Uzbekistan - na Jedwabnym Szlaku
Podróżowaliśmy przez pustynne i górskie krajobrazy podążając szlakiem, który był dawniej centrum światowej cywilizacji. Byliśmy w legendarnych miastach: Samarkanda, Buchara i Chiwa, pełnych zabytków jakby z Baśni z tysiąca i jednej nocy, gdzie czas stanął w miejscu i czuje się klimat sprzed wieków. Zajrzeliśmy do Urgenczu, w którym urodziła się Anna German. Byliśmy nad jeziorem Aralskim z cmentarzyskiem statków, aby poznać najprawdopodobniej największą katastrofę wywołaną przez ludzką działalność. Zatrzymaliśmy się w Nukusie, stolicy Karakałpacji, gdzie zwiedziliśmy nazywane Luwrem pustyni Muzeum Sawickiego, malarza i kolekcjonera sztuki, którego dziadek był Polakiem. Gościem Jerzego Jopa byli Ania (Creative Designer w Pracowni pod Kasztanem) i Tomasz Chałacińscy.
No my widzieliśmy tylko tą Aralkum, czyli te wraki statków na tej niezmierzonej pustyni. Robi to wrażenie ogromne, bo... Stajesz i wiesz, masz w świadomości, że stajesz nad jeziorem, a tak naprawdę tylko widzisz te wraki takie pordzewiałe. No wygląda to upiornie. Robi to wrażenie, wygląda to upiornie. Co kto lubi. Na pewno jest to coś niezwykłego na skalę światową. Po drodze do Jeziora Aralskiego zatrzymaliście się w Nukusie, małe miasto będące stolicą Karakaupacji, autonomicznej republiki w granicach Uzbekistanu. I co w tym Nukusie można zobaczyć? Kara kaupacja w ogóle była dla nas przeogromnym zaskoczeniem.
My wprawdzie przygotowaliśmy się do podróży, ale gdzieś ta kara kaupacja nam umknęła troszeczkę. I dopiero jak wjechaliśmy do Nukusu, okazało się w ogóle, że w Nukusie jest... Tak jakby trochę inaczej, że jest bardzo czysto, jest bardzo nowocześnie, nie ma tego gwaru jedwabnego szlaku, jest bardzo dużo uczelni, jest bardzo dużo studentów na ulicach. I dopiero jak zobaczyliśmy dwie flagi, bo flaga karakałpacji różni się od uzbeckiej tym, że zamiast paska białego jest żółty, tak to są identyczne, to mnie się przypomniało, że coś czytałam, że to rzeczywiście tam jest coś inaczej. I okazuje się, że rzeczywiście od zawsze to było autonomiczną republiką, nawet za czasów Związku Radzieckiego to była autonomiczna republika, sowiecka republika Karakałpacji, chyba to się tak nazywało.
Stolicą właśnie jest Nukus, oni bardzo stawiają na naukę. ponieważ są tak naprawdę na końcu tego Uzbekistanu, więc tworzą się tam centra biznesowe. Jest lotnisko w Nukusie, więc mogą sobie pozwolić właśnie na jakieś kontakty biznesowe, bo nie trzeba nigdzie znikąd tak daleka tych ludzi przywozić, którzy tam odwiedzają tą Karakałpację. Karakałpacy są przesympatyczni. My mieliśmy szczęście właśnie a propos ludzi poznać Ninę i Zinę. Dwie siostry, które bardzo chodziły koło kawiarni, w której siedzieliśmy. Podkreślmy tylko, że to są młode osoby. Tak, to młode dziewczyny, takie 20-22 letnie. Przechodziły, przyglądały nam się, bo już w tej Karakałpacji to naprawdę byliśmy zjawiskiem. To tam już w ogóle samodzielnie to nikt nie dociera, prawie.
