Mentionsy Mentionsy
Mikrohistorie
Mikrohistorie

Mikrohistorie z Hrubieszowa

18.10.2024 ·49 min 15 s · 10 rozdziałów · 1 sponsor

Gościnią "Mikrohistorii" tym razem była Katarzyna Suchecka, bibliotekarka i koordynatorka hrubieszowskiego Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej.

1:42 · Piosenka o matce 1

Powitają mnie Twe drogie łzy. Spytasz mnie, jak było w wielkim świecie, a ja powiem, że świat to tylko Ty. Ja trochę zachrypnięta. Ja trochę zachrypnięta, tak chyba mówią starsi ludzie, wstydząc się trochę śpiewać. Chociaż może to nie jest zasadą. Pani Henryka Gancarz, przepiękna piosenka o matce, a z nami już... Katarzyna Suchecka, która nagrała panią Henrykę, bibliotekarka, koordynatorka Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej w? Miejskiej Bibliotece Publicznej, Hrubieszowskim Centrum Dziedzictwa imieniem Krystyny i Stefana Disza. To dzień dobry. Dzień dobry, ale już zgodnym chórem mówimy.

4:05 · Zakładanie archiwum lokalnego 4

To jest skomplikowana bardzo nazwa. Łączy się z czymś bardzo konkretnym, z jakąś opowieścią ważną dla Hrubieszowa? Oczywiście naszymi patronami są małżonkowie związani z Hrubieszowem, związani z Fundacją Przyjaźni i Kultury Polsko-Francuskiej. To jest podcast, w którym co tydzień spotykamy się z innym archiwistą bądź archiwistką społeczną. Zachęcamy też, żeby na stronie Centrum Archiwistyki Społecznej śledzić poczynania archiwistów i archiwistek. Dzisiaj Katarzyna Suchecka i Hrubieszów. Gancarz Henryka, przepiękna postać, Bardzo szczera, bardzo autentyczna. W jakich okolicznościach się spotkałyście? To jedna z osób, której nagrywaliśmy, której życie utrwaliliśmy na taśmie w ramach prowadzenia Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej, czyli tego CATL-u w skrócie.

Poznaliśmy się trochę nietypowo, bo biblioteka mieściła się wtedy blisko parku, a w parku pani Henryka spędzała bardzo dużo swojego czasu, mieszkała u córki wtedy w Hrubieszowie. I w tym parku opowiadała swoje historie tym osobom, które tam spotkała, ale przede wszystkim to jest, była niestety, osoba bardzo zdolna artystycznie, między innymi muzycznie. Ona przez całe swoje życie tworzyła pisanki, taką tradycyjną bardzo formą, wyuczoną przez ojca. Plotła palmy, robiła zabawki na choinkę, też tą tradycyjną, starą przedwojenną metodą. Natomiast była uzdolniona też muzycznie i grała po prostu na harmonijce ustnej w parku. My ją zauważyliśmy. No jej nie dało się nie zauważyć. Nie usłyszeć. Nie usłyszeć. Była naprawdę bardzo energiczną osobą.

Taką osobą, której ja podziwiam przede wszystkim wytrwałość. Ponieważ po nagraniu, jak się okazało, miała bardzo przykre życie. Spotkało ją naprawdę wiele bardzo dużych, trudnych zakrętów życiowych. Natomiast jej wytrwałość we wszystkim I wtedy, i podczas naszych spotkań, my bardzo podziwiałyśmy. Nagrania trwały z nią bardzo długo. Ona nie potrzebowała ani się napić, ani odpocząć. Wychodziła po nagraniu, widzieliśmy jak siedzi na ławce i opowiada swoje historie dalej komuś. Albo musi gdzieś pojechać, albo odwiedzić koleżankę. Niesamowita była dla nas to osoba. Ona przychodziła do nas także bez potrzeby nagrywania. Po prostu przychodziła i opowiadała nam swoje życie. A zostały jakieś nagrania pani Henryki na harmonijce ustnej?

