Putin będzie nieśmiertelny? Ma czas do 2030 roku #95
Chcesz więcej odcinków? Słuchaj i obserwuj Krzyk Horror Podcast, zostaw ⭐⭐⭐⭐⭐ i wyślij link z tym odcinkiem do tych, którzy lubią takie historie.Mały chłopiec gonił szczury w brudnym zaułku Leningradu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta brutalna lekcja uczyni go w przyszłości jednym z najpotężniejszych ludzi świata. Jednak dla Władimira Putina sama władza to za mało. Pragnie czegoś więcej. Mają mu w tym pomóc naukowcy.
Dzisiejszy odcinek to opowieść o brutalnej walce, bólu i bezwzględności, która stworzyła jednego z najbardziej znienawidzonych ludzi na świecie. Władimira Putina. Ale nie licz, że będę się tutaj rozwodził nad tematem wojny za wschodnią granicą i mówił to, czym żyje prasa, telewizja i internet na całym świecie. Dziś poznasz szczegóły znacznie ważniejszej walki, która jest skrywana przed opinią publiczną. Bo najważniejszy człowiek Rosji i wszyscy jego poplecznicy są w stanie podpalić świat, aby zdobyć czas w wojnie o nieśmiertelność. Zanim wsłuchasz się w szczegóły, polub i podbij ten film na YouTubie.
Imperium, któremu oddał życie, dla którego zaprzedał duszę, po prostu go porzuciło. Zostawiło go samego naprzeciw wściekłego tłumu. Dla Putina to nie był upadek totalitaryzmu. To nie było zwycięstwo wolności. To była strada. Dowód na słabość władzy. Putin wyszedł do tłumu i skłamał. Powiedział, że w budynku są uzbrojeni żołnierze, którzy będą strzelać. Tłum się cofnął. Kłamstwo zadziałało, ale strach pozostał. Tamtej nocy, paląc w piecu tajne dokumenty, aż pękł komin, Putin zrozumiał też drugą lekcję. Władza nigdy nie może milczeć. Władza nigdy nie może okazywać słabości. Bo jeśli pokażesz słabość, tłum cię pożre. Tak jak szczur w korytarzu. Wowa powrócił do Rosji, która nie była już jego krajem.
Związek Radziecki gnił i rozpadał się na oczach. Leningrad stał się Petersburgiem. Bohaterowie KGB zostali pariasami. Ale Putin nie zamierzał być ofiarą. Został tak zwanym szarym kardynałem, człowiekiem odnoszenia teczki z amerem Anatolijem Sobczakiem. Stał się niewidzialny. Podczas gdy inni walczyli o błysk fleszy, on stał w cieniu, słuchał i zapamiętywał. Budował sieć powiązań z byłymi agentami, nowymi biznesmenami, a nawet lokalną mafią. Nauczył się, że w Nowej Rosji nie liczy się ideologia. Liczą się jedynie pieniądze i lojalność. Koledzy z tamtych lat wspominają go jako człowieka bez twarzy. Nijaki, mówili. Mól. Nie wiedzieli, że ta nijakość to jego pancerz.
Pod maską urzędnika średniego szczebla krył się drapieżnik, który tylko czekał na odpowiedni moment. Miał już plan. Wiedział, że aby przetrwać w tym chaosie, nie wystarczy być silnym. Trzeba być bezwzględnym. ale wciąż był nikim, szarym urzędnikiem w tanim, nieco za dużym garniturze, którego nikt w Moskwie nie traktował poważnie. Potrzebował trampoliny, czegoś co katapultuje go na sam szczyt, czegoś co sprawi, że naród znowu zapragnie silnej ręki. Potrzebował strachu i wkrótce, pewnej wrześniowej nocy, Rosja miała obudzić się w nowej rzeczywistości, w której demokracja wylatuje w powietrze razem z blokami mieszkalnymi. A jedynym ratunkiem jest ten cichy człowiek z Leningradu. W jego głowie dojrzewała myśl.
