Ciało ukrył w lodówce i porzucił w oceanie. Jednego nie przewidział | 420.
W czerwcu 1996 roku mieszkanka stanu Delaware przepadła jak kamień w wodę. 30-letnia Anne Marie Fahey nie zjawiła się na umówionym spotkaniu z bratem. W mieszkaniu zostawiła portfel i wszystkie potrzebne dokumenty. Już na początku prowadzonych poszukiwań wyszło na jaw, że kobieta skrywała sekret. I że to on jest prawdopodobnie kluczem do prawdy. Śledczy podejrzewali, że kobieta padła ofiarą okrutnej zbrodni. Motywem miała być chorobliwa zazdrość i obsesja. Wytypowali potencjalnego sprawcę. Ale uważali, że bez ciała i narzędzia zbrodni mężczyzna nigdy nie zostanie skazany.
Jednak z dziwnym zbiegiem okoliczności krew nie trafiła do miejsca docelowego. Udało się ją sprowadzić z powrotem do laboratorium. W ten sposób materiał zaginionej trafił w ręce stróżów prawa. To pozwoliło na potwierdzenie, że ta brunatna substancja w domu kochanka należała do 30-latki. Był to znaczny przełom w sprawie, ale w dalszym ciągu zbyt mało by aresztować mężczyznę. Wkrótce funkcjonariusze dowiedzieli się o kolejnym interesującym fakcie. Drugi z braci Toma, Jerry, kilka tygodni wcześniej sprzedał swoją ukochaną łódź. Łączyło się to z innym ważnym doniesieniem. 28 czerwca obaj wybrali się w krótki rejs. Stało się to dzień po tym, jak Thomas i Zaginiona zjedli kolację.
Podejrzewali, że ciało zostało porzucone w Oceanie Atlantyckim, a nie w kontenerze na śmieci jak wcześniej założyli. Badając tę sprawę śledczy dotarli do zaskakującego wątku. W latach 70-tych Tom jeszcze jako prokurator prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa. Sprawca porzucił zwłoki ofiary w rzece. Zostały one odnalezione. Zabójcę otrzymał karę. Thomas na sali sądowej rzucił sarkastyczny komentarz, że mógłby uniknąć skazania gdyby zamiast rzeki wybrał Atlantyk. Funkcjonariusze zdawali sobie sprawę, że Jerry nie będzie chciał wyjawić prawdy. Rodzina Capanu była ze sobą zżyta. Już na początku śledztwa bezgranicznie zaprzeczyli temu, by Tom mógł mieć coś wspólnego ze zniknięciem kochanki.
Później odmówili wszelkiej współpracy i odpowiedzi na kluczowe pytanie. Ale stróże prawa dostali cynk, że Jerry nie był prawym i uczciwym obywatelem, za jakiego chciał uchodzić. Wtedy wpadli na pomysł, jak sprawić, by wyjawił prawdę. Wiedzieli, że nie zrobi tego po dobroci. Dopiero gdy stanie przed wyborem lojalność wobec brata, a dobro własnej rodziny, możliwe, że zmieni nastawienie. FBI we współpracy z ATF, czyli inną federalną jednostką zajmującą się przestępczością związaną z alkoholem, tytoniem, bronią palną i materiałami wybuchowymi, rozpoczęło tajną operację. Przez kilka miesięcy młodszy brat był pod stałą i baczną obserwacją służb.
Jerry mu w tym pomógł. Starszy brat dodał, że być może niebawem będzie potrzebować jeszcze jednej przysługi, że prawdopodobnie skorzysta z łodzi. Powiedział w jakim celu. Chodziło o potencjalne pozbycie się zwłok. O pozostałych szczegółach nie powiedział, a brat nie dopytywał. Wolał nie wiedzieć. Kilka tygodni później Tom oddał pistolet. Powiedział, że okazał się niepotrzebny. Jerry pomyślał wówczas, że to już koniec. Był ranek 28 czerwca. 48-latek przyjechał pod dom brata o 6 rano. Wyszedłeś z domu na podjazd samochodowy, prawda? Tak. Co wówczas zobaczyłeś? Mój brat tam był. Gdzie się znajdował?
