Mentionsy Mentionsy
Protokół Zbrodni
Protokół Zbrodni

Miesiąc przy torach w centrum Berlina

31.08.2026 ·19 min 28 s · 6 rozdziałów

W tym odcinku „Protokołu Zbrodni” punktem wyjścia jest sprawa z centrum Berlina, gdzie przez długi czas nikt nie zwracał uwagi na ślad ukryty przy torach. Opowiadamy także o nocnym zdarzeniu pod Zambrowem, które szybko nabrało poważniejszego znaczenia, oraz o śledztwie ze Swarzędza z wątkiem zakupu broni. Do tego zatrzymania po rozboju i pobiciu, groźby związane z butlą gazową, incydent na autostradzie w Austrii i ujęcie osoby poszukiwanej przez bielskich poszukiwaczy.

0:00 · Zdarzenie w Grądy Woniecko 4

Witaj w Protokole Zbrodni. Tej nocy wracają sprawy, w których jedno uderzenie, jeden ślad i jeden fałszywy ruch wystarczyłyby uruchomić lawinę przemocy. Samochód w ogrodzeniu, broń kupowana w sieci, ciało ukryte na widoku i groźby, po których powietrze gęstnieje od strachu. Subskrybuj po więcej. Zaczynamy. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak zwykła nocna kolizja. W okolicach Zambrowa, w nocy z piątku na sobotę, rozpędzony samochód uderzył w ogrodzenie jednej z posesji w miejscowości Grądy Woniecko. Taki obraz jako pierwsi zobaczyli ci, którzy pojawili się na miejscu. Szybko okazało się jednak, że to nie jest tylko sprawa drogowa.

Za rozbitym autem kryła się historia, którą zajęła się prokuratura w Zambrowie w ramach postępowania dotyczącego próby zabójstwa. Według ustaleń śledczych samochód z dużą siłą wjechał w ogrodzenie. Najbardziej zastanawiające było jednak to, co stało się tuż po zderzeniu. Pasażerowie auta natychmiast oddalili się z miejsca zdarzenia. Nie zostali przy pojeździe i nie udzielili pomocy rannemu kierowcy. W samochodzie pozostał jedynie mężczyzna, który odniósł obrażenia i wymagał pilnej pomocy medycznej. To właśnie dalsze czynności sprawiły, że sprawa zmieniła swój charakter. Kierowca został przewieziony do szpitala. Tam wyszło na jaw, że oprócz obrażeń związanych z kolizją, ma także dwie rany postrzałowe.

Dla funkcjonariuszy był to wyraźny sygnał, że wcześniej mogło dojść do znacznie poważniejszego zdarzenia. Od tego momentu postępowanie nie dotyczyło już tylko wypadku, ale także okoliczności, w jakich mężczyzna doznał tych obrażeń. Śledczy zaczęli od odtworzenia tego, co wydarzyło się przed uderzeniem w ogrodzenie i zaraz po nim. Ustalali, kto jechał autem, skąd pojazd przybył i dlaczego jego pasażerowie zdecydowali się uciec. Z relacji przekazanych przez reportera RMF FM Tomasza Skorego wynika, że policjanci zatrzymali łącznie 9 osób. W tej grupie znaleźli się zarówno ci, którzy mieli opuścić miejsce zdarzenia bez udzielenia pomocy rannemu kierowcy, jak i osoby podejrzewane o udział w ukrywaniu sprawcy.

Sprawa z okolic Zambrowa pokazuje też, jak szybko zmienia się obraz śledztwa, kiedy pozornie oczywiste fakty zaczynają się ze sobą nie zgadzać. Ucieczka pasażerów, obrażenia kierowcy, kolejne zatrzymania i wyniki przeszukań złożyły się na obraz znacznie bardziej złożony niż zwykła nocna kolizja. Teraz najważniejsze dla śledczych jest precyzyjne ustalenie kolejności zdarzeń, rol poszczególnych osób i motywów ich działania. Na tym etapie wiadomo jedno. W miejscowości Grądy Wojniecko doszło do zdarzenia, które uruchomiło poważne postępowanie karne. Prokuratura w Zambrowie bada próbę pozbawienia życia, a wokół tej sprawy pozostaje jeszcze wiele pytań. Odpowiedzi mają przynieść dalsze czynności, analizy zabezpieczonych dowodów i przesłuchania zatrzymanych.

