Mentionsy Mentionsy
Mroczne Wieki
Mroczne Wieki

Kommodus: Cesarz - Gladiator i jego mit

22.02.2026 ·1 godz 35 min

Kommodus był bardzo wysoki, proporcjonalnie zbudowany, miał szeroką klatkę piersiową, potężne ramiona, jasne, gęste włosy i zadbaną brodę. Włosy na twarzy i głowie podobno skracał opalając, lękał się dopuszczenia do swojego gardła golibrody czy fryzjera.Wesprzyj mnie na:https://patronite.pl/mrocznewiekihttps://buycoffee.to/mrocznewiekihttps://suppi.pl/mrocznewiekiKup moją książkę "Królowie Wysp Kanaryjskich" na https://sklep.mrocznewieki.pl/Miniatura: "The Emperor Commodus Leaving the Arena at the Head of the Gladiators", Edwin Howland Blashfield, domena publicznaMroczne Wieki to podcast historyczny prowadzony przez Michała Kuźniara w całości oparty na publikacjach (naukowych i popularnonaukowych), tekstach źródłowych oraz własnych wnioskach.Źródła:Dion Kasjusz, Roman History. Book 73 & 76, Vol. VIII of the Loeb Classical Library edition, 1925.Herodian, Historia Cesarstwa Rzymskiego, tłum. L. Piotrowicz, Ossolineum, Wrocław 2004.Historycy Cesarstwa Rzymskiego, Żywoty cesarzy od Hadriana do Numeriana, tłum. H. Szelest, Czytelnik 1966.Opracowania:Krawczuk A., Poczet cesarzowych Rzymu, Iskry, Warszawa 2006.McHugh J., Emperor Commodus: God and Gladiator, Pen & Sword Books Ltd, South Yorkshire 2015.

O wczesnej młodości Kommodusa wiemy stosunkowo niewiele, ale to co mamy to i tak wielokrotnie więcej aniżeli pozostawili nam starożytni pisarze o młodzieńczych latach choćby takiego Trajana. Wiemy na pewno, że przyszedł na świat 31 sierpnia, czyli w ten sam dzień co Gajusz Kaligula. Rozwój wypadków miał upodobnić żywoty obydwu panów nie tylko pod tym zupełnie przypadkowym względem. Wiemy, że jako nastolatek nagle zachorował po wizycie w gimnazjonie, a siły przywróciła mu terapia wybitnego lekarza Galena, któremu wylewnie dziękował za to sam Marek Aureliusz. Dwa najważniejsze źródła opowiadające o życiu i panowaniu Kommodusa wyszły spod ręki jego współczesnych, Cassiusza Diona i Herodiana.

Pierwszy jest dobrze znanym nam rzymskim senatorem i konsulem, członkiem ścisłej elity imperium, doskonale obeznanym w jej funkcjonowaniu, intrygach i machinacjach na najwyższym szczeblu. W momencie śmierci Aureliusza, Dion miał 15 lat, część z tego co później opisał widział więc na własne oczy lub słyszał od naocznych świadków. Herodian jest postacią bardziej enigmatyczną, której dorosłość przypadła głównie na czasy dynastii Sewerów. Był prawdopodobnie urzędnikiem średniego szczebla, współczesnym Kommodusowi, choć nieco młodszym od Diona i znacznie gorzej odeń ustosunkowanym. W swojej relacji często opierał się na wcześniejszej pracy Cassiusza. Obaj wywodzili się z wschodniej, helleńskiej części Imperium.

To taka ciekawostka, którą wszyscy badacze muszą rozpatrywać tylko i wyłącznie ze względu na skąpość innych źródeł. Najwięcej wartości ma dla nas relacja współczesnego wydarzeniom Cassiusza Diona, który Kommodusa charakteryzuje już na samym początku następująco. Człowiek ten nie był z natury zły, lecz przeciwnie, tak prostoduszny jak mało kto. Jednakże ta wielka prostota w połączeniu z tchórzostwem uczyniła go niewolnikiem jego towarzyszy. To właśnie przez nich początkowo, z nieświadomości, rozminął się z lepszą drogą życia, a następnie został wciągnięty w lubieżne i okrutne nawyki, które wkrótce stały się jego drugą naturą.

