Mentionsy Mentionsy
No generation like this
No generation like this

Alternatywne ścieżki kariery

23.07.2025 ·59 min 6 s

W tym odcinku podcastu „No generation like this” rozmawiamy o tym, co dzieje się, gdy kariera nie przebiega zgodnie z podręcznikiem. Zamiast liniowych ścieżek – zakręty, intuicja i decyzje podjęte wbrew oczekiwaniom. Aleksandra Charzewska zaprasza do rozmowy dwie gościnie, które dobrze znają realia alternatywnych dróg zawodowych: Katarzynę Klimek, specjalistkę ds. wsparcia projektów studenckich Inkubatora Uniwersytetu Warszawskiego, która wspiera młodych w rozwijaniu nietypowych wizji oraz Małgosię Galińską, florystkę znaną jako @kwiaciarenka, która zamiast biura wybrała małą kwiaciarnię na warszawskiej Pradze i własne tempo pracy.Rozmawiamy o tym, jak zmienia się pojęcie sukcesu, co dziś blokuje młodych przed pójściem własną drogą i czy naprawdę zrywamy z klasycznym modelem kariery – czy tylko chcemy wierzyć, że już nie musimy wybierać jednej „słusznej” ścieżki.Podcastu „No generation like this” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.

Właśnie, dokładnie. To się wiąże dokładnie z tym, co robisz teraz. A Małgosiu, jedno słowo, które opisuje twoją ścieżkę zawodową. Była to droga bardzo kręta, można powiedzieć nawet, że przez mękę, zakończoną jakby bardzo miło w mojej kwiaciarence natargowej, ale gdyby ktoś kiedyś te 12 czy 15 lat temu, kiedy jeszcze byłam w liceum, powiedział mi, że będę mieszkać w Warszawie i że będę florystką, to absolutnie nie myślałabym, że powie o mnie, bo miałam na siebie bardzo dużo pomysłów, ale żaden z nich nie zakładał tego, że będę pracować z kwiatami. To co sobie wyobrażałaś, jak byłaś nastolatką, że kim będziesz? Bo ja muszę przyznać, że jestem tym wyjątkiem, który od zawsze wiedział, że będzie dziennikarzem, więc tutaj chyba manifestacja i determinacja zadziałały, ale wiem, że też jestem w gronie nielicznych, którzy wiedzą, co chcą robić w życiu tak od początku.

Więc co u ciebie kiełkowało? Od dziecka tak naprawdę miałam na siebie milion pomysłów, bo najpierw chciałam być weterynarzem, potem dowiedziałam się z czym to się wiąże i jak wygląda zapłodnienie krowy chociażby, więc troszkę mi przeszła chęć na to. Później przez długi czas chciałam być lekarką, potem w okresie gimnazjum i liceum bardzo wkręciłam się w teatr i wstawałam do szkoły teatralnej i nie udało mi się, ale teraz z perspektywy czasu bardzo się z tego cieszę, bo to nie byłby zupełnie zawód dla mnie. Ale przez jakiś czas myślałam właśnie, że będę aktorką lalkarką w ogóle, bo bardzo mnie jarał teatr ruchu, teatr ciała, tego typu jakieś połączenie formy z tańcem i tak dalej.

A z kolei, więc wydawałoby się, że takie bardziej humanistyczne jakieś rzeczy mnie kręciły, ale z kolei poszłam do klasy o profilu medycznym i wszyscy moi znajomi wylądowali finalnie albo na medycynie, albo na stomatologii, albo na kierunkach pokrewnych. A ja poszłam na psychologię i byłam taką trochę w mojej klasie czarną owcą, która nie poszła na medycynę jakby nie dlatego, że się nie dostała, tylko dlatego, że po prostu nie chciała. Potem były jeszcze kolejne studia i różne inne rzeczy i tak parę lat temu trafiłam na te kwiaty, ale zupełnie się tego nie spodziewałam. Czyli to był absolutny przypadek. To jak to się stało? W momencie, kiedy studiowałam już w Warszawie, bo pierwszy rok moich studiów to była psychologia na UJ, przeniosłam się do Warszawy, żeby studiować psychologię i logopedię, bo wtedy jarała mnie psycholingwistyka i chciałam zostać specjalistką od tego, od rozwoju umowy dzieci.