Jeśli chcesz rządzić wiecznie, musisz sprawić, żeby ludzie bali się życia bez ciebie bardziej niż śmierci. Jest wrzesień 1999 roku. Wyobraź sobie, że kładziesz się spać. Jesteś w swoim mieszkaniu, w bloku z wielkiej płyty, jakich tysiące w całej Rosji. Czujesz się bezpiecznie. Twoje dzieci śpią w pokoju obok. Wierzysz, że twoje cztery kąty to twoja twierdza. Ale w Rosji bezpieczeństwo to iluzja. Jest 9 września, ulica Góry Janowa w Moskwie. Północ już dawno minęła. Nagle cisza rozrywa huk, który słychać w całym mieście. Dziewięć pięter betonu, stali i ludzkich istnień zapada się, zamieniając się w górę gruzu i pyłu.
Setka ludzi ginie we śnie. Cztery dni później ulica Kaszirska. Kolejny blok i kolejny wybuch. Służby wyciągnęły sto dwadzieścia ciał spod gruzów. Panika to słowo nie oddaje tego, co czuli wtedy Rosjanie. To był pierwotny, zwierzęcy strach. Ludzie bali się zasnąć. Organizowali patrole obywatelskie, pilnowali piwnic, sprawdzali każdy samochód zaparkowany pod oknem. Rosja, która jeszcze chwilę temu marzyła o zachodnim stylu życia, nagle poczuła się jak zwierzyna w klatce. I to właśnie wtedy, w tym chaosie, na scenę wkracza on, Władimir Putin, już nie jako szary urzędnik, ale jako mściciel. Kamery pokazują jego twarz, zimną, zaciętą, pozbawioną cienia wątpliwości.
Wypowiada wtedy słowa, które staną się fundamentem jego mitu. Słowa, które w dyplomatycznym świecie brzmiały jak wulgaryzm, ale dla przerażonych Rosjan były jak obietnica. Będziemy ich ścigać wszędzie. Jeśli znajdziemy ich w talecie, to ubijemy ich w wychod, Naród wiwatował. Wreszcie ktoś silny. Wreszcie ktoś, kto nas obroni. Nikt nie zadawał pytań. Chociaż tych było wiele. Przenieśmy się teraz do Riazania. Jest 22 września. To miasto daleko od czeczeńskiego frontu. Kierowca autobusu zauważa coś dziwnego. Dwóch mężczyzn i kobieta wnoszą ciężkie worki do piwnicy bloku. Zaklejają papierem tablice rejestracyjne samochodu. Kierowca dzwoni na milicję. Funkcjonariusze przyjeżdżają. Schodzą do piwnicy.
Machina ruszyła. Druga wojna czeczeńska stała się faktem. Rosyjskie bombowce równały grozny z ziemią. Poparcie dla Putina poszybowało z dwóch do ponad pięćdziesięciu procent. Krew na betonie stała się cementem jego władzy. Wowaz Leningradu przestał być urzędnikiem. Stał się carem. Ale prawdziwy test jego człowieczeństwa, a raczej jego braku, nadszedł rok później. Jest sierpień 2000 roku. Morze Barenca. Duma rosyjskiej floty. Atomowy okręt podwodny Kursk znika z radarów. Na pokładzie 118 ludzi. Dwie potężne eksplozje wstrząsają morzem. Gdzie jest nowy prezydent Rosji? Gdzie jest Władimir Putin? Jest w Soczi, na wakacjach, jeździ na nartach wodnych, grilluje.
Przez dni, które wydają się wiecznością, Kreml milczy, odrzucając pomoc Brytyjczyków i Norwegów, którzy mają sprzęt, aby otworzyć właz. Kłamią o nawiązaniu kontaktu z załogą. Nie mówią także prawdy o stanie morza. W tym czasie... Na dnie lodowatego oceanu, w dziewiątym przedziale, dwudziestu trzech marynarzy wciąż żyje. Piszą listy do żon w ciemnościach. Oddychają resztkami powietrza. Czekają na ratunek, który nigdy nie nadejdzie. Bo ich życie jest mniej ważne niż tajemnice wojskowe i wizerunek wielkiej Rosji. Kiedy Putin w końcu przerywa urlop i spotyka się z rodzinami ofiar w bazie w Widjajewie, dochodzi do dandyjskich scen. Matki krzyczą mu w twarz. Nazywają go mordercą. Co robi władza?
