknięty korkiem, wypełniony częściowo zbrylonym proszkiem. W pobliżu widoczna jest rozsypana niewielka ilość białej substancji. Późniejsza analiza wykaże, że rzeczywiście, tak jak wskazywał Kazimierz Tarwid, był to cyjanek potasu.

I najważniejsze pytanie, czy Teresa Tarwid przyjęła truciznę sama, czy ktoś jej w tym pomógł? Po wynikach sekcji i analizie chemicznej sprawa zaczęła się komplikować. Fakty są w gruncie rzeczy proste. Teresa Tarwid umiera w swoim mieszkaniu, w jej organizmie wykryto cyjanek potasu. W pomieszczeniu znajduje się słoik z tą substancją, filiżanka i proszek w kapsułce. Nie ma śladów walki, nie ma świadków ostatnich minut życia kobiety. Ale wszystko poza tym pozostaje w sferze domysłów. Od początku równolegle funkcjonują trzy podstawowe hipotezy. Pierwsza to nieszczęśliwy wypadek. Zakłada, że Teresa mogła nieświadomie przyjąć truciznę, myląc ją z czymś innym albo nie zachowując ostrożności przy obchodzeniu się z cyjankiem.

Problem polega na tym, że była osobą wykształconą, pracującą w środowisku naukowym, świadomą właściwości tej substancji. Tego wieczoru sama tłumaczyła gościom jak niebezpieczny jest cyjanek, jak należy go zabezpieczać. Druga hipoteza to odebranie sobie życia. W jej tle pojawiają się plotki o romansie Tarwida, pogarszający się stan psychiczny Teresy, jej wycofanie, widoczne przygnębienie. Z zewnątrz można by zbudować obraz kobiety obciążonej emocjonalnie, tyle że brakuje jednego elementu. Nie ma żadnego listu, przygotowania, jednoznacznego sygnału, który wskazywałby na świadomą decyzję o odebraniu sobie życia. Co więcej, chwilę przed śmiercią normalnie funkcjonowała.

Rozmawiała z gośćmi, snuła plany na przyszłość i zajmowała się dziećmi i domem. I wreszcie trzecia możliwość. Morderstwo. W tej wersji kluczowa staje się obecność cyjanku, jego przemieszczenie z łazienki na stół, nieprecyzyjne relacje Tarwida, jego spokój po śmierci żony oraz wcześniejsze napięcia w małżeństwie. Tyle, że poza poszlakami nie było niczego, co pozwoliłoby tę hipotezę potwierdzić. Kazimierz Tarwid forsował wersję o nieszczęśliwym wypadku. Proszek w opłatku pomyliła z cyjankiem, który zamknęła w opłatku, chcąc mi udowodnić, że cyjanek można w ten sposób zabezpieczyć. Skąd kobieta młoda, 26-letnia, szczęśliwa w małżeństwie, zadowolona z życia i męża, miałaby się otruć?

32:53 · Wznowione śledztwo i pierwsza rozprawa 4

Wznowione śledztwo zakończyło się aktem oskarżenia. Prokuratura przyjęła najcięższą z możliwych wersji. 21 stycznia 1955 roku Kazimierz Tarwid, działając zamiarem pozbawienia życia żony, podał jej cyjanek potasu w sposób podstępny, a trucizna stała się bezpośrednią przyczyną śmierci Teresy. Pierwsza rozprawa od początku miała rangę wydarzenia publicznego i budziła ogromne zainteresowanie. Na sali zderzyły się bowiem dwie zupełnie odmienne opowieści o tym samym małżeństwie, tym samym wieczorze i tej samej śmierci.

Sekcja wykazała zatrucie cyjankiem, a brak podrażnień jamy ustnej, gardła i przełyku sugerował, że trucizna mogła zostać przyjęta właśnie w opłatku aptecznym. Prokuratura dołożyła do tego jeszcze dwa bardzo ważne wątki. Po pierwsze, incydent gazowy z grudnia 1954 roku, odczytywany już nie jako domowy wypadek, ale być może jako wcześniejsza, nieudana próba pozbawienia życia Teresy. Po drugie, sprawa samego cyjanku. Wersja oskarżenia opierała się na założeniu, że trucizna przyniesiona przez Teresę nie mogła w ilości ujawnionej w słoiku spowodować tak szybkiej śmierci. Musiał istnieć drugi cyjanek, silniejszy, którym ktoś ją otruł.

I tutaj śledczy wskazywali wprost na Tarwida, bo tylko on miał możliwość zdobycia substancji o znacznie wyższym stężeniu. Starsza asystentka Zakładu Ekologii zeznała, że na dzień lub dwa przed śmiercią Teresy wydała Kazimierzowi słoik z cyjankiem, który zabrał do gabinetu, gdzie przygotowywał zatruwaczki dla owadów. Ten preparat miał być znacznie silniejszy od starego, przedwojennego cyjanku, który Teresa wypożyczyła z SGGW. Tarwid od początku nie przyznawał się do winy. Odrzucił i zabójstwo i odebranie sobie życia przez Teresę. Uparcie wracał do wersji nieszczęśliwego wypadku. Twierdził, że akt oskarżenia został zbudowany wbrew ustaleniom śledztwa, a jego autorzy zamiast faktów wykorzystali niechęć środowiska i rodzinne konflikty.