I to właśnie, jak sądzę, Marek wyraźnie przeczuwał już wcześniej. Cassius Dion był Kommodusowi skrajnie nieprzychylny, ale nie przypisywał mu posiadania skrzywionej od urodzenia natury. Wręcz przeciwnie, widział w nim naiwnego człowieka pozbawionego samodyscypliny, łatwo ulegającego pokusom. Późniejsze paszkwile, takie jak historia Augusta, będą starały się przedstawić Kommodusa jako potwora zepsutego do szpiku kości. O jego krwiożerczej naturze miał świadczyć choćby epizod z wczesnej młodości, gdy jako dwunastolatek korzystał z kąpieli w łaźniach w italskim Centum Cele, dzisiaj Civita Vecchia.

Kommodus miał wówczas sparzyć się wyjątkowo gorącą wodą i natychmiast potem, w przypływie wściekłości, skazać Łaziebnego na spalenie żywcem w piecu, który ten rozgrzał nieuważnie do czerwoności. Kara, jakiej nie powstydziłby się nawet literacki Gajusz Kaligula. Słudzy Kommodusa zlitowali się jednak nad losem nieszczęśnika. Zamiast niego, wrzucając do rozgrzanego pieca, truchło barana, oszukując w ten sposób krwiożerczego następcę tronu. Problem w tym, że ani Herodian, ani Cassius Dion w ogóle nie wspominają o takim zdarzeniu, a przecież żyli w czasach Kommodusa i obaj byli mu bardzo nieprzychylni. Skąd więc tajemniczy autor Paszkwilu wziął tę historię? Tego nie wiemy, ale wiarygodność pozostałych relacji z tegoż źródła, mówiących o Kommodusie skazującym na śmierć wszystkich widzów w amfiteatrze czy własnoręcznie zabijającym jakichś ofiarników podczas religijnej procesji, również nie znajduje potwierdzenia w źródłach z epoki.

Źródłach, powtórzę, zdecydowanie krytycznych wobec młodego cesarza. W dalszym materiale będę odwoływał się głównie do Herodiana i Cassiusza. Syn Aureliusza odebrał wykształcenie najlepsze z możliwych, korzystając z usług najwybitniejszych nauczycieli greki, łaciny, muzyki, retoryki i innych dziedzin wiedzy. Nie wiadomo, ile faktycznie wyniósł z tych lekcji. Z pewnością znacznie mniej niż jego ojciec, który filozofią, literaturą czy filologią był wręcz zafascynowany. Kommodus nie był jednak kretynem i odebrał wykształcenie, które pozwalało mu wygłosić samodzielnie ułożone przemówienie czy zrozumieć treść przedkładanych mu petycji. W tej materii z pewnością stał znacznie wyżej aniżeli wielu spośród wojskowych cesarzy panujących w burzliwym okresie wojen, chaosu i wszechobecnej anarchii wieku III.

Nauka nie była jednak jego pasją i z czasem z niej zrezygnował, poświęcając się temu, co podniecało go najbardziej. Tym zaś był sport, igrzyska, kąpiele i przyjemności. Od młodości ćwiczył się w fechtunku, strzelaniu z łuku, ciskaniu oszczepem, dochodząc w operowaniu bronią, zwłaszcza dystansową, do poziomu mistrzowskiego. Przyznaje to zarówno Cassius, jak i Herodian. Był leworęczny, co sam z dumą podkreślał. Jego biegłość w operowaniu bronią w połączeniu z nieprzeciętną urodą i tężyzną fizyczną oraz szlachetność pochodzenia czyniły go w oczach współczesnych postacią ocierającą się o boskość, przynajmniej w kwestii wyglądu zewnętrznego.

