KOSZMAR NA KOH TAO: CO SPOTKAŁO BRYTYJSKICH TURYSTÓW? | ZABÓJCZE WAKACJE #3
W 2014 roku David i Hannah wybrali się na wakacje do Tajlandii. Na rajską wyspę Koh Tao przybyli osobno, ale na miejscu ich ścieżki się skrzyżowały. Pewnego wieczoru wybrali się razem na spacer… a potem zniknęli. Co wydarzyło się na Koh Tao?ZAPROPONUJ SPRAWĘ ➡️ https://forms.gle/tTUPgnEBZGur47ds9 ----------------------------------------------------------------☕Postaw mi kawkę: https://buycoffee.to/kryminalnehistorie📩Newsletter: https://kryminalnehistorie.com/newsletter-zapis✉️Współpraca: kryminalnehistorie@gmail.com----------------------------------------------------------------Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie na Youtube :) A także za każdą inną formę Waszego wsparcia. Przypominam, że podcast tworzony jest na podstawie ogólnodostępnych źródeł, które znajdziecie poniżej :)☛ Sklep: https://kryminalnehistorie.com/sklep/ ☛ Facebook: https://www.facebook.com/kryminalne0historie☛ Grupa na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/kryminalnehistorie☛ Instagram: https://www.instagram.com/kryminalne ☛ Youtube: https://www.youtube.com/kryminalnehistorie☛ Spotify: https://open.spotify.com/show/4MP3dZZu5efb5qvPSXu89k?si=e9c65befc023463d ☛ Mail: [email protected] ✔Animacja w intro została stworzona przez Sławka:www.vimeo.com/smdesigns✔Muzyka:Kai Engel - Great ExpectationsSlow Hammers✔Źródła: https://docs.google.com/document/d/1GEf2hFjpCb7ysRRFb5x4Y5PqW_AIqJ_iGTTp9d4yvRQ/edit?usp=sharing
Tajlandia przyjmuje ponad 35 milionów turystów rocznie. Przyciągają ich tu m.in. piękne plaże. Zdecydowana większość z nich spędza tu przyjemnie i bezpiecznie czas. Ale jak się okaże, w dzisiejszej sprawie bywają od tego wyjątki. Hanna i David też chcieli po prostu odpocząć. Spędzić trochę czasu ze znajomymi, nacieszyć się słońcem, uciec na chwilę od obowiązków. Nie wiedzieli, że to będą ich ostatnie wakacje. Koh Tao to tajlandzka wyspa położona na południu kraju, w Zatoce Tajlandzkiej. Najmniejsza z trzech popularnych wysp turystycznych w tym rejonie. Ma zaledwie 21 km2 powierzchni i nieco ponad 8 km długości.
Ale miała też coś z buntowniczki, bo kiedy jej rodzina próbowała ją odwieźć od wakacyjnego wyjazdu do Tajlandii, nagle zarezerwowała bilety i po prostu poleciała. Wraz z trzema przyjaciółkami. Nie było szans odwieźć jej od tej decyzji. Ale po wszystkim, jak już pojechała, trzymała kontakt z mamą, pisała, meldowała się, dawała znać, co u niej. Z kolei David Miller miał 24 lata i pochodził z Jersey, jednej z Wysp Normandzkich. Był absolwentem Uniwersytetu w Leeds, gdzie ukończył studia z inżynierii lądowej i budowlanej. Były to studia pierwszego stopnia i szykował się do studiów magisterskich. David był typem towarzyskiego, otwartego chłopaka.
Miał zgraną paczkę przyjaciół, z którymi wspólnie zaplanował podróż do Azji południowo-wschodniej. Wcześniej przez sześć tygodni odbywał staż w firmie górniczej w Australii. Wszystko w ramach stypendium. Po zakończeniu praktyk zdecydował, że razem z przyjaciółmi ruszy do Tajlandii. David i Hannah nie znali się wcześniej. Na Kotao przylecieli osobno. Jak wspomniałam, Hannah z trzema koleżankami, a David z kolei z dwoma kolegami, Christopherem i Jamesem. Spotkali się przypadkiem. Ich ścieżki przecięły się w Ocean View Bangalows, niewielkim kompleksie turystycznym z widokiem na plażę. Mieszkali tuż obok siebie i nie trzeba było zbyt wiele czasu, aby na siebie wpadli.
