Nocny łowca – pętla się zaciska
Upalne lato 1985 roku w Los Angeles zamienia otwarte okna w zaproszenie dla seryjnego mordercy. Nocny Łowca wciąż terroryzuje miasto, zostawiając po sobie tak wiele śladów, że śledczy ledwo nadążają z ich analizą. Pętla jednak się zaciska – dzięki balistyce, daktyloskopii i rodzącemu się komputerowemu systemowi identyfikacji odcisków palców. Ostatecznie to nie policja, lecz tłum dopada Richarda Ramireza.
Pod koniec maja 1985 roku wątki satanistyczne stają się jeszcze bardziej wyraziste. 29 maja morderca jedzie skradzionym samochodem do Monrovii. To kolejne miasto w tej samej dolinie San Gabriel, którą mężczyzna terroryzuje już od kilkunastu tygodni. To dlatego nadano mu również przezwisko intruz z doliny. Sprawca zatrzymuje się przed domem dwóch starszych kobiet, 83-letniej Mabel Bell i jej niepełnosprawnej siostry, 81-letniej Florence Nettie Lang. Włamuje się do środka. W kuchni znajduje młotek z charakterystycznym czerwonym drewnianym trzonkiem.
Presja na policję była wręcz niewyobrażalna. Detektywi wiedzieli, że nie ścigają już tylko niebezpiecznego włamywacza, bądź co bądź, ale kogoś, kto w oczach ludzi, społeczeństwa, stał się niemal mitycznym potworem. A on wciąż pozostawał nieuchwytny, no i uderzał w kolejnych miastach należących do hrabstwa Los Angeles. Tak, 5 lipca drapieżca zjawia się w miejscowości Sierra Madre. Znowu w tej samej okolicy, w dolinie San Gabriel. No i znowu krąży w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Tym razem w jednym z domów znajduje niezamknięte na zamek drzwi. Po cichu zakrada się do sypialni 16-letniej Whitney Bennett.
O tym opowiadaliśmy zresztą w poprzedniej części tego podcastu. Czyli jednak napastnik w tym czasie nie wyrzucił jeszcze swoich charakterystycznych butów do zatoki w San Francisco, jak twierdził podczas procesu. Zresztą ten sam bieżnik buta Avia pojawia się w śledztwie kolejny raz, 7 lipca, więc dosłownie kilka dni po ataku na Whitney Bennett. Facet w czerni jest najwyraźniej w amoku zabijania, no i robi się coraz brutalniejszy. Włamuje się do domu 60-letniej Joyce Nelson w Monterey Park. To jest to samo miasto, w którym już wcześniej zamordował Weronikę Yu oraz Lillian i Williama Doyle. Tym razem znęca się nad Joyce Nelson, bijąc ją i kopiając bez opamiętania, zwłaszcza w głowę.
20 lipca tego roku to była data, która zmieniła tok śledztwa, które się toczyło w sprawie nocnego łowcy. No bo tej samej nocy morderca uderza aż dwa razy i znów w dolinie San Gabriel. Najpierw w mieście Glendale włamuje się do domu 68-letniego Maxona Kneidinga i jego żony 66-letniej Leili. Oboje giną od strzałów i ciosów maczetą, ale sprawca nie wraca do swojej kryjówki, tylko wsiada w skradziony samochód i jedzie dalej. I po kilkunastu kilometrach dociera do Sun Valley. Wybiera dom małżeństwa Somkit i Chayna Rock Kovanant.
To odbiegało od modus operandi Nocnego Łowcy. A co więcej, policja w Glendale to jednostka niezależna od policji w Los Angeles. Dlatego w sprawach napaści na małżeństwa Knadingów w Glendale i Kovanantów w Sun Valley, obu dokonanych 20 lipca, toczyły się dwa odrębne dochodzenia w różnych jurysdykcjach. Tak było do czasu, kiedy laboratorium kryminalistyczne przekazało śledczym wyniki analizy balistycznej. Eksperci porównali ślady z Glendale i z Sun Valley. Bo choć samą broń sprawca zwykle zabiera ze sobą, no to na miejscu zdarzenia pozostają zazwyczaj pociski, a często też łuski, czyli te elementy, które miały bezpośredni kontakt z tą bronią.