Nie wiemy naturalnie ile prawdy jest w relacji Herodiana, którego na pewno nie było na miejscu. Historyk starał się zapewne oddać ducha czasu i nastrój chwili panującej w naddunajskim obozie, gdzie legiony z autentycznym żalem opłakiwały zmarłego władcę. Człowieka darzonego powszechnym szacunkiem. Cassius Dion pisał później, że w tym momencie, wraz ze zmianą panującego, cesarstwo Rzymian przechodziło z epoki złota do czasu żelaza i rdzy. Wszystko zaś miało iść ku gorszemu. Czy jednak, aby na pewno miał w tym miejscu rację? Czy umierający Aureliusz przekazywał synowi imperium mlekiem i miodem płynące, z bezpiecznymi granicami, stabilną walutą, bogactwem, zdrową i szczęśliwą populacją, licznymi legionami i spokojem wewnętrznym?

Otóż nie. Złota era Imperium Romanum dobiegła kresu jeszcze w pierwszych latach panowania Marka, o czym mówiłem w poświęconym mu odcinku. Wojna Spartamii, następnie zabójcza epidemia dziesiątkująca populacje miast i legiony nad Renem i Dunajem, najazdy Berberów w Afryce docierające aż do Półwyspu Iberyjskiego, wreszcie wieloletnie wojny z barbarzyńcami nad Dunajem będące odpowiedzią wobec inwazji zagrażających samej Italii. Na koniec rewolta Awidiusza Cassiusza na wschodzie, którą zdławiono co prawda bardzo szybko, ale nikt nie wierzył, że nie była ona sprowokowana głębszym niezadowoleniem mieszkańców wschodniej części imperium.

Z początku chciał pomścić najazdy i porażki, odzyskać jeńców, umocnić granice i dojść do jakiegoś stabilnego porozumienia z barbarzyńcami. W 175 roku nadzieje na taki obrót wydarzeń prysły. Plemiona z Zarenu nie miały zamiaru podporządkować się Rzymianom. Wtedy cesarz podjął decyzję o pacyfikacji tych ziem i wcieleniu ich do imperium jako nowych prowincji, Sarmacji i Markomanii. Realizację zadania pokrzyżował najpierw bunt Awidiusza Cassiusza w Syrii, a potem zgon Marka. Kommodus, przekonany przez przyjaciół ojca i miejscowych dowódców, kontynuował przez jakiś czas działania wojenne, odprawiając nawet poselstwa plemion, które, tak jak germańscy burowie, widząc przewagę rzymskiego oręża, pragnęły zaprzestania walk.

Jakby tego było mało, z czasem zaczęto nawet plotkować, że śmierć jego ojca mogła nie mieć charakteru naturalnego. O ile Herodian widzi w zgonie Aureliusza efekt zabójczej choroby, o tyle Cassius powołuje się na zasłyszaną od anonimowego informatora plotkę, wedle której to lekarze Marka mieli na własną rękę skrócić jego żywot, aby przypodobać się jego synowi. Motyw bardzo ochoczo eksploatowany przez hollywoodzką Fabrykę Snów, zarówno w upadku Cesarstwa Rzymskiego, jak i późniejszym Gladiatorze. Cassius ma pewną słabość do tego typu insynuacji, bowiem podobną intrygą tłumaczył zgon schorowanego Trajana, który podobnie jak Marek był około sześćdziesiątki i wedle wszystkich relacji cierpiał z powodu licznych chorób, w tym paraliżu.

