Związki zawodowe 2
O tym, co powinniśmy wygreślić ze swojego CV, oraz z kim nie wchodzić w romanse w firmowej kuchni, czyli o romansowaniu w pracy.Sponsorem tego odcinka jest pracuj.pl, strona na której możecie znaleźć nową pracę, znaleźć KOGOŚ do pracy, możecie sprawdzać profile pracodawców i o wiele więcej! (Możecie też podsunąć tę stronę leniwym "miłościom życia" których obecną pracą jest gra na konsoli i używki ;)
Kolejna niedziela i kolejny wspólny wieczór. Witam się z wami bardzo serdecznie w tym odcinku. Jeśli jutro się wybieracie do pracy, to akurat pospieszę z przypomnieniem związanym z tematem odcinka, że praca nie jest miejscem do romansowania. Praca to jest miejsce, w którym zarabiamy pieniądze, za które później opłacamy sobie życiowe potrzeby i życiowe zachcianki, a czasem nawet usługi terapeutów, którzy nam pomagają Wykreślić sobie z naszego życiowego CV takie pozycje jak umiejętność pisania usprawiedliwień, kłamstw opanowana w stopniu biegłym, umiejętność zadowalania osób mających nas w dupie, ukończony kurs resuscytacji, umierającego uczucia, pocieszanie złamanych serc metodą usta-usta i dobrze znane nam pajacowanie.
Leniwym miłością życia. W ostatnich miesiącach, jak boomerang przecież wracał temat, niestety tu zawsze wypadało, że kolesi, których jedynym zajęciem jest granie na konsoli i ciułanie na używki, więc może pracuj.pl uznało, że to znak, żeby powiedzieć, że naprawdę nie jest trudno schylić się po pracę, jeżeli się szuka i się chce No bo naprawdę, no wspieranie, nawet finansowe partnerki czy partnera, którzy są na jakimś tam, że wiecie, życiowym zakręcie i aktywnie się starają z niego wydostać, no to oczywiście jest rola związkowa trochę, ale przymykanie oka na to, że to my utrzymujemy całą chatę, a druga osoba wydaje swoje pieniądze jedynie na swoje przyjemności, ubrania i nie wiem, jakieś tam gry, coś tam i bez mrugnięcia okiem, w ogóle z zadowoleniem się rozsiada na wiele miesięcy w roli utrzymanka czy utrzymanki,
To zostawmy po prostu w dalekiej historycznej historii, okej? I po zagłębieniu się już w skrzynkę mailową, to odcinek ten o związkach zawodowych pojawił się w 2019 roku, kochani. To jest szmat czasu. Odnalazłam więc stare, ale też świeżutkie opowieści z różnych branż i stanowisk i powiem wam do jakiego wniosku doszłam, a mianowicie ludzie ogólnie życiowy czas spędzają w dwóch miejscach, czyli śpiąc w łóżku oraz w pracy. No niestety takie są realia i to dlatego nas tak frustruje, jak nie cierpimy albo swojej pracy, albo na przykład ludzi w niej. Dlatego tak nas boli, jak w pracy na przykład czujemy się wypaleni, no bo jesteśmy tam po prostu kawał wielki życia. Ale co do związków, no to z powodu tej czasowej okupacji, to często się zdarza, że jak ktoś szuka miłości, to podświadomie szuka jej też w robocie, no bo nie ma czasu na to, żeby ją znaleźć gdzieś tam indziej.