W międzyczasie okazało się, że psychologia na UW nie do końca mi podpasowała, więc zostałam tylko na logopedii. Na tej logopedii okazało się, że ta logopedia też nie do końca, ale trafiłam na specjalizację... Czyli byłaś tym studentem szukającym. Oj, zdecydowanie, zdecydowanie tak. To były meandry, że tak powiem, na tym uniwersytecie. I trafiłam na specjalizację z glottodydaktyki, czyli nauczania języka polskiego jako obcego. I to było coś, na czym się zatrzymałam dłużej, bo czułam mega satysfakcję pracując z osobami z doświadczeniem migracji, z doświadczeniem uchodźstwa i miałam takie poczucie, że to jest rzeczywiście połączenie wszystkich moich zainteresowań, czyli z jednej strony praca z ludźmi, a z drugiej strony praca z językiem, ale jakoś tak się złożyło, że w pewnym momencie

Stwierdziłam, że dobrze, no to praca na wakacje, no to albo mogę pójść do szkoły językowej prowadzić wakacyjny kurs, ale może coś się trafi. I akurat wtedy znajomy otwierał sklep z roślinami doniczkowymi i stwierdziłam, a dobra, co mi szkodzi, zobaczymy. I to była tak naprawdę pierwsza praca. A rok później, też przed okresem wakacyjnym, już chyba się okazało wtedy, że tego licencjatu w końcu nie napiszę, że to uczenie polskiego w sumie jest fajne, ale też chyba nie wiąże z tym żadnej przyszłości. No i tak przypadkiem trafiłam do pracowni florystycznej Zajmującej się stricte ślubami. I tak naprawdę trafiłam na super dziewczyny. Moja była szefowa Ania prowadzi teraz kwiaciarnię Bush na Tamce. Serdecznie pozdrawiamy.

No właśnie, to polecam serdecznie. I trafiłam do zespołu super dziewczyn, które traktowały tę pracę nie tylko jako sposób zarabiania pieniędzy, ale też jakoś taką swoją formę ekspresji. Więc rzeczywiście te realizacje były piękne. Każda była wyjątkowa i ja przez ten pierwszy sezon miałam takie poczucie, że wow, tutaj przez tydzień jesteśmy w tropikach i robimy rzeczy z monsterami, z jakimiś egzotycznymi kwiatami. Potem jesteśmy w jakimś krainie Boho, później na Sielskiej Łące. I tak mi się to spodobało, że stwierdziłam po zakończeniu sezonu, że no kurczę, chyba pójdę sobie na kurs florystyczny, bo tak naprawdę nie potrafiłam układać bukietów. I to był taki moment, gdzie rzeczywiście jednego dnia miałam rozmowę o pracę w kwiaciarni, a drugiego dnia miałam rozmowę na moje wymarzone, tak jak mi się wcześniej wydawało, stanowisko nauczyciela w ośrodku dla cudzoziemców, nauczyciela języka polskiego.

No i trafiłam na takiego pana, który ewidentnie po prostu cieszył się, że zgarnął pulę, bardzo dużą sumę na to, że będzie właśnie organizował lekcje polskiego w całej Polsce. We wszystkich ośrodkach. I on wprost powiedział mi, że chyba jestem zbyt ambitna, bo ja bym chciała nauczyć czegoś tych ludzi, a to nie o to chodzi. Więc stwierdziłam, że skoro jestem zbyt ambitna, to pójdę pracować do kwiaciarni. I tym sposobem... Piękna historia, prawda? Tak. I tym sposobem pracowałam w jednej kwiaciarni, w drugiej. Później już jak pandemia trochę zelżała, stwierdziłam, że wrócę na sezon do innej pracowni ślubnej. Wtedy stwierdziłam, że dobra, śluby to jest jednak nie to, wolę pracować tak indywidualnie z klientem.