Kommodusowi trzeba przyznać, że z początku unikał tytułowania się Sarmaticusem i Germanicusem, a więc wyróżnieniami zdobytymi przez niego razem z ojcem podczas ostatnich wojen. Słusznie uważał, że bardziej należą się one Markowi. Początki jego panowania były naprawdę obiecujące, co podkreślał Cassiusz. Commodus w samym Rzymie dawał liczne dowody swojego bogactwa, a jeszcze liczniejsze swego zamiłowania do piękna. W rzeczywistości zdarzało mu się niekiedy dokonać czynu pożytecznego dla dobra publicznego. Tak oto, gdy schwytano Maniliusza, człowieka blisko związanego z buntownikiem, Avidiuszem Cassiuszem, który prowadził jego łacińską korespondencję i cieszył się u niego największymi wpływami, cesarz nie chciał słuchać ani słowa z jego ust.

Podobną łaskawość, przewyższającą nawet tę z jakiej znany był jego rodzic, Kommodus okazał Antiochi, z której zdjął obciążenia nałożone na jej mieszkańców przez Marka w ramach kary za udział w buncie Cassiusa w roku 175. Kommodus dbał o dobre notowania u poddanych. Dowodem na pewną wielkoduszność młodego władcy jest także adresowana właśnie jemu dziękczynna inskrypcja z doliny rzeki Bagrada w okolicach Kartaginy, o której wspomina McHugh. Wystawili ją lokalni rolnicy, którzy dwukrotnie apelowali w Rzymie u cesarzy, najpierw Marka i jego syna, a potem u samego Kommodusa o ochronę swoich praw przed wyzyskiem lokalnych właścicieli ziemskich.

Cassius Dion pisze o losie dwóch braci Condianusów zamieszanych jakoś w spisek, których również skazano na śmierć. Raz z nimi miał zginąć jeden z ich synów, który jednak dowiedział się zawczasu o ciążącym na nim wyroku i postanowił mu zaradzić, pozorując własną śmierć. Wedle Cassiusza, Kondianus miał wypić krew zająca, dosiąść konia, a następnie, udając wypadek, spaść z niego, plując z ust krwią zwierzęcia niczym własną. Zaufani ludzie przeprowadzili wówczas uroczysty pogrzeb, do trumny składając truchło barana. Kondianus zaś ukrywał się w tym czasie inkognito we wschodnich prowincjach. Ta brawurowa historia nie mogła jednak trwać w nieskończoność. W końcu, tak jak w filmie Janusza Kidawy, sprawa się rypła.

Kommodus wysłał na wschód zabójców rekrutowanych z oddziałów specjalnych, frumentarii, którzy niczym Tommy Lee Jones w ściganym tropili sprytnego kondianusa po wszystkich prowincjach azjatyckich, co jakiś czas posyłając cesarzowi do Rzymu głowy poszukiwanego. Jedną za drugą. No cóż, Kondianus głów musiał mieć wiele, niczym Hydra z Lerny, bo ledwie jedną odcięli, a druga wyrastała. Tak to bywało w świecie bez odcisków palców, fotografii czy DNA. Można się pomylić. Nawet parę razy. Cassius pisze, że w pogoni za Kondianusem agenci cesarscy odcięli parę przypadkowych głów, zanim sprawa ucichła, czyli w końcu pewnie trafili na tego Kondianusa.

Od tej pory Kommodus mocniej otoczył się ochroniarzami. Sam też zaczął intensywnie ćwiczyć się w samoobronie. Dostęp do niego stał się bardzo utrudniony, na co senatorzy po kroju Cassiusza mocno narzekali. Przez kolejne 10 lat Kommodus nie pojawił się publicznie w towarzystwie żadnego młodego senatora. Nie zapraszał także członków tego gremium na swoje bankiety. Coraz mocniej izolował się od kurii, lękając się o swoje życie. Trwający ponad 2 lata miesiąc miodowy nowego cesarza i rzymskiej elity dobiegł końca. Pod tym względem historia jego pryncypatu również łudząco przypomina dzieje Gajusza Caliguli, którego miesiąc miodowy trwał około pół roku, albo półtora wedle Flaviusza.

