Zawinęliśmy go w dywan
Partnerem dzisiejszego odcinka jest PsiBufet. Z kodem promocyjnym OLGAHERRING40 uzyskacie 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie! Zamów tutaj: https://psibufet.pl/olgaherring40Robert Wójtowicz to cichy i wycofany student psychologii. Pewnego styczniowego dnia wychodzi na uczelnię i nigdy już nie wraca do domu, a śledczy i dziennikarze którzy wracają do sprawy po latach odkrywają niepokojące tropy....Reportaż "Śladów": https://youtu.be/cRxzYa58jSE📩 Kontakt: [email protected]ędzie mi bardzo miło jeśli zechcesz obserwować moje media społecznościowe, tam dowiesz się, kiedy pojawi się kolejny odcinek.Instagram: https://www.instagram.com/olgaherring.yt/Fanpage: https://www.facebook.com/olgaherring.yt/Źródła: reportaż własnyPomoc: Iga Świerżewska
Dbajmy o naszych psich przyjaciół. Ich zdrowie i szczęście leży w naszych rękach. Sprawa, o której dzisiaj opowiem, przypomina podróż śladem wskazówek i domysłów. To jedna z tych historii, gdzie przeczucie bierze górę nad dowodami, chociaż znaki wydają się wręcz krzyczeć, że to dobry kierunek. To przykra i niewiarygodna historia, biorąc pod uwagę, jak zgodne i konsekwentne jest tu milczenie świadków, którzy na przestrzeni lat pojawiali się jak kolejne elementy układanki. Pytanie... Ile jeszcze potrzeba tych kawałeczków, żeby obraz stał się wreszcie czytelny? Robert Wójtowicz przychodzi na świat 29 października 1972 roku.
Rodzi się w szpitalu imienia Stefana Żeromskiego w Krakowie, jako drugie dziecko pani Haliny i pana Lecha. Rodzice są przeszczęśliwi, mają już córkę i marzyli o synu, zwłaszcza pan Lech po cichu liczył, że męskie grono się powiększy i gdy tylko dowiedział się, że żona jest w ciąży, modlił się o chłopca. Dzisiaj wie, że jego prośby zostały wysłuchane. Robert jest zdrowy, silny i już od pierwszych dni widać, jak bardzo podobny jest do taty. Pan Lech nie potrafi powstrzymać radości, ale też chce, by ten moment został z nim na zawsze. Tak jak starszej córce, taki pierwszemu synowi zakłada pamiątkowy segregator.
Robert, wysoki i bardzo szczupły chłopiec z bujną czupryną jest tak zwanym grzecznym dzieckiem. Ma wyjątkowo spokojne usposobienie i nieprzyjemność. Nie jest typem dziecka, którego wszędzie pełno. Jest cichy, nieśmiały, może trochę wycofany, ale jednocześnie bardzo ciekawy świata. Wiecznie zadaje jakieś pytania, a pan Lech i pani Helena nie muszą gonić syna do nauki. Robert sam narzuca sobie tempo i przynosi do domu same dobre stopnie czy ocenę z zachowania. Dlatego gdy jest w szóstej klasie i nagle wraca do domu z uwagą, Wszyscy są zdumieni, a pan Lech bierze swojego syna na rozmowę, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Powód okazuje się jednak prozaiczny i jasno pokazuje, że Robert to po prostu zwykły dzieciak.
Okazuje się, że podczas przerwy między lekcjami, bez pytania, zabrał koleżance pączka i zjadł spory kawałek, co skończyło się niemałą awanturą, a w efekcie... Pierwszą w życiu uwagą w dzienniczku Roberta. Pan Lech jest w głębi rozbawiony całą sytuacją, ale nie może tego okazać, żeby syn nie pomyślał, że akceptuje takie zachowanie. Stawia na pogawędkę i tłumaczy Robertowi, że może zamiast na dziecinnych wygłupach powinien skupić się na czytaniu. Jako, że Robert jako pilny uczeń ma wszystkie lektury w małym palcu, tata wręcza mu książkę z rodzinnej biblioteczki, sugerując by tak zajął sobie czas, a to niepozorne wydarzenie staje się przełomowe.