Są osoby, które naprawdę mają ograniczone pole poznania kogoś nowego. Taką historię też wam dziś przeczytam i nie wiem, czy będę umiała w jej kontekście zachować powagę, bo pojawia się tam wiele razy śmieszne słowo i sobie nie ufam. Ale są też osoby, które idiotkują będąc w pracy w bardzo ważnych zawodach. I nie żartuję, teraz sobie wyobraźcie, że macie, nie wiem, zabieg usunięcia ówsemki. No to z takich lajtowych, nie? Ale po prostu jakąś operację. No i chirurg czy chirurszka, którzy was operują, no przecież oni są ludźmi, co nie? I całą noc mieli dramę na przykład w chacie. Albo w drugą stronę, instrumentariusz się zakochał, ale został odrzucony i ma złamane serce i teraz musi się stawić na waszej operacji na waszym sercu. Albo pilot. Ja wiem, że to jest w dużej mierze teraz pilotowanie automatyczne, jakby ja to biorę pod uwagę, ale wyobraźcie sobie, że pilot, który was gdzieś wiezie, leci was na inny kontynent i powinien być wyspany, a on całą poprzednią noc się kłócił ze swoim chłopem i się rozstawali po raz dziesiąty i on teraz ma skupiony być na pracy.
No już nie mówię na przykład o innych zawodach, w których oddajemy do rąk sobie komuś życie swoje. Bo nie tylko pilocie, nie tylko, wiecie, ochrona zdrowia, ale też kierowcy wszystkiego, każdego rodzaju, strażacy, dyspozytorzy w 112, którzy muszą zachować też czujność przecież, szybkość myślenia bez przerwy, a nawet instruktorzy sportów. Lecicie sobie na wakacje nurkowe albo tam wspinaczkowe czy narciarskie, chcecie robić kurs jakiś i na przykład jest to sport wysokiego ryzyka i jeżeli traficie na osobę, która jest niewyspana, rozkojarzona albo przed chwilą się rozwijała romans w toalecie w pracy, kochani, To są realne, życiowe wpływy ludzkiej miłości na nasze życie. No ale nie wpadajmy w paranoję. Owszem, jesteśmy idiotkami, ale na szczęście zawsze w pracy otaczamy się innymi ludźmi i prawie zawsze jesteśmy w stanie znaleźć dla siebie w pracy zastępstwo.
Nawet taki zawód jak prezydent ma wiceprezydenta, no już bez przesady, nie? Uwaga, historia numer 1. Zapraszam serdecznie, będzie o tym, że czasem nasz kalendarz jest tak wypełniony aktywnościami, że na miłość dostaje często tylko minutka i co z tego wynikło u naszej słuchaczki? Zapraszam. Hej, kochana Asiu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę do ciebie wiadomość, ale po tej historii uznałam, że to mój czas. Muszę powiedzieć wszystkim idiotkom i idiotkom męskim, jak ukręciłam się w chłopa, którego widziałam trzy razy. Raz dał mi kwiatkę i raz zabrał na herbatę. A ja nie mogłam przestać o nim myśleć, bo już w głowie miałam płomienny romans, dzieci i to, co mu nam na urodziny. A on się okazał być złamasem, chociaż moje przyjaciółki nazywają go Pan Papużka.
Mam 27 lat, studiuję anglistykę, dorabiam sobie korepetycjami dla maturzystów i dwa dni w tygodniu pracuję w sklepie zoologicznym, gdzie mogłabym kogoś poznać, skoro nie chodzę na imprezę, a jedyni mężczyźni, których widuję, to chuderla krzykujący się do studniówki albo mój brat, z którym mieszkam. No życie uczuciowe suche jak westernie, więc możecie się domyślać, że wystarczy mi ochłap zainteresowania, żebym rzuciła się w wir swoich wyobrażeń co do miłości życia. Ale do brzegu. Wpadłam w romans z kurierem. Ja wiem jak to brzmi, że jak scenariusz filmu dla dorosłych, ale od początku. Zaczęło się całkiem niewinnie, bo byłam odpowiedzialna za zamówienia, a on przywoził rzeczy z głównego magazynu naszej firmy do mojej siedziby, czyli do franczyzy. Kiedy przyjechał pierwszy raz, pokwitowałam mu dostawę, ale na palecie z tyłu sklepu zostały jego rękawiczki. Nie zdążyłam nawet poszukać jakiegoś sprzętu z jakiegoś numeru do niego.