Mamy takie nagrania, chociaż tak nieprofesjonalnie robione, nie do archiwum, ale rzeczywiście nagraliśmy trochę takich dźwięków też na harmonijce. Ponadto zrobiliśmy z nią film na temat technik wykonywania różnych ozdób wielkanocnych przy okazji Wielkanocy, która nas wtedy niesamowicie zaskoczyła. Na naszych oczach wykonała taką pisankę narzędziami, które tata jej przygotował, kiedy ona miała kilka lat. Ona ciągle te narzędzia jeszcze miała przy sobie, no bo to też właśnie jest bardzo charakterystyczne dla tego pokolenia, że ono ceni sobie te wszystkie materiały, które powstały w taki sposób i przygotowaliśmy na przykład z nią taki właśnie materiał filmowy. Opowiadałaś o tym, że pani Henryka miała bardzo trudne życie.

7:39 · Historia Henryki Gancarz 2

Do opowieści pani Henryki jeszcze wrócimy, bo sama zacznie opowiadać swoim głosem, ale... Chciałem cię jeszcze zapytać, jak to pierwsze spotkanie wyglądało, bo wiemy, że ludzie zapytani o to, żeby powiedzieli o swoim życiu, bardzo często odpowiadają, że nic ciekawego nie mają do opowiedzenia. Czy to było podobnie? Tutaj przy pani Henryce akurat tak nie było, bo tak jak wspomniałam, ona bardzo chętnie dzieliła się tą swoją historią, ale rzeczywiście jest taki schemat. Myślę, że osoby, które pracują przy nagraniach biograficznych najczęściej słyszą takie rzeczy. Zresztą przy fotografiach też jest taki stały refren, czyli Nie, nie, ja nie mam nic ciekawego do opowiedzenia. No takie zwykłe życie i takie zwykłe fotografie. A potem okazuje się, że jest rewelacyjnie. Ja też zawsze wychodzę z takiego założenia, że jeżeli ktoś ma lat 60, 70, to jest niemożliwe, żeby nie miał nic do powiedzenia.

Kończąc na Oranienburgu. I jest tak, że nie dało się tego nagrać, bo on po prostu miał też w ogóle taki głos ciepły, taki wspaniały i tak przyjemnie się z nim rozmawiało, że jakoś tak samoistnieje, uruchomiła się taka inicjatywa, że chyba powinniśmy nagrać to, no bo to jest taka historia. Nie było mowy wtedy i takiego zwyczaju, żeby w bibliotece robić takie rzeczy. I wtedy pamiętam, spotkaliśmy się w jednym z pomieszczeń i on opowiada tą całą, całą historię swojego życia. No niesamowitą. Niesamowitą ze względu na to, troszkę tak jak tutaj przy pani Gancarz, ze względu na ten hard ducha. Ja w ogóle doszłam do wniosku, że to chyba jest to, co najbardziej pociąga mnie w starszych osobach, ludziach jeszcze z tamtego. On pochodził z 22 roku. To jest niewyobrażalne. Miałby dzisiaj 102 lata. I bez względu na to, jak bardzo dokuczyło mu to życie,

19:56 · Porównanie czasów 4

Tak. Jak jeden dzień pięć lat. Tak. Pani Henryka Gancarz. Mam nadzieję, że wszystkim zapachniało przy okazji opowieści pani Henryki. Bułeczki, kajzerki, warkocze przez opis piekarni, która bardzo tak namacalnie została opowiedziana. I zaraz wchodzimy w sytuację, w której chleb, który pachnie, włożony jest w historię wojny, Obozu, historię taty, który jest w obozie w Oranienburgu i jeszcze ta historia fotografii schowanej i ocalenie życia tylko czwórki osób. Co się w ogóle tutaj wydarzyło? Niesamowite, prawda, że można wejść od małej historii, no małej bułeczki, do takiej opowieści życia, bo właściwie to bardzo naznaczyło życie pani Henryki.