Wsadził do klatki najbogatszego człowieka w Rosji, Michaiła Chodorkowskiego, pokazując oligarchom Wszystko co macie należy do mnie. Jesteście tylko zarządcami moich pieniędzy. Prezydent stworzył system idealny. Pion władzy, dyktaturę prawa, która z prawem nie ma nic wspólnego. Putin miał już wszystko. Pałace, których nie powstydziliby się carowie. Miliardy dolarów ukryte w rajach podatkowych przez swoich popleczników. Atomowy przycisk, który mógłby zniszczyć cywilizację. Wydawało się, że jest Bogiem, ale każdego ranka, kiedy stawał przed lustrem w swojej rezydencji w Nowogariowie, widział coś, czego nie mógł aresztować, czego nie mógł zastraszyć. Coś, czego nie mógł otruć polonem ani wysadzić w powietrze.
Widział nową zmarszczkę, kolejny siwy włos, drżenie swojej ręki. Widział starość i wtedy, mając u stóp całą Rosję, Władimir Putin zrozumiał, że jego największy wróg... Nie czai się w Waszyngtonie czy Kijowie. Jego największy wróg jest wewnątrz niego. To jego własna biologia. Naturalny termin ważności. I postanowił wypowiedzieć mu wojnę. Wszyscy znamy te zdjęcia, które stały się częścią globalnej popkultury. Władimir Putin z nagim torsem na koniu. Putin z karabinem w tajdze. Władimir Putin nurkujący po starożytne amfory. Przez lata Kreml sprzedawał wizerunek samca alfa, nadczłowieka, lidera, który nie choruje, nie śpi i się nie starzeje.
Ale jeśli strapiesz tę warstwę propagandy i podejdziesz wystarczająco blisko, to zobaczysz szwy po operacjach plastycznych i opuchliznę po wypełniaczach. Ujrzysz też coś zupełnie innego. Zobaczysz panikę. W pewnym momencie gdzieś w okolicach 2010 roku twarz prezydenta zaczęła się zmieniać. Zniknęły głębokie bruzdy na czole. Oczy stały się węższe. Policzki nienaturalnie gładkie i liśniące. Zachodni komicy żartowali z botoksu, ale w Rosji to nie był temat do śmiechu. Dla autokraty starość oznacza słabość, a słabość to wyrok śmierci. Putin zrozumiał, że jego ciało nie jest tylko jego własnością. Stało się fundamentem państwa. Jeśli upadnie ciało cara, upadnie także imperium.
Podczas wizyty Putina w Arabii Saudyjskiej czy we Francji specjalni agenci zbierali do walizek ekskrementy prezydenta. Tak, jego mocz i kał. Wszystko było pakowane i zabierane z powrotem do Rosji. Dlaczego? Bo Putin panicznie boi się, że obce wywiady przejmą jego DNA, że zbadają jego stan zdrowia, odkryją ukryte choroby, a może nawet w jego paranoicznym umyśle stworzą broń biologiczną. zaprojektowaną specjalnie pod jego kod genetyczny. To brzmi jak szaleństwo, ale dla niego to jest wojna o przetrwanie. Z każdym rokiem krąg ludzi dopuszczonych do ciała numer jeden Rosji kurczy się. Znikają politycy, a ich miejsce zajmują lekarze. Dziennikarze śledczy z portalu Projekt odkryli, że Putinowi w podróżach do Soczi towarzyszy cała brygada medyków.
Nieprzewidywalności. Niewidzialny wróg, którego nie da się zastraszyć, Nie da się przekupić posadą w Gazpromie, a także nie można go zlikwidować precyzyjnym strzałem snajpera. Wiosną 2020 roku prezydent Rosji zniknął. Oficjalnie wciąż rządził z Kremla, ale w rzeczywistości wycofał się do swojej rezydencji w Nowoogariowie. i zamienił ją w coś, co przypominało skrzyżowanie luksusowego więzienia ze sterylnym laboratorium. Wyobraź sobie, że chcesz się spotkać z prezydentem. Jesteś ministrem, generałem albo zaufanym oligarchą. Kiedyś wystarczyła przepustka i kontrola bezpieczeństwa. Teraz musisz przejść przez czyściec. Media obiegły zdjęcia dziwnych konstrukcji zainstalowanych w rezydencji.
