Chłopak o niebieskich oczach (1977)
Przystojny chłopak o niebieskich oczach wsiada z Tobą do windy i uśmiecha się. Chwilę później czujesz na gardle zimne ostrze żyletki. To nie horror, to działo się naprawdę w Warszawie – dlaczego nikt nie słyszał krzyku ofiar?
Okej, cofnijmy się w czasie. Jesteśmy w Warszawie, jest listopad 1977 roku. Wyobraźmy sobie to miasto. Szare, takie trochę zmęcone codziennością PRL-u i nagle w tę monotonię wbija się taki ostry, paraliżujący strach. Kobiety zaczynają się bać, boją się wracać do własnych domów, boją się wchodzić do wind. Bo w tych windach czai się młody chłopak. Niewinna twarz, niebieskie oczy, ale w ręku żyletka. Analizujemy dzisiaj, wiesz, absolutną klasykę polskiego reportażu kryminalnego. Tekst Krystyny Chrupkowej, Chłopak o niebieskich oczach. Opublikowany w Kultowym Detektywie. Dokładnie. 10 lat po tych wydarzeniach, w 1987 roku.
Pochodził z tak zwanego dobrego domu, z rodziny urzędniczej. Z pozoru zwykły chłopak. Dokładnie. Ale pod tą powierzchnią krył się podręcznikowy przykład drogi ku katastrofie. Ojciec był alkoholikiem. W liście do sądu sam napisał, że jego metody wychowawcze można określić jednym słowem. Żadne. Mocne. W domu była ciągła przemoc, awantury. Do tego problemy samego chłopaka, już we wczesnym dzieciństwie. Lęki nocne, moczenie się, nadpobudliwość. Od małego był pod opieką poradni zdrowia psychicznego. To była tykająca bomba zegarowa. Reportaż Chrupkowej wskazuje, że w jego życiu dominowały dwie potężne obsesje. Pierwsza to seks. Mhm, prostytutki. Okradał własnych dziadków.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przystojny chłopak o niebieskich oczach wsiada z Tobą do windy i uśmiecha się. Chwilę później czujesz na gardle zimne ostrze żyletki. To nie horror, to działo się naprawdę w Warszawie – dlaczego nikt nie słyszał krzyku ofiar?