Miesiąc przy torach w centrum Berlina
W tym odcinku „Protokołu Zbrodni” punktem wyjścia jest sprawa z centrum Berlina, gdzie przez długi czas nikt nie zwracał uwagi na ślad ukryty przy torach. Opowiadamy także o nocnym zdarzeniu pod Zambrowem, które szybko nabrało poważniejszego znaczenia, oraz o śledztwie ze Swarzędza z wątkiem zakupu broni. Do tego zatrzymania po rozboju i pobiciu, groźby związane z butlą gazową, incydent na autostradzie w Austrii i ujęcie osoby poszukiwanej przez bielskich poszukiwaczy.
Najpoważniejsze zarzuty usłyszał 43-letni Marcin D. Prokuratura zarzuca mu próbę zabójstwa oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Na obecnym etapie to właśnie ten mężczyzna został aresztowany. Taki środek zapobiegawczy oznacza, że śledczy uznali sprawę za poważną, a zebrany materiał za wymagający dalszego zabezpieczenia w warunkach izolacji podejrzanego. O winie lub jej braku przesądzi jednak dopiero sąd, jeśli sprawa trafi na wokandę i zakończy się prawomocnym wyrokiem. Zatrzymania nie zakończyły działań policji. Funkcjonariusze przeprowadzili również przeszukania u osób objętych sprawą. W ich trakcie zabezpieczono kilka sztuk broni palnej oraz substancje odurzające.
To od nich zależy czy uda się dokładnie odtworzyć co wydarzyło się tamtej nocy i kto ponosi za to odpowiedzialność. W Swarzędziu pod Pownaniem śledczy wyjaśniają okoliczności śmierci Hanny H., która została znaleziona ciężko ranna na klatce schodowej swojego bloku w sobotę, 15 sierpnia po godzinie 15. Kobieta z poważnymi obrażeniami głowy trafiła w stanie krytycznym do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarła. Informacje o jej śmierci potwierdził sierżant Michał Wiśniowski z wielkopolskiej policji. Hanna H. i Remigiusz Z. znali się od 16 lat. Przez długi czas tworzyli związek i wspólnie wychowywali córkę, która dziś ma 15 lat. Z relacji sąsiadów wynika, że ich relacja była niestabilna, a w czerwcu kobieta miała definitywnie zakończyć ten związek i poprosić partnera o wyprowadzkę.
Według ustaleń śledczych oraz relacji przywoływanych przez Gazetę Wyborczą, 15 sierpnia Remigiusz Z. miał czekać na byłą partnerkę na klatce schodowej, ukryty za drzwiami. Prokuratura zarzuca mu, że gdy Hanna H. wróciła do domu, oddał strzał z broni czarnoprochowej. Po zdarzeniu uciekł i przez pewien czas się ukrywał. Policja zatrzymała go po około dwóch dniach w pobliżu kościoła. Jak przekazywał prokurator Łukasz Wawrzyniak, zatrzymany przyznał się do strzelania i twierdził, że działał z miłości oraz żałuje swojego czynu. Śledczy badają też, dlaczego broń została kupiona około miesiąca po rozstaniu. Po śmierci Hanny H. dotychczasowy zarzut usiłowania zabójstwa ma zostać zmieniony na zarzut spowodowania śmierci.
Sprawa ponownie kieruje uwagę na dostęp do broni czarnoprochowej w Polsce, której część egzemplarzy można posiadać bez pozwolenia. W samym sercu berlińskiego Prenzlauer Berg przez długi czas znajdowało się miejsce, obok którego przechodzili ludzie, nie zdając sobie sprawy, co kryje gęstwi na przyogrodzeniu torów. Dopiero przypadkowy spacerowicz przerwał ten stan niepewności. W piątek, 21 sierpnia o godzinie 11.30 w niewielkim parku niedaleko Zeiss Gross Planetarium natrafił na ciało kobiety ukryte w zaroślach. Śledczy ustalili później, że zmarłą była Ilse Hartmann, 46-letnia mieszkanka Berlina. Jak przekazały policja i prokuratura, ciało znajdowało się w tym miejscu od dłuższego czasu.