4:00 · Zabójstwo Hanna H. w Swarzędzu 2

To od nich zależy czy uda się dokładnie odtworzyć co wydarzyło się tamtej nocy i kto ponosi za to odpowiedzialność. W Swarzędziu pod Pownaniem śledczy wyjaśniają okoliczności śmierci Hanny H., która została znaleziona ciężko ranna na klatce schodowej swojego bloku w sobotę, 15 sierpnia po godzinie 15. Kobieta z poważnymi obrażeniami głowy trafiła w stanie krytycznym do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarła. Informacje o jej śmierci potwierdził sierżant Michał Wiśniowski z wielkopolskiej policji. Hanna H. i Remigiusz Z. znali się od 16 lat. Przez długi czas tworzyli związek i wspólnie wychowywali córkę, która dziś ma 15 lat. Z relacji sąsiadów wynika, że ich relacja była niestabilna, a w czerwcu kobieta miała definitywnie zakończyć ten związek i poprosić partnera o wyprowadzkę.

Według ustaleń śledczych oraz relacji przywoływanych przez Gazetę Wyborczą, 15 sierpnia Remigiusz Z. miał czekać na byłą partnerkę na klatce schodowej, ukryty za drzwiami. Prokuratura zarzuca mu, że gdy Hanna H. wróciła do domu, oddał strzał z broni czarnoprochowej. Po zdarzeniu uciekł i przez pewien czas się ukrywał. Policja zatrzymała go po około dwóch dniach w pobliżu kościoła. Jak przekazywał prokurator Łukasz Wawrzyniak, zatrzymany przyznał się do strzelania i twierdził, że działał z miłości oraz żałuje swojego czynu. Śledczy badają też, dlaczego broń została kupiona około miesiąca po rozstaniu. Po śmierci Hanny H. dotychczasowy zarzut usiłowania zabójstwa ma zostać zmieniony na zarzut spowodowania śmierci.

7:00 · Znalezienie ciała Ilse Hartmann w Berlino 5

Według ich oceny mogło leżeć tam nie tylko kilka dni, ale prawdopodobnie nawet kilka tygodni. To właśnie ten szczegół najmocniej wybrzmiewa w całej sprawie. Chodzi o park Ernsta Thalmana, wąski pas zieleni położony między torami kolei miejskiej, a ścieżkami prowadzącymi do planetarium. Od głównej ulicy Prenzlauer Allee dzieli go zaledwie kilka metrów. To przestrzeń położona w centrum tętniącej życiem dzielnicy, a mimo to przez długi czas nikt nie zareagował. Po odnalezieniu ciała sprawą zajęli się funkcjonariusze z IV Wydziału Zabójstw. W sobotę, 22 sierpnia rano, w berlińskim Zakładzie Medycyny Sądowej przeprowadzono sekcję. Jej wynik potwierdził, że kobieta padła ofiarą przestępstwa. Prokuratura nie ujawniła dokładnej przyczyny śmierci.

Rzecznik Michael Pezolt wyjaśnił w rozmowie z Bildem, że ta informacja pozostaje zastrzeżona, ponieważ może mieć znaczenie dla ustalenia sprawcy. Śledczy rozpoczęli poszukiwanie świadków i wszystkich osób, które mogły widzieć Ilse Hartmann w ostatnim okresie jej życia. W tym celu opublikowano jej fotografie. Każdy szczegół mógł mieć znaczenie, również wygląd kobiety w chwili śmierci. Miała na sobie brązową bluzę dresową, brązowy t-shirt, krótkie spodenki w czerwono-pomarańczowo-niebieskie paski oraz brązowe sandały. Obok, w krzakach, Znajdował się czarny plecak należący do niej. Z opisu wynika też, że była osobą szczupłą i miała około 170 cm wzrostu. Według informacji podanych przez Bild, Inse Hartmann mieszkała bardzo blisko miejsca, w którym ją odnaleziono.

Z jej mieszkania do parku miało być zaledwie 5 minut pieszo. Kobieta żyła sama w niewielkim lokalu. Z relacji sąsiadów wynikało, że wcześniej zwracała uwagę otoczenia. Policję wzywano tam między innymi wtedy, gdy proszono ją o zachowanie ciszy albo o interwencję wobec gości przebywających w mieszkaniu. Wiadomo również, że zmagała się z problemami psychicznymi i utrzymywała kontakty w środowisku osób bezdomnych. Te informacje nie przesądzają jednak o tym, co wydarzyło się w parku. Dla śledczych były raczej punktem wyjścia do odtworzenia ich ostatnich dni. Sama lokalizacja rodzi kolejne pytania. Jak to możliwe, że ciało przez tak długi czas pozostawało niezauważone w miejscu, gdzie codziennie pojawiają się spacerowicze i przechodnie? Czy ktoś widział Ilse Hartmann wcześniej w tej okolicy?