Robert książkę inną niż szkolna lektura pochłania niemal na jeden raz i od tej pory z dnia na dzień zamienia się w książkowego mola. Kiedy tylko ma wolną chwilę, czyta. Sięga po każdy rodzaj literatury i odkrywa, że litery zapisane na kartkach papieru potrafią przenieść go w inny świat i odpowiedzieć na tak wiele pytań, jakie ciągle ma. Od teraz więcej czasu spędza w swoim pokoju niż na podwórku, a jego apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy Robert zbliża się do końca szkoły podstawowej, zaczyna myśleć o tym, co chce robić w życiu. Jego odkryta miłość do książek i wiedzy nie pozostawia miejsca na wątpliwość.
Robert może osiągnąć wiele i jest nadzieją dla rodziny. Od lat słyszał też o zawodzie marzeń. Pan Lech, gdy tylko syn przyszedł na świat, wyobrażał sobie, kim będzie, gdy już dorośnie. Od początku widział Roberta w zawodzie, o którym sam fantazjował. Bo gdy pan Lech był w wieku Roberta, bardzo chciał zostać pilotem, ale nigdy się to nie udało. Próbował, ale na etapie rekrutacji do szkoły lotniczej został zdyskwalifikowany ze względu na zdiagnozowany u niego daltonizm. Pan Lech wiele razy opowiadał tę historię Robertowi. Wiele razy zachwalał też synowi zawód pilota, jaki to prestiż, a jednocześnie wyjątkowe zajęcie i po cichu liczył, że zaszczepi w synu właśnie taki pomysł na życie.
Ale gdy koniec szkoły nadchodzi wielkimi krokami, Robert nie potrafi określić się, co chce robić w życiu. Za każdym razem, gdy jest pytany, jaki ma plan, odpowiada milczeniem. Rodzice zaczynają się tym trochę martwić, ale nagle, niemal w tym samym czasie, gdy chłopak odbiera świadectwo, odpowiedź na pytanie nadchodzi. I Robert oznajmia bliskim, że planuje kontynuować naukę w liceum lotniczym w Dęblinie. I tak jak kiedyś marzył jego ojciec, teraz on marzy o tym, żeby zostać pilotem. Gdy pan Lech słyszy, że Robert, jego starszy syn, ten którego tak sobie wymodlił, planuje zrealizować te marzenia, których jemu zrealizować się nie udało, nie potrafi powstrzymać łez radości.
Jest dumny, ale i pełen obaw, bo plany to nie wszystko. Dostanie się do liceum lotniczego wcale nie jest tak prostą i oczywistą sprawą. Chętnych jest wielu, a miejsc mało. Tylko jeden na dwudziestu kandydatów ma szansę spełnić marzenie o byciu pilotem. Ale Robertowi udaje się zdać wszystkie testy i bez żadnego problemu zostaje przyjęty do elitarnej szkoły w Dęblinie, do którego też się przeprowadza. Mimo, że teraz od rodzinnego Krakowa dzieli go ponad 250 kilometrów, to poza tęsknotą niewiele się zmienia. Robert, podobnie jak wcześniej, znowu jest jednym z najlepszych uczniów w klasie, a w zasadzie w całej szkole.
A pan Lech? Mimo niemałej odległości i licznych przesiadek, jeździ na wywiadówki syna i za każdym razem słyszy to samo. Nauczyciele nie mają żadnych uwag co do Roberta i w zasadzie tata nie musi już fatygować się taki kawał drogi, żeby znowu usłyszeć te same słowa. Ale pan Lech nie ma zamiaru zrezygnować z tych podróży i to bynajmniej nie dlatego, żeby pilnować syna. Po prostu pęka z dumy i kilkugodzinna podróż w jedną stronę zawsze jest warta tego, by usłyszeć pochwały na temat swojego syna. Robert z dala od domu, rok po roku, bez zmian uczy się świetnie i ani na moment nie zapomina o swojej rodzinie.