Snem, przerażającym snem jest życie, jak mawiał pewien filozof. Wybudzenie było równie gwałtowne jak to, którego doświadczają niemowlęta wydostające się na zimny, nieprzyjazny świat z matczynych wnętrzności. Aby jakoś wrócić na właściwe tory, na miejscu Kommodusa musiałby zasiadać doświadczony mąż stanu, który przeprowadziłby czystkę jak jego ojciec po rebelii Awidiusza Cassiusza. Minimum przelewu krwi, trochę wygnań i konfiskat majątków, poza tym powszechna amnestia i miejmy nadzieję, że jakoś to będzie. W 183 roku było jednak inaczej. Gęsta atmosfera, jaka ciągle unosiła się nad Tybrem po nieudanym zamachu w Koloseum, wyniosła na szczyt Perennisa, jedynego ocalałego prefekta Pretorianów.

A jemu uratował życie, bo ostrza jego włóczni pierwszej ugodziło, nim go jej zęby dosięgły. Innym razem z podziemi sto lwów naraz wypuszczano. Równą liczbą oszczepów wszystkie pozabijał, a że zabite zwierzęta dłuższy czas tam leżały, więc każdy mógł spokojnie je policzyć i stwierdzić, że ani jeden pocisk nie chybił. W podobnym tonie o wyczynach Kommodusa wypowiadał się Cassius Dion, który osobiście zajmował miejsce w senatorskiej loży podczas krwawych spektakli w jakich brał udział młody cesarz. Kommodus pewnego razu wykorzystał truchło zgładzonego strusia, aby przesłać senatorom mało eleganckie i słabo zawoalowane ostrzeżenie.

Cytuję. Oto jeszcze jeden czyn, którego dopuścił się względem nas, pisze Cassius w Księdze 73. Senatorów, dając nam wszelkie powody, byśmy zaczęli spodziewać się śmierci. Uśmierciwszy strusia i odciąwszy mu głowę, podszedł do miejsca, gdzie siedzieliśmy, trzymając łeb w lewej ręce, a w prawej unosząc wysoko swój zakrwawiony miecz. I choć nie wyrzekł ani słowa, potrząsał głową z szerokim uśmiechem, dając nam do zrozumienia, że tak samo postąpi z nami. Koniec cytatu. Historycy wywodzący się z elit jednogłośnie podkreślają zręczność Kommodusa, który doszedł do wielkiej wprawy w posługiwaniu się bronią białą i dystansową.

Koniec cytatu. Co za czasy, co za obyczaje mógłby rzec jakiś republikański paterfamilias łamiąc ręce nad tym źle wychowanym Kommodusem. I wielu tak robiło, zwłaszcza po jego zgonie. Nie wszyscy byli jednak tak krytyczni. Wiele lat po upadku Kommodusa z niespodziewanym ratunkiem jego pamięci przyszedł cesarz Septimius Sever. Panujący w latach 193-211, który wygłosił w obecności senatu mowę wymierzoną niczym snajperski pocisk w hipokryzję całej elity. Przemówienie Septimiusza zanotował dla nas w księdze 76. historii rzymskiej współczesnym wydarzeniom i być może nawet obecny wówczas w kurii Cassius Dion. Cytuję.

Władza, jaką Perennis roztaczał nad imperium po udaremnieniu zamachu Lucilli i Quintanusa, dobrze odzwierciedlała stan umysłu i w ogóle charakter Kommodusa. Syn Marka przypominał w pewnym sensie Nerona. Ewidentnie nie był zainteresowany panowaniem, które prędko zaczęło go nużyć, odciągając od bardziej interesujących zajęć takich jak igrzyska, kąpiele i zabawy. Na niekorzyść względem syna Agrypiny przemawiał fakt, że Kommodus nie posiadał talentu artystycznego Nerona, chociaż zdaniem Cassiusza miał dobry gust i lubił otaczać się pięknymi rzeczami, zwłaszcza dziełami sztuki. Patrząc na nich przez pryzmat źródeł można rzec, że był pięknym osiłkiem o tępym wyrazie twarzy i dość pospolitych zamiłowaniach.

