Uzbekistan - na Jedwabnym Szlaku
Podróżowaliśmy przez pustynne i górskie krajobrazy podążając szlakiem, który był dawniej centrum światowej cywilizacji. Byliśmy w legendarnych miastach: Samarkanda, Buchara i Chiwa, pełnych zabytków jakby z Baśni z tysiąca i jednej nocy, gdzie czas stanął w miejscu i czuje się klimat sprzed wieków. Zajrzeliśmy do Urgenczu, w którym urodziła się Anna German. Byliśmy nad jeziorem Aralskim z cmentarzyskiem statków, aby poznać najprawdopodobniej największą katastrofę wywołaną przez ludzką działalność. Zatrzymaliśmy się w Nukusie, stolicy Karakałpacji, gdzie zwiedziliśmy nazywane Luwrem pustyni Muzeum Sawickiego, malarza i kolekcjonera sztuki, którego dziadek był Polakiem. Gościem Jerzego Jopa byli Ania (Creative Designer w Pracowni pod Kasztanem) i Tomasz Chałacińscy.
Kobiety zbierały rzeczywiście tą bawełnę, no jedzie się przez takie niezmierzone pola bawełny przez Uzbekistan. Uzbekistan jest jednym z kluczowych producentów bawełny właśnie. Ich sporterów również. Kiedyś to kluczowy właściwie producent na świecie. Ale sobie załatwili tę największą katastrofę ekologiczną, można powiedzieć, chyba na świecie tak naprawdę. Czyli zmierzamy do jeziora, niektórzy mówią Morza Aralskiego. No to było czwarte jezioro świata. Za Morzem Kaspijskim, Jeziorem Górskim. górnym w Ameryce Północnej i jeziorem Wiktorii w Afryce. Zajmowało powierzchnię wynoszącą prawie 68 tysięcy kilometrów kwadratowych. A dziś jak wygląda? Dziś to trochę taki upiorny widok.
Po dotarciu na miejsce ukazały nam się łódki, o ile można nazwać łódki, chyba to były łódki rybackie, które stały, zardzewiałe, na piachu, bo już woda dawno, wiele lat temu wycofała się w głąb, no z powodu tego nawadniania pól. No właśnie, powiedzmy więcej o tej tragedii. Wymyślono w latach 60., że będą mieli jeszcze więcej tej pawełny i w ogóle już będą takim gigantem pawełnianym. Związek Radziecki miał taki pomysł, bo o Jeziorze Aralskim mówiono może bez końca. No, ono rzeczywiście tą powierzchnię miało ogromną. Rozwijało się tam rybołówstwo, królowały połowy Jesiotra. Woda zasilała całe regiony Azji Środkowej z tego jeziora.
My tam byliśmy jeszcze w dzień pochmurny, więc ta upiorność była wspomagana przez aurę. Nie ma tam tak naprawdę nic więcej. Jest malutkie, w tej miejscowości jest malutkie muzeum tego jeziora aralskiego, jakieś tam puszki po konserwach, tego typu rzeczy. My tam byliśmy, to nawet tam nie było nic otwarte, żeby zjeść, ale mieliśmy pizzę z poprzedniego dnia, także głodnie nie chodziliśmy. Zjedliśmy na zimno i porobiliśmy zdjęcia, pospacerowaliśmy i wróciliśmy tak naprawdę. Można do brzegów jeziora dotrzeć, ale to już taką wycieczką zorganizowaną, jeepami, no bo to jednak się jedzie po pustyni, więc można brzeg tego jeziora zobaczyć.
No my widzieliśmy tylko tą Aralkum, czyli te wraki statków na tej niezmierzonej pustyni. Robi to wrażenie ogromne, bo... Stajesz i wiesz, masz w świadomości, że stajesz nad jeziorem, a tak naprawdę tylko widzisz te wraki takie pordzewiałe. No wygląda to upiornie. Robi to wrażenie, wygląda to upiornie. Co kto lubi. Na pewno jest to coś niezwykłego na skalę światową. Po drodze do Jeziora Aralskiego zatrzymaliście się w Nukusie, małe miasto będące stolicą Karakaupacji, autonomicznej republiki w granicach Uzbekistanu. I co w tym Nukusie można zobaczyć? Kara kaupacja w ogóle była dla nas przeogromnym zaskoczeniem.
Ponieważ my mieliśmy zaplanowane właśnie dotarcie do Nukusu, dotarliśmy, poznaliśmy wieczorem właśnie dziewczyny. Następnego dnia jechaliśmy do Jeziora Aralskiego, wróciliśmy i kolejnego dnia po śniadaniu mieliśmy wyjechać, wracać już właśnie w stronę Urgęczu. Ale stwierdziliśmy, że nam się nigdzie nie spieszy tak naprawdę i całe do południa spędziliśmy z dziewczynami. Więc mogliśmy je bliżej poznać, troszeczkę więcej się o nich dowiedzieć, porozmawiać. Dziewczyny mówią każda z nich w czterech językach. Mówią po karakałpacku, mówią po uzbecku, mówią w języku kazachskim. Karakałpacki bardzo się różni od uzbeckiego? On w ogóle, w ogóle Karakałpaci, oni nie mają nic wspólnego z Uzbekami. Im jest bliżej do... Koreańczyków? Koreańczyków, Kazachów i Turkmenów.
Niejednokrotnie kończyło się na tym, że się hamowało dosyć ostro, wycofowało się kilka metrów do tyłu, na wstecznym i jechało się przeciwnym pasem, bo po prostu nie udało się przejechać swoim pasem. No najgorszą drogą na pewno była droga z Nukus do Jeziora Aralskiego. Tam było 80 kilometrów. Ja po 20 kilometrach miałam dosyć jako pasażer. Nie nagraliśmy tam nic, bo ja się bardziej denerwowałam niż byłam w stanie się skupić na tym, żeby coś tam w ogóle nagrać. Po 40 kilometrach mnie się chciało płakać tylko, że jeżeli masz do przejechania 80 kilometrów i za sobą już 40 kilometrów takiej blegi... To masz tą nadzieję, że ten asfalt się w końcu pojawi, że będzie dobra droga. Że to kiedyś się pojawi. No i pojawia się na 7 kilometrów przed właśnie tym miastem Moniaku, do którego się dociera, żeby zobaczyć brzeg, dawny brzeg Jeziora Aralskiego.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.