Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 31. Włochy. Sindbad Żeglarz

27.07.2025 ·58 min 44 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Na Korsyce, kolebce Bonapartego, zdążył być już wcześniej. Pewnego więc wieczoru odczepił z żelaznego pierścienia linę przytrzymującą małą barkę w porcie liwornenickim, owinął się w szeroki płaszcz i ułożył się na dnie łodzi, rzucając do przewoźników tylko krótki rozkaz. Na Elbe. Barka odpłynęła z portu, jak ptak morski wyfruwa z gniazda i na drugi dzień fronc wysiadał już w Porto Ferraio. Przewędrował cesarską wyspę po śladach Olbrzyma i w Marcinie znów się zaokrętował. W dwie godziny po opuszczeniu lądu łódź zawinęła na Pianose, gdzie, jak mówiono, miały nań czekać ogromne stada czerwonych kuropatw.

Na koniec woda sprężona w kadłubie wytryska z otworów kaskadami jak z nozdrzy gigantycznego kaszalota. Statek wydaje ostatni chrapliwy jęk, ostatni raz obraca się wokół siebie i zapada, tworząc na powierzchni odmętów potężny lej, który przez chwilę wiruje, wolno się napełnia i znika. Po pięciu minutach chyba tylko sam Bóg mógłby dostrzec na dnie tej spokojnej otchłani zaginiony statek. Teraz pan rozumie? – zakończył Getano z uśmiechem. Dlaczego statek nie zawija do portu i dlaczego nikt nie zanosi skargi? Gdyby Getano powiedział to przed propozycją wyprawy, kto wie, czy Frons nie zastanowiłby się dwa razy, zanim by się na nią zgodził. Ale już wyruszyli i wydało mu się tchórzostwem zawracać.

Trudno mu było jednak rozpoznać dokładnie, co to było. Milczał więc nadal z obawy, że biorąc za ląd jakąś zwiewną chmurę, rozśmieszy marynarzy. Ale nagle na brzegu zabłysło światło. Ziemia mogła wydawać się chmurą, ale ten ogień nie był meteorem. – Cóż to za światło? – zapytał Franz. – Ciii! – rzekł właściciel. – To ognisko. – A mówiłeś, że wyspa jest niezamieszkana. Mówiłem, że nie ma tu stałych mieszkańców, ale powiedziałem też, że zawijają tu przemytnicy. – Korsarze? – Korsarze – powtórzył Getano. – Dlatego też kazałem ominąć wyspę, bo teraz, jak wielmożny pan widzi, ogień został za nami. – No, ale to ognisko – ciągnął Frons.

A front sprawdzał broń z właściwą sobie zimną krwią. Miał sztucer i dwie dubeltówki. Nabił je, sprawdził panewki i czekał. Tymczasem Getano zrzucił o pończe i koszulę, zacisnął mocniej pasek od spodni, a ponieważ był boso, nie potrzebował zdejmować pończoch ani trzewików, tak ubrany lub raczej tak rozebrany, przytknął palec do ust, zalecając najgłębsze milczenie i spuściwszy się do wody, popłynął do brzegu z taką ostrożnością, że nie dało się posłyszeć najmniejszego szmeru. I tylko dzięki migotliwej bruździe Którą żłobiły wśród fal jego ruchy, można było śledzić wzrokiem jego ślad. Wkrótce i owa bruzda zniknęła.

Getano musiał dotrzeć na brzeg. Nikt nie poruszył się na łodzi przez następne pół godziny. Po czym znowu blisko brzegu pojawiła się taka sama świetlista smuga zbliżająca się do łodzi. Jeszcze chwila, jeszcze dwa ruchy ramion i Gaetano był na łodzi. – No i co? – zapytali jednocześnie fronc i marynarze. – Cóż – odpowiedział – to hiszpańscy przemytnicy i dwóch korsykańskich bandytów. Ale co u diabła robią korsykańscy bandyci z hiszpańskimi przemytnikami? Ach, mój Boże, odpowiedział Getan o tonem, w którym pobrzmiewały akcenty zaiste chrześcijańskiego miłosierdzia. Panie hrabio, toć trzeba sobie wzajemnie pomagać.

— odrzekł Getano z uśmiechem niemożliwym do opisania. Robi się to i owo. Trzeba przecież czegoś żyć. No, to znasz pewnie tych ludzi, którzy są teraz na Monte Christo. Po części. My, żeglarze, poznajemy się jak masoni, po pewnych znakach. Jesteś więc przekonany, że nie mamy się czego obawiać? Nie, skądże kontrabandziści nie są złodziejami? Ale ci dwaj korsykańscy bandyci, ciągnął front, chcąc ocenić z góry ryzyko. Eee, mój Boże, cóż oni winni, że są bandytami, to wina władz. Jak to? A tak, ścigają ich tylko za to, że się komuś dobrali do skóry, jakby zemsta nie leżała w naturze, korsykanina.

Co rozumiesz przez dobranie się do skóry? Zabicie człowieka? Indagował front. Zabicie wroga? Odparł gettanu. A to zupełnie co innego. A no dobrze. Poprośmy więc przemytników i bandytów o gościnę. Ale jesteś pewny, że nas dobrze przyjmą? Najpewniejszy. Ilu ich jest? Pięciu. Trzech przemytników i dwóch bandytów. A to tylu, co i nas. Siły są równe, więc gdyby ci panowie byli źle do nas usposobieni, potrafimy ich zmusić do grzeczności. Więc po raz ostatni na Monte Christo. Dobrze, wielmożny panie, ale jeśli pan pozwoli, będziemy stosować wszelkie środki ostrożności. A owszem, mój drogi, bądź roztropny jak Nestor, ostrożny jak Ulisses.

Przysiągł. Wtedy dwaj marynarze ujęli go pod ręce i ruszyli, prowadząc go między sobą, a strażnik szedł naprzedzie. Po trzydziestu krokach Frons poczuł, po coraz intensywniejszym zapachu koźlęcia, że przechodzili koło ogniska. Następnie zrobili jeszcze z pięćdziesiąt kroków, posuwając się najwidoczniej tam, gdzie zabroniono zaglądać gettanowi. Teraz ów zakaz stał się zrozumiały. Niebawem Frontz wywnioskował ze zmiany powietrza, że schodzili do podziemia. Po kilku jeszcze krokach usłyszał trzask i wydało mu się, że powietrze znów ulega zmianie, że staje się ciepłe i wonne. Na koniec uczuł, że jego stopy zanurzają się w grubym, puszystym dywanie.

Jego twórcy należałoby wystawić pałac z taką oto inskrypcją. Sprzedawcy szczęścia, wdzięczny świat. Wie pan, rzekł front, miałbym ochotę przekonać się na sobie, czy mówisz pan prawdę, czy wyolbrzymiasz nieco walory tej rośliny. No przekonaj się pan, przekonaj. Ale nie poprzestawaj na pierwszej próbie. Jak w każdej rzeczy, tak i tu trzeba najpierw przyzwyczaić zmysły do nowego wrażenia. Łagodnego czy gwałtownego, smutnego czy wesołego. Natura walczy z tą boską substancją. Natura, bowiem ludzka, nie jest stworzona do radości i uczepia się boleści. Ale natura zwyciężona powinna polec w tej walce. Rzeczywistość powinna ustąpić miejsca marzeniu, a wtedy sen panuje niepodzielnie, staje się życiem, a życie staje się snem.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.