Tak. Co mu na to odpowiedziałeś? Powiedziałem mu, że nie chcę się w to mieszać, że mam piękną żonę i dzieci i wspaniałe życie, którego nie chcę zrujnować. Lecz Jerry pod wpływem nacisków uległ. Pojechał do domu brata. Ten ukrywał zwłoki w swoim garażu. Włożył je do lodówki. Zatem brat nie wiedział, kto konkretnie padł ofiarą. Przenieśli je do bagażnika samochodu. Następnie pojechali do portu, gdzie znajdowała się łódź. Zdaniem Toma powinni odpłynąć przynajmniej 60 mil od brzegu. Jerry spełnił kolejną prośbę, jednak ciągle powtarzał, że nie chce nic więcej robić. Tom miał sam zadbać o resztę. Mimo to pomógł bratu w pozostałych czynnościach, między innymi w wyrzuceniu ukrytych zwłok za burtę.
Brat opisał nam, jak ta lodówka wyglądała. Miała ponad metr długości, około 60 cm wysokości i 70 cm szerokości. Była wykonana z wytrzymałego białego plastiku. Sprawca owinął ją dużym metalowym łańcuchem i zabezpieczył kłódką, ale to i jej zawartość wciąż nie wystarczyły, żeby ją zatopić. Nie chciała iść na dno. Obaj mężczyźni zaczęli się denerwować. I przede wszystkim bać. Starszy powiedział do młodszego, by poszukać broni. Jerry trzymał na pokładzie strzelbę. Czasami okazywała się przydatna. Na przykład wtedy, gdy musiał wyeliminować rekiny. Teraz miała posłużyć do czegoś zupełnie innego. Na polecenie brata pociągnął za spust.
On sam kilka dni później zmienił wersję wydarzeń. Potwierdził, że na polecenie brata rozkazał pracownikom wywieźć śmieci na wysypisko. Zadbał o to, by nikt nigdy ich nie znalazł. Jerry wskazał jeszcze miejsce, w którym porzucono zwłoki. Ekipa poszukiwawcza wybrała się tam. Niestety nie udało się odnaleźć szczątek. Tom dość szybko odkrył, że bliscy zwrócili się przeciwko niemu. Chcąc uniknąć aresztowania postanowił uciec. Miał w tym pomóc kolejny z braci, Joseph. 12 listopada 1997 roku obaj zostali zatrzymani w drodze na lotnisko. Śledczy uważali, że zgromadzone dowody mogą nie wystarczyć. Często mówi się, że skoro nie ma ciała, nie ma zbrodni. Nie zawsze ta teza się potwierdza, jednak bez ciała niewątpliwie trudniej kogoś skazać.
Był to historyczny wyrok. Po raz pierwszy w stanie Delaware udowodniono komuś morderstwo bez odnalezienia zwłok czy narzędzia zbrodni. W dodatku zdaniem członków ławy przysięgłych wykazano, że zbrodnia została dokonana z premedytacją. Zabójca dokładnie ją zaplanował. Odpowiednio wcześniej kupił lodówkę. Następnie zaangażował trzy inne osoby, które pomogły mu w realizacji poszczególnych etapów. Debbie zdobyła narzędzie zbrodni, Jerry uczestniczył w procesie pozbycia się zwłok, a drugi brat zadbał o to, by inne kluczowe dowody nigdy nie dostały się w ręce policji. Tom został skazany na karę śmierci. W 2006 roku decyzją sądu drugiej instancji wyrok zmieniono jednak na dożywocie.
Jery został oskarżony wyłącznie o nielegalne posiadanie broni, jednak dzięki udanej współpracy otrzymał niewielki wyrok. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że prawdopodobnie dopuścił się również przestępstwa związanego z wykorzystaniem kobiet. Jednak sprawa nigdy nie została szczegółowo zbadana. Zabójca Anne Marie spędził resztę swoich dni za kratkami. Zmarł w 2011 roku na zawał. Miał 61 lat. Jego skazanie przyniosło bliskim ofiary ukojenie.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W czerwcu 1996 roku mieszkanka stanu Delaware przepadła jak kamień w wodę. 30-letnia Anne Marie Fahey nie zjawiła się na umówionym spotkaniu z bratem. W mieszkaniu zostawiła portfel i wszystkie potrzebne dokumenty. Już na początku prowadzonych poszukiwań wyszło na jaw, że kobieta skrywała sekret. I że to on jest prawdopodobnie kluczem do prawdy. Śledczy podejrzewali, że kobieta padła ofiarą okrutnej zbrodni. Motywem miała być chorobliwa zazdrość i obsesja. Wytypowali potencjalnego sprawcę. Ale uważali, że bez ciała i narzędzia zbrodni mężczyzna nigdy nie zostanie skazany.