Mentionsy Mentionsy
Mikrohistorie
Mikrohistorie

Mikrohistorie z Lublina

25.10.2024 ·50 min 44 s · 13 rozdziałów

Tym razem "Mikrohistorie" wybrały się na południowy wschód, a gościnią była Wioletta Wejman, dokumentalistka historii mówionej z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.

11:27 · Topografia miasta 2

I ten fragment, który mieliśmy szansę wysłuchać, nie wiem czy Państwo jak słuchaliście tych piosenek widzieliście o czym ja wyobraźnię, że Pani Anna czy Hanna uśmiecha się jak śpiewa te piosenki. Widisz. Widisz. Widzisz, w języku, który już teraz w sposób naturalny w Lublinie nie wybrzmiewa, przecież kiedyś, kiedy wyszlibyśmy z tej rzeczonej Bramy Grodzkiej, wyszlibyśmy na jedną ze stron, tam usłyszelibyśmy właściwie tylko i wyłącznie języki, iż tak brzmiało kiedyś to miasto, dlatego tak cieszyłam się, że udało nam się dotrzeć do Anny Maas, Hanny Schwartz, celowo wymieniam jakby tą podwójność, Nazwisko, bo to świadczy o też pewnej zmianie, która zaszła na świecie i która właśnie część relacji opowiedziała w języku jidysz i zaśpiewała te piękne piosenki, których być może w tym momencie, w którym dzisiaj jesteśmy, nikt już może nie potrafi zaśpiewać w tym oryginalnym brzmieniu.

Psiagórka, jak to brzmi niesamowicie. Wy w Bramie Grodzkiej od lat bardzo kładziecie duży akcent na topografię miasta i byliście jednymi z pierwszych, którzy w ogóle zaczęli wychodzić ze swoimi rozmówcami w przestrzeń miasta, pytać ich o konkretne miejsce, o konkretne ulice. Czy mogłabyś o tym powiedzieć coś więcej? Czy wciąż to robicie? Ta przestrzeń, która rzeczywiście nas bardzo interesuje i to zainteresowanie jest związane z tym, że przywracanie pamięci o historii lubelskiej społeczności żydowskiej wiąże się z tym, czego doświadczamy każdego dnia wchodząc do Bramy Grodzkiej, wyglądając przez jedno z okien, gdzie widzimy błonia, zieloną trawę, a w drugiej części widzimy parking. Można powiedzieć, że jest to w jakiś sposób miejsce puste, ponieważ gdybyśmy się przenieśli, cofnęli w czasie 90 lat, zobaczylibyśmy tam tętniące życie miasto, kilka ulic, mnóstwo domów i mnóstwo ludzi.

32:27 · Dźwięki miasta 2

Znajdziemy jej relacje, opowieści, można usłyszeć jej głos, ale można też zapoznać się z jej bardzo bogatym archiwum, które przywiozłyśmy z Uppsali. Możemy zobaczyć jej zdjęcia, możemy też przeczytać jej książki. Krystyna Modrzewska miała jeszcze jeden pseudonim Adam Struś i właśnie pod tym pseudonimem w Polsce publikowała książki w latach 60-tych i też bardzo serdecznie zachęcam do sięgnięcia. I ja teraz wiem, że to jest temat i historia na zupełnie oddzielną audycję. Takie właśnie skarby, jak się okazuje, możemy odkryć. Zaglądajmy teatrnn.pl. Tam przeogromne zasoby. Wspominałaś o mapie dźwiękowej. To teraz opowiemy trochę o tej wyjątkowej sekcji, można powiedzieć, całym konglomeracie brzmień, które także są przez was rejestrowane i pójdziemy w stronę dźwiękosfery miasta.

Co to za dźwięki? To są dźwięki ulotne, które wybrzmiewają w Lublinie i które też chcemy rejestrować. To oczywiście nie są historie mówione, bo to nie są ludzkie historie, ale przecież historia mówiona to próba zarejestrowania, utrwalenia zmian jakie się dzieją i ta Cała barwa dźwiękowa, te wszystkie stukoty, hałasy, zapowiedzi, trąbienia, szum liści spadających, to jest coś, co nas również bardzo interesuje. Zresztą w naszych historiach mówionych my próbujemy pytać naszych rozmówców, jak brzmiał Lublin, jak brzmiał, jak smakował. I to jak smakował, jak pachniał można trochę opowiedzieć, ale jak brzmiał, to jest bardzo trudne. Rozmówcy próbują i chyba to nas trochę popchnęło do tego, żeby rejestrować też to, co możemy złapać w tym momencie, czyli jak brzmi nasze miasto.

34:57 · Dźwięki ulic miasta 1

Że ona się toczy głosem, Ale toczy się też na tym poziomie namacalności życia i bycia. Dźwięk jest, wydawałoby się przezroczysty, ale jest niezwykle ważnym elementem naszego życia. I dzisiaj i wówczas. I tak mocno kształtuje nasze postrzeganie miasta i też zmiany jakie dzieją się w mieście. To bardzo często rozmówcy, rozmówczynie sami z siebie podkreślają, że kiedyś ulica Lubartowska była wybrukowana. I gdzieś tam dorożki, stukot końskich kopyt, dźwięk przyjeżdżających samochodów, w ogóle gwar ulicy. To o czym zresztą opowiadał Pan Błaszczak, że ta Brama Grodzka była taka intensywna, tam tyle się działo, przechodziło mnóstwo ludzi. Jak to musiało Brzmieć.