Są fluoresencyjne farby, muzyka na żywo, pokazy ognia i plastikowe wiaderka z kolorowymi drinkami. Ludzie tańczą boso w piasku, śmieją się, często też kupią w tłumie i odnajdują dopiero nad ranem. Dla niektórych to jednorazowa przygoda, a dla innych obowiązkowy punkt każdej podróży do Azji Południowo-Wschodniej. Tej nocy David był w centrum uwagi. Towarzyski, uśmiechnięty, rozluźniony. Hanna także dobrze się bawiła. Około północy grupa zaczęła się rozdzielać. Hannah i jej przyjaciółki przeniosły się do baru AC, jednego z najbardziej znanych lokali tuż przy plaży, a David został jeszcze chwilę z kolegami, a później odwiedzili pobliski sklep. Tam też kogoś spotkali i rozmawiali na ulicy, co też później zostało zarejestrowane przez kamerę i miało to miejsce po godzinie drugiej w nocy.
Panował jeden wielki chaos. A policja, zamiast przewracać porządek, zdawała się miotać bez planu. W końcu udało się ustalić, że ofiarami byli Hannah i David. Informacje o tym bardzo szybko obiegły też media. A to sprawiło, że na plaży, gdzie ich znaleziono, zaczęli się gromadzić kolejni ludzie. Mieszkańcy, turyści, pracownicy hoteli. Teraz przyszli, by zapalić świeczki. Następnie też zorganizowano czuwanie. Nikt na nim nie przemawiał, po prostu chodziło o obecność. Niektórzy przynieśli kwiaty, inni po prostu siadali w milczeniu na piasku. Hołdy dla Hanna i Davida pojawiły się także w mediach społecznościowych. Przyjaciele, znajomi, a nawet osoby, które nie znały ich osobiście, pisały o szoku i niedowierzeniu.
Obie ofiary zostały uderzone tępym narzędziem w głowę i w twarz. W przypadku Hany właśnie to określono za bezpośrednią przyczynę jej śmierci. W przypadku Davida potwierdzono, że poza ranami głowy miał również wodę w płucach i zadrapania na plecach, co mogło oznaczać, że po pobiciu został wrzucony do wody i utonął. Sekcja ujawniła również ślady napaści seksualnej na Hanie. Miała siniaki w okolicach intymnych, a na jej ciele znajdował się też ślad ugryzienia, zlokalizowany w pobliżu prawego sutka. Policja pobrała materiał biologiczny z trzech różnych miejsc i wysłała próbki do analizy DNA. I to był w końcu jakiś przełom, bo okazało się, że na ciele Hany wykryto dwa różne zestawy DNA, co oznaczało, że w napaści brało udział przynajmniej dwóch sprawców.
Potwierdzono również, że żaden z tych profili nie należał do Davida. Mimo tego wciąż nie było bezpośrednich podejrzanych. Na tym etapie policja wiedziała tylko to, że właśnie nie szuka jednej osoby, a dwóch. Potwierdzono również, że motyka, którą znaleziono, była narzędziem zbrodni. To nią zadano śmiertelne ciosy. Natomiast jeśli chodzi o czas zgonu, to prawdopodobnie było to między czwartą a piątą rano. W trakcie śledztwa zabezpieczono także nagrania z monitoringów z pobliskich barów, sklepów i restauracji. Na razie jednak nie było żadnego tropu. Policja zaczęła też wzywać pierwszych świadków. Pytano, czy ktoś widział, jak para opuszczała imprezę.