On już wrócił się po nie, a niby w podziękowaniu za przetrzymanie tego sprzętu zaprosił mnie na randkę. Szczerze, po tym żarcie ze sprzętem nie mam pojęcia, co musiałam mieć w głowie, że go nie spławiłam, ale był bardzo przystojny, a moje koleżanki od zawsze powtarzały, że jestem za mało spontaniczna i że gdzie ja mam kogoś poznać? No to się zgodziłam. No bo w sumie czemu nie? Moje życie w tamtym momencie było tak nudne, że każda propozycja wyjścia brzmiała jak, no wreszcie coś się dzieje w moim życiu. Umówiliśmy się na weekend. Udało mi się poprzekładać korki jak Tetris. Chyba dwie godziny ustalałam z przyjaciółkami, co mam założyć. No i stało się, poszliśmy do kina, a później na herbatę. I było naprawdę bardzo miło. Dawno nie rozmawiałam z tak kulturalnym kolesiem, a przypominam, że jego początkowy żart mnie nastawił nieco bojowo. Czułam się bardzo adorowana, zadawał mi ciekawe pytania, okazało się nawet, że moi dziadkowie pochodzą z tej samej miejscowości co jego mama, więc spędziliśmy święta często w tym samym mieście i chodziliśmy na pasterkę do tego samego małego kościółka pod Warszawą.
Myślicie, że on pokazał jej swoją papużkę? Przepraszam. I później dramat. Pan papużka trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami żeber po wypadku. I od tamtej pory mogliśmy tylko korespondować, bo jako pan kurier, pan papużka już nie przyjeżdżał, a między nami dzieliło nas kilkadziesiąt kilometrów. Ja w Łodzi, on w Zgierzu. Po pewnym czasie był już mniej zaangażowany, przestał mi odpisywać, a kiedy naprawdę postarałam się w całej gimnastyce swojego kalendarza pojechać do szpitala, w którym dochodził do siebie i czekał na ostatnią operację, powiedział, że nie będzie się czuł dobrze z tym, że będę go widziała, nie ogólonego, no i tak dalej. No i tak myślałam, że romans po prostu rozejdzie się po kościach. Byłam jedynie zła, że dorosły facet nie mógł mi po prostu napisać, że stracił zainteresowania, tylko mnie po prostu zignorował.
Zainstalowałam Tindera, bo już w akcie desperacji wpadłam w płacz, że gdzie w moim życiu uczuciowym naprawdę nic się nie wydarzy i bo kto ma mnie poderwać i gdzie. Siedzę sobie któregoś dnia na parkingu pod uczelnią w samochodzie i dostaję wiadomość. Pam papużka ma żonę i dwójkę dzieci. Czułam, że mi się treść żołądkowa podnosi do gardła. Wchodzę na Instagram, a tam świąteczna sesja ptasiej rodziny. Pan papużka, pani papużka i dwa małe papuziątka 5 lat po ślubie. Papużki w Bieszczadach w bali wodnej z hydromasażem. Pani papużka poleca laminację brwi u swojej koleżanki. Wakacje w Turcji i drinki na Malcie. Ja byłam na randce z żonatym gościem, wysłałam mu zdjęcie swoich cycków. I wtedy poczułam się jak bohaterka telenoveli, która dopiero w ostatnim odcinku odkrywa, że to wszystko, co jej się przydarzyło, było snem, a ona nagle otwiera oczy.