35:52 · Mapa dźwiękowa Lublina 3

Jaki to był szmer. Na wystawie w ośrodku, wystawie Pamięć Miejsca, pierwsza sala jest w jakimś sensie dedykowana historiom mówionym. Jest tam taka instalacja Tomka Pietrasiewicza, dyrektora Bramy Grodzkiej, gdzie mamy mnóstwo skrzyneczek z powkładanymi historiami mówionymi. I kiedy odpalimy te wszystkie historie mówione, kiedy usłyszymy kilkadziesiąt głosów przedwojennych mieszkańców i mieszkanek Lublina, Mamy możliwość chyba trochę poczuć ten gwar ulicy przedwojennej o wiele, wiele gwarniejszej niż teraz. To, co zwraca moją uwagę, zarówno jeżeli chodzi o ikonografię i opowieści, zarówno z okresu dwudziestolecia międzywojennego, jak i z okresu PRL-u, to to, że na ulicach było o wiele więcej osób. I to brzmienie było czymś zupełnie innym, czymś, czego dzisiaj nie możemy doświadczyć, dlatego rejestrowanie tych aktualnych dźwięków

Tak, zarówno na mapie dźwiękowej Lublina, jak i na wystawie w ośrodku. To jest właśnie taka próba przywrócenia brzmienia ulicy przedwojennego Lublina z wykorzystaniem dźwięku jednego z naszych świadków historii, pana Józefa Honiga, przedwojennego mieszkańca Lublina, Pias, który mówił świetnie w języku jidysz i właśnie za pomocą zarówno jego głosu, jego nawoływania, jak to kiedyś Nawoływano pracownicy stojąc gdzieś tam przy bramach i przy użyciu też jakby już zrekonstruowanego dźwięku w pewnym momencie, kiedy znajdujemy się w przestrzeni Bramy Grodzkiej, możemy trochę też przenieść się w czasie na ulicę Lublina Międzywojennego. Możemy przenieść się w bardzo wiele miejsc. Dźwięk z zakładu ślusarskiego na ulicy Kowalskiej to za nami, no ale przecież dźwięk z zakładu szklarskiego na ulicy także Kowalskiej to nam uzmysławia, że ulica Kowalska była miejscem dla rzemieślników, gdzie kwitło życie, odgłosy, nie tylko ludzkie, ale także maszyn mniejszych, większych, szewc, szklarz, ślusarz.

Obok siebie to musiał być konglomeraty brzmień. Musiało być bardzo głośno, ale to nie tylko na ulicy Kowalskiej. Myślę, że na ulicy Szerokiej, na ulicy Krawieckiej, na ulicy Zamojskiej. Te ulice nie tylko wyglądały inaczej, nie tylko przechadzali się po nich ludzie inaczej ubrani, inaczej zachowujący się, czasami inaczej mówiący w języku, którym dzisiaj się już przecież nie posługujemy, ale brzmiały zupełnie inaczej. I to jest moim zdaniem, podkreślę jeszcze raz, istotą historii mówionej, żeby rejestrując dźwięk, zapisując opowieści, barwy dźwięku, odgłosy, żeby zatrzymać czas. Zatrzymajmy. Było bardzo głośno, to teraz czy możemy sobie wyobrazić, że ten dźwięk także łączy się z Lublinem?

39:41 · Historia mówiona 2

No i oto mamy. Szum fal w Lublinie? Zalewu Zębożyckiego. I przenosimy się w czasie do okresu PRL-u, bo tak mocno skupialiśmy się mówiąc o historiach mówionych zgromadzonych w Bramie na międzywojniu i na okupacji, ale ponad połowa naszych zbiorów to są już opowieści o tym bliższym nam czasie, o okresie PRL-u. I właśnie Zalew Zębożycki, który powstał w Lublinie już w okresie W latach 60-tych jest takim przykładem miejsca, które zarówno zarejestrowaliśmy jak brzmi, ale w naszym archiwum mamy też mnóstwo opowieści o tym, czym dla lublinian i lubliniańków jest to miejsce, czym było, jak powstawało i jak ważne jest dzisiaj. Przebogate archiwum dźwiękowe znajdziemy także na stronie teatrnn.pl.

To jest bardzo ważna, na równi traktowana przez Was sfera rzeczywistości, którą rejestrujecie. Świetnie, że powiedziałaś, że ona aktualnie jest też bardzo ważna, bo świat się zmienia także dźwiękowo. Dźwięk potrafi nam bardzo dużo powiedzieć o zmianach, jakie zachodzą w naszej rzeczywistości, w świecie. Także globalnym, więc śledzenie tego archiwum, posłuchanie co brzmi w Lublinie za pięć lat może być bardzo ciekawym doświadczeniem. Teraz myślę, że doświadczymy kolejnej arcyciekawej opowieści. Wrócimy do narracji związanych z wojną, ale to jest opowieść, którą gwarantuję wszyscy zapamiętają. Aparat był mojego brata, bo przed wojną mój brat młodszy był w gimnazjum w Krasnostawie.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.