Hrabia Monte Christo. 64. Scena małżeńska
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Zaledwie brama się zamknęła i zostali na dziedzińcu sami, Dibrej zapytał:"Co ci się stało, Herminio? Dlaczegoś tak zasłabła, kiedy hrabia opowiadał tę historię albo raczej tę bajkę?" O mój drogi, cały wieczór czułam się okropnie. O nie, nie, Herminio, nie wmówisz mi. Czułaś się znakomicie, gdy przyjechałaś do Hrabiego. Twój mąż był dość ponury, to prawda, ale wiem, że nie zwracasz uwagi na jego humory. Ktoś ci sprawił jakąś przykrość? Powiedz, wiesz dobrze, że nigdy nie pozwolę, aby ktoś obrażał cię bezkarnie. Zapewniam cię, że się mylisz. Było tak, jak mówię, a do tego doszedł jeszcze jego zły humor, który zauważyłeś, ale nie sądziłam, że warto ci o tym mówić. Widać było, że pani Danglar uległa jednemu z tych nerwowych rozdrażnień, z których kobiety czasem nie zdają sobie same sprawy, albo, jak się domyślił Libray, poruszyło ją coś, o czym nikomu nie chciała powiedzieć.
— Idź już sobie, Cornelio — rzekła pani Danglar. — Nie będziesz mi już potrzebna. Cornelia odeszła, a po chwili pani Danglar wyszła z gotowalni w czarującym negliżu i usiadła przy Lucjanie. Zadumana zaczęła pieścić z panielka. Lucjan wpatrywał się w nią przez chwilę, nic nie mówiąc. — Powiedz, Herminio — rzekł wreszcie — ale szczerze, coś cię zraniło, prawda? Nie, nic. A jednak coś przeszkadzało jej swobodnie oddychać. Wstała, chcąc odetchnąć głębiej i poszła przejrzeć się w lustrze. Wyglądam tak, że można się mnie przestraszyć. Dibrej już się zrywał uśmiechnięty, aby biec do niej i uspokoić ją pod tym względem, ale wtem otwarły się drzwi.
Baron chwycił go więc za skórę na karku i cisnął na chaise longue stojący na drugim końcu pokoju. Zwierzę wyrzucone w powietrze zaskowyczało, po czym ucichło i schowało się za poduszkę, zdziwione tym niecodziennym dla niego traktowaniem. — Wiesz co, mężu, robisz postępy — rzekła baronowa, nie zmarszczywszy nawet brwi. — Zwykle bywałeś tylko grubiański. Dziś zachowujesz się jak cham. — Bo dziś jestem w humorze gorszym niż zwykle. Herminia spojrzała na bankiera z najwyższą pogardą. Takie spojrzenia zawsze irytowały dumnego bankiera, ale dziś niemal nie zwrócił na to uwagi. — A cóż mnie to może obchodzić, że masz zły humor? — odpowiedziała baronowa, zdenerwowana zimną krwią męża.
A ja zapragnąłem wtedy uczyć się tańca u tej tancerki, co tak wielką sławę zyskała w Londynie. Nasza wspólna nauka kosztowała mnie 100 tysięcy franków. Nic nie mówiłem, ponieważ harmonia to ważna rzecz w małżeństwie. To niedużo 100 tysięcy franków za to, aby mąż poznał dogłębnie taniec, a żona muzykę. Wkrótce jednak znudziła ci się muzyka i przyszło ci do głowy, aby postudiować dyplomację u sekretarza ministra. I pozwalam ci się uczyć. No rozumiesz, co mnie to obchodzi, jeśli płacisz za te lekcje z własnej kasy. Ale dziś stwierdziłem, że skorzystałaś z mojej i że te twoje lekcje mogą mnie drogo kosztować. Basta, moja pani, tak dłużej być nie może. Albo dyplomata będzie ci dawał lekcje gratis, a wtedy będę go tolerował, albo też jego noga nie postanie więcej w tym domu.
Zrozumiałaś? — Oto za wiele, mój panie — zawołała zdławionym głosem Herminia. — Przekraczasz granicę przyzwoitości. — Ale widzę z przyjemnością — zauważył Danglary — że z własnej woli stosujesz się do paragrafu kodeksu. Żona iść powinna za mężem. To zniewaga. Masz rację. Dajmy temu spokój i rozważmy sprawę na zimno. Nigdy się nie mieszałem do twoich interesów, chyba dla twojego własnego dobra. Róbże tak samo. Mówisz, że nie obchodzi cię moja kasa? Dobrze, spekuluj za pomocą własnej, ale do mojej już nic nie dokładaj ani nie wyjmuj. A zresztą kto wie, czy to nie jakiś polityczny cios w moje plecy? Może to minister wściekły, że należę do opozycji i zazdrosny, że ludzie darzą mnie sympatią, porozumiał się z panem Dibrejem, aby mnie zrujnować?
Ale, rzekła nagle Herminia, jeżeli według ciebie wina jest po stronie pana Dibreya, dlaczego zamiast powiedzieć to wszystko panu Dibrejowi napadasz na mnie? Czemu jego oskarżasz, a pretensje masz do mnie? A czy ja znam pana Dibreya? Czy chcę go znać? Czy chcę wiedzieć, że to on ci doradza? Czy chcę się stosować do jego rad? Czy gram na giełdzie? To ty robisz to wszystko, a nie ja. Ale skoro z tego korzystasz... Danglar wzruszył ramionami. Cóż to za szalone stworzenia te kobiety. Mają się za geniuszy, bo udało im się przeprowadzić kilka intryg, tak by nie dowiedział się o nich cały Paryż. Ale zastanów się, nawet gdyby ci się udało ukryć swoje miłostki przed własnym mężem, co jest rzeczą banalną, bo mężowie zazwyczaj nie chcą nic wiedzieć, i tak byłabyś tylko nader mizerną naśladowczynią tego, co robi połowa twoich przyjaciółek.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!