I idąc za tym tropem, za tą myślą, śledczy zaczęli się właśnie skupiać na cudzoziemcach. Pierwszymi podejrzanymi stali się przyjaciele Davida, Christopher i James. Christopher dzielił pokój z Davidem, a James opuścił wyspę jeszcze przed morderstwem swojego przyjaciela. Oboi mężczyźni zostali zatrzymani na lotnisku w Bangkoku. Pojawiły się takie domysły policji, że może była to jakaś zbrodnia z namiętności. ale testy DNA szybko oczyściły obu mężczyzn. To też oczywiście nie ucieszyło policjantów, którzy liczyli, że szybko znajdą podejrzanych, ale postanowili się trzymać tej myśli, że to ktoś w cudzysłowie obcy zrobił i dlatego swoją uwagę skierowali teraz na birmańskich mężczyzn.
Na początku wytypowano pięciu podejrzanych i od nich pobrano DNA, ale i w tym przypadku nie było trafienia. W międzyczasie też zdecydowano się wysłać z Bangkoku generała, który miał trochę łagodzić sytuację. Dlatego, że doszło już do rodziny Davida, że wyciekły zdjęcia z miejsca zbrodni. I były to naprawdę makabryczne ujęcia, a rodzina była nimi głęboko poruszona. W ogóle coś takiego nie powinno mieć miejsca. Ale niestety przez brak doświadczenia lokalnych policjantów tak się właśnie stało. W tym też momencie media zaczęły trochę tak atakować policję i pytać głośno, co takiego robi. A z każdą godziną stawało się coraz bardziej oczywiste, że właściwie to nikt nie wie, bo śledztwo było prowadzone naprawdę chaotycznie.
Zabezpieczone dowody nie były analizowane systematycznie. Wśród funkcjonariuszy panował bałagan, a podejrzenia zmieniały się z dnia na dzień. Nagle jako kluczowy dowód przedstawiono dwa nagrania z kamer monitoringu. Jedno miało przedstawiać Hannah i Davida, kiedy opuszczali bar, a drugie – nieznanego mężczyznę o azjatyckim wyglądzie, który rzekomo miał iść za nimi. Tyle, że bardzo szybko okazało się, że nagranie przedstawiało zupełnie inną parę. Po czterech dniach jeden z funkcjonariuszy przyznał, że być może sprawcą jest Taj, ale na tym etapie raczej to nadal wykluczają. i nie zamierzają porzucić wątku obcokrajowców. Wręcz odwrotnie, wydawało się, że policja coraz intensywniej wracała do środowiska birmańskich pracowników.
Do tego momentu zdążono też już oskarżyć i oczyścić z podejrzeń kilku turystów. Ale pojawił się wkrótce nowy trop i został on podany przez żona McCona, 25-letniego znajomego Davida, który był znany na Kotao jako Gitterman. Opublikował on w sieci zdjęcie dwóch tajskich mężczyzn, którzy według niego zaczepiali i wręcz molestowali Hanę w noc przed morderstwem. Miał też widzieć, jak David wkroczyłby ją obronić. Ale chwilę po tej publikacji Sean zaczął otrzymywać groźby. Twierdził, że boi się o swoje życie i w związku z tym zdecydował się wyjechać z wyspy, tłumacząc, że musi się ukryć przed pewnymi ludźmi, którzy prawdopodobnie chcą go uciszyć.
Wyglądało to trochę tak, jakby szukano jakiegokolwiek punktu zaczepienia, ale tak na oślep. W desperacji ogłoszono też nagrodę. 7 tysięcy bachtów, czyli około 13 tysięcy funtów. Dla każdego, kto przekaże informacje mogące doprowadzić do zatrzymania sprawców. Powrócono też do zabezpieczonych nagrań z okolicznych barów, hoteli i restauracji. Potwierdzono, że Hannah i David opuścili imprezę razem. Oraz ustalono, że na plaży odbywała się impreza, w której brało udział około 50 osób, głównie turystów. Niestety żadna z tych osób nie wskazała na nic istotnego. Aż w końcu, kilka dni później doszło nagle do dosyć zaskakującego przełomu.