Poszłam znowu na studia. Jakie tym razem? Tym razem to była socjologia. Też nie skończyłam, bo w międzyczasie właśnie otworzyłam firmę. Ale w sumie trochę przydatne do twojego zawodu, prawda? Tak, tak. Więc naprawdę mówię, że moja droga była kręta i też bardzo dużo było tych meandrów, bo te rzeczy się trochę tak przydarzały. Jakby z biegiem okoliczności, więc tak naprawdę kwiaciarenka też się przydarzyła, bo mieszkam od paru lat na Pradze Północ i zobaczyłam, że mój wymarzony lokal, który jest na rogu w pięknej starej kamienicy, akurat był do wynajęcia, więc stwierdziłam, a co to jest, prowadzić biznes, na pewno sobie poradzę. No i co, jesteśmy tam już trzy i pół roku, więc sobie poradziłam, ale no było to trudne, bo nie myślałam, że będę bizneswoman.

To o tą drogę cię na pewno jeszcze zapytam, ale faktycznie od nastolatki do teraz przeszłaś trochę przez różne zagwozdki karierowo-zawodowe. A ty Kasiu, jak byłaś nastolatką, to już wtedy chciałaś założyć holding? Absolutnie nie. Ja bardzo lubiłam matematykę, miałam świetną nauczycielkę jeszcze w podstawówce taką po lwowskiej szkole, naprawdę stara szkoła matematyki, surowa, bardzo wymagająca, świetnie tłumacząca, więc ja byłam zafascynowana liczbami i tym, że tam jest wszystko uporządkowane i takie właśnie akuratne i można ten wynik sobie ładnie wyliczyć. I gdzieś tam w liceum zaczęłam trochę więcej doświadczać życia, poszłam też do harcerstwa, później na studia praktycznie nie chodziłam na studia, bo wzięłam indywidualny tryb nauczania, jeździłam z AIESECiem po świecie organizując konferencje, więc że tak powiem dotykałam życia.

A nauka była trochę tak z boku, więc zaczęło mi się to zmieniać. To uporządkowanie matematyczne było super, ale zaczęłam żyć właśnie w takiej zmianie, w takiej ciekawości. Myślę, że gdyby nie to, że te procesy sobie właśnie do dzisiaj układam, jestem taką bardzo... I tak na studiach podjęłam pierwszą... I jedyną, bo teraz mam drugą pracę na umowę o pracę. Tam wtedy pracowałam jako specjalista do spraw marketingu w dużej firmie budowlanej i jeździłam wtedy jeszcze seiczęto w połowie Polski i uczyłam starszych, o wiele ode mnie, panów dekarzy jak kłaść membranę dachową.

Więc też trochę pojeździłam z tą szkołą właśnie znowuż po świecie, po Europie, więc ciągle w ruchu i ciągle w takich ciekawych, nietuzinkowych pomysłach. Później trafiłam do firmy Test&Training, Pana Sobiesowa Zasady, gdzie było budowane Centrum Bezpiecznej Jazdy Bednary pod Poznaniem. Byłam tam dyrektorem zarządzającym przez trzy lata i to centrum dzisiaj istnieje. Piękne jest, naprawdę jedno z piękniejszych w Europie, ale są znowuż innowacje, które trzeba było ściągnąć z całej Europy i je zaimplementować tu, żeby to było nowoczesne centrum. Cysterny z różnych krajów świata przyjeżdżają do nas właśnie, tu do Polski, żeby ćwiczyć zakręty, wpadanie w poślizg, uciekanie przed nagle pojawiającą się przeszkodą.

Drugie pół zjeździłam po różnego rodzaju targach, m.in. w Las Vegas byłam z polską taką misją handlową i u pana ambasadora, żeśmy te chusteczki otwierali przy stole i tam jego żona sobie je nazywała, bo on miał migdałowo-czeczniowy zapach. Ale najciekawszą rzeczą tutaj był rozwój w ogóle takiej międzynarodowej sprzedaży u Richarda Bransona w Virgin Accelerator. Byłam tam na półrocznym takiej akceleracji. Bardzo dużo mi dało. W ogóle dotknęłam świata innowacji i tego, jak robi się innowacje i jak się je wdraża właśnie na rynek. To była świetna szkoła. No i dlatego trafiłaś do dobrego miejsca już teraz, czyli do inkubatora Uniwersytetu Warszawskiego. Ja muszę przyznać, że przeglądałam sobie różne pomysły studentów, ale jestem ciekawa twojej opinii o tym, jak one są bardzo właśnie alternatywne, jak bardzo są innowacyjne, jak w stanie studenci są myśleć tak nieszablonowo.

