Mentionsy Mentionsy
Olga Herring True Crime
Olga Herring True Crime

Zawinęliśmy go w dywan

17.09.2025 ·1 godz 14 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Partnerem dzisiejszego odcinka jest PsiBufet. Z kodem promocyjnym OLGAHERRING40 uzyskacie 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie! Zamów tutaj: ⁠https://psibufet.pl/olgaherring40⁠Robert Wójtowicz to cichy i wycofany student psychologii. Pewnego styczniowego dnia wychodzi na uczelnię i nigdy już nie wraca do domu, a śledczy i dziennikarze którzy wracają do sprawy po latach odkrywają niepokojące tropy....Reportaż "Śladów": ⁠https://youtu.be/cRxzYa58jSE⁠📩 Kontakt: [email protected]ędzie mi bardzo miło jeśli zechcesz obserwować moje media społecznościowe, tam dowiesz się, kiedy pojawi się kolejny odcinek.Instagram:⁠ https://www.instagram.com/olgaherring.yt/⁠Fanpage: ⁠https://www.facebook.com/olgaherring.yt/⁠Źródła: reportaż własnyPomoc: Iga Świerżewska

Zachwycony jest przede wszystkim zajęciami z filozofii, które prowadzi sam ksiądz Józef Tischner. Robert wreszcie zapuszcza na dobre korzenie, przestaje skakać z kwiatka na kwiatek i przede wszystkim jest w domu, w którym nie ma przecież pana Lecha. Już jakiś czas jest bardzo daleko od rodzinnego Krakowa, mężczyzna pracuje w Rosji, w Magnitogorsku, jako kierownik budowy i w kraju bywa tylko kilka tygodni w roku. Bardzo tęskni, a za nim tęsknią żona i dzieci, dlatego komunikują się regularnie pisząc do siebie listy. Pan Lech często prosi, żeby bliscy opowiadali mu co robią, ale też co dzieje się w kraju. Nawet chce czytać o polityce, ale przede wszystkim uwielbia otrzymywać listy od Roberta, które nie są nigdy zwykłą relacją dnia codziennego, bo chłopak zawsze przemyca w nich odrobinę siebie i swoich przemyśleń.

Wtedy ksiądz Krzysztof skierowany został na terapię, lecz jego problemy z alkoholem ponownie wracają teraz, w 2015 roku, kiedy sprawie intensywnie przygląda się Archiwum X. W aktach jest jeszcze jedno wymowne zeznanie. które po latach odkrywają krakowscy śledczy, a składa je jedna z rówieśniczek Roberta, która także należała do duszpasterstwa. Kobieta przypomina sobie sytuację, gdy dwa lata po zaginięciu studenta, podczas wyjazdu duszpasterstwa do Grzechyni, ksiądz Józef, brat księdza Krzysztofa, mówiąc o Robercie Wójtowiczu, użył sformułowania to ten, co go zabito w parku w Mistrzejowicach. Najaw wychodzi coś jeszcze.

Dochodzą też do wniosku, że ktoś musiał mu pomagać w tuszowaniu przestępstwa i ustalają, że tymi osobami byli najprawdopodobniej jego brat, ksiądz Józef oraz ich dobry znajomy, ksiądz Stanisław. Prace, by ustalić, czy te przypuszczenia są słuszne, ruszają i powołani zostają biegli. Ekspert od badań na wariografię, czyli na tzw. wykrywaczu kłamstw oraz biegła psycholog, która ma ocenić wiarygodność składanych zeznań. Opinia psychologiczna, która powstaje, liczy aż 50 stron. Według niej ksiądz Krzysztof jest konsekwentny, kontroluje wypowiedzi decydując, co chce powiedzieć, a co chce przemilczeć, jąka się tylko wtedy, gdy padają pytania o Robercie, a ostatecznie psycholog opiniuje zeznania duchownego jako niewiarygodne.

Podobne wnioski płyną z opinii na temat zeznań brata Józefa i księdza Stanisława. Opinie na temat tego pierwszego opisuje słowami. Motywacją do składania takich zeznań może być chęć obrony siebie, swojego brata i celowe nieujawnianie wszystkich posiadanych informacji na temat zaginionego. Zgodnie z zaplanowanymi działaniami, odbywają się także badania z udziałem eksperta od wariografu, które również zasiewają sporo wątpliwości i wykazują, że wszyscy trzej księża, Krzysztof, Józef i Stanisław, mają wiedzę na temat losu, jaki spotkał Roberta. Mężczyźni reagują silnie na pytania o to, czy Robert został zamordowany, gdzie to było i gdzie ukryto ciało.

Odpiera też zarzut, że celowo nie odprawił mszy w intencji Roberta. Mówi, że takie mszy odbywały się regularnie, a tamta sytuacja miała być jakimś nieporozumieniem. Dziennikarze ruszają więc porozmawiać z Józefem, bratem Krzysztofa, który także zgadza się na kontakt i serdecznie przyjmuje przygotowujących artykuł, ale od razu zaznacza, że nie pomoże za wiele, bo gdy Robert zaginął, on przebywał w seminarium. Samego Roberta też nie pamięta, chociaż innych członków duszpasterstwa potrafi wymienić z nazwiska i imienia i wspomnieć nawet co dzisiaj robią. Z jakiegoś powodu tylko Robert mu umknął. Dziennikarze dopytują więc jak to możliwe. I otwierają chyba kolejną niewygodną szufladkę.