Czy ktoś zauważył coś niepokojącego przy ogrodzeniu biegnącym wzdłuż torów? Śledczy przyznali, że ciało musiało znajdować się tam już od pewnego czasu. Oznacza to, że odpowiedzi mogą kryć się nie tylko w działaniach sprawcy, ale również w drobnych, pozornie nieistotnych obserwacjach mieszkańców dzielnicy. W tej historii najbardziej uderza zestawienie codzienności z milczeniem miejsca, które przez wiele dni skrywało ślad przestępstwa. Prenzlauer Berg pozostawał w zwykłym rytmie miasta, podczas gdy w zaroślach trwało niewyjaśnione jeszcze zdarzenie, którego finałem była śmierć kobiety mieszkającej tuż obok. Dla prokuratury i policji kluczowe stało się więc nie tylko ustalenie kto doprowadził do jej śmierci, ale też odtworzenia ostatniej drogi Ilse Hartmann. Sprawa z Berlina pozostaje opowieścią o śledztwie prowadzonym w miejscu, które z pozoru niczego nie ukrywało.

Wiadomo, kim była ofiara. Wiadomo, gdzie ją odnaleziono. Potwierdzono również, że doszło do przestępstwa. Nadal jednak otwarte pozostaje najważniejsze pytanie. Kto wykorzystał tę miejską anonimowość i dlaczego przez tak długi czas nikt nie dostrzegł, że w samym centrum dzielnicy leży odpowiedź na nierozwiązaną jeszcze sprawę? Kilka dni temu dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Brzegu odebrał niepokojący telefon od 33-letniego mężczyzny. Z jego słów wynikało, że w mieszkaniu w budynku wielorodzinnym odkręcił butlę z gazem i groził podpaleniem ulatniającej się substancji. Na miejsce natychmiast skierowano patrol interwencyjny. Przed drzwiami funkcjonariusze zastali bliskich mężczyzny, którzy byli wyraźnie zdenerwowani sytuacją.

11:00 · Incident w Brzegu 3

Usłyszał zarzut sprowadzenia niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego wielu osobom. Prokuratura wskazuje, że grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Obecnie przebywa już w zakładzie karnym. Ta historia zaczyna się od krótkiej chwili, która miała ogromne znaczenie dla dalszego biegu wydarzeń. W nocy z 12 na 13 lipca, na dworcu kolejowym w Prabutach, świadek zauważył sytuację, która wymagała natychmiastowej reakcji. Z przekazanych przez niego informacji wynikało, że dwóch mężczyzn zaatakowało innego człowieka. To właśnie szybkie zgłoszenie sprawiło, że policjanci mogli niemal od razu ruszyć na miejsce. Była niedziela, 13 lipca, około godziny 1 w nocy, gdy dyżurny jednostki policji odebrał zawiadomienie.

Z relacji świadka wynikało, że na terenie dworca doszło do napaści na mężczyznę. Funkcjonariusze zostali skierowani tam bez ciało. Kiedy przyjechali, zastali już zespół ratownictwa medycznego, który udzielał pomocy 41-letniemu mieszkańcowi Warszawy. Mężczyzna, jak ustalono, czekał wcześniej na pociąg. Wśród osób zgromadzonych na miejscu policjanci zatrzymali jednego z mężczyzn podejrzewanych o udział w tym zdarzeniu. Drugi, jak podają służby, oddalił się z okolicy dworca, ale tylko na krótko. Patrol sprawdzający teren przyległy do stacji odnalazł go po kilku chwilach i również zatrzymał. W ten sposób jeszcze tej samej nocy obaj podejrzewani znaleźli się w rękach funkcjonariuszy. Na miejscu rozpoczęły się czynności procesowe. Pracowali tam policjanci oraz technik kryminalistyki.

Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny, zabezpieczyli ślady i zebrali materiał dowodowy potrzebny do odtworzenia przebiegu zdarzenia. W takich sprawach liczy się każdy szczegół, bo to właśnie z pozornie drobnych elementów śledczy próbują zbudować pełny obraz tego, co wydarzyło się na dworcu w Prabutach. Z ustaleń policji wynika, że zatrzymani to mieszkańcy Częstochowy w wieku 23 i 19 lat. Obaj mieli znajdować się pod wpływem alkoholu. Po zatrzymaniu zostali doprowadzeni do komendy w Kwidzynie i osadzeni w policyjnej celi. Dalsze czynności prowadzono już z ich udziałem, w oparciu o zgromadzone wcześniej informacje i dowody zabezpieczone na miejscu. W toku śledztwa funkcjonariusze ustalili także kolejny ważny element tej sprawy. Według ich ustaleń, podczas ataku jeden z podejrzewanych zabrał pokrzywdzonemu plecak.