To jednak nie czasy komórek czy mediów społecznościowych, dlatego chłopak, by być w kontakcie z bliskimi, regularnie pisze do nich listy i widać, że lubi to robić. Jego listy to nie tylko suche przedstawienie tego, co robił i gdzie był, ale długie, refleksyjne, można nawet powiedzieć nieco filozoficzne wywody. Robert ewidentnie szuka siebie i sensu, a im jest starszy, tym ta jego wrażliwa strona staje się bardziej widoczna. I o ile u nikogo z rodziny nie wzbudza to niepokoju, to jednak to szukanie siebie jest zwiastunem zmian. Bo gdy nauka w liceum lotniczym dobiega końca, a Robert uzyskuje tytuł mechanika osprzętu lotniczego, nagle oznajmia, że na tym kończy swoją przygodę z lotnictwem, co jest ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, zwłaszcza dla pana Lecha.
Gdy tata otrzymuje od Roberta list, w którym syn zwierza się, że nie idzie do szkoły oficerskiej i że jednak nie będzie pilotem, jest zdruzgotany. Ojciec chce dowiedzieć się dlaczego, czy to już ostateczna decyzja. Ale tak, Robert porzuca czteroletnie przygotowania i oznajmia, że on nie chce być żołnierzem, nie chce być pilotem, którego w kryzysowej sytuacji zadaniem będzie odebranie komuś życia. Robert czuje, że to kompletnie nie jest jego świat. On chce pomagać innym, leczyć duszę i ciało, być lekarzem. Pan Lech przyjmuje tę wiadomość z pewnym rozczarowaniem i obawą.
Syn przygotowywał się przez cztery lata do zawodu technicznego, któremu daleko do medycyny. W Dęblinie nie kładziono nacisku na biologię czy chemię i tata czuje zawód, ale też zadaje pytanie, czy Robert na pewno sobie poradzi. Syn i ojciec wymieniają ze sobą listy, w których wybrzmiewa niezadowolenie taty, ale klamka zapadła. Robert znowu, zresztą jak zawsze, stawia na to, co sam sobie postanowił. Pan Lech z kolei zaczyna rozumieć, że może to długie zastanawianie się syna, jaką drogę wybrać, nie było przypadkiem, bo pomysł o zawodzie pilota przecież sam zaszczepił w Robercie. Może Robert wychowany na opowieściach o sąsiedzie pilocie, którego jego tata tak zawsze podziwiał, wziął marzenia ojca za swoje i z czasem zrozumiał, że tak naprawdę nie należą do niego.
Jest też dorosły, ma prawo podążać własnymi drogami. Poza tym biały kitel, zawód lekarza to także brzmi dumnie, w związku z czym pierwsze emocje, jakimi było zaskoczenie i małe ukłucie rozczarowania zaczyna zastępować zrozumienie i wsparcie. Szczególnie, że Robert twardo stoi przy swoim i zaraz po ukończeniu szkoły średniej składa dokumenty na Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Niejako jest jednak zmuszony wybrać właśnie to miejsce, ponieważ nie może tak po prostu porzucić szkoły wojskowej. Gdyby zdecydował się na medycynę na uczelni cywilnej, musiałby zapłacić za dotychczasowe czteroletnie kształcenie. Dlatego też Wojskowa Akademia Medyczna to pewnego rodzaju kompromis i chwilowy przystanek, bo jak dowiaduje się Robert, wystarczy, że zaliczy trzy pełne semestry i będzie mógł już bez konsekwencji zmienić uczelnię i przenieść się na lekarski na uczelnię cywilną.