Mapa, na której Ukraina nie miała prawa istnieć. Jedynym człowiekiem, który miał do niego stały dostęp w tym czasie był Juri Kowalczuk. Bankier, miliarder, ale przede wszystkim ideolog. Człowiek, który wierzy w mistycyzm, w spisek zachodu i w mesjańską rolę Rosji. Wyobraź sobie te długie wieczory w Nowoogariowie. Dwóch starych mężczyzn, przerażonych wirusem, nakręcających się nawzajem wizjami wielkości i zagrożenia. To wtedy zapadła decyzja. Ale dlaczego wojna i dlaczego teraz? Powróćmy jeszcze do kwestii czasu. Putin wiedział, że ma go coraz mniej. Nie tylko w kwestiach biologicznych, ale także politycznych. Zbliżał się 2024 rok. Koniec kadencji.
Że nie ma dla niego bezpiecznej emerytury. System, który stworzył, pożre go, gdy tylko przestanie być samcem alfa. Musiał więc zamrozić czas, stworzyć stan wyjątkowy, który nigdy się nie kończy. Stan, w którym wybory są fikcją, opozycja zdradą, a on, wódz naczelny, jedynym gwarantem przetrwania narodu. Pandemia pokazała mu, jak kruche jest ludzkie ciało. Zrozumiał, że nie może czekać. Musi działać. Teraz, dopóki jeszcze ma siłę. Poczuł, że musi tu i teraz rozwiązać kwestię ukraińską i zamknąć Rosję w żelaznym uścisku, zanim biologia go pokona. Wojna stała się więc koniecznością, nie geopolityczną, ale osobistą. Konflikt zbrojny pozwala mu oczyścić otoczenie. Pozwala mu wysyłać młodych ludzi na śmierć, co paradoksalnie wzmacnia jego władzę, bo w Rosji kult śmierci za ojczyznę jest silniejszy niż kult życia.
Wojna pozwala odciąć Rosjan od świata informacji, a także prawdy. Zamknął kraj w takim samym punkrze, w jakim sam się znalazł. Ale to wciąż było za mało. Wojna kupuje czas polityczny, ale nie zatrzymuje zegara biologicznego. Ciało wciąż się starzeje. W ciszy swojego bunkra, oddychając filtrowanym powietrzem, Putin podjął decyzję. Jeśli on ma żyć wiecznie, stary porządek świata musi umrzeć. Ale potrzebował czegoś więcej niż czołgów i rakiet. Potrzebował technologii. Tego, co obiecują mu futuryści z Doliny Krzemowej i szaleni naukowcy z rosyjskich tajnych instytutów, potrzebował cudu. I Putin był gotów zaryzykować istnienie świata, byleby dotrwać do 2030 roku.
Niedawno miałem badania. Dwa i pół dnia w szpitalu. Lekarze mówią, że jestem zdrowy. Ale to kłamstwo i on o tym wie. Mimo tego strachu Putin jest zafascynowany, bo rozumie, że to co widzi to klucz do wiecznej władzy. Wróćmy do tego szeptu w Pekinie, o którym mówiłem na samym początku. Kiedy Putin rozmawiał z Xi Jinpingiem, nie żartował. Mówił o biotechnologii, o drukowaniu organów, o życiu do 150 lat. Xi Jinping uśmiechnął się pod nosem i przytaknął. Tak, w tym stuleciu to będzie możliwe. To nie była kurtuazyjna wymiana zdań dwóch starszych panów. To była wymiana informacji między sojusznikami, wyścigu, który jest ważniejszy niż wyścig kosmiczny. Rosja po cichu, z dala od kamer zachodnich mediów, buduje własny program nieśmiertelności.