Ponieważ my mieliśmy zaplanowane właśnie dotarcie do Nukusu, dotarliśmy, poznaliśmy wieczorem właśnie dziewczyny. Następnego dnia jechaliśmy do Jeziora Aralskiego, wróciliśmy i kolejnego dnia po śniadaniu mieliśmy wyjechać, wracać już właśnie w stronę Urgęczu. Ale stwierdziliśmy, że nam się nigdzie nie spieszy tak naprawdę i całe do południa spędziliśmy z dziewczynami. Więc mogliśmy je bliżej poznać, troszeczkę więcej się o nich dowiedzieć, porozmawiać. Dziewczyny mówią każda z nich w czterech językach. Mówią po karakałpacku, mówią po uzbecku, mówią w języku kazachskim. Karakałpacki bardzo się różni od uzbeckiego? On w ogóle, w ogóle Karakałpaci, oni nie mają nic wspólnego z Uzbekami. Im jest bliżej do... Koreańczyków? Koreańczyków, Kazachów i Turkmenów.
Więc oni są bliżej związani w ogóle z Turcją, z Turkmenistanem niż z Uzbekistanem. To oni są tam przyklejeni do tego Uzbekistanu naprawdę zupełnie... Na siłę. Pewnie kiedyś na siłę, dokładnie tak. I tak jak mówiłam, dziewczyny mówią właśnie po uzbecku, karakałpacku, kazachsku, Nina po angielsku, a Zina po rosyjsku. Więc mieliśmy mieszankę taką, ponieważ my jesteśmy z czasów nauki rosyjskiego w szkole podstawowej i średniej. Więc co nie dogadaliśmy po angielsku, to dogadaliśmy po rosyjsku i daliśmy radę w tych językach się porozumieć. I co jeszcze w Karakałpacji? Co w Nukusie? W Nukusie zabytków za wiele nie ma. Tam się jedzie tak naprawdę nad Jezioro Aralskie i to jest taki przystanek.
Ten Nukus, ale jest tam cmentarz Mizdakan. Początkowo było to miasto założone w IV wieku przed naszą erą. W XIV wieku Timur Chromy ze swoimi wojskami zrównał miasto z ziemią i to, co zostało, zostało cmentarzem. W kulturze islamskiej też nie dba się o cmentarze tak, jak my dbamy o cmentarze, więc tam można spotkać piękne, duże grobowce, ale też i bardzo dużo takich zaniedbanych, po prostu my byśmy powiedzieli takich trochę porzuconych grobów. Co jest takiego szczególnego w tym cmentarzu? No to, że on jest ponoć najstarszy na terenie Uzbekistanu i według legendy znajduje się tutaj grób Adama, biblijnego Adama I człowieka. Drugim miejscem do zwiedzania w Karakałpacji jest Muzeum Sawickiego.
To jest w Nukusie. To jest w Nukusie, dokładnie w Nukusie, bo ten cmentarz jest na obrzeżach Nukusu, a w samym Nukusie jest właśnie Lufru Pustyni Kzyłkum. Warto tam iść, zwłaszcza, że Igor Sawicki urodził się w Kijowie w ogóle. Tak, jego dziadek był Polakiem, on był właśnie, teraz to się mówi, że był ukraińskim Żydem. No generalnie te korzenie, wiadomo, że teraz trudno to oddać na dzień dzisiejszy, bo mamy inne granice. Ale tak, on się urodził w Kijowie i miał korzenie polskie. Po rewolucji jego rodzina przeniosła się do Moskwy, gdzie przyszły twórca tego muzeum właśnie, czyli Sawicki, uczył się w kilku szkołach artystycznych. Podczas II wojny światowej ze względu na stan zdrowia nie został powołany do wojska, czyli troszeczkę mu się udało i właśnie wtedy po raz pierwszy trafił do uzbeckiej socjalistycznej Republiki Radzieckiej, ponieważ no to wtedy tak to było.
Po śmierci Sawickiego w 1984 roku to jego dzieło kontynuowała Marynika Baba Nazarowa. I od kilkunastu lat muzeum nosi imię właśnie Sawickiego, czyli założyciela swojego. Działa w nowym budynku. Jest tam zgromadzonych 90 tysięcy eksponatów. My kiedy byliśmy, jedno piętro było wyłączone, bo było w czasie remontu. I można było zobaczyć około 50 eksponatów. W tym, skoro jest luwr pustyni, to w luwrze musi być Mona Lisa. Więc w Nukusie jest i Mona Lisa z Nukus. Nie ma to nic wspólnego z kobietą. Raczej jest to nazwane dlatego, że jest to takie wyjątkowe dzieło. I tym wyjątkowym dziełem jest byk autorstwa Władimira Łysenki.
