Diabeł z pubu przy Czartorii - CreepyPasta
Scenariusz: Magda GrzegorzewiczLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]
Stary, dokąd ty mnie ciągniesz, co? Wojtek odgarnął ciemną grzywkę opadającą na czoło, ledwo łapiąc oddech. Czy nie mogliśmy zostać na starym rynku? Chłopie, muszę do kibla, pić mi się chce, pocę się jak świnia. Próbując dotrzymać tempa przyjacielowi, starał się schować w międzyczasie koszulę w spodnie, która była przyciasna, uwydatniając jego duży brzuch. Obiecuję, że będziesz zadowolony. Ile zapłacisz za piwo na starym? Dwadzieścia złotych? Do tego chipsy, frytki, orzeszki? O, a twój żołądek jest jak czarna dziura. Ziomek, cała wypłata poszłaby się bujać. Przejdziemy kozią do czartorii i sobie ulżysz. Wysoki blondyn, przeczesując ręką włosy, spojrzał na przyjaciela z politowaniem, ukazując w uśmiechu rząd nienaturalnie białych zębów.
Przyspieszając tempa, doszli do ulicy Wielkiej. Wojciech starał się dotrzymać kroku Adamowi, poprawiając wciąż odpinające się od spodni szelki, które w ten dzień nie chciały współpracować. Chłopie, to fajny pub. Piwo z beczki za 5 zł i te wszelkie sadło wypełniacze za grosze. Będziesz zachwycony, no i można tam palić. No, okej, to nie jest lokal z tych trendy, gdzie każdy chce sobie selfie zrobić ze sztucznymi przyjaciółmi i wrzucić to na fejsa, ale kulturka jest. Byłem tam z siostrą. Wiesz, miała ciężki okres, jak ją wypuścili z odwyku. Starałem się jakoś zorganizować jej czas. No i spacerując po rynku, kierując się nad Wartę, trafiliśmy na to miejsce.
Jego duże, brązowe oczy spostrzegły, jak Wojciech ponownie próbował schować w spodniach przykrótką koszulkę i teatralnym gestem wskazał drzwi do lokalu. Adaś, to jakaś speluna. Jedyni klienci, co tu zaglądają, to chyba ci z sanepidu, ale jak kibel jest darmowy, to ujdzie. Serio, stary, jak nie ma tam żadnych karaluchów, to idziemy. Ich uwagę odwrócił dziwny dźwięk, dochodzący z zaśmietnika w wnęce kamienicy. Zaaferowani przesunęli plastikowy pojemnik i znaleźli za nim klatkę z imponującym kogutem. Mrugające światła starych latarni odbijały się w jego czarnych piórach. Imponujący dziób skrobał pręty klatki.
Wysoki, postawny, z długą, siwą brodą i chustą na głowie, spojrzał na nich. Koszulka z motywem upadłego anioła opinała się na jego klacie. Chowając w kieszeni skórzanej kamizelki czystą, kryształową popielniczkę, ruszył w stronę Adama i Wojtka. Witam w Pabielicho. Widzę, że pan tu pierwszy raz u nas. Zwrócił się do Wojtka, po czym zagadał do Adama. Tak przy okazji, jak się czuje pana siostra? Pamiętam was. Ruda dziewczyna, dość niespokojna. Mam nadzieję, że do nas jeszcze wróci. Zasady są jasne. Lokal jest otwarty od 17 do ostatniego klienta. Uprzedzam, że nie tolerujemy agresywnych zachowania płatność tylko gotówką.
W ofercie mamy piwo lane z beczki, ale również z butelki, a dla odważnych z puszki. Lista dostępnych przekąsek jest na barze. Wojtek, odzyskawszy nagle energię, ruszył w tamtą stronę, rzucając się na kartę. Trzymając ją w ręku, przyłożył ją sobie do twarzy, jakby oczekiwał, że odda zapachy potencjalnych dań. Rześkim krokiem wrócił do przyjaciela. Gdy podszedł do stolika, z uśmiechem kontynuował zamówienie. Proszę tipsy solone, kabanosy i paluszki. A ty, Adaś, zamawiaj alko. No tak. Na początek poprosimy Lecha, ale z beczki. I te tablice Mendelejewa, co kolega zamówił. Oddając kartę z menu, zauważył, jak Wojtek próbuje dopasować swój brzuch do kształtu stolika.