Jesteśmy gatunkiem, który naprawdę jest gatunkiem stadnym i potrzebuje bliskości emocjonalnej i fizycznej innych ludzi. A jeżeli zmierzamy to z wychodzeniem z takiego domu, wychowaniem po prostu w latach, Związki zawodowe 2. Po prostu bezwarunkowa miłość do dzieci była naprawdę rzadko okazywana i się miało ogromne szczęście. Wychodzi na to, że dopiero teraz te nowe pokolenia będą miały szansę samodzielnie decydować, czy potrzebują w ogóle relacji i na jakich zasadach w ogóle chcą ją mieć. Kiedyś się nie mówiło w ogóle o standardach traktowania samych siebie, nie mówiło się o granicach, które często sami przesuwamy, żeby się do związku dopasować, wkupić w czyjąś miłość.
Ja myślę, że nie autorko Maila, nie jesteś jedyna. Jesteś częścią pokoleń, która wierzyła w bardzo spaczoną wizję miłości, która się musi wiązać albo z czymś filmowym, albo z czymś rozrywającym i trudnym. Bo uczucie oczywiście testowane jest tym, ile jest w stanie wytrzymać i zanim nas doprowadzi do trumny. Dopiero teraz, kiedy czytamy, słuchamy, możemy sami o sobie decydować, a nie iść takimi typowymi, wiecie, checkpointami z życia przeszłych pokoleń, czyli praca, ślub, dom, dzieci, emerytura, wnuki i śmierć. I dopiero teraz możemy się zatrzymać i powiedzieć sobie tego nie chcę, tego nie chcę, to jest w sumie okej, ale to jest dopiero za kilka lat i sobie budować życie bez nawet miłości i szukania żony czy męża jakby w centrum naszych zainteresowań.
W ogóle powoli chyba zaczynamy iść w innym kierunku. I romantyzować sobie i ubarwiać inne życie. Czyli w ogóle idziemy w inną stronę. Zupełnie takie romantyzowanie życia kompletnie w pojedynkę. Nie mówiąc zupełnie złego słowa, tak? O cieniach życia singli. Bo to przecież nie są tylko kursy surfowania i życie nomadów i brak dzieci. No ale też różne dylematy. Jak zawsze, no wszystko ma swoje blaski i cienie. Ale o tym myślę, że jeszcze w przyszłości tego podcastu będziemy sobie rozmawiać też. A czy da się poznać kogoś funkcjonując w trybie studia, praca i sen? To też jest dobre pytanie. I tutaj ja myślę, że rzucacie we mnie kamieniami, ale ja powiem, że nie. Albo inaczej, to jak w życiu w ogóle, że mamy ograniczony czas dobowy i czas w tygodniu.
I to taka odpowiedzialność za ten commitment, jak to się dobrze tłumaczy na polski, że nie chodzi o poświęcenie, ale o takie zaangażowanie. Czy warto jest być z kimś, żeby mu, wiecie, móc zaoferować 5% tylko swojej uwagi i jeden weekend w miesiącu? Jeżeli nasze potrzeby są takie i też spotkamy się z drugą osobą z taką samą potrzebą bliskości, no to pięknie zagra, ale to będzie trudne, nie? I uważam, że relacja z drugim człowiekiem potrzebuje dużo emocjonalnej obecności i przestrzeni. I nie powinna być wciskana w jakieś luki kalendarzowe, byle tylko się dało. Albo przynajmniej ja nie mogłabym w takiej relacji być. Być może są też w naszych życiach okresy, w których numerem jeden jesteśmy my i nasz rozwój, a później możemy mieć zasoby czasowe i emocjonalne, kiedy trochę już zwolnimy, żeby wpuścić do swojego życia coś więcej, co też wymaga czasu.
No bo czysto przyziemne, nie? Nawet decydujący na zwierzę ponosimy za nie odpowiedzialność i wiemy, że musimy je wyprowadzać, dbać o nie, poświęcać czas, uwagę, treningi i tak dalej. Więc jeżeli wiemy, że za dużo podróżujemy albo spędzamy masę czasu poza domem, no to nie bierzemy sobie szczeniaka i w ogóle nie bierzemy sobie psa, nie? Myślę, że to jest dobra metafora, że nie możemy naszej doby i snu rozciągać w nieskończoność, no bo ktoś na tym ucierpi, no. Ale na miłość zawsze w końcu nadchodzi czas. No dobra, a co z tymi zawodami, w których oddajemy w czyjeś ręce, idiotkom damskim i męskim, swoje życie? Jakby nie w romantycznym sensie, ale jako pacjenci, klienci i tak dalej. Przedstawią wam historię lekarską, tak? Będą słuchać dyżury, zmiany, ale też kłamstwa, podwójne życie.