Miejscowi wiedzieli też, że są bary, w których lepiej nie zadawać pytań i ludzie, których lepiej nie zaczepiać. Dla przykładu, kiedy doszło do sytuacji, że ktoś został postrzelony w twarz, to i tak nikt nie wezwał policji. Ofiary zebrano, barman wytarł krew mopem i impreza trwała dalej. Kiedy więc zaginęli David i Hannah, nie wszyscy byli zaskoczeni. Niektórzy mówili wprost, że było to tylko kwestią czasu. I to, że ludzie woleli milczeć niż mówić prawdę, było wyczuwalne na każdym kroku. Na przykład kiedy dziennikarze dotarli do pracownika hotelu, w którym mieszkali David i Hannah, to on powiedział, że oczywiście coś takiego miało miejsce pierwszy raz i że nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego.
ale jego słowa brzmiały bardziej jak chęć utrzymania dobrego wizerunku kraju, niż szczere takie zdziwienie, zaskoczenie, może nawet przerażenie tym, co się tutaj wydarzyło. Z kolei w barze, w którym para się bawiła ostatniej nocy, często miało dochodzić do bujek, wyzwisk i różnego typu agresji. Mężczyźni, którzy pili tam wieczorami, nie zawsze zachowywali się tak, jak to moglibyśmy sobie wyobrażać w takim wakacyjnym raju. Pojawiły się pogłoski, że David faktycznie próbował obronić Hanę przed jednym z takich typów. A potem, że być może ktoś za nimi poszedł. Na Kotao panowało takie przekonanie, że liczba barów rosła szybciej niż rozsądek.
I właśnie w tym klimacie próbowano prowadzić śledztwo, więc też daje nam to pewien obraz, dlaczego potem wydarzy się to, co się wydarzy. I można by pomyśleć, że władze będą postępować ostrożnie, ale tak się wcale nie stało. Zamiast uspokoić nastroje i przewrócić poczucie bezpieczeństwa, dolały oliwy do ognia. Generalnie generał, który po przewrocie wojskowym w maju 2014 roku został samozwańczym premierem kraju, zamiast skupić się na kwestiach bezpieczeństwa, postanowił winić... W jednej z wypowiedzi zasugerował, że trzeba się przyjrzeć zachowaniu drugiej strony, czyli w domyśle Hany i Davida. A potem było już tylko gorzej.
Co takiego mieli? Po pierwsze materiał DNA, który zdaniem policjantów miał pasować do próbek zabezpieczonych na ciele Hany. Po drugie telefon Davida, który znajdował się w miejscu powiązanym z jednym z birmańczaków. Winsentanu tłumaczył, że znalazł go na plaży, ale nikt nie brał pod uwagę jego wyjaśnień. Zdaniem śledczych wyjaśnienie było jedno. Po prostu zabrał go mężczyźnie podczas ataku. I ogólnie z tym telefonem było sporo zamieszania, bo na początku śledczy twierdzili, że został znaleziony bezpośrednio w domu Salina. Dopiero później, już w trakcie procesu, okazało się, że urządzenie było rozbite i znajdowało się w domu jego znajomego.
Co więcej, początkowo nawet prokuratorzy odrzucili raport jako zbyt chaotyczny i nieczytelny. Dopiero po poprawkach został dopuszczony. W grudniu 2014 roku oskarżeni mężczyźni usłyszeli pięć zarzutów. Morderstwa z premedytacją, zabójstwa w celu o zatarcie śladów, gwałtu, nielegalnego wjazdu do Tajlandii i przebywania w kraju bez zezwolenia. Dodatkowo Winsatynu został oskarżony o kradzież telefonu Davida. Oczywiście temat tortur bardzo szybko wypłynął i tajska policja cały czas odpierała te zarzuty o brutalność i nieprawidłowości w śledztwie. Zdaniem policjantów zrobili wszystko, co było w ich mocy. Może nie byli najlepszą policją na świecie, ale starali się oddać sprawiedliwość rodzinie ofiar.
