Dezinformacja wokół programu SAFE
Program SAFE miał wzmocnić europejskie bezpieczeństwo, a stał się bronią w walce sprzecznych interpretacji i uproszczeń. Pojawiły się tezy o "ukrytej warunkowości", "utracie suwerenności" i "finansowej pułapce". Gdzie kończy się krytyka a zaczyna dezinformacja? Skąd bierze się ta rozbieżność opinii na temat programu Security Action for Europe? Co jest uproszczeniem albo przekłamaniem? Na ile w całym tym sporze mamy do czynienia z klasyczną dezinformacją, a na ile z politycznym przedstawianiem tych samych faktów, ale w taki sposób, by wzbudzić określone emocje? Na co każdy z nas powinien zwrócić uwagę, by odróżnić rzetelną analizę dotyczącą SAFE od manipulacji czy uproszczonych narracji podsycanych politycznie? Gościni: Julia Dobrowolska, FakeNews.pl.
Na argumenty o rzekomym narzucaniu nam czegokolwiek też odpowiedział szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz. Mówił, że Komisja Europejska nie narzuca Polsce, jaki sprzęt wojskowy ma kupować w ramach programu SAFE. No ale w debacie słychać tezy, że Polska może utracić możliwość zakupów na przykład ze Stanów Zjednoczonych. To prawda? Prawdą jest, że SAFE faktycznie priorytetowo traktuje przemysł europejski, ale nie zabrania równocześnie zakupów ze Stanów Zjednoczonych. Mniej więcej 35% komponentu może pochodzić ze Stanów czy na przykład z Korei Południowej, ale myślę, że też co warto podkreślić i co się gubi w tej debacie, Pojawia się też głośny argument dotyczący ryzyka zarządzania ogromnymi pieniędzmi przez zagraniczne podmioty. No właśnie, jaki jest faktyczny mechanizm nadzoru czy transparentności wydawania środków z tego programu?
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.