Z jej mieszkania do parku miało być zaledwie 5 minut pieszo. Kobieta żyła sama w niewielkim lokalu. Z relacji sąsiadów wynikało, że wcześniej zwracała uwagę otoczenia. Policję wzywano tam między innymi wtedy, gdy proszono ją o zachowanie ciszy albo o interwencję wobec gości przebywających w mieszkaniu. Wiadomo również, że zmagała się z problemami psychicznymi i utrzymywała kontakty w środowisku osób bezdomnych. Te informacje nie przesądzają jednak o tym, co wydarzyło się w parku. Dla śledczych były raczej punktem wyjścia do odtworzenia ich ostatnich dni. Sama lokalizacja rodzi kolejne pytania. Jak to możliwe, że ciało przez tak długi czas pozostawało niezauważone w miejscu, gdzie codziennie pojawiają się spacerowicze i przechodnie? Czy ktoś widział Ilse Hartmann wcześniej w tej okolicy?
Czy ktoś zauważył coś niepokojącego przy ogrodzeniu biegnącym wzdłuż torów? Śledczy przyznali, że ciało musiało znajdować się tam już od pewnego czasu. Oznacza to, że odpowiedzi mogą kryć się nie tylko w działaniach sprawcy, ale również w drobnych, pozornie nieistotnych obserwacjach mieszkańców dzielnicy. W tej historii najbardziej uderza zestawienie codzienności z milczeniem miejsca, które przez wiele dni skrywało ślad przestępstwa. Prenzlauer Berg pozostawał w zwykłym rytmie miasta, podczas gdy w zaroślach trwało niewyjaśnione jeszcze zdarzenie, którego finałem była śmierć kobiety mieszkającej tuż obok. Dla prokuratury i policji kluczowe stało się więc nie tylko ustalenie kto doprowadził do jej śmierci, ale też odtworzenia ostatniej drogi Ilse Hartmann. Sprawa z Berlina pozostaje opowieścią o śledztwie prowadzonym w miejscu, które z pozoru niczego nie ukrywało.
Wiadomo, kim była ofiara. Wiadomo, gdzie ją odnaleziono. Potwierdzono również, że doszło do przestępstwa. Nadal jednak otwarte pozostaje najważniejsze pytanie. Kto wykorzystał tę miejską anonimowość i dlaczego przez tak długi czas nikt nie dostrzegł, że w samym centrum dzielnicy leży odpowiedź na nierozwiązaną jeszcze sprawę? Kilka dni temu dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Brzegu odebrał niepokojący telefon od 33-letniego mężczyzny. Z jego słów wynikało, że w mieszkaniu w budynku wielorodzinnym odkręcił butlę z gazem i groził podpaleniem ulatniającej się substancji. Na miejsce natychmiast skierowano patrol interwencyjny. Przed drzwiami funkcjonariusze zastali bliskich mężczyzny, którzy byli wyraźnie zdenerwowani sytuacją.
Usłyszał zarzut sprowadzenia niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego wielu osobom. Prokuratura wskazuje, że grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Obecnie przebywa już w zakładzie karnym. Ta historia zaczyna się od krótkiej chwili, która miała ogromne znaczenie dla dalszego biegu wydarzeń. W nocy z 12 na 13 lipca, na dworcu kolejowym w Prabutach, świadek zauważył sytuację, która wymagała natychmiastowej reakcji. Z przekazanych przez niego informacji wynikało, że dwóch mężczyzn zaatakowało innego człowieka. To właśnie szybkie zgłoszenie sprawiło, że policjanci mogli niemal od razu ruszyć na miejsce. Była niedziela, 13 lipca, około godziny 1 w nocy, gdy dyżurny jednostki policji odebrał zawiadomienie.
Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny, zabezpieczyli ślady i zebrali materiał dowodowy potrzebny do odtworzenia przebiegu zdarzenia. W takich sprawach liczy się każdy szczegół, bo to właśnie z pozornie drobnych elementów śledczy próbują zbudować pełny obraz tego, co wydarzyło się na dworcu w Prabutach. Z ustaleń policji wynika, że zatrzymani to mieszkańcy Częstochowy w wieku 23 i 19 lat. Obaj mieli znajdować się pod wpływem alkoholu. Po zatrzymaniu zostali doprowadzeni do komendy w Kwidzynie i osadzeni w policyjnej celi. Dalsze czynności prowadzono już z ich udziałem, w oparciu o zgromadzone wcześniej informacje i dowody zabezpieczone na miejscu. W toku śledztwa funkcjonariusze ustalili także kolejny ważny element tej sprawy. Według ich ustaleń, podczas ataku jeden z podejrzewanych zabrał pokrzywdzonemu plecak.
