MORDOWAŁ PRZEZ 28 GODZIN | Podcast kryminalny
W tym odcinku podcastu kryminalnego przedstawiam Państwu sprawę zabójstwa Maksima Gelmana.Instagram: https://www.instagram.com/kryminaliaFacebook: https://www.facebook.com/kryminalia#polska #podcastkryminalny #historienafaktach #prawdziwesprawykryminalne
W tej historii pojawia się także wątek zwykłego mężczyzny, którego los zetknął się z szaleństwem Gelmana. Był nim Joseph Lozito, 40-letni mieszkaniec przedmieść Filadelfii. Joseph nie znał wcześniej Gelmana. Mierzący ponad 188 cm wzrostu i ważący około 120 kg Lozito pasjonował się MMA, choć sam nie trenował, przez blisko 20 lat oglądał walki i chłonął techniki prezentowane w telewizji. Mieszkał z żoną i synami, dziesięcioletnim Josephem i siedmioletnim Dominikiem, w spokojnej dzielnicy Bustleton w Filadelfii. Mężczyzna ten każdego dnia bladym świtem wyruszał w wielogodzinną podróż, najpierw samochodem lub pociągiem do New Jersey, potem koleją do Manhattanu, by zdążyć na poranną zmianę w pracy.
Pracował jako sprzedawca biletów w Ivory Fisher Hall, słynnej sali koncertowej w centrum Lincoln Center. Joseph Lozito prowadził spokojne, ustabilizowane życie rodzinne. Nic nie zapowiadało, że pewnego lutowego poranka stanie się bohaterem dramatycznych wydarzeń. Był on po prostu jednym z milionów pasażerów nowojorskiego metra do czasu, gdy zauważył nerwowego, dziwnie zachowującego się młodego mężczyznę na stacji Penn Station. Zanim jednak drogi tych dwóch mężczyzn się przecięły, Nowy Jork pogrążył się w chaosie serii ataków nożownika. Był piątek, wczesny poranek 11 lutego 2011 roku.
Kilku z postrzegawczych pasażerów rozpoznaje Gelmana. Jego zdjęcie było bowiem w darmowej prasie rozdawanej na rogu ulic oraz we wczesnych wiadomościach telewizyjnych. Ludzie zaczynają szeptać między sobą, wpatrywać się w młodego mężczyznę i zadawać sobie pytanie, czy to możliwe, że to poszukiwany morderca? Jednocześnie na stacji obecni są już policjanci. Gelman wsiada do pociągu linii numer 3, jadącego w kierunku północnym. W tym samym wagonie, dosłownie kilka metrów od niego, znajduje się wspomniany na samym początku Joseph Lozito, który dojeżdżał z Pensylwanii do pracy w Lincoln Center. Joseph wsiadł do pociągu na Penn Station parę minut wcześniej razem z grupą innych podróżnych oraz z dwójką umundurowanych policjantów patrolujących metro.
Lozito zauważa nerwowe zachowanie jednego z pasażerów, młodego mężczyzny w jaskrawej kurtce. Od razu zwróciłem na niego uwagę. Nie wiedziałem kim jest ani co zrobił, ale zdecydowanie czułem, że trzeba mieć go na oku, wspominał później. Około godziny 8.30 pociąg rusza z 34 w kierunku Times Square. Maksim Gelman czuje, że został rozpoznany. Rozejrzawszy się dostrzega, że kilka osób wpatruje się w niego, a dwaj funkcjonariusze coś mówią przez krótkofalówki. Postanawia działać błyskawicznie. Podbiega do drzwi kabiny motorniczego i zaczyna w niej łomotać pięściami. Krzyczy podając się za policjanta.
