Mentionsy Mentionsy
MysteryTV - Jakub Rutka
MysteryTV - Jakub Rutka

Diabeł z pubu przy Czartorii - CreepyPasta

13.12.2025 ·32 min 30 s

Scenariusz: Magda GrzegorzewiczLektor: Jakub Rutka☛ Instagram:   / jakubrutka  ☛ TikTok:   / jakub_rutka  ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU:   / 1224303840974662  ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]

Przyspieszając tempa, doszli do ulicy Wielkiej. Wojciech starał się dotrzymać kroku Adamowi, poprawiając wciąż odpinające się od spodni szelki, które w ten dzień nie chciały współpracować. Chłopie, to fajny pub. Piwo z beczki za 5 zł i te wszelkie sadło wypełniacze za grosze. Będziesz zachwycony, no i można tam palić. No, okej, to nie jest lokal z tych trendy, gdzie każdy chce sobie selfie zrobić ze sztucznymi przyjaciółmi i wrzucić to na fejsa, ale kulturka jest. Byłem tam z siostrą. Wiesz, miała ciężki okres, jak ją wypuścili z odwyku. Starałem się jakoś zorganizować jej czas. No i spacerując po rynku, kierując się nad Wartę, trafiliśmy na to miejsce.

Gdy doszli do końca uliczki, która była odzwierciedleniem dwóch różnych światów, zobaczyli szyld, a raczej zwykłą blachę, na której była wypalona nazwa pubu. Pap Licho. Oświetlały ją dwie nagie żarówki, bezwładnie zwisające na kablach. Okna zabezpieczone kratą, a drzwi, niegdyś czarne, pokrywała cienka warstwa różowej farby. No, Wojciechu, zapraszam. Adam, przyglądając się w brudnej szybie okna, zobaczył odbicie przyjaciela. Przecierał on purpurową, spoconą twarz chusteczką, podciągając spodnie tak wysoko, że jego mina pokazała, iż zrobił to zbyt mocno i zabolało go krocze.

Jego duże, brązowe oczy spostrzegły, jak Wojciech ponownie próbował schować w spodniach przykrótką koszulkę i teatralnym gestem wskazał drzwi do lokalu. Adaś, to jakaś speluna. Jedyni klienci, co tu zaglądają, to chyba ci z sanepidu, ale jak kibel jest darmowy, to ujdzie. Serio, stary, jak nie ma tam żadnych karaluchów, to idziemy. Ich uwagę odwrócił dziwny dźwięk, dochodzący z zaśmietnika w wnęce kamienicy. Zaaferowani przesunęli plastikowy pojemnik i znaleźli za nim klatkę z imponującym kogutem. Mrugające światła starych latarni odbijały się w jego czarnych piórach. Imponujący dziób skrobał pręty klatki.

Wracamy do domu. Tak, do domu. Albo nie. Tam są lustra. Patrząc wprost w twarz kolegi, zaczął płakać. Widziałem ich wszystkich. Ja przysięgam, żadnego nie skrzywdziłem. Sami chcieli. Były cukierki i pizza. Wojciech zaczął kręcić się w kółko po lokalu i mruczał pod nosem to samo zdanie. On wie. Przyjdą po mnie. On wie. To przeklęte lustro. Zaniepokojony barman podszedł do mężczyzn. Adam zdezorientowany całą sytuacją uregulował rachunek. Przełożył rękę przyjaciela przez swoją szyję i wyprowadził poza pub. Przysuwając go do chłodnej ściany kamienicy, zacisnął swoje dłonie na jego szczęce.

Po dotarciu do mieszkania Wojciech cholerycznie zaczął zasłaniać wszystkie lustra tym, co wpadło mu w ręce. Adam, stojąc obok jak zahipnotyzowany, obserwował kolegę. Gdy ten nagle położył się na kanapie, przykrywając kocem po sam czubek nosa, upewnił się, że wszystko jest w porządku, zostawił go i wyszedł z mieszkania. Gdy następnego dnia, nie mogąc się do niego dodzwonić, postanowił pojechać na Warszawską, sprawdzić czy z Wojtkiem wszystko w porządku. Sytuacja z poprzedniego wieczoru była tak abstrakcyjna, że spodziewał się wszystkiego, nawet samego diabła w mieszkaniu. Wsiadając do zielonego autobusu linii 185, poczuł na sobie spojrzenia podróżujących.

Jednak coś je blokowało. Starodawny łańcuszek, zamykany od środka, umożliwiający tylko na niewielkie otwarcie drzwi. Gdy po nawoływaniu Wojtka w mieszkaniu nadal panowała cisza, postanowili wejść siłą. Za policjantami do mieszkania wszedł Adam. Uruchomiony laptop na biurku, zasłonięte lustra. Pozostawione na stole klucze i telefon były wystarczającym dowodem na to, że wydarzyło się coś złego. Widzicie, panowie? Drzwi zamknięte od środka. Okna też. Nawet leki zostały, a człowieka nie ma. Proszę nam pozwolić dokonać czynności. Długo pan zna Wojciecha Ratajskiego? Miał jakichś wrogów i poproszę też o dokument tożsamości.

Wytatuowany funkcjonariusz, sprawdzając portfeli dokumenty zaginionego, zwrócił się do Bejdy. Nic nie wskazuje, aby w mieszkaniu doszło do jakiegoś zdarzenia z udziałem osób trzecich. Rafał, sprawdź pozostałe pomieszczenia. Drugi funkcjonariusz sprawdził kuchnię i łazienkę. Wróciwszy do pokoju, zauważył włączony komputer. Spojrzał na kolegę i zawołał go do siebie. Krzysiek, zobacz. Trzeba techników wezwać. Wskazując na monitor, krótkofalówką spojrzał na Adama. Panie Bejda, jak długo zna pan Wojciecha Ratajskiego? Co pan o nim wie? No, od dzieciaka się znamy. Jego jedyny wróg to KFC. Co tam jest na tym laptopie? I gdzie jest Wojtek?

Po spisaniu zeznań policjant wyjął papierosy i poczęstował Adama. No to teraz powiem panu, co my wiemy. Podam szczegóły, których nie powinienem ujawniać, ale nie będę kłamać tętego. Stoimy w miejscu. Jest pan ostatnią osobą, która widziała Wojciecha Ratajskiego żywego. Każda dodatkowa informacja będzie dla nas cenna. Adam spojrzał na mężczyznę. Ostatni, co widział go żywego? To zdanie wypełniło go całkowicie. Pański przyjaciel zniknął z mieszkania i nie przyczyniły się do tego osoby trzecie. Osiedle jest monitorowane, jednak nie zarejestrowały go żadne kamery.

Sprawdziliśmy też te z autobusów nocnych, taksówek, wszystkie potencjalne drogi, którymi mógłby się poruszać. Właściwie to nie pojawił się na żadnym nagraniu w drodze na Junikowo, ten tego. Cholera. Jakby się teleportował. W mieszkaniu znaleźliśmy popiół z domieszką siarki i lustra. I na zabezpieczonym sprzęcie zdjęcia dzieci oraz rozmowy z nieletnimi na popularnym komunikatorze. Nie muszę chyba wyjaśniać, że zdjęcia podchodziły pod pornografię. Sprawdziliśmy ten pub. W łazience była kamera, ale tylko w tej części z umywalką. Zarejestrowały pana Wojciecha jak stał przed lustrem i mocno gestykulował. Potem kamery ujęły was poza lokalem.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.