Spójrz tylko na Rosatom. Kojarzysz tę nazwę zapewne z elektrowni jądrowych i bomb atomowych. Ale Rosatom to państwo w państwie. I to właśnie ta korporacja ogłosiła niedawno, że pracuje nad technologią biodruku 3D. Wyobraź sobie drukarkę, ale zamiast tuszu używa żywych komórek. Zamiast papieru tworzy tkankę, nerkę, wątrobę albo serce. Jeśli Putinowi wysiądzie jakiś organ, wydrukują mu nowy z jego własnych komórek, więc nie będzie ryzyka odrzutu. Ale to tylko mechanika. Prawdziwa gra toczy się w genach. Wspominałem o Marii Worącowej, córce Putina. To ona nadzoruje program rozwoju technologii genetycznych w Rosji. Miliardy rubli płyną do Instytutu Kurczatowa.
Oficjalnie, żeby leczyć choroby genetyczne u dzieci. Ale w Rosji nic nie jest tym, czym się wydaje. Istnieją raporty, że rosyjscy naukowcy pracują nad edycją genomu, która ma na celu nie tylko leczenie, ale ulepszenie. Stworzenie człowieka odpornego na promieniowanie. Człowieka, który starzeje się wolniej. A kto będzie pacjentem zero? Putin nie chce być tylko carem. On chce być faraonem, który nigdy nie musi budować piramidy, bo nigdy nie umrze. Wyobraź sobie tę wizję. Mamy 2030 rok. Technologia Kurzweila staje się faktem. Nanoroboty czyszczą krew z toksyn i naprawiają DNA w czasie rzeczywistym. Sztuczna inteligencja monitoruje każdy parametr organizmu, korygując wszystko w ułamku sekundy. Władimir Putin ma wtedy 78 lat, ale wygląda na 50.
Była błędem w systemie, zagrożeniem, nie w sensie militarnym. Nikt w Moskwie nie wierzył, że NATO zaatakuje Rosję. Była zagrożeniem egzystencjalnym, bo wolna, demokratyczna Ukraina to lustro, w którym Rosjanie mogliby zobaczyć inną przyszłość. Przyszłość bezwiecznego cara. Dlatego Putin chce ją zniszczyć i kupić sobie spokój. Prezydent Rosji chce zamrozić historię, żeby dać czas naukowcom w laboratoriach na Uralu. Wojna na Ukrainie to zasłona dymna, krwawy rytuał, który ma odwrócić uwagę świata, podczas gdy w podziemnych bunkrach trwa wyścigo coś znacznie cenniejszego niż Donbass czy Krym. Wyścigo nieśmiertelność.
Wojna na Ukrainie, bombardowane miasta, tysiące ofiar. W tej perspektywie to nie jest cel sam w sobie. To jedynie zasłona dymna. Krwawa ofiara złożona na ołtarzu czasu. Putin kupuje sobie spokój. Stabilizuje wewnątrz Rosji. Kupuje lata niezbędne, aby nauka dogoniła jego ambicje. Tylko wyobraź sobie świat, w którym to mu się udaje. Wyobraź sobie 2035 albo 2040 rok. Na Kremlu wciąż siedzi ten sam człowiek. Jego twarz się nie zmienia. Może jest tylko nieco bardziej gładka i bardziej sztuczna. Jego głos jest ten sam, a uścisk dłoni, wzmocniony farmakologią, wciąż jest żelazny. To świat, w którym zmiana warty przestaje istnieć. Świat, w którym władcy Chin czy Korei Północnej, a także Władimir Putin, nie są już przywódcami politycznymi, ale wiecznymi bóstwami.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Chcesz więcej odcinków? Słuchaj i obserwuj Krzyk Horror Podcast, zostaw ⭐⭐⭐⭐⭐ i wyślij link z tym odcinkiem do tych, którzy lubią takie historie.
Mały chłopiec gonił szczury w brudnym zaułku Leningradu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta brutalna lekcja uczyni go w przyszłości jednym z najpotężniejszych ludzi świata. Jednak dla Władimira Putina sama władza to za mało. Pragnie czegoś więcej.
Mają mu w tym pomóc naukowcy.