Chłopak o niebieskich oczach (1977)
Przystojny chłopak o niebieskich oczach wsiada z Tobą do windy i uśmiecha się. Chwilę później czujesz na gardle zimne ostrze żyletki. To nie horror, to działo się naprawdę w Warszawie – dlaczego nikt nie słyszał krzyku ofiar?
Nikt, absolutnie nikt nie łączył tych dwóch historii. Aż do tego przesłuchania. Zatrzymany chłopak o niebieskich oczach, pytany o napady nagle sam z siebie bez żadnej presji, mówi coś, co mrozi krew w żyłach śledczym. Co takiego? Mówi, zrobiłem zło i chciałem sam to ujawnić. A potem ze spokojem przyznaje się do zamordowania Oleńki. To jest moment, w którym sprawa wchodzi na zupełnie inny poziom złożoności. Śledczy musieli być w szoku. Na pewno byli. Nie mieli żadnych dowodów, które by go łączyły z tym zabójstwem. On sam wpakował się w oskarżenie o zbrodnię, za którą, przypomnijmy, groziła wtedy kara śmierci. No właśnie. I to rodzi fundamentalne pytanie.
Dlaczego? To był jakiś atak sumienia? Chęć oczyszczenia? Motywacje są tu niezwykle mętne. Z jednej strony, tak, mógł to być jakiś szczątkowy przebłysk sumienia, ale z drugiej, w kontekście jego psychiki, mogło to być coś zupełnie innego. Perwersyjna chęć pokazania pełni swojej, w cudzysłowie, mocy. Czyli? Jakby mówił. Myślicie, że jestem tylko jakimś tam bandytą z windy? Nie, ja jestem mordercą. To mogła być ostateczna, makabryczna próba zaistnienia. Opowiada im wszystko ze szczegółami. Co wydarzyło się 3 listopada, 4 dni przed pierwszym atakiem w windzie. Był klientem Olenki. Po wszystkim, jak sam twierdzi, bez żadnego konkretnego powodu, bez kłótni, po prostu zacisnął na jej szyi białą szmatę i dusił.
I żebyśmy dobrze zrozumieli, co to znaczy, to nie jest choroba psychiczna w potocznym rozumieniu, jak schizofrenia. Ok. To jest raczej trwałe uszkodzenie struktury mózgu, które wpływa na osobowość, emocje i, co najważniejsze, na kontrolę impulsów. Czyli jakby brakowało mu bezpieczników. Idealne porównanie. Każdy silniejszy bodziec mógł prowadzić do spięcia i niekontrolowanego wybuchu. Czyli on nie do końca panował nad tym, co robił. Biegli orzekli, że w chwili popełniania czynów miał w znacznym stopniu ograniczoną poczytalność. Wielokrotnie w ich opinii pojawiały się takie określenia jak infantylność, niedojrzałość emocjonalna, duże dziecko. Duże dziecko. Tak. Uznali, że jego czyny, w tym zabójstwo Oleńki, miały charakter czysto impulsywny.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przystojny chłopak o niebieskich oczach wsiada z Tobą do windy i uśmiecha się. Chwilę później czujesz na gardle zimne ostrze żyletki. To nie horror, to działo się naprawdę w Warszawie – dlaczego nikt nie słyszał krzyku ofiar?