Cassius Dion podkreślał jego kompetencje i przede wszystkim nieprzekupność. Nawet Herodian przyznawał, że Perennis był doświadczonym dowódcą i dobrym administratorem. Chociaż miał też mroczniejszą stronę. Był ambitnym, aroganckim intrygantem. Cóż mogę rzec, a kim miał być człowiek, który w takim gnieździe jadowitych żmii, jakim był cesarski Rzym, doszedł tak daleko? Pereniz był jednym z najważniejszych przyczyn, dlaczego reżimy władców tak niekompetentnych jak Neron czy Kommodus trwały kilkanaście lat. Ludzie ci otaczali się wyjątkowo zdolnymi fachowcami, rekrutującymi się spośród ekwitów i wyzwoleńców. Źródła pisane głównie przez senatorów pokroju Cassiusza są niemal zawsze wrogie temu elementowi, ale nie da się ukryć, że jednostki takie jak Perenis czy Kleander były po prostu dobre w tym, czym się zajmowały.

Marcia zapisała się w dziejach szczególnie ze względu na swoją nieskrywaną sympatię do chrześcijan, o której wspomina nawet Cassius Dion. Nie da się wykluczyć, że sama mogła być chrześcijanką, chociaż nie ma na to dowodów poza poszlakami. Cesarska konkubina zdołała uratować nawet grupę chrześcijan, którzy po zadenuncjowaniu ich przez członków lokalnej gminy żydowskiej zostali skazani na wywiezienie do ciężkiej pracy w kopalniach na Sardynii. Marcja miała przekazać Kommodusowi listę skazanych, sporządzoną przez ówczesnego biskupa Rzymu Wiktora. Ten zaś wszystkich uwolnił. Co ciekawe, kobieta musiała także wystarać się o uwolnienie Calixta, chrześcijańskiego duchownego, przyszłego papieża i świętego, który był z owym papieżem Wiktorem na tyle skłócony, że świątobliwy biskup Rzymu pominął go w układaniu listy skazanych, o których uwolnienie wnioskował.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych despotycznych szaleńców i potworów, w cudzysłowie, tak i teraz brutalizacja reżimu Kommodusa przyspieszyła dopiero w momencie, gdy on sam poczuł na plecach groźbę śmierci. Cassius Dio pisze, że dopiero po upadku Kleandra cesarz ostatecznie przestał oddawać się jakimkolwiek naukom i kształceniu, skupiając na walkach gladiatorskich i boskich urojeniach. Jest to bardzo interesujące. Oznacza to bowiem, że przez 10 lat samodzielnego panowania Kommodus jednak oddawał się jakimś naukom i rozrywkom intelektualnym. Porzuca je ostatecznie w chwili, którą zapewne uznał za wyjątkowo niebezpieczną dla swojej egzystencji. Teraz zajmuje się głównie tworzeniem nadprzyrodzonego nimbu wokół swojej osoby.

Wymiana handlowa na mare nostrum słabnie. Pola coraz częściej leżą odłogiem, ponieważ zaraza powracająca od dwóch dekad uśmierciła do tej pory być może nawet 5 milionów ludzi . Cassius pisze, że podczas jednego z jej nawrotów w 189 roku w Rzymie umierały nawet 2000 ludzi dziennie. Następca Kommodusa będzie musiał w 193 roku wprowadzić prawo pozwalające przejmować własność ziemi leżącej odłogiem, jeśli tylko posiada się siłę roboczą do jej uprawy. Do nawarstwiających się problemów doszły jeszcze inne, takie których nie mógł zanotować żaden z żyjących wówczas kronikarzy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.