Ja wcześniej bez szczęścia do facetów uwikłana w dłuższe lub krótsze situationshipy. Wcześniej wtedy miałam wrażenie, że w końcu jestem w dobrym miejscu. W końcu nie czekałam na wiadomości od żadnego typa i czasami wychodziłam na randki, ale zupełnie bez spiny. I wtedy pojawił się on. Przypadkowo spotkany na korytarzu szpitala, uśmiechnięty brunet. Serduszko od razu szybciej mi zabiło. Zagadał do mnie i parę dni później byliśmy już umówieni. Lipiec, kino, pub, rozmowa kleiła nam się niesamowicie. Cały wieczór gadaliśmy o muzyce, festiwalach, koncertach, a na koniec zaproponował spotkanie dwa dni później. I tak ruszyło. Pisał do mnie codziennie, w pracy widywaliśmy się przelotem, zaprosiłam go na wesele, na które szłam pod koniec października. I to, co dość szybko zwróciło moją uwagę, to to, że bardzo często jeździ do domu rodzinnego i do swoich rodziców, mieszkających około 3 godziny drogi, tam autem czy pociągiem od miasta, w którym mieszkamy.
Co zrobiłam? Nic. Powiedziałam mu, że lepiej żeby to przemyślał, ale że nie wyobrażam sobie kończenia znajomości z nim, no bo tak było. Na myśl o powrocie do aplikacji i gadaniu o ulubionych kolorach z typami było mi słabo. I tak nadal pozostawaliśmy w kontakcie i spotykaliśmy się, w międzyczasie mieliśmy dni bez kontaktu i gdy ja, bo to zawsze ja pisałam do niego czy wszystko w porządku i pozwalałam mu się tłumaczyć, a nawet sama go tłumaczyłam, Pisałam, a on zawsze mnie przepraszał i znowu się spotykaliśmy. I było świetnie. Gdy spędzaliśmy razem czas, czułam się naprawdę dobrze. Lepiliśmy domek z piernika na święta, znowu kino, małe winiarnie w mieście, ale zawsze musiałam się strasznie nagimnastykować, żeby doszło do tego spotkania i zupełnie nie rozumiałam, dlaczego tak jest. Dodatkowo nie zapoznał mnie z żadnym znajomym i z żadnym członkiem rodziny.
Ja go zabierałam na wspólne wyjścia często i chciałam, żeby poznawał moich ludzi. Zresztą zawsze chętnie przychodził i wszyscy go polubili. I tak to trwało Asiu, tak to trwało aż do wakacji 2025, kiedy jebło. Jebło spektakularnie. W sierpniu 2025 roku odbywał się pewien festiwal organizowany przez pana Rojka. Pozdrawiam pana Rojka. On lubił tam jeździć, ja pomimo bywania w przeszłości na wielu festiwalach akurat tam nie byłam i bardzo chciałam z nim pojechać na jeden dzień, na którym grał zespół, który oboje lubiliśmy. On jednak nie mógł. I tu użył całego combo swoich wymówek, a to musi odwieźć rodziców na lotnisko. Chłop jechał 3 godziny po pracy po to, żeby odwieźć rodziców, dorosłych i sprawnych ludzi, posiadających prawa jazdy i samochody, na lotnisko, czaisz?
