Mentionsy Mentionsy
Historie potłuczone
Historie potłuczone

O Wiktorii, co u szamanki mieszkała

13.09.2026 ·38 min 55 s · 5 rozdziałów

O starszym bracie, zagranicznej wymianie i czakrach.

0:00 · Witamy i wprowadzenie 2

Ja wiem, to nie są wszystko takie proste historie, ale kochana, bardzo Cię śliskam, bardzo Cię wspieram, bardzo Cię błogosławię. I Was, langustowicze, bardzo proszę, pamiętajmy o między bliznami, bo bardzo ładny nick też masz. Po prostu kot. To mnie dosyć rozbawiło. Szczęść Boże, ojcze Adamie. Mam na imię Samuel, mam 11 lat, słucham regularnie w moim małym sandomierzu. Proszę o błogosławieństwo. PS. Piąta klasa. Nie jest tak bardzo trudna, jak myślałem. Pozdrawiam, Samuel. Samuelu, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Mam nadzieję, że słuchasz z jakąś mamą albo tatą. Joszek.

Ojcze Adasiu, słucham tego podcastu od początku, o proszę. Wzruszam się przy wielu historiach, mimo że dotyczą ludzi młodych. Ja w tej chwili mam 60 plus i takich słuchaczy masz wielu. Kochana, wiem, wiem. Może piszą historie też do Ciebie ludzie z naszej fali, tej starszej. Wróć taką od czasu do czasu. Z Panem Bogiem. No kochana, muszę poszukać, bo rzeczywiście, no ja zazwyczaj po prostu natykam się na te historie, no tak jak ja się natykam. Ale może to jest jakiś pomysł, żeby przejrzeć ten mój ogromny, niestety ciągle wielki folder. Mówię niestety, no bo tyle historii czeka. I są tam też właśnie historie bardziej wiekowe, jeśli tak mogę powiedzieć. Kochana, serdecznie Cię pozdrawiam. I jeszcze Agnieszka.

5:12 · Historia Wiktory 6

Brat znów trafił na oddział zamknięty. Jego wyjście stamtąd zbiegło się z początkiem wakacji, które dla mnie były ostatnimi wakacjami przed liceum. Przez półtorej miesiąca nie spotkałem się z nikim, z wyłączeniem rekolekcji młodzieżowych, na których prosiłam Boga o uzdrowienie mojego brata. Po tym czasie moi przyjaciele, zaniepokojeni brakiem kontaktu ze mną, chcieli mnie w końcu odwiedzić. Zapytałem rodziców i brata, czy to spotkanie byłoby możliwe i czy brat czuje się na tyle dobrze, żeby obcy ludzie, którzy będą w domu, byli dla niego do zaakceptowania. Brat zapewniał mnie, że to nie jest problem. Mówił, że przecież muszę mieć swoje życie. No i tak odwiedzili mnie w końcu moi przyjaciele. Podczas tego spotkania jeden raz wyszłam do brata, aby podzielić się z nim wszystkimi niezdrowymi dobrociami, jakie jedliśmy.

No więc odpuściłam. Moja relacja z Bogiem była wtedy bardzo skomplikowana. Z jednej strony robiłam kurs animatorski, z drugiej nie umiałam odnaleźć sensu wszystkiego, co mnie spotkało i miejsca dla Boga w tych wydarzeniach. Na samym początku wiara była dla mnie kotwicą, czymś, co dawało mi siłę, żeby każdego dnia próbować poukładać siebie na nowo. Z czasem ten zapał coraz bardziej wygasał. Miejsce wiary zastępowały pytania, poczucie niezrozumienia i brak sensu. Co więcej, moja dalsza rodzina wpadła na cudowny pomysł wspólnego odmawiania różańca w moim domu w każdą miesięcznicę tych tragicznych wydarzeń i wszystkim bardzo zależało, żebym właśnie ja z moimi rodzicami prowadziła modlitwy. Nie chciałem tego robić jednak, dla mojej mamy to było bardzo ważne.

Tam miałam zamieszkać z lokalną rodziną, chodzić do szkoły i prowadzić życie typowego