To byli twórcy pieczywa i wędlin. I w ten sposób kodowało się pewne informacje, prawda? Że no szperalski tak, ale krasnopolskiego to nie ma już od roku na przykład, tak? Czyli nie ma dostępu do mięsa, do wędlin. I tutaj pani Henryka opowiadając, to jakby dodaje dowód na to, że to było realne. Że w Szperalskim to zdjęcie trzeba przekazać, przemycić. Tak, oczywiście. No przecież cenzura obozowa nie miała pojęcia o kim mowa. Pewnie jakiś wujek czy kto inny. Także rzeczywiście to się potwierdza. I w ogóle powiem państwu, że fantastyczne jest to, jak się w opowieściach potwierdzają różne ploteczki albo różne historyjki, które tylko się zasłyszało. Wrócę jeszcze do opowieści pani Izabeli, bo chcę to powiedzieć. Przez wiele lat moja poprzednia pani dyrektor, pani Halina Kurek, opowiadała, że była taka pani kierownik, tak jak najbardziej w historii biblioteki się to zapisała, natomiast była tam taka jakaś dziwna opowieść o jakimś wypychaniu koła trawą i oni tam jechali, jakieś takie farmazony wręcz.

Okazuje się, za chwilę jesteśmy, po kilku latach jesteśmy z Dominikiem u pani Izabeli i ta historia jest opowiedziana przez może nie bezpośredniego świadka, ale jednak człowieka, który na pewno opowiada prawdę. No to jest niesamowite, kiedy się potwierdzają te ploteczki lub anegdotki takie popularne w mieście. Fantastyczne. Ale mnie też w tym, co usłyszeliśmy, urzekało to, jak pani Henryka do ciebie się zwracała. Niuniu, dziecko. Może dla niektórych byłoby to nie do przyjęcia, ale to jest tak naprawdę... Nie, to było urocze. Ponadto powiem państwu, że to dziecko zostało z nami. Pani Henryki niestety już nie ma od kilku lat. Już nie przyjdzie do nas zagrać, ani pogadać nam, ani przynieść nam wafelków. To dziecko zostało. My z koleżankami, które znają to nagranie, często używamy tego sformułowania, mówimy dziecko, bo ona tak trochę przeciągała, to mówię dziecko.

Także ona z nami ciągle jest. Od razu możemy powiedzieć, że pani Henryka Gancarz pojawi się podczas dzisiejszego naszego spotkania, ale nie teraz, bo teraz posłuchamy historię, jak można poznać męża. No ja wiem, jak to doszło do ślubu. Znaliśmy się w pociągu i do widzenia. Z takim Jankiem Lebedowiczem on jechał z urlopu na Boże Narodzenie. I ja jechałam ze swoją babcią też ze Świąt do Warszawy. I oni jechali oba ze Świąt. Do Gdańska czy gdzie? Gdzie on był w wojsku? Był w Gdańsku, tak. I mnie tak strasznie jak kiedyś, wiesz, do pociągu się było dostać, to było ciężko dostać się tam, bo było blepa ludzi, że pociągu nie było widać, co oni robią.

45:25 · Archiwizacja opowieści 1

A my cóż, dobijamy już do portu. Dziękuję bardzo za tę wizytę. Katarzyna Suchecka, bibliotekarka, koordynatorka Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Hrubieszowie. Dziękuję ślicznie za zaproszenie. Chcę pozdrowić moje koleżanki, bo im to obiecałam. Machamy, koleżanko. Wszystkie, którymi pracuję. I wszystkim machamy mieszkańcom, mieszkankom Hrubieszowa i okolic także. Agnieszka Oprzańska i Dominik Czapigo. A na koniec jeszcze obiecaliśmy, że pojawi się pani Henryka Gancarz. Wspaniała piosenka, która traktuje o zbiorze ziemniaków. To zostawiamy was już z tą śpiewną opowieścią i zapraszamy za tydzień na kolejny odcinek.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.