Ale Robert stawia na swoim i odpisuje tacie, że to on decyduje o sobie, a poza tym zmiana uczelni pozwoli mu wrócić do domu i studiować w rodzinnym Krakowie. Ten argument jest trudny do zbicia, bo pan Lech doskonale wie, że Robert naprawdę tęskni za domem. Zgodnie z planem chłopak rusza do Łodzi, gdzie na Wojskową Akademię Medyczną dostaje się bez problemu i od października rozpoczyna studia. W ich trakcie wdraża się w nowy świat, zupełnie inny od tego lotniczego. Nie jest łatwo i okazuje się, że wyrażane w listach obawy taty były słuszne. Robert rzeczywiście ma wyraźne braki względem kolegów, którzy przygotowywali się na kierunek medyczny przez całą średnią szkołę, podczas gdy Robert przez ostatnie lata te przedmioty traktował po macoszemu.
Musi więc dawać z siebie więcej niż pozostali. Nie dość, że musi utrzymać się na kierunku i zdawać trudne przedmioty, to musi jeszcze nadgonić braki, przez co ślęczy nad książkami. Przynosi to jednak efekt, bo dogania pozostałych. Jego upór i ambicja są godne podziwu, a determinacja, by zostać jednak lekarzem, wydaje się być wreszcie tym dobrze obranym kierunkiem. Robert jest zaangażowany w ten świat, staje się nawet honorowym krwiodawcą i poznaje dziewczynę. W listach do taty opisuje, że poznał kogoś i że lubi nową koleżankę, że często bywa u niej w domu, ale nie czuje się tam dobrze. Ona pochodzi z wyższych sfer i skromny Robert z równie skromnego domu czuje się tam obco i jakby nie pasował do tej rodziny.
Głównie jednak skupia się na studiach i na tym, by przenieść się na docelową uczelnię, po której ukończeniu zostanie lekarzem. Jednak znowu dzieje się coś nieoczekiwanego. Zgodnie z wcześniejszym planem, po trzecim semestrze Robert zjawia się w rodzinnym Krakowie z walizkami. Za sobą zostawia wszystko – znajomych, Wojskową Akademię Medyczną i swoją dziewczynę, z którą zrywa kontakt z dnia na dzień. Na nic zdają się listy, w których dziewczyna wyraża swoje rozżalenie i opisuje, że Robert złamał jej serce. Dla niego Łódź i to, co z nią związane, to już przeszłość. Teraz to, czym żyje, to to, że wreszcie jest w domu, za którym tak bardzo tęsknił i że jest blisko osób, które naprawdę kocha.
Nadal chce być lekarzem i ma w planach na początku nowego roku akademickiego pójść na medycynę w Krakowie, ale gdy już przychodzi ten czas, okazuje się, że Robert przegapił termin składania dokumentów i rekrutacja jest już zamknięta. Robert nie ma wyjścia i na szybko szuka dla siebie alternatywy. Jest nią psychologia, na którą wciąż trwa rekrutacja i na którą są jeszcze miejsca. Dlatego składa dokumenty na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie dostaje się bez najmniejszego problemu. Październik Robert rozpoczyna nowym rozdziałem swojego życia, ale co ciekawe temat medycyny już nie wraca, ale wraca coś niespodziewanego, bo Robert zaczyna tęsknić za lotnictwem.
Psychologia mu się podoba, ale lotnictwo także, dlatego składa dokumenty w wyższej szkole lotniczej, na którą zostaje przyjęty. Jednak, gdy nadchodzi nowy rok akademicki, Robert ostatecznie pozostaje przy psychologii. Najchętniej studiowałby jedno i drugie, ale to niemożliwe, żeby pogodzić studiowanie dzienne w dwóch różnych miastach, dlatego pozostaje w rodzinnym Krakowie. Robert nie chce już opuszczać domu. Po tylu latach poza Krakowem wie, że tu właśnie jest jego miejsce. I wreszcie, mimo wielu obaw i niepewności bliskich, co znowu wymyśli Robert, jednak nadchodzi ta długo wyczekiwana stabilizacja. I chociaż dla pana Lecha psychologia nie jest ani medycyną, ani nie jest lotnictwem, to przynajmniej Robert wreszcie zdaje się być szczęśliwy.