Po dotarciu do mieszkania Wojciech cholerycznie zaczął zasłaniać wszystkie lustra tym, co wpadło mu w ręce. Adam, stojąc obok jak zahipnotyzowany, obserwował kolegę. Gdy ten nagle położył się na kanapie, przykrywając kocem po sam czubek nosa, upewnił się, że wszystko jest w porządku, zostawił go i wyszedł z mieszkania. Gdy następnego dnia, nie mogąc się do niego dodzwonić, postanowił pojechać na Warszawską, sprawdzić czy z Wojtkiem wszystko w porządku. Sytuacja z poprzedniego wieczoru była tak abstrakcyjna, że spodziewał się wszystkiego, nawet samego diabła w mieszkaniu. Wsiadając do zielonego autobusu linii 185, poczuł na sobie spojrzenia podróżujących.
Hałas, jakiego narobił, wybawił starszą sąsiadkę z mieszkania naprzeciwko. Niska, szczupła kobieta z wałkami na głowie, ubrana w zielony, pikowany szlafrok, w okularach ze szkłami tak grubymi jak denka od słoika. Jak pan zaraz nie przestanie, to milicję wezwę. To porządny blok. Mały kundelek wybiegł z mieszkania. Ujadając, zaczął krążyć wokół Adama. Czekuś, do domu, bo zaraz wezmę wałek i się skończy. Adam doznał olśnienia. Wyjął telefon i wybrał na klawiaturze 112. Halo? Dzień dobry, nazywam się Adam Bejda. Od wczorajszego wieczoru nie mam kontaktu z przyjacielem. Mieszka przy warszawskiej 17. Będzie potrzebna policja czy straż pożarna?
Wytatuowany funkcjonariusz, sprawdzając portfeli dokumenty zaginionego, zwrócił się do Bejdy. Nic nie wskazuje, aby w mieszkaniu doszło do jakiegoś zdarzenia z udziałem osób trzecich. Rafał, sprawdź pozostałe pomieszczenia. Drugi funkcjonariusz sprawdził kuchnię i łazienkę. Wróciwszy do pokoju, zauważył włączony komputer. Spojrzał na kolegę i zawołał go do siebie. Krzysiek, zobacz. Trzeba techników wezwać. Wskazując na monitor, krótkofalówką spojrzał na Adama. Panie Bejda, jak długo zna pan Wojciecha Ratajskiego? Co pan o nim wie? No, od dzieciaka się znamy. Jego jedyny wróg to KFC. Co tam jest na tym laptopie? I gdzie jest Wojtek?
To nie cholerny Hogwart, aby człowiek znikał od tak. Dziękujemy, panie Bejda. Z pewnością w najbliższym czasie ktoś się z panem skontaktuje. A teraz żegnam. Policjant, chwytając go pod ramię, wyprowadził go z mieszkania. Adam przez chwilę stał przed drzwiami. Ilość pytań i niejasność sytuacji nie pozwalały mu logicznie myśleć. Postanowił wrócić na Smolną i w spokoju nad wszystkim się zastanowić. Gdy znalazł się na swoim osiedlu, usiadł na ławce. Wpatrując się w zachód słońca, zamknął oczy. Poczuł, jak wiatr unosi zapach znad pobliskiej rzeki Warty. Co się stary z tobą stało? Zapytał sam siebie i ruszył w stronę swojego mieszkania.
Sprawdziliśmy też te z autobusów nocnych, taksówek, wszystkie potencjalne drogi, którymi mógłby się poruszać. Właściwie to nie pojawił się na żadnym nagraniu w drodze na Junikowo, ten tego. Cholera. Jakby się teleportował. W mieszkaniu znaleźliśmy popiół z domieszką siarki i lustra. I na zabezpieczonym sprzęcie zdjęcia dzieci oraz rozmowy z nieletnimi na popularnym komunikatorze. Nie muszę chyba wyjaśniać, że zdjęcia podchodziły pod pornografię. Sprawdziliśmy ten pub. W łazience była kamera, ale tylko w tej części z umywalką. Zarejestrowały pana Wojciecha jak stał przed lustrem i mocno gestykulował. Potem kamery ujęły was poza lokalem.
Wyjął telefon i zamówił przejazd na Czartorię. Stojąc przed znaną mu kamienicą, poczuł znany chłód na karku i mdłości. Wszystko wyglądało tak, jak przed paroma dniami, gdy był tu z Wojtkiem. Wnętrze Pabu się nie zmieniło. Barman stojący za drewnianym starym blatem, wycierający kuflę. W tym momencie ich spojrzenia się spotkały. Zapraszam. Przykro mi z powodu pańskiego przyjaciela. Widząc wzrok, Adama podłożył kufel pod złoty kran, nalewając piwo. Takie informacje szybko się rozchodzą. Ale widzę, że przyszedłeś tu szukać odpowiedzi. Tak. Pójdę tylko do toalety.