Policja! Otwierać! Maszynista nie otwiera jednak drzwi. Został zresztą ostrzeżony o niebezpiecznym pasażerze. W tym momencie policjanci obecni w pociągu, Terence Howell i Tamara Taylor nie interweniują bezpośrednio. Później tłumaczyć będą, że obawiali się, iż Gelman ma broń palną i chcieli uniknąć strzelaniny w zatłoczonym wagonie. Maksim sfrustrowany brakiem reakcji odwraca się z powrotem do tłumu pasażerów. W wagonie zapada cisza. Ludzie odsuwają się pod ściany, czując nadciągającą przemoc. Najbliżej drzwi kabiny stoi Joseph Lozito. Gelman patrzy mu prosto w oczy i mówi, jesteś pierwszy do odstrzału.
W ułamku sekundy Maksim wyciąga nóż i rzuca się na Lozito, zadając mu potężny cios w głowę. Ostrze rani Josefa w tył czaszki i twarz, rozcinając skórę. Krew bryzga na okno wagonu. Rozpoczyna się desperacka walka o życie w ciasnej przestrzeni wagonu wśród krzyków przerażonych pasażerów. Lozito mimo ran reaguje instynktownie. Zamiast próbować uciec, wykorzystuje swoje gabaryty i znajomość technik MMA. Zrozumiałem, że jeśli nic nie zrobię, on mnie zabije i może zabije też innych. Nie miałem wyjścia, opowiadał później. Joseph rzuca się pod nogi napastnika, chwytając go za kolana w stylu zapaśniczym.
Coś na kształt techniki single leg takedown, którą widział setki razy w walkach UFC. Impet ataku obala Gelmana na podłogę wagonu. Podczas szamotaniny Joseph zostaje jeszcze dźgnięty nożem kilkukrotnie. Mimo to mężczyźnie udaje się wytrącić nóż z ręki napastnika. Po kilkunastu sekundach brutalnej walki na podłodze to Lozito uzyskuje przewagę. Mężczyzna przytrzymuje Gelmana, dociskając go do podłogi wagonu własnym ciężarem ciała. W tym momencie drzwi kabiny motorniczego otwierają się i na miejscu pojawiają się policjanci Howell i Taylor. Funkcjonariusze rzucają się, by obezwładnić Gelmana.
Zakuwają go w kajdanki, formalnie dokonując aresztowania groźnego przestępcy. Jest godzina 8.34 rano, sobota, 28 godzin od pierwszego morderstwa. Krwawy szał Maksima Gelmana wreszcie zostaje przerwany. Pociąg zatrzymuje się awaryjnie na stacji Times Square. Drzwi wagonu otwierają się, a do środka wpadają kolejne uzbrojone jednostki policji, które wcześniej patrolowały tunel szukając Gelmana. Sprawca jest już skutecznie unieruchomiony, skuty kajdankami, przyciśnięty do podłogi przez kilku policjantów. Joseph Lozito osuwa się na siedzenie, ociekając krwią. Jest ciężko ranny, ale przytomny.
Krew lała się ze mnie strumieniami. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Pomyślałem, muszę jak najszybciej jechać do szpitala, bo wykrwawię się tutaj. Policjanci wzywają pogotowie, a w wagonie rozlegają się o krzyki. Mamy go! Ludzie gratulują Lozito odwagi, jednak ten jest zbyt wstrząśnięty, by odpowiadać. Myśli tylko o swojej rodzinie. Naprawdę nie chce umrzeć w tym metrze. Nie teraz, powtarza w myślach, gdy sanitariusze zakładają mu opatrunki. Kilka minut później Joseph zostaje na noszach wyniesiony z peronu i odwieziony karetką do szpitala Bellevue. Tam lekarze zakładają mu kilkadziesiąt szuf na głowie i rękach.
Jego żona Andrea, gdy tylko dowie się o ataku, przybiegnie do szpitala zapłakana mówiąc, jesteśmy razem tak długo, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Na szczęście Joseph przeżyje, a jego odwaga ocaliła życie nie tylko jemu, ale być może wielu innym pasażerom metra. Tymczasem Maksim Gelman zostaje wyprowadzony z wagonu. Jest pobudzony i wciąż agresywny słownie. Szamocze się przeklina. Policjanci prowadzą go korytarzami stacji Times Square jak trofeum, a ludzie stojący na peronie z ciekawością i zgrozą przyglądają się ujętemu sprawcy czterech morderstw. Zatrzymanie Maksima Gelmana miało dramatyczny przebieg.