Ale dlaczego uznano go za wariata? Bo byk nie może być niebieski. Że kolor po prostu przeważył nad tym nie, co było namalowane, tylko sam kolor przeważył, że po prostu człowieka zamknęli. Znaleźli sobie chyba tak najbardziej po prostu jakiś taki powód odjechany zupełnie od rzeczywistości, żeby go uznać za wariata. On został wypuszczony? Z tego więzienia i żył sobie do śmierci u siostry, ale nie pamiętam czy w Nukusie, czy w Moskwie. W każdym razie on wyszedł z tego więzienia i dokończył żywot w domu siostry. W każdym razie jest i Monaliza Karakałpacka. W Muzeum Sawickiego. Igor Sawicki był nie tylko kolekcjonerem sztuki, był też malarzem.
I co się okazało, to był Hiszpan, który był zafascynowaną historią naszego ruchu Solidarność. Ale polskiego nie znał. Polskiego nie znał. Był w Gdańsku, stąd i koszulka. I do Karagałpacji, w ogóle do Nukusu, przyjechał tylko i wyłącznie po to, żeby zobaczyć Muzeum Sawickiego. To dobrze, że był zafascynowany Polską, bo mógł dostać po prostu od kogoś koszulkę i nawet nie wiedzieć skąd ten napis. Tak, on dokładnie wiedział, co ma na sobie. Był w Gdańsku i właśnie w tym Nukusie był dla Muzeum Sawickiego. A jak się jeździ po Uzbekistanie? Jakie są drogi? Tak jak w wielu krajach i w naszych podróżach trzeba mieć na baczności, być uważnym. Natomiast co do dróg w Uzbekistanie, próbowaliśmy przed wyjazdem znaleźć jakieś informacje.
Niejednokrotnie kończyło się na tym, że się hamowało dosyć ostro, wycofowało się kilka metrów do tyłu, na wstecznym i jechało się przeciwnym pasem, bo po prostu nie udało się przejechać swoim pasem. No najgorszą drogą na pewno była droga z Nukus do Jeziora Aralskiego. Tam było 80 kilometrów. Ja po 20 kilometrach miałam dosyć jako pasażer. Nie nagraliśmy tam nic, bo ja się bardziej denerwowałam niż byłam w stanie się skupić na tym, żeby coś tam w ogóle nagrać. Po 40 kilometrach mnie się chciało płakać tylko, że jeżeli masz do przejechania 80 kilometrów i za sobą już 40 kilometrów takiej blegi... To masz tą nadzieję, że ten asfalt się w końcu pojawi, że będzie dobra droga. Że to kiedyś się pojawi. No i pojawia się na 7 kilometrów przed właśnie tym miastem Moniaku, do którego się dociera, żeby zobaczyć brzeg, dawny brzeg Jeziora Aralskiego.
To jest po pierwsze, o ile nie z napędem na dwie osie. Wtedy będzie to bezpieczna podróż. Zdecydowanie. Nina nie mogła uwierzyć, że my w ogóle pojechaliśmy tam bez wycieczki zorganizowanej. To ona kilka razy dopytywała, czy to na pewno tak samo i znowu we dwoje i tam też, bo ona była pewna, że myśmy dotarli do Nukus po to, żeby sobie kupić tam wycieczkę zorganizowaną, pojechać, zobaczyć i wrócić. Kierowcy użytkujący te Jeepy jeżdżą z dużymi prędkościami. Naprawdę. My jadąc, no wiadomo, na ile by droga pozwalała z prędkością, tam nie wiem, 30-50 kilometrów, oni po prostu przejeżdżali obok nas z bardzo dużymi prędkościami. Ale to były też osoby, które tam jeżdżą na okrągło i innym samochodem. Tak, na co dzień, także znają dokładnie każdy zakręt, każdą dziurę, która jest w asfalcie. A dziury tam są same na tej drodze? Ogromne, że niemal cały samochód się mieścił w tych dziurach.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.