Ale z drugiej strony niskiej jakości materiały, z których wykonana była broń, sprawiały, że pistolety szybko się zużywały. A dzięki temu nabierały wyraźnych cech indywidualnych i one to właśnie ułatwiały rozpoznanie konkretnego egzemplarza i powiązanie ze sobą różnych miejsc zbrodni. Specjaliści przebadali więc ślady balistyczne zebrane w Glendale i Sun Valley. Wynik był jednoznaczny. Ta sama broń. Pistolet kalibru 22. To ostateczny dowód na to, że sprawcą jest ta sama osoba. Wtedy właśnie szeryf Sherman Block z Departamentu Szeryfa Hrabstwa Los Angeles powołał specjalną grupę zadaniową. Najlepsi detektywi z południowej Kalifornii mają teraz...
Słuchasz podcastu Laboratorium zbrodni. Morderca czuje się już na tyle pewnie, że wyjeżdża poza swoje terytorium łowieckie, które dotychczas znajdowało się w okolicach Los Angeles. I tak 18 sierpnia pojawia się w San Francisco i tam zabija Petera Pana. Ciężko rani jego żonę Barbarę. Na miejscu zbrodni zostawia swój pełny, makabryczny podpis. Na ścianie rysuje szminką pentagram i pisze słowa Jack the Knife. Ale dla specjalistów kryminalistyki ważniejsze jest co innego. Na podłodze znów znajdują wyraźny odcisk buta awia. A co jeszcze bardziej istotne, analiza balistyczna potwierdza, że sprawca wciąż strzela z tej samej broni.
Tutaj jednak tego adresu po prostu nie było. Nie było domu, do którego można zapukać o 6 rano. Nie było sąsiadów, których można by dyskretnie przesłuchać, tak żeby ustalić chociażby nawyki podejrzanego. To właśnie ten chaotyczny styl życia sprawił, że Ramirez tak długo pozostawał nieuchwytny, mimo że zostawiał na miejscach zbrodni liczne ślady, odciski butów i palców. Po prostu nie dało się ich przypisać do żadnej konkretnej lokalizacji na mapie, bo był ciągle w ruchu. Kursował między rodzinnym El Paso w Teksasie, San Francisco, a różnymi dzielnicami Los Angeles. Nie miał jednej jakiejś bazy. Sypiał tam, gdzie akurat przypadkiem się znalazł. W tanich, anonimowych motelach, w kradzionych samochodach, które porzucał po kilku dniach.
Pamiętacie państwo te słynne buty Avia i wątpliwości? Dużo o nich mówiliśmy w poprzednim odcinku. Obrońcy wykorzystali ten fakt. Punktowali, że skoro ten sam typ podeszwy montowano w tysiącach butów, od koszykarskich po te do aerobiku, a ślady na miejscu zbrodni były niekompletne, no to nie może być mowy o dowodzie naukowym. I mimo, że media z lubością relacjonowały ten wątek śledztwa, to jednak na sali sądowej znacznie ważniejszą rolę odegrały dowody balistyczne. Już nie tak atrakcyjne z punktu widzenia dziennikarzy, ale znacznie twardsze dowody niż odciski butów. Eksperci wykazali przed sądem, że kule wyjęte z ciał ofiar w różnych miastach hrabstwa Los Angeles oraz w San Francisco zostały wystrzelone z tych samych egzemplarzy broni.
Richard Ramirez został uznany za winnego 13 morderstw, 5 usiłowań zabójstwa, 11 napaści seksualnych i 14 włamań. Sędzia skazał go na karę śmierci w komorze gazowej. Ramirez kwitował to słowami, wielkie rzeczy, śmierć jest wliczona w koszty. Do zobaczenia w Disneylandzie. Nigdy jednak nie trafił do komory gazowej. Zmarł w 2013 roku w więzieniu stanowym San Quentin z przyczyn naturalnych, w wyniku powikłań związanych z nowotworem, chłoniakiem. Sprawa nocnego łowcy do dziś pozostaje, można powiedzieć, podręcznikowym przykładem tego, jak kluczowa w śledztwie jest współpraca pomiędzy różnymi jurysdykcjami,
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.