Hrabia Monte Christo. 64. Scena małżeńska
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Muszę panu opowiedzieć mnóstwo rzeczy. Zostaniesz tu pan całą noc i będziesz mnie słuchał, choćbyś miał zasnąć na stojąco. — Do usług, łaskawa pani — odparł z flegmą Dibrey. — Drogi panie Debray — rzekł bankier — proszę, niech się pan nie zamęcza słuchając bzdur, jakie chce ci opowiedzieć moja żona. Równie dobrze możesz posłuchać ich jutro. Ten wieczór należy jednak do mnie. Rezerwuję go dla siebie, a poświęcę go, jeśli mi pozwolisz, na przedyskutowanie z żoną ważnych interesów. Cios był tak stanowczy i tak dobrze wymierzony, że ogłuszył tak Lucjana, jak i Baronową. Spojrzeli na siebie, jakby nawzajem szukali u siebie pomocy wobec takiego ataku. Ale siła była po stronie pana domu i zatriumfował mąż.
– Ale niechże pan nie myśli, że pana wypędzam, drogi panie Lucjanie – podjął Donglar. – Nie, nie, by najmniej… Nieprzewidziane okoliczności zmuszają mnie, abym dziś jeszcze porozmawiał z żoną. Proszę mi tego nie mieć za złe, przecież tak rzadko mi się to zdarza. Debray wybełkotał coś w odpowiedzi, ukłonił się i wyszedł, obijając się o kanty ścian, jak Nathan w Atalii. — Nie do wiary! — szepnął do siebie, kiedy zamknęły się za nim drzwi. — Jak łatwo ci mężowie, których uważamy za tak zabawnych, biorą nad nami górę! Danglar zajął na kanapie miejsce Luciana, zamknął otwartą książkę, a przybierając pozę straszliwie pretensjonalną, miał się bawić z pieskiem. Ale piesek nie żywił dla niego takiej sympatii jak do Dibreya i chciał go ugryźć.
No i co z tego wynika? Wynika z tego rzecz następująca. Ponieważ daję ci czwartą część zysku, powinnaś mi zwracać czwartą część tego, co tracę. A jedna czwarta z siedmiuset tysięcy to sto siedemdziesiąt pięć tysięcy. No to, co mi tu opowiadasz, to jakieś niedorzeczności. Naprawdę nie wiem, czemu mieszasz do tej sprawy pana Dibreya. Bo gdybyś przypadkiem nie miała dla mnie tej sumy, Pożyczysz ją u swoich przyjaciół, a przecież pan Librej jest jednym z nich. – Jak śmiesz! – zawołała Baronowa. – Oho! Nie, tylko bez takich gestów i krzyków, jak w nowoczesnych dramatach, bo ci coś powiem. Pandy Bray dostał od Ciebie w tym roku pięćdziesiąt tysięcy liwrów.
Ale, rzekła nagle Herminia, jeżeli według ciebie wina jest po stronie pana Dibreya, dlaczego zamiast powiedzieć to wszystko panu Dibrejowi napadasz na mnie? Czemu jego oskarżasz, a pretensje masz do mnie? A czy ja znam pana Dibreya? Czy chcę go znać? Czy chcę wiedzieć, że to on ci doradza? Czy chcę się stosować do jego rad? Czy gram na giełdzie? To ty robisz to wszystko, a nie ja. Ale skoro z tego korzystasz... Danglar wzruszył ramionami. Cóż to za szalone stworzenia te kobiety. Mają się za geniuszy, bo udało im się przeprowadzić kilka intryg, tak by nie dowiedział się o nich cały Paryż. Ale zastanów się, nawet gdyby ci się udało ukryć swoje miłostki przed własnym mężem, co jest rzeczą banalną, bo mężowie zazwyczaj nie chcą nic wiedzieć, i tak byłabyś tylko nader mizerną naśladowczynią tego, co robi połowa twoich przyjaciółek.
Ale ze mną nie jest tak łatwo. Widziałem wszystko, widziałem zawsze. Przez te szesnaście lat mogłaś może zataić przede mną swoje myśli, ale nie swoje czyny i nie swoje grzeszki. Cieszyłaś się z własnej zręczności i byłaś święcie przekonana, że mnie oszukujesz. No i co z tego? Nic. Mimo mojej rzekomej niewiedzy drżeli przede mną wszyscy twoi amanci. Od pana de Vilfora do pana d'Ibreya. Wszyscy traktowali mnie jak należy traktować pana domu, tylko tego wymagałem jako twój mąż. Żaden z nich nie odważył ci się mówić o mnie tak jak ja dziś mówię o nich. Możesz mnie przedstawiać jako obrzydliwca, ale nie pozwolę, byś mnie ośmieszała. A przede wszystkim kategorycznie zabraniam ci doprowadzać do ruiny mój majątek.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!