W międzyczasie bliscy Hany i Davida również próbowali na własną rękę uzyskać jakieś informacje. Do dosyć istotnych dotarł ojciec Hany, któremu udało się ustalić, że był pewien mężczyzna, który widział jego córkę rano. Miał także jego tożsamość i przekazał ją policji, która jak się okazała doskonale ją znała. Wiedziała też, że opuścił wyspę 6 godzin po tym, jak doszło do zabójstwa. Mimo tego nie skontaktowano się z nim. Ojciec Hany zaczął więc działać sam. Oczywiście tak jak potrafił, więc wpisał to nazwisko w wyszukiwarkę i trafił na Facebooka mężczyznę. Potem uzyskał jego numer telefonu, a następnie zdecydował się do niego zadzwonić.
Niczego takiego się nie dowiedział, ale był zły na tajskich policjantów, że nie sprawdzili każdego ważnego wątku. Jak się na to tłumaczyła tajska policja? Oczywiście brakiem zasobów. Proces w sprawie zabójstwa Hanny i Davida rozpoczął się 8 lipca 2015 roku. Trwał 18 dni i podzielono go na trzy części, rozłożone na kilka tygodni. Posiedzenia były wyczerpujące. Według jednego z obserwatorów codziennie odbywały się rozprawy trwające nawet po 10 godzin. Dołowi oskarżonych zasiedli dwaj migranci z Birmy. Nie przyznawali się do żadnego z zarzutów. Ich obrona była prowadzona pro bono przez dwóch prawników z Rady Prawników Tajlandii.
Proces obserwowały też organizacje międzynarodowe, w tym Amnesty International czy przedstawiciele brytyjskiego MSZ. I co ciekawe, sąd nie pozwolił publiczności robić notatek. Jak się pewnie domyślacie, ta decyzja spotkała się z ostrą krytyką. Uznano ją za nieprzejrzystą i ograniczającą jawność procesu. Prokuratura opierała się przede wszystkim na ustaleniach policji i badaniach sądowych, z naciskiem na DNA znalezionym na Cielechany i niedopałkach papierosów znalezionych w pobliżu miejsca zbrodni. Twierdzono, że oskarżeni najpierw zaatakowali Davida, uderzając go motyką w głowę, a później mieli pobić Hannę tym samym narzędziem, wykorzystać ją seksualnie, a na końcu zabić.
A przecież miał to być jeden z najważniejszych dowodów. Obrona twierdziła, że na miejscu zbrodni popełniono wiele błędów. Między innymi to, że na początku śledztwa całą sprawą zajmowało się jedynie sześciu policjantów z wyspy. To doprowadziło do tego, że miejsce zbrodni nie zostało zabezpieczone i niemal natychmiast weszli tam dziennikarze i turyści, zadeptując ślady. Przypomnę też, że zdjęcia ciał ofiar trafiły do mediów społecznościowych. Obrońcy wskazywali też na to, że krew na kamieniach i piasku oraz ubrania Hany nie zostały odpowiednio zabezpieczone ani przeanalizowane. Wiele niejasności dotyczyło także telefonu Davida. Tak jak mówiłam, policja twierdziła, że znalazła go na początku w domu jednego z oskarżonych, a później, że w domu przyjaciela.
Według niej Hannah i David wcześniej kąpali się w morzu, a po wyjściu z wody zauważyli, że ich ubrania zniknęły. Zaczęli więc wracać do swoich pokoi. W tym samym czasie oskarżeni i ich kolega wracali ze sklepu skrótem, co właśnie uchwyciły kamery monitoringu i właśnie wtedy mieli znaleźć porzucony telefon na plaży i zabrać ze sobą. Czyli nie spotkali Hany i Davida, tylko po prostu natrafili na ten telefon i go zabrali. Jednak choć brzmiało to dobrze, był jeden poważny problem, przeszkoda. Mianowicie, że większość świadków odmawiała zeznań, bo obawiali się później zemsty. A to nie wyglądało dobrze w oczach sądu. W trakcie procesu zeznawał także jeden z oskarżonych mężczyzn i opowiedział, że podczas przesłuchań policjanci robili mu zdjęcia na go, bili go, kopali, grozili porażeniem prądem i mówili, że odrąbią mu kończyny, a potem wrzucą ciało do morza, by zjadły je ryby.