Zachwycony jest przede wszystkim zajęciami z filozofii, które prowadzi sam ksiądz Józef Tischner. Robert wreszcie zapuszcza na dobre korzenie, przestaje skakać z kwiatka na kwiatek i przede wszystkim jest w domu, w którym nie ma przecież pana Lecha. Już jakiś czas jest bardzo daleko od rodzinnego Krakowa, mężczyzna pracuje w Rosji, w Magnitogorsku, jako kierownik budowy i w kraju bywa tylko kilka tygodni w roku. Bardzo tęskni, a za nim tęsknią żona i dzieci, dlatego komunikują się regularnie pisząc do siebie listy. Pan Lech często prosi, żeby bliscy opowiadali mu co robią, ale też co dzieje się w kraju. Nawet chce czytać o polityce, ale przede wszystkim uwielbia otrzymywać listy od Roberta, które nie są nigdy zwykłą relacją dnia codziennego, bo chłopak zawsze przemyca w nich odrobinę siebie i swoich przemyśleń.
Robert chyba nie potrafi inaczej. Wszystko analizuje, jest głodny świata i wiedzy, ale też ma ogromną potrzebę, żeby odnaleźć swoje miejsce na ziemi i odnaleźć sens. Na studiach psychologicznych może jeszcze bardziej zgłębiać tajniki ludzkiej psychiki i jak zawsze uczy się bardzo dobrze i jest w gronie najlepszych. Ale tylko na listach rankingowych, bo poza nimi trudno szukać go w towarzystwie innych ludzi. Nie ma dziewczyny, ma jakiegoś kolegę z roku, który czasem go podwozi z uczelni, ale poza tym Robert większość wolnego czasu spędza w domu rodzinnym, gdzie przesiaduje godzinami w swoim niewielkim pokoju. Tu gra na gitarze, na potęgę, czyta książki, pisze listy, wiersze, przemyślenia, a gdy już wyrusza z domu na dłużej, to po to, by wędrować po górskich szlakach, najczęściej samotnie.
Kompletnie nie interesuje go typowe studenckie życie. Nie chodzi na imprezy, nie sięga po żadne używki, nie bywa na koncertach, chociaż bardzo lubi muzykę. Dużo czasu spędza za to ze swoim rodzeństwem i mamą, a ludzie, którzy go znają, opisują go jako wycofanego, ale zawsze życzliwego. Psycholog Roberta opisuje go za to takimi słowami. Jednostka o wybitnym umyśle, będąca typem samotnika zagubionego w społeczeństwie. No właśnie, zagubionego, bo Robert niewątpliwie szuka siebie. Mówią o tym jego liczne przemyślenia przelewane na papier, te życiowe zmiany, ale też duchowe potrzeby. W rodzinie Wójtowiczów wiara jest niezwykle istotna i wszyscy jej członkowie są bardzo religijni.
Podobnie jest z samym Robertem, który w Krakowie dołącza do duszpasterstwa akademickiego. Jest to prowadzona przez Kościół wspólnota studentów krakowskich uczelni, której celem jest przede wszystkim połączenie młodych ludzi wyznających podobne wartości. To tu, w tej wspólnocie, studenci wszelkich kierunków mogą otrzymać wsparcie duchowe, ale przede wszystkim pogłębiać swoją wiedzę chrześcijańską. Duszpasterstwo akademickie jest jak druga rodzina. Wspólnota, którą budują podczas regularnych spotkań, jest też dostosowana do odbiorcy. Księża, którzy ją prowadzą, robią wszystko, żeby to nie były suche, religijne spotkania oparte na modlitwach i czytaniach, tylko czas spędzony na rozmowach, żartach, wspólnym świętowaniu czy pomaganiu potrzebującym.
