Ciało ukrył w lodówce i porzucił w oceanie. Jednego nie przewidział | 420.
W czerwcu 1996 roku mieszkanka stanu Delaware przepadła jak kamień w wodę. 30-letnia Anne Marie Fahey nie zjawiła się na umówionym spotkaniu z bratem. W mieszkaniu zostawiła portfel i wszystkie potrzebne dokumenty. Już na początku prowadzonych poszukiwań wyszło na jaw, że kobieta skrywała sekret. I że to on jest prawdopodobnie kluczem do prawdy. Śledczy podejrzewali, że kobieta padła ofiarą okrutnej zbrodni. Motywem miała być chorobliwa zazdrość i obsesja. Wytypowali potencjalnego sprawcę. Ale uważali, że bez ciała i narzędzia zbrodni mężczyzna nigdy nie zostanie skazany.
Ten człowiek miał zabrać ze sobą swój sekret do grobu. W końcu taką obietnicę złożył kilkanaście lat wcześniej swojemu starszemu bratu. Powiedział, że musi dostać łódź. A ty co na to odpowiedziałeś? Odparłem. Zrobiłeś to? To fragment z przesłuchania. Prokurator i agenci FBI stawiają mężczyznę pod ścianą, dają ultimatum. Albo zacznie z nimi współpracować, albo najbliższych kilka lat spędzi za kratkami, aż on w końcu pęka. Co mu wtedy powiedziałeś? Powiedziałem, że to złe. Nie chciałeś patrzeć na to, czego się dopuszczał? Oczywiście, że nie.
Zaginiona i jej ex zjedli kolację w Filadelfii. Jest to największa miejscowość Pensylwanii. Jednak ona sama mieszkała już w innym stanie. Z uwagi na kwestie jurysdykcyjne poprosiliśmy o wsparcie agentów federalnych. Poza tym dysponowali oni znacznie większym budżetem niż my w lokalnym komisariacie. FBI wzięło go pod lupę. Okazało się, że dwa dni po zaginięciu 30-latki Thomas zakupił nowy dywan. Teoretycznie mógł to być zwyczajny zakup. Jednak śledczym od razu zapaliła się czerwona lampka w głowie. W swojej pracy wielokrotnie spotykali się z zabójcami, którzy zawinęli zwłoki swoich ofiar w dywany czy wykładziny.
Mimo to jeden z funkcjonariuszy zauważył coś innego. Kilka metrów dalej w dole ściany pozostały dwie niewielkie brązowe kropki. Teoretycznie mogły być pozostałością krwi, ale równie dobrze mogły być czymś zupełnie innym. Ślady zostały zabezpieczone. Pojawiły się wątpliwości czy uda się ustalić ich pochodzenie. Materiał był skąpy. Na szczęście metody, którymi wówczas dysponowało FBI, pozwoliło ustalić, że załączony materiał faktycznie był ludzką krwią. Od razu pojawiło się pytanie – czyją? Ale to już okazało się trudniejsze. Aby uzyskać pewność, że DNA należało do Anne, należało porównać zabezpieczoną próbkę z materiałem genetycznym jej rodziców.
Jednak zarówno matka, jak i ojciec nie żyli. 30-latka miała tylko rodzeństwo. Ówczesne metody kryminalistyczne nie pozwalały na wykorzystanie próbek biologicznych należących do pozostałych krewnych. Niespodziewanie pojawił się świadek, który rzucił zupełnie nowe światło na sprawę. Z agentami FBI skontaktował się pewien mężczyzna, który twierdził, że Tom mógł faktycznie mieć coś wspólnego z tym zniknięciem i że w zatuszowaniu zbrodni prawdopodobnie pomógł mu jeden z braci. Tom Capano pochodził z wpływowej i majętnej rodziny. Jego ojciec był włoskim imigrantem z Calabri. Przybył do Stanów Zjednoczonych w młodym wieku w poszukiwaniu lepszego życia.