14 lipca zostali doprowadzeni do prokuratury. Prokurator oceniając okoliczności sprawy i materiał zebrany przez policję wystąpił z wnioskiem o zastosowanie wobec obu podejrzanych środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. O ich dalszym losie miał zdecydować sąd. Ta sprawa pokazuje jak duże znaczenie ma szybka reakcja świadka i sprawne działanie służby. Gdyby zgłoszenie nie wpłynęło od razu Ustalenie przebiegu wydarzeń i zatrzymanie podejrzewanych mogłoby być znacznie trudniejsze. Tymczasem jeszcze tej samej nocy policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia, zatrzymała dwóch mężczyzn i rozpoczęła formalne czynności, które doprowadziły do postawienia zarzutów. W centrum tej historii pozostaje jednak człowiek, który przyjechał na dworzec i czekał na pociąg, a zamiast podróży trafił do szpitala. Reszta należy już do śledczych, prokuratury i sądów, które mają ustalić pełny przebieg zdarzenia oraz odpowiedzialność zatrzymanych.
W takim postępowaniu każdy etap ma znaczenie. Od pierwszego telefonu świadka, przez zabezpieczenie śladów, aż po decyzje procesowe podejmowane po analizie dowodów. Tutaj właśnie rozstrzyga się, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy w prabutach. Sprawa zaczęła się w listopadzie ubiegłego roku na autostradzie A9 w pobliżu Grazu w Austrii. Według ustaleń śledczych, grupa pseudokibiców warszawskiego klubu, wracająca z zagranicznego meczu, zablokowała samochód, którym jechali dwaj Chorwaci. Z relacji policji wynika, że ich auto zostało zniszczone, a sami podróżni doznali poważnych obrażeń i stracili swoje rzeczy. Austriacki śledczy przyjęli, że byli to przypadkowi ludzie, najpewniej omyłkowo uznani za członków wrogiej grupy kibicowskiej.
Bezpośrednio po zdarzeniu policja w Austrii zatrzymała 25 osób. Równolegle do działań austriackich od początku pracowali funkcjonariusze stołecznego wydziału ds. zwalczania przestępczości pseudokibiców Komendy Stołecznej Policji. Wymiana informacji, prowadzona także przez oficera łącznikowego policji austriackiej w Warszawie, pozwoliła zgromadzić materiał dowodowy i skierować akt oskarżenia do sądu. W czerwcu bieżącego roku Sąd w Grazu skazał 8 obywateli Polski na kary od 18 miesięcy do 4 lat pozbawienia wolności, za rozbój kwalifikowany oraz usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W dalszym śledztwie ustalono udział kolejnych osób. Trzech mężczyzn w wieku 29, 36 i 41 lat zatrzymano w Warszawie i Ząbkach.
W Bielsku-Białej zakończyły się poszukiwania mężczyzny ściganego europejskim nakazem aresztowania. Funkcjonariusze z Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji ustalili, że poszukiwany może ukrywać się właśnie na terenie miasta. Chodzi o 38-letniego mężczyznę, którego holenderskie organy ścigania podejrzewają o udział w pobiciu, po którym jedna osoba straciła życie. Z ustaleń policjantów wynika, że przez pewien czas, krok po kroku sprawdzano kolejne informacje dotyczące jego możliwego miejsca pobytu.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opisano zdarzenie drogowe prowadzące do odsłonięcia sprawy próbę zabójstwa.
Opisano zbrodninę związaną z ukrytym strzałem i zatrzymaniem podejrzanego.
Podano informacje o znalezieniu ciała kobiety w centrum Berlina i rozpoczęciu śledztwa.
Opisano incydent z groźbą podpalenia budynku przez 33-letniego mężczyznę.
Opisano zdarzenie na dworcu kolejowym prowadzące do zatrzymania dwóch podejrzanych.
Podano informacje o zbrodni na autostradzie A9 i zatrzymaniu podejrzanych.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku „Protokołu Zbrodni” punktem wyjścia jest sprawa z centrum Berlina, gdzie przez długi czas nikt nie zwracał uwagi na ślad ukryty przy torach. Opowiadamy także o nocnym zdarzeniu pod Zambrowem, które szybko nabrało poważniejszego znaczenia, oraz o śledztwie ze Swarzędza z wątkiem zakupu broni. Do tego zatrzymania po rozboju i pobiciu, groźby związane z butlą gazową, incydent na autostradzie w Austrii i ujęcie osoby poszukiwanej przez bielskich poszukiwaczy.