Wiedzą, że w aktach sprawy znajduje się znamienne zeznanie jednej ze studentek, która w 1997 roku, dwa lata po zaginięciu, uczestniczyła w wakacyjnym wyjeździe zorganizowanym dla członków duszpasterstwa. To wtedy właśnie ksiądz Józef miał powiedzieć o Robercie jako o zabitym w parku w Mistrzejowicach. Teraz, gdy dziennikarze pytają go o te słowa, dlaczego i czy w ogóle padły, ten reaguje nerwowo. Zaczyna krążyć po pomieszczeniu. I przekierowuje temat na różne krążące plotki. Jednak gdy dziennikarze uparcie drążą temat, ten w końcu robi się cały czerwony, chwyta pęk kluczy, rzuca nim o stół i zaczyna teatralnie wykrzykiwać.

Tak naprawdę zabiliśmy go, zawinęliśmy w dywan i wywieźliśmy ciało samochodem. A nie, tramwajem, bo Krzysztof nie miał wtedy nawet samochodu. Dziennikarze są zdumieni aż taką reakcją, ale chcą kontynuować rozmowę. Nawiązują do wątku samochodu, który został sprawdzony i zarówno śledczym, jak i dziennikarzom udało się dotrzeć do świadków, którzy potwierdzają, gdy zaginął Robert, Krzysztof miał samochód czerwonego Fiata 126P, mimo że obaj bracia stanowczo temu zaprzeczali. Gdy więc i teraz wspominają o tym fakcie, ksiądz Józef znowu wybucha. Powtarza słowa o zawinięciu w dywan i krzyczy, że ma dość tych oskarżeń, a na koniec rzuca nieprzyjemne słowa w stronę dziennikarzy i grozi sądem w razie ujawnienia jego nazwiska.

Na tym ich spotkanie się kończy i nie zapowiada się, żeby prędko miało dojść do kolejnego. Ale dziennikarze nie poddają się. Rozmawiają jeszcze z księdzem Stanisławem, który także był brany pod lupę. Jednak ten niewiele mówi ani nie wnosi niczego nowego. Tłumaczy za to nerwowe zachowanie Józefa mówiąc, że ten zawsze reaguje emocjonalnie. Artykuł stworzony przez Dawida Serafina i Karolinę Gawlik ukazuje się. Przedstawia nowe ustalenia, ale też podsumowuje wszystkie dziwne okoliczności, niedomówienia i wyraźne powiązanie duchownych ze sprawą i po raz kolejny udowadnia, że medialne zainteresowanie i powroty do spraw nawet po wielu latach mają sens.

Po pierwsze, do dziennikarzy zgłaszają się informatorzy z kolejnymi sensacyjnymi wieściami. Artykuł wywołał poruszenie i mniej więcej zbiegł się w czasie z wyjazdem na Maltę z okazji 25-lecia święceń kapłańskich, na które wraz z innymi duchownymi ruszył ksiądz Krzysztof i jego brat Józef, co akurat nie jest typowe, ponieważ Józef był z innego rocznika, ale wyjątkowo przymchnięto na to oko. Jednak nie to jest istotne, a fakt, że podczas tej wycieczki bracia rozmawiali z innymi o sprawie i korzystając z okoliczności i kameralnej atmosfery, dopytywali Krzysztofa i Józefa, czy naprawdę wiedzą, co stało się z zaginionym przed laty studentem, czy może jak to często bywa.

A dziennikarz jeszcze bardziej utwierdza się w przekonaniu, że coś jest na rzeczy. Zwłaszcza gdy nieoficjalnie dowiaduje się, że policja dokonała niedawno przeszukania na terenie jednej z krakowskich plebanii. Dziennikarz idzie więc za ciosem i ponownie rusza, by porozmawiać się z Józefem. Szczególnie trafi go kwestia wyjazdu na Maltę. I gdy już widzi się z księdzem i rysuje mu temat rozmowy, ten reaguje nerwowo, zaczyna dosłownie uciekać przed dziennikarzem i w biegu rzuca, że nie było go wtedy, bo był w seminarium. Dawid Serafin rusza więc do księdza Krzysztofa, z którym także chce porozmawiać po trzyletniej przerwie. Pyta go, czemu jego brat tak nerwowo zareagował, ale ten nie potrafi odpowiedzieć i potwierdza, że rzeczywiście nie było go wtedy na miejscu.

Dziennikarz drąży więc, dopytuje, że może coś wie, skoro aż tak zareagował. Zadaje mu pytanie, jak ksiądz myśli, czy jego brat Józef wie, co spotkało Roberta? Ale na to pytanie dziennikarz już nie słyszy odpowiedzi, bo ksiądz Krzysztof zaczyna płakać. Jesienią 2024 roku, tym razem to ja wracam do sprawy zaginięcia i tajemnicy, jaka wciąż wisi nad tą sprawą. Spotykam się z tatą Roberta, z Bogdanem Michalcem, z Dawidem Serafinem. Chcę też spotkać się z duchownymi, ale kuria nie daje zielonego światła. Odmowę otrzymuję także, gdy proszę o wgląd do akt. Powód? Sprawa ciągle jest w zainteresowaniu śledczych.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.