Następnie doradzał ówczesnemu gubernatorowi. Był żonaty od kilkunastu lat. Z żoną doczekali się czterech córek. Najstarsza z nich miała wówczas 16 lat, a najmłodsza 11. Co prawda krótko przed zniknięciem kochanki zdecydował się na rozwód, ale w trakcie małżeństwa dopuścił się licznych zdrad, nierzadko wieloletnich. Spotykał się nawet z partnerkami swoich kolegów z pracy. Jeden z jego braci, Louis, prowadził firmę budowlaną. To właśnie jego pracownik zgłosił się do agentów FBI z ważną informacją. Mężczyzna twierdził, że dzień po zaginięciu Anne otrzymał niespodziewane polecenie. Miał wywieźć z placu budowy na wysypisko śmieci dwa kontenery.
Od samego początku uważali, że padła ofiarą zabójstwa. Wierzyli również w to, że w kręgu zainteresowania znajdowała się osoba, która miała motyw i możliwości. Brakowało im tylko bezpośredniego dowodu. Kilka dni po wszczęciu śledztwa funkcjonariusze natrafili na prawdziwy przełom. Gdy tylko uzyskali pewność, że próbka z domu Toma to krew, chcieli uzyskać pewność, że należała do zaginionej kobiety. Postanowili poszukać alternatywnych metod. Od jej rodzeństwa dowiedzieli się, że na krótko przed zniknięciem oddała krew dla potrzebujących. Policjanci oraz agenci FBI skontaktowali się z laboratorium. Początkowo dowiedzieli się, że materiał został przekazany dalej i teraz nie sposób już go odzyskać.
Później odmówili wszelkiej współpracy i odpowiedzi na kluczowe pytanie. Ale stróże prawa dostali cynk, że Jerry nie był prawym i uczciwym obywatelem, za jakiego chciał uchodzić. Wtedy wpadli na pomysł, jak sprawić, by wyjawił prawdę. Wiedzieli, że nie zrobi tego po dobroci. Dopiero gdy stanie przed wyborem lojalność wobec brata, a dobro własnej rodziny, możliwe, że zmieni nastawienie. FBI we współpracy z ATF, czyli inną federalną jednostką zajmującą się przestępczością związaną z alkoholem, tytoniem, bronią palną i materiałami wybuchowymi, rozpoczęło tajną operację. Przez kilka miesięcy młodszy brat był pod stałą i baczną obserwacją służb.
W tym stanie, w którym rozgrywała się akcja, tylko raz zdarzył się przypadek, aby postawić komuś zarzut morderstwa bez odnalezienia ciała. Ta osoba ostatecznie została uznana za niewinną. Policjanci i agenci FBI nie chcieli, by historia się powtórzyła. W tym przypadku pojawiło się kolejne utrudnienie. Brakowało jeszcze jednego niezwykle istotnego elementu. Narzędzia zbrodni. Mieli niewielkie nadzieje, ale nie pozostało im nic innego. Zdradzili dziennikarzom kilka istotnych faktów ze śledztwa. Między innymi to, że potencjalny sprawca początkowo wykorzystał lodówkę w pozbyciu się ciała. Wkrótce zadzwonił do nich pewien mężczyzna. Powiedział, że na początku lipca 1996 roku wybrał się na ryby.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W czerwcu 1996 roku mieszkanka stanu Delaware przepadła jak kamień w wodę. 30-letnia Anne Marie Fahey nie zjawiła się na umówionym spotkaniu z bratem. W mieszkaniu zostawiła portfel i wszystkie potrzebne dokumenty. Już na początku prowadzonych poszukiwań wyszło na jaw, że kobieta skrywała sekret. I że to on jest prawdopodobnie kluczem do prawdy. Śledczy podejrzewali, że kobieta padła ofiarą okrutnej zbrodni. Motywem miała być chorobliwa zazdrość i obsesja. Wytypowali potencjalnego sprawcę. Ale uważali, że bez ciała i narzędzia zbrodni mężczyzna nigdy nie zostanie skazany.