A ten zapadł 24 grudnia 2015 roku. Zdaniem sądu obaj mężczyźni byli winni zabójstwa Hany i Davida, a w związku z tym usłyszeli wyrok kary śmierci. Sąd uznał, że dowody Dena były wystarczające. Z kolei zeznania mężczyzn, które zostały wymuszone, miały nie mieć wpływu na treść wyroku. Do tego jeden z mężczyzn został skazany także za kradzież. Jeśli chodzi o nielegalny pobyt w Tajlandii, tu było różnie. Bo Salin nie został skazany, ponieważ dwa lata przed morderstwem posiadał ważne pozwolenie na pracę. Drugi oskarżony usłyszał wyrok i za to.
Obrońca mężczyzn natychmiast zapowiedział apelację. Werdykt wywołał silne emocje po obu stronach. Rodziny Sa i Win były zrozpaczone. W kraju ruszyły protesty. Organizacje praw człowieka ponownie zarzucały Tajlandii nadużycia wobec migrantów. Z kolei rodzina Davida przyjęła początkowo wyrok z ulgą. Ich zdaniem policja mimo trudnego śledztwa przeprowadziła je metodycznie i starannie. A przedstawione przed sądem dowody były ich zdaniem absolutnie przytłaczające. Uwierzyli w wersję prokuratury, że mężczyźni po prostu chcieli zaspokoić swoje egoistyczne pragnienia. I ogólnie jeśli chodzi o rodziny obu ofiar, to od początku wspierały działania śledczych, ale to nie znaczy, że było im łatwo.
Nie znajdujemy słów, by opisać ból, jaki czujemy. Uniwersytet Wessex, gdzie Hannah studiowała, ustanowił w jej imieniu nagrodę za wybitne osiągnięcia w praktykach klinicznych. Właśnie po to, by pamięć o niej trwała i dalej mogła inspirować. Rodzice Davida również postanowili przylecieć na miejsce. Jego rodzice pojechali też na Kotao, by zobaczyć miejsce zbrodni. Zostawili tam symboliczne pamiątki. Żałobnicy byli wtedy ubrani na kolorowo, zgodnie z jego pogodnym charakterem. Z kolei trumna Davida została ozdobiona słonecznikami, jego ulubionymi kwiatami. David, jak wspominali bliscy, był artystyczną duszą. Utalentowany, pracowity, z kreatywnym spojrzeniem na świat.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W 2014 roku David i Hannah wybrali się na wakacje do Tajlandii. Na rajską wyspę Koh Tao przybyli osobno, ale na miejscu ich ścieżki się skrzyżowały. Pewnego wieczoru wybrali się razem na spacer… a potem zniknęli. Co wydarzyło się na Koh Tao?
ZAPROPONUJ SPRAWĘ ➡️ https://forms.gle/tTUPgnEBZGur47ds9 ----------------------------------------------------------------☕Postaw mi kawkę: https://buycoffee.to/kryminalnehistorie📩Newsletter: https://kryminalnehistorie.com/newsletter-zapis✉️Współpraca: kryminalnehistorie@gmail.com----------------------------------------------------------------Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie na Youtube :) A także za każdą inną formę Waszego wsparcia. Przypominam, że podcast tworzony jest na podstawie ogólnodostępnych źródeł, które znajdziecie poniżej :)☛ Sklep: https://kryminalnehistorie.com/sklep/ ☛ Facebook: https://www.facebook.com/kryminalne0historie☛ Grupa na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/kryminalnehistorie☛ Instagram: https://www.instagram.com/kryminalne ☛ Youtube: https://www.youtube.com/kryminalnehistorie☛ Spotify: https://open.spotify.com/show/4MP3dZZu5efb5qvPSXu89k?si=e9c65befc023463d ☛ Mail: [email protected] ✔Animacja w intro została stworzona przez Sławka:www.vimeo.com/smdesigns✔Muzyka:Kai Engel - Great ExpectationsSlow Hammers✔Źródła: https://docs.google.com/document/d/1GEf2hFjpCb7ysRRFb5x4Y5PqW_AIqJ_iGTTp9d4yvRQ/edit?usp=sharing