Duszpasterstwo organizuje też warsztaty i wyjazdy integracyjne i grupa około 20 studentów może poznać się lepiej nawzajem, ale też każdy z młodych ludzi może o wszystko dopytać duchownych. I właśnie tu Robert, który stroni od towarzystwa, wreszcie odnajduje siebie i nawiązuje nowe znajomości. Po raz pierwszy od dawna sprawia wrażenie, że znalazł swoje miejsce i swoich ludzi i wreszcie ten nieco samotniczy tryb życia zostaje trochę przełamany. Nie oznacza to oczywiście, że Robert nagle staje się duszą towarzystwa, ale jest nieco inaczej niż do tej pory. I gdy nadchodzi styczeń 1995 roku, a Robert kończy trzeci semestr studiów psychologicznych,
Po raz kolejny pisze do swojego taty list, który znowu jest daleko od domu. Robert opisuje, co się wydarzyło, że szykuje się do zbliżającej się wielkimi krokami sesji na studiach. Chwali się też, że musi oddać jeszcze tylko pół litra krwi, żeby otrzymać medal, ale też opisuje, jak spędził święta. Bo w te panu Lechowi niestety nie udało się wrócić do kraju, ale za to, na ten szczególny czas, udało mu się sprowadzić do siebie żonę. Robert i reszta rodzeństwa zostali więc w kraju sami, bez rodziców i młody student opisuje tacie, jak minął im ten czas. Wspomina też o duszpasterstwie, o którym pisał już nie raz i pan Lech zauważył, że to chyba ważny element życia jego syna.
Robert nawet Sylwestra spędził z ludźmi ze zgrupowania, ale dodaje, że krótko bawił się z rówieśnikami, bo głównie w tę wyjątkową noc rozmawiał z księdzem Krzysztofem. Ksiądz Krzysztof, czyli założyciel duszpasterstwa akademickiego, pojawia się w listach do pana Lecha już kolejny raz. Robert dużo o nim pisze. Nazywa go księdzem z prawdziwego zdarzenia i wydaje się wręcz być zafascynowany duchownym, którego podziwia za wiedzę i który jak pisze do taty Robert, pomaga mu zrozumieć wiarę. Ksiądz znajduje wspólny język z Robertem, co nie dziwi, bo są w bardzo podobnym wieku. Krzysztof ma zaledwie dwadzieścia parę lat i wszyscy opisują go jako osobę ciepłą, ale też pełną życiowej energii.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
OLGAHERING40
Partnerem odcinka był PsiBuffet. Z moim kodem OLGAHERING40 otrzymasz 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
OLGAHERING40
„Partnerem odcinka był PsiBuffet. Z moim kodem OLGAHERING40 otrzymasz 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Partnerem dzisiejszego odcinka jest PsiBufet. Z kodem promocyjnym OLGAHERRING40 uzyskacie 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie! Zamów tutaj: https://psibufet.pl/olgaherring40
Robert Wójtowicz to cichy i wycofany student psychologii. Pewnego styczniowego dnia wychodzi na uczelnię i nigdy już nie wraca do domu, a śledczy i dziennikarze którzy wracają do sprawy po latach odkrywają niepokojące tropy....
Reportaż "Śladów": https://youtu.be/cRxzYa58jSE
📩 Kontakt: [email protected]
Będzie mi bardzo miło jeśli zechcesz obserwować moje media społecznościowe, tam dowiesz się, kiedy pojawi się kolejny odcinek.
Instagram: https://www.instagram.com/olgaherring.yt/Fanpage: https://www.facebook.com/olgaherring.yt/
Źródła: reportaż własny
Pomoc: Iga Świerżewska