W swoich wielogodzinnych wyjaśnieniach szczegółowo opowiadał o pracy, domu, relacjach z żoną. Zapewniał, że Cyjanek był mu potrzebny do celów naukowych. Bardzo ważne okazały się zeznania profesora Stanisława Adamczewskiego. To on był jednym z gości obecnych na feralnej kolacji i znał Tarwida jeszcze z czasów studiów. Opisywał Teresę jako kobietę wyraźnie zadowoloną i pełną energii. Mówił, że cieszyła się ze zdanego tego dnia trudnego egzaminu. Również sam Kazimierz wydawał mu się tamtego wieczoru bardziej ożywiony niż zwykle. Adamczewski przypomniał też detal, który nabrał później dużego znaczenia. Teresa miała wspomnieć, że słoik z cyjankiem stoi w domu już od dwóch dni, a mąż wciąż zapomina go zabrać.

39:37 · Zeznania i proces 4

Wciąż nie były to dowody na to, że romans zaczął się przed styczniem 1955 roku, ale były to elementy, które prokuratura chętnie włączała do obrazu możliwego motywu. Ważnym punktem procesu stał się także sam Cyjanek. Świadkowie z SGGW i środowiska chemików tłumaczyli, że preparat wypożyczony przez Teresę był bardzo stary, prawdopodobnie przedwojenny, a przez to jego działanie było osłabione. Ostatecznie prokurator zdołał przekonać sąd. Kazimierz Tarwid został uznany za winnego otrucia żony i skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Był to wyrok oparty nie na jednym rozstrzygającym dowodzie, lecz na ciągu poszlak, które zdaniem sądu tworzyły logiczną i spójną całość.

Wykluczono nieszczęśliwy wypadek. Teresa znała właściwości cyjanku. Sama tłumaczyła gościom, jak należy go zabezpieczać, A do tego była osobą ostrożną i świadomą ryzyka. Sąd nie przyjął też wersji o intencjonalnym odebraniu sobie życia. Skoro odrzucono dwie pierwsze możliwości, pozostawała trzecia – zabójstwo. Obrona natychmiast zaskarżyła wyrok. Prokuratura również nie była usatysfakcjonowana. Karę uznano za zbyt łagodną wobec wagi czynu. Sprawa trafiła więc do Sądu Najwyższego i tam nastąpił pierwszy poważny zwrot.

Nie dlatego, że Kazimierz Tarwid tę wersję podzielał, ale dlatego, że z punktu widzenia prawników była ona bardziej użyteczna. Biegli oraz eksperci usiłowali dokładniej ustalić, ile cyjanku musiała przyjąć Teresa, aby umrzeć tak szybko. Pojawiły się analizy, wyliczenia i eksperymenty, które miały odpowiedzieć na to pytanie. Edmund Żurek w pracy poruszającej temat procesu Kazimierza Tarwida podał dokładne wyliczenia biegłych. Jako najniższą dawkę śmiertelną cyjanku o zawartości 2 i 33% cyjanów należy przyjąć około 4 gramy. W słoiku, który znajdował się w mieszkaniu Tarwidów, brakowało 1,54 g cyjanku.

Wyniki analizy tego cyjanku wykazują, że ta brakująca ilość cyjanku zawierała 0,039 g cyjanów, a więc ilość, która w żadnym wypadku nie mogła spowodować u osoby dorosłej zejścia śmiertelnego, co stwierdził wyraźnie biegły profesor Kubikowski. To wzmacniało tezę oskarżenia. Skoro ze starego, słabszego cyjanku nie dało się uzyskać takiego efektu, to musiała istnieć druga, silniejsza substancja, pochodząca z zakładu ekologii i dostępna tylko dla Kazimierza Tarwida. Obrona coraz mocniej zaczęła podważać nie tylko same wnioski biegłych, ale też to, na czym te konkluzje w ogóle się opierały.

44:38 · Rozstrzygnięcia sądowe 2

Bo żeby powiedzieć, ile cyjanku znalazło się w organizmie Teresy, trzeba było mieć pewność, że materiał pobrany podczas sekcji był nienaruszony i wiarygodny, a tej pewności zaczęło brakować. W organizmie cyjanek szybko ulega przemianom chemicznym. Przekształca się między innymi w cyjanowodór, który może się ulatniać. Do tego dochodzą procesy gnilne, które również wpływają na jego obecność i wykrywalność. Skoro dawki nie można ustalić ponad wszelką wątpliwość, równie prawdopodobna jak hipoteza zabójstwa stawała się wersja, że Teresa mogła otruć się sama, celowo albo nie. Pod koniec procesu sam Tarwid zwrócił się do sądu z prośbą, by wyrok oparto na dowodach, a nie relacjach ludzi mu nieprzychylnych.

Wciąż utrzymywał, że jest niewinny i że nie ma dowodu, który jednoznacznie by wskazywał, że to on zamordował Teresa. Sąd nie podzielał tej opinii. Tym razem jednak wymiar kary był znacznie surowszy. Kazimierz Tarwid został skazany na dożywocia. Sprawa ponownie trafiła przed Sąd Najwyższy. W trakcie analizy materiału dowodowego zwrócono uwagę na szczegół, który wcześniej nie miał aż takiego znaczenia. Ilość cyjanku w słoiku przyniesionym przez Teresę. Okazało się, że nie było to 5 gramów, jak wcześniej zakładano, lecz ponad 5,5. Ta różnica, z pozoru niewielka, mogła mieć kluczowe znaczenie. Bo nagle przestawało być pewne, że porcja pobrana ze słoika była niewystarczająca, by doprowadzić do zgonu.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.