14:00 · Napaststwo w Prabutach 5

To sprawiło, że zdarzenie zaczęto kwalifikować nie tylko jako pobicie, ale również jako rozbój. Dla śledczych miało to zasadnicze znaczenie, bo wskazywało nie tylko na użycie przemocy wobec człowieka oczekującego na pociąg, lecz także na odebranie mu należącej do niego rzeczy. Najpoważniejsze konsekwencje tej nocy poniósł jednak 41-letni mieszkaniec Warszawy. Jak przekazały służby, doznał ciężkich obrażeń ciała. Z miejsca został przetransportowany do szpitala w Kwizynie, gdzie trafił pod opiekę lekarzy. W komunikatach nie podawano szczegółów dotyczących jego stanu, poza tym, że obrażenia były poważne. To wystarczyło, by sprawa od początku była traktowana z pełną powagą. Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego obaj zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące rozboju oraz pobicia.

14 lipca zostali doprowadzeni do prokuratury. Prokurator oceniając okoliczności sprawy i materiał zebrany przez policję wystąpił z wnioskiem o zastosowanie wobec obu podejrzanych środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. O ich dalszym losie miał zdecydować sąd. Ta sprawa pokazuje jak duże znaczenie ma szybka reakcja świadka i sprawne działanie służby. Gdyby zgłoszenie nie wpłynęło od razu Ustalenie przebiegu wydarzeń i zatrzymanie podejrzewanych mogłoby być znacznie trudniejsze. Tymczasem jeszcze tej samej nocy policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia, zatrzymała dwóch mężczyzn i rozpoczęła formalne czynności, które doprowadziły do postawienia zarzutów. W centrum tej historii pozostaje jednak człowiek, który przyjechał na dworzec i czekał na pociąg, a zamiast podróży trafił do szpitala. Reszta należy już do śledczych, prokuratury i sądów, które mają ustalić pełny przebieg zdarzenia oraz odpowiedzialność zatrzymanych.

W takim postępowaniu każdy etap ma znaczenie. Od pierwszego telefonu świadka, przez zabezpieczenie śladów, aż po decyzje procesowe podejmowane po analizie dowodów. Tutaj właśnie rozstrzyga się, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy w prabutach. Sprawa zaczęła się w listopadzie ubiegłego roku na autostradzie A9 w pobliżu Grazu w Austrii. Według ustaleń śledczych, grupa pseudokibiców warszawskiego klubu, wracająca z zagranicznego meczu, zablokowała samochód, którym jechali dwaj Chorwaci. Z relacji policji wynika, że ich auto zostało zniszczone, a sami podróżni doznali poważnych obrażeń i stracili swoje rzeczy. Austriacki śledczy przyjęli, że byli to przypadkowi ludzie, najpewniej omyłkowo uznani za członków wrogiej grupy kibicowskiej.

W Bielsku-Białej zakończyły się poszukiwania mężczyzny ściganego europejskim nakazem aresztowania. Funkcjonariusze z Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji ustalili, że poszukiwany może ukrywać się właśnie na terenie miasta. Chodzi o 38-letniego mężczyznę, którego holenderskie organy ścigania podejrzewają o udział w pobiciu, po którym jedna osoba straciła życie. Z ustaleń policjantów wynika, że przez pewien czas, krok po kroku sprawdzano kolejne informacje dotyczące jego możliwego miejsca pobytu.

O powodzeniu akcji miały zdecydować analiza danych, doświadczenie śledczych i umiejętność łączenia pozornie drobnych faktów. Do zatrzymania doszło tuż przed weekendem. Mężczyzna został ujęty przez bielskich kryminalnych, a jeszcze przed końcem weekendu doprowadzono go do prokuratury okręgowej w Bielsku-Białej. Następnie sąd, przychylając się do wniosku prokuratury, zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego 3-miesięcznego aresztu. W tym czasie będzie oczekiwał na ekstradycję do Holandii. Zgodnie z holenderskim prawem, za czyn, o który jest podejrzewany, może grozić kara do 25 lat więzienia. Europejski nakaz aresztowania to mechanizm współpracy państw Unii Europejskiej, który pozwala zatrzymywać osoby poszukiwane także poza krajem prowadzącym postępowanie.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.