I to nie pierwszy raz, kiedy to robił. Mówił, że nie umie im odmówić. Później musiał jeszcze jechać z babcią po okulary, no a następnego dnia oczywiście miał dyżur. Nie ma mowy, żeby tam wepchnąć jeszcze pójście na festiwal. No cóż, było mi przykro, ale to nie był pierwszy raz, kiedy myślałam, że coś zrobimy razem i nie zrobiliśmy. Byliśmy w kontakcie przez ten weekend i tyle. W poniedziałek rano dodał na story piosenkę zespołu, który był wtedy na tym festiwalu, na który on nie mógł jechać. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w serduszku. Ale w ten sam poniedziałek rano przyszedł rozpromieniony do pracy i moje zaniepokojenie zniknęło. Do czasu, kiedy we wtorek wróciła z urlopu moja koleżanka z pracy i pytałam ją, jak to było na festiwalu, na który ten urlop wzięła. Powiedziała mi, że widziała tam X. I to dwa razy, w piątek i w niedzielę.
Zrobiło mi się zimno. Reszta dziewczyn zamilkła. Koleżanka od tego newsa od razu zaczęła się zastanawiać, czy to może mogło się jej przewidzieć. Niedługo później wchodzi X i od razu go pytam. Czy byłeś na tym festiwalu? Bo Kasia cię widziała. Chłop zlał się potem. Dosłownie jego niebieski fartuch stał się granatowy i on mi mówi, że go tam nie było i że jej się przewidziało. A ja co? Chciałam wierzyć. Tak bardzo chciałam mu wierzyć. Ale sprawdziłam, nie było go na dyżurze. Mówię mu, że sprawdziłam i tego dnia inne osoby dyżurowały. A on? Że go kontroluje, że on ma dość tej sytuacji. Więc ja znowu w kąt i kotłuję się w swoich myślach. Najnowsza wersja. Miał dyżur w innym miejscu niż to, gdzie pracujemy. Naprawdę chciałam mu wierzyć. Dziewczyny patrzyły na mnie z politowaniem. Kasia już sama nie wie czy go widziała czy nie.
Powiedziałam mu o tym po tym nieszczęsnym weselu, a on co? Nic. A mnie to nawet nie zdziwiło. Ja to przyjęłam i nadal go przytulałam. Teraz zastanawiam się, czy on w ogóle zrozumiał, jaką wagę miało dla mnie powiedzenie mu tego? On zawsze w złym humorze, zawsze jest z nim źle, zawsze przepracowany i zajechany, on sam nie wie, o co mu chodzi. Sama nie wiem, co ustaliliśmy w tej rozmowie, ale z jakiegoś powodu wyszłam z niej zadowolona. Szliśmy przecież na kolejne wesele już w następnym miesiącu. W tamtym momencie miałam strasznie dużo spraw rodzinnych i zawodowych na głowie i w ogóle sierpień i październik 2025 przeleciały mi nie wiem kiedy. Postanowiłam nie zauważać, że chłop już migał mi cały na czerwono, ale przejdźmy do wielkiego finału. Pod koniec października, zaraz po tym następnym weselu, na którym miał być wspaniałym partnerem, mieliśmy zaplanowany wyjazd na konferencję na drugi koniec Polski.
Mieszkanie zarezerwowane pół roku wcześniej. Sprawdzam inne opcje zakwaterowania, ale wszystko już 10 razy droższe. Pytam, czy jedziemy razem, a on, że oczywiście i że super. Pojechaliśmy. Uznałam, że to jest mój moment. Przeprowadzę poważną rozmowę i albo jedną, albo w drugą, bo ja już nie mogę tak dłużej żyć i czekać na niego. Zameldowaliśmy się, pijemy winko. Oglądamy Killera 2 i nagle dzwoni mu telefon, a ten wychodzi z mieszkania. Nie zdziwiło mnie to tak bardzo, bo często wychodził, kiedy dzwonili na przykład pacjenci, ale coś długo nie wraca. Zdążyłam wypić wino i się zdenerwować, stwierdziłam, że idę spać i poszłam do łazienki umyć zęby. On nagle wraca i mocno poddenerwowanym głosem mówi do telefonu. Ja nakładam pastę sena na szczoteczkę, szoruję zęby, a nagle on wchodzi do łazienki i mówi do mnie, nie byłem z tobą szczery, mam dziewczynę i ona chce teraz z tobą rozmawiać.