No właśnie, ta innowacja to jest takie wyświechtane słowo, bo gdzieś tam mówimy, że innowacja to jest coś, co diametralnie nam zmienia świat, a nie do końca bym się z tym zgodziła, bo czasami małe usprawnienie, ulepszenie to już jest coś, co zmienia życie, prawda? I może być nam lepiej. I projekty są różne, bo mamy przecież i humanistów, i mamy i matematyków, i fizyków, i chemików. Każdy działa w swoim temacie i właśnie widzi jakąś część życia, którą można ulepszyć. Nie wiem, mam pielęgniarkę, która zrobiła takie pieluchomajki, które senior w jakimś tam okresie demencji ciężko mu jest je zdjąć. To jest trudne, a to patentuje w tej chwili taką rzecz. Mamy chłopaka, który znowuż zrobił specjalistycznego drona do badania miąższości lodu na Arkce.

Słuchajcie, przecież te lodowce gdzieś tam topnieją teraz, żeby tą miąższość badać, a nie kopać. Wow, ale to jak bardzo ty musisz mieć też otwartą głowę. Żeby tym zarządzać, żeby też dawać wskazówki. Ja nie jestem jedynym ekspertem, jestem takim pierwszym, na pierwszym froncie, później mamy grono ekspertów za nami, specjalistycznych. Ale, no właśnie, specjalistycznych, a ty musisz przyjąć wszystko, więc z jednej strony ta głowa musi chłonąć, naprawdę. Jest to bardzo ciekawe. Ta ciekawość idzie przez całe moje życie. Także to jest świetna praca, jedna z takich, można powiedzieć, wymarzonych, bo nie zdawałam sobie sprawy, że mogę się odnaleźć właśnie na uczelni, prawda? Z którą od dwudziestu kilku lat nie miałam nic wspólnego. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu tam trafimy.

I bardzo sobie cenię to, co dzisiaj tu mam, zwłaszcza, że mam też nastoletnią córkę i powiem Wam szczerze, że obserwując studentów i jakby tutaj z nimi na co dzień rozmawiając, słuchając ich też poznaję to, co ich motywuje, jakie jest ich patrzenie na świat, na życie i jestem bardzo, bardzo pozytywnie nastawiona do tego, jaka będzie przyszłość. Dojdą wszyscy studenci do kłosu, będzie dobrze. To zostawimy to na koniec, żeby zamknąć taką klamrą pozytywną. Mam pytanie do Małgosi. Jak ty dzisiaj postrzegasz sukces zawodowy i czym on w sumie dla ciebie jest? To jest bardzo ciekawe pytanie, bo ja długo myśląc sobie o tym, że właśnie prowadzę kwiacierenkę, trochę umniejszałam sobie w tym wszystkim, mówiąc, że to mi się przydarzyło, że akurat właśnie się zdarzył ten lokal, że miałam taką możliwość, tak wyszło i tak dalej.

No ale teraz jestem na takim etapie, kiedy jakby widzę, że to wszystko było okupione bardzo ciężką moją pracą i staram się sobie nie umniejszać. Jakby wiadomo, że mój biznes nie zmienia świata, tak jak niektóre te innowacyjne projekty. Ale chyba najbardziej cieszę się z tego, że stworzyłam miejsce pracy, które jest odpowiednie dla mnie. Bo te wszystkie jakieś takie problemy, z którymi się borykałam i na studiach i jeszcze wcześniej, że takie jakby nieodnalezienie się i niedopasowanie się wynika z tego, że jakby no kliszowa sytuacja, ale niestety tak jest. Mam ADHD i niedawno zostałam zdiagnozowana i tak naprawdę jestem na takim etapie patrzenia na swoje życie właśnie nie pod kątem tego, że to było pasmo porażek i niedoprowadzonych do końca projektów, tylko raczej na to, że to było cały czas szukanie i że tak naprawdę wymagało to ode mnie na każdym etapie dużej odwagi, żeby zarzucić coś w połowie i stwierdzić, że to jest zupełnie nie to i zająć się zupełnie czymś innym.