Oficjalnie dokonali tego funkcjonariusze Terence Howell i Tamara Taylor z New York Police Department Transit Borough, choć w opinii publicznej prawdziwym bohaterem był cywil Joseph Lozito, który odważnie stawił czoła nożownikowi. Policjanci Howell i Taylor początkowo zyskali pochwały za ujęcie Gelmana, jednak później wyszło na jaw, że ukryli się w kabinie maszynisty i nie interweniowali, dopóki Lozito nie obalił bandyty. Ten szczegół stanie się zarzewiem kontrowersji, o czym opowiem w dalszej części odcinka. Po zatrzymaniu Gelman został niezwłocznie przewieziony na pobliski posterunek przy Coney Island Avenue na Brooklynie.
W kolejnych dniach po aresztowaniu prokuratura intensywnie pracowała nad skompletowaniem wszystkich zarzutów przeciwko Gelmanowi. Sprawa była skomplikowana jurysdykcyjnie, ponieważ zbrodnie zostały popełnione w dwóch różnych dzielnicach – Brooklyn oraz Manhattan . Ostatecznie postanowiono rozdzielić postępowanie. Główny proces miał odbyć się na Bruklinie, zaś osobno miano osądzić Gelmana w Manhattan Criminal Court za usiłowanie zabójstwa Josepha Lozito. 18 lutego 2011 roku prokurator okręgowy Brooklynu Charles J. Hans ogłosił akt oskarżenia obejmujący 13 zarzutów wobec Maxima Gelmana.
Najwyraźniej Gelman postanowił błaznować do końca, być może chcąc zyskać miano wariata. Na koniec rzucił jeszcze kilka obelżywych słów i został siłą wyprowadzony z sali. Rodziny ofiar patrzyły na to z oburzeniem i smutkiem. Nie okazuje żadnej skruchy, nadal jest tchórzliwą duszą, skomentował później Joseph Lozito, który obserwował ten spektakl arogancji podczas osobnej rozprawy. Wyrok 225 lat oznaczał de facto dożywocie bez realnej nadziei wyjścia na wolność. Nawet w systemie amerykańskim, gdzie formalnie skazany mógłby ubiegać się o zwolnienie warunkowe po odbyciu minimum 25 lat za każde zabójstwo, kumulacja wyroku sprawiała, że pierwsza taka możliwość pojawiłaby się po setkach lat.
Innymi słowy, nigdy. Gelman został przekazany do stanowego systemu penitencjarnego, gdzie miał spędzić resztę życia. Choć wydawało się, że sprawiedliwości stało się zadość, pozostał jeszcze jeden formalny rozdział. Ukaranie Gelmana za atak na Josepha Lozito w nowojorskim Metrze, który to czyn podlegał pod jurysdykcję prokuratury Manhattan. Tutaj akt oskarżenia obejmował głównie zarzut usiłowania morderstwa pierwszego stopnia wobec Lozito oraz napaść z niebezpiecznym narzędziem. Gelman początkowo również nie przyznawał się do winy i zamierzał walczyć, ale po wyroku 225 lat zmienił strategię.
W styczniu 2012 roku, dzień po wyroku na Bruklinie, został doprowadzony przed sąd na Manhattanie i tam również przyznał się do winy. 15 lutego 2012 roku odbyła się rozprawa przed Sądem Najwyższym Stanu Nowy Jork na Manhattanie, podczas której sędzia formalnie skazał Gelmana na dodatkowe 25 lat więzienia, dopóli i tak abstrakcyjnie wysokiego wyroku. Ta rozprawa była jednak ciekawa głównie z uwagi na zachowanie Gelmana oraz konfrontację z Josephem Lozito. Było to ich pierwsze spotkanie twarzą w twarz od czasu walki w wagonie metra. Gelman został doprowadzony do sądu w kajdankach, z uśmiechem na twarzy.