Ta dziewczyna napisała do mnie, nawet pytając o to, czy on ją zdradza ze mną. Było mi tak strasznie przykro, że jeszcze wyszłam na jakąś drugą, ale wiem, że ta dziewczyna jest taką samą ofiarą jak ja. Pozdrawiam cię bardzo, jeśli słuchasz. Jej też mówił, że ma dyżur, kiedy był ze mną na weselu. I to ona się połapała, że coś jest nie tak, także dziękuję jej za to, bo gdyby nie to, to nie wiem, gdzie byłabym dzisiaj. Zostaliśmy do końca razem w tym mieszkaniu, a było to kolejne pięć dni, z czego większość czasu spędzaliśmy na konferencji. Serce mi pękało po kawałku coraz bardziej. Nie potrafiłam i nadal do końca nie potrafię znienawidzić go za to, co zrobił i nadal próbowałam go tłumaczyć tym, że na pewno coś mu się przydarzyło w przeszłości, no i ma taką trudną pracę, jest taki biedny. I po tym wyjeździe byliśmy jeszcze raz w kinie, ja nie wiem czemu naprawdę, pisaliśmy czasami, aż pewnego dnia przestaliśmy.
Pozdrawiam, doświadczona idiotka. O matko, słuchajcie, czasami to jak za długo ignorujemy jakieś czerwone flagi i zbyt długo odwracamy wzrok od rzeczy, które nam po prostu, nie że nam nie odpowiadają, ale po prostu, tak jak ona napisała, migają na czerwą, to tak jakbyśmy sobie po prostu sami robili operację na otwartym sercu. Patrząc w lusterko i po prostu widząc tylko to serce i grzebiąc w nim. Jest to coś potwornego. Ile człowiek jest w stanie z tej potrzeby miłości, takich zauważenia, przytulenia się do kogoś, takiej bliskości emocjonalnej, choćby na chwilę. Ile my jesteśmy w stanie sobie dopowiedzieć i usprawiedliwić. A że ta koleżanka, może się jej przewidziało przecież na tym festiwalu.
Pozdrawiamy cię, nasze idiotko. A teraz, kochani, kolejna historia. Tu też mi podskoczyło ciśnienie. Romans z szefem. To jest klasyk jak z filmu. Nie wiem, jakby to jest... Są dwa takie klasyki filmowe związane ze zdradami albo właśnie z romansami. To jest Romans z szefem. Albo tam z przełożonym oraz delegacja. To jest w ogóle, kocham słowo delegacja. Nie wiem, czy ktokolwiek jeździ na delegację, czy to jest po prostu taki jak, jak taki ten tekst z filmu, co się mówi, skoczymy na drinkę. Nie wiem, czy ktoś użył kiedykolwiek na serio takiego zwrotu. No, ale dobra, po prostu zamieńmy się w słuch. Czytam. Droga matko idiotek, zdecydowałam się do ciebie napisać, ponieważ uświadomiłaś mi, że popełniłam w minionym roku wszystkie idiotkowe przewinienia.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
zgłosило się do mnie pracuj.pl, na której znajdziecie nową pracę
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„zgłosило się do mnie pracuj.pl, na której znajdziecie nową pracę"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Sponsorem tego odcinka jest pracuj.pl, strona na której możecie znaleźć nową pracę, znaleźć KOGOŚ do pracy, możecie sprawdzać profile pracodawców i o wiele więcej! (Możecie też podsunąć tę stronę leniwym "miłościom życia" których obecną pracą jest gra na konsoli i używki ;)