Dużo ludzi tego nie potrafią robić i niestety są bardzo nieszczęśliwi potem, więc fajnie jest się obudzić w połowie projektu niż XXX lat za. Tak, ale długo miałam w sobie takie właśnie poczucie, też w związku z tym, że jestem z takiej rodziny, z jakiej jestem, moja sostra jest prawniczką, skończyła studia w Stanach między innymi, więc jakby mieszka tam i świetnie sobie radzi. I trochę tak przez porównanie, gdzie ja zawsze byłam tą osobą, która nie wiadomo co robi, nie wiadomo gdzie wyląduje i czy wszystko będzie z nią okej, zawsze była trochę na mnie taka presja, żeby się określić. I ta presja, którą miałam na sobie już w liceum tak naprawdę, była dla mnie bardzo trudna.

I tak sobie myślę właśnie o tych młodych ludziach, o których mówisz. Kasiu, że gdyby tylko właśnie dać im szansę na to, żeby poeksplorowali i żeby poszukali czegoś, co ich rzeczywiście interesuje, a nie byli nastawieni tylko na to, że trzeba bardzo dobrze zdać maturę i dostać się na najlepszą uczelnię, to mam wrażenie, że mielibyśmy dużo więcej... Szczęśliwych pracowników. Szczęśliwych pracowników i też osób, które robią coś swojego bardziej niestandardowego, bo mi się w miarę szybko udało wypisać z tego systemu oczekiwań i szukać jakiejś tam swojej drogi. No ale nie wszystkim się udaje, więc potem mamy wypalenia zawodowe w wieku 30 lat. Już na latach 25. No niestety szkoła też na to wpływa.

O tym rozmawiałyśmy właśnie w odcinku drugim między innymi. A powiedz mi, bo wspomniałeś trochę o tym otoczeniu, bo ja mam wrażenie, że ono na młodych ludzi wpływa, no trochę nas tam gdzieś kształtuje i ten mózg zlepia. Powiedziałaś, że właśnie czułaś tą presję. Tak, zdecydowanie, no bo wiecie, no niegłupia dziewczyna z dobrego domu, jakby znałam, znam języki i mam możliwości, żeby pracować, no nie wiem, myślę, że ja bym się męczyła w korpo, ale tak potencjalnie myślę, że ktoś doceniałby jakieś tam moje skille. Ale nigdy taka właśnie tradycyjna ścieżka kariery nie była dla mnie.

Moja kolejna praca to była z kolei praca w księgarni dziecięcej, gdzie zarabiałam 9 złotych za godzinę, ale byłam dużo szczęśliwsza. Więc no właśnie, z jednej strony czułam tę presję, a z drugiej strony moja rodzina dała mi taką... Oczywiście to było okupione ogromnym buntem, no bo właśnie wiadomo, że od początku moi rodzice raczej chcieli i popychali mnie w tę stronę, żebym była bardziej jak moja siostra, czyli dobre studia, potem dobra praca, dobre wszystko i jakoś tak wszystko w jednej ścieżce. Tak, żebym była bezpieczna i żebym była spokojna, a ja się właśnie tak strasznie miotałam, ale mimo wszystko bardzo jestem im wdzięczna za to, że oni mimo tego wszystkiego na każdym etapie mnie tak naprawdę wspierali, nawet jeżeli tego nie rozumieli.

Nawet jeżeli nie wiedzieli, z czym się mierzę na co dzień, to byli na tyle wspierający, żeby rozumieć to, że ja mogę mieć inne potrzeby. I to jest wspaniałe. Pozdrawiamy rodziców Małgosi, bo pochwalamy takie postawy. Pozdrawiamy. Tak, no to też z czasem jakby ta akceptacja przyszła, bo przez wiele lat jakby ja sama nie wiedziałam, dokąd mnie ta ścieżka zaprowadzi, więc tak naprawdę to, że to się skończyło tak, jak się skończyło, to ja się bardzo cieszę, no bo to mogłoby jeszcze trwać i kolejne 20 lat, żebym tak się miotała i zmieniała zawody. A ty się nie bałaś w trakcie? Bo zastanawiam się... Wiedząc trochę co chcesz robić, czego nie chcesz robić, słysząc gdzieś te głosy z zewnątrz, nie miałaś tak kurczę, a może faktycznie powinnam tak jak siostra.