Wykazywał wręcz pogardliwą wesołość. Jak odnotowali reporterzy, szczerzył zęby w uśmiechu w drodze na salę sądową. Gdy mijał Józefa obecnego jako poszkodowany, rzucił mu pod nosem przekleństwo. Na sali Józef miał prawo wygłosić swoje oświadczenie. Lozito spojrzał na Gelmana, który na jego widok wykonał ostentacyjny gest, jakby ziewał z nudów, i powiedział spokojnie, mam nadzieję, że zgnijesz w swojej celi, a po śmierci czeka cię piekło. Gelman zareagował śmiechem i odparł, jeszcze zobaczymy, znów próbując przekrzykiwać się z ofiarą. Na szczęście sędzia szybko uciął ten dialog.
Kiedy dano Gelmanowi ostatnią możliwość wypowiedzi, ten ponownie wszystkich zaskoczył lub może już nie, biorąc pod uwagę jego poprzednie ekscesy. Oświadczył bowiem, chcę tylko powiedzieć, Kim Kardashian, wyjdziesz za mnie? Powtarzając dokładnie to samo absurdalne pytanie, które rzucił podczas bruklińskiej rozprawy. Sędzia nie krył oburzenia i szybko zakończył posiedzenie wydając wyrok. Dodatkowe 25 lat miało charakter czysto symboliczny. Jak zauważył prokurator, Gelman i tak już ma do żywocie, ale to 25 lat jest dla pana Lozito, by pokazać, że jego cierpienie też zostało uwzględnione.
Po tej rozprawie Joseph Lozito udzielił kilku wywiadów. Był spokojny i zdystansowany. Gdy zapytano go, co pomyślał, widząc Gelmana w sądzie, odparł, zobaczyłem w nim wciąż tchórza. On mnie pociął, ale to ja go powaliłem. Policja może go złapała, ale to ja wykonałem robotę. Rzeczywiście, Lozito stał się dla wielu bohaterem, choć on sam skromnie umniejszał swoją rolę. Media ochrzciły go mianem Subway Hero, bohatera z metra. Wdzięczność wyrazili mu również liczni pasażerowie, których ocalił. Niestety instytucjonalnego uznania zabrakło, ale o tym za chwilę. Rodziny ofiar przeżywały niewyobrażalny ból.
Proces i wyrok Gelmana zostały przyjęte z akceptacją przez opinię publiczną. Potwór nigdy nie wyjdzie na wolność, brzmiały nagłówki gazet po werdykcie. Niemniej pojawiły się też dwie kontrowersje. Pierwsza dotyczyła zachowania policjantów w metrze. Jak już wspominałem, po całym zajściu wyszło na jaw z relacji Josepha Lozito, że funkcjonariusze Howell i Taylor nie ruszyli mu na pomoc, dopóki sam nie obezwładnił napastnika. Oficjalne stanowisko New York Police Department potwierdziło, że policjanci byli obecni w kabinie maszynisty i nie zareagowali natychmiast, tłumacząc się mylnym przypuszczeniem, że Gelman ma broń palną.
Joseph Lozito w marcu 2011 roku zdecydował się pozwać miasto Nowy Jork za zaniedbanie obowiązków. Twierdził, że policja miała obowiązek go chronić, a zamiast tego tchórzliwie się ukryła. Sprawa ta trafiła do sądu cywilnego, jednak w 2013 roku została oddalona. Sędzia argumentował, iż zgodnie z prawem policja nie ma prawnego obowiązku ochrony konkretnych jednostek, a jedynie dba o bezpieczeństwo publiczne ogółu. Wyrok ten odbił się echem w mediach jako kontrowersyjny, wszak społeczne oczekiwanie jest takie, że policjant broni obywateli. Lozito przyjął decyzję sądu z rozczarowaniem, ale i filozoficznym spokojem.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku podcastu kryminalnego przedstawiam Państwu sprawę zabójstwa Maksima Gelmana.Instagram: https://www.instagram.com/kryminaliaFacebook: https://www.facebook.com/kryminalia#polska #podcastkryminalny #historienafaktach #prawdziwesprawykryminalne