Zamknął oczy, gdy zakręciło mu się w głowie. Po ponownym spojrzeniu zobaczył tylko swoje odbicie. Obmył twarz zimną wodą i wrócił do baru. Siadając na drewnianym stołku, zmierzył wzrokiem barmana. Wojtek zobaczył coś w tym lustrze, a potem zniknął jak kamfora. Myślałem, że to jakiś atak. Gadał coś o Diable i o nich. Ale ty wiesz. I czekam na odpowiedź. Barman wyszedł zza baru i usiadł obok Adama. Zdjął chustę z głowy i łokciem podparł się oblad. Powiedzmy, że przysłowiowe przejście na tym mamy za sobą. Twój przyjaciel miał wiele na sumieniu.
Było oczywiste, że spróbuję mnie dopaść prędzej czy później. I był tu potrzebny kompromis. Gdy dowiedział się o lustrze, jakie stworzyłem i co potrafi, doszło do ugody. Ja mu dostarczę 666 dusz, prowadząc takie miejsca jak te. I odkupię swoją. Twój przyjaciel był 665. Jeszcze jedna duszyczka i będę mógł wyruszyć na srebrny glob wraz z Tomirem. Ta, ten kogut, którego znaleźliście przed pubem, to mój przyjaciel. Adam, trzymając kufel z piwem, patrzył na niego jak na obcego.
Ten wrócił za bar i nalał sobie whisky. Chłopak, mając wszystkiego dość, dopił piwo i przetarł dłonią usta. Ostrym tonem odezwał się do mężczyzny. Fantastyczna historia. Jest pan tak samo normalny jak ci policjanci. Ja mam dość. Czuję się jak bohater kiepskiego horroru klasy B. Także, panie barmanie, powodzenia w spłacie długu u diabła i dalszych sukcesów robienia ludziom galarety z mózgu. To, że inspekcje różnych resortów tu zaglądają, to niewątpliwe. Ale chętnie zgłoszę to do jakiegoś psychiatry. Lustro, kogut, pakt z diabłem. To legenda. Dobre wytłumaczenie do odurzania ludzi w toalecie.
Co tam rozpylacie? Jakieś gazy ogłupiające? I co z tego macie? Adam rzucił pustym kuflem w stronę barmana. Ten jednak zdążył się schylić. Pan mi powie, jak się pan nazywa. Adamie, została mi tylko jedna dusza. Możesz tu przyprowadzić swoją siostrę. Wiesz, co by zobaczyła w zwierciadle? Nienarodzone dziecko. I staruszkę, którą uderzyła w głowę kamieniem dla kilku złotych skradzionych z portfela. A moje imię? Dobrze znasz. Jestem utracjuszem. Więźniem własnej głupoty. Byłem poważnym alchemikiem, a teraz jestem głupcem.
Nazywam się Laurentius Dur, ale dla ciebie, Jan Twardowski, człowiek, którego wkrótce dostrzeżesz na księżycu. Adam pełny poczucia bezradności wymusił z siebie kilka słów. Serio? Twardowski to legenda, a ja zrobię wszystko, żeby ten pub został zamknięty. Może i Wojtek nie był święty, wiem co zrobił, ale zginął przez to lustro. Ja tego tak nie zostawię. Chłopcze, każda legenda ma w sobie ziarno prawdy. Jestem twardowski, a w moim zwierciadle zobaczysz największe swoje grzechy oraz martwych. To ja podpisałem pakt z diabłem i to ja muszę dotrzymać umowy.
Adam poczuł, że zaraz zemdleje. Spojrzał jeszcze raz na barmana i pokazując mu środkowy palec, wyszedł z pubu. Jan wyciągnął spod baru czarnego koguta. Trzymając go delikatnie pod lewym ramieniem, ruszył w stronę toalety. Spojrzał w swoje dzieło. Zobaczył setki twarzy. I to ostatnią, spoconą, czerwoną twarz Wojtka. Jednak jednej duszy wciąż mu brakowało. A czy ty odważysz spojrzeć się w lustro? Czy masz na tyle czyste sumienie, by ujrzeć w nim tylko zmęczoną życiem twarz? Co widzisz, przeglądając się w nim codziennie?
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Scenariusz: Magda GrzegorzewiczLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]