Może ta przyszłość mnie lepsza czeka i może to co teraz robię jest właśnie okupione strachem. Było tak trochę? Oczywiście, że tak. No ja tak naprawdę przez wiele lat miałam bardzo ciężką depresję i tak naprawdę wszystkie te zmiany wynikały po prostu z tego, że następowało straszliwe załamanie. I tak naprawdę też uniwersytet mi w tym pomógł, że tak naprawdę to, że doczłapałam się do tego trzeciego roku studiów na logopedii było zasługą Biura ds. Osób z Niepełnosprawnościami, pewnie się nazywa teraz. Kiedyś to był Bon po prostu. I tam pierwsza zostałam otoczona opieką u psychologa i rzeczywiście miałam jakiś tam bardziej indywidualny tok nauczania, więc za to jestem uniwersytetowi bardzo wdzięczna.

Także jeżeli ktoś czuje, że ma jakieś trudności w nauce i to zaczyna rzutować na codzienne funkcjonowanie, To można się tam zgłosić i pomoc jest tak naprawdę natychmiastowa. Wspaniała inicjatywa. Tak, tak. I jest to naprawdę... Zawsze się śmiałam, że jak skończę studia, to paniom z Bonu podaruję kwiaty. Więc może już wtedy wiedziałam, że wyląduję w kwiaciarni. Jeszcze nie podarowałam, bo nie skończyłam tych studiów, ale może wrócę na socjologię, kto wie. Ale tak podkreślmy, że tam jest ta pomoc, jeszcze Centrum Pomocy Psychologicznej, na każdym uniwersytecie pewnie taką pomoc można otrzymać. Korzystajcie z tego, po prostu korzystajcie. Tak, zdecydowanie. Bo szczerze mówiąc, nie wiem, jak to by się potoczyło, gdybym w pewnym momencie nie uzyskała właśnie pomocy, też farmakoterapii tak naprawdę, bo pierwsze leki dostałam tam.

To też bardzo odważne z twojej strony, że zgłosiłaś się na tą pomoc. Pewnie tak. Mam wrażenie, że to było ponad 10 lat temu, więc tak naprawdę jeszcze wtedy mówienie o zdrowiu psychicznym było taką... Jakąś stygmą, a dla mnie jest po prostu jakąś częścią mojego doświadczenia, które jest nierozerwalnie też związane jakby z moją historią zawodową, więc mogłabym tutaj wam przedstawiać jakiś taki uładzony obraz tego, jak to wszystko wyglądało, ale tak jak mówisz, to było okupione jakimś takim wielkim strachem, wielkim cierpieniem, wielkimi zwątpieniami. Ale po prostu w momencie, kiedy dochodziłam do ściany i czułam, że fizycznie nie dam rady, to to był sygnał, że muszę coś zmienić, że muszę szukać dalej. Więc paradoksalnie, mimo że ta ścieżka była kręta, to doprowadziła mnie do super miejsca.

Ale też dzięki temu, że po prostu miałam wsparcie i rodziców, i rodziny, siostry, ale też przede wszystkim lekarskie, co tu dużo mówić. No i dość szybko też jakby nie patrzeć, bo jesteś bardzo młoda. Ja może młoda wyglądam, ja mam 31 lat. I jesteś bardzo młoda, powtarzam. Znalazłaś się po prostu w tym swoim pięknym wymarzonym miejscu i otoczona kwiatami, więc to w sumie jest bardzo romantyczna historia. Tak, no i właśnie zaczęło się od tego, że zapytałaś o ten sukces też parę pytań temu i ja sobie myślę, że moim największym sukcesem jest to, że mam taką pracę jak, nie wiem czy kojarzycie film Masz Wiadomość z Tomem Hanksem i Meg Ryan i mi się zawsze bardzo podobało to, że ona idzie sobie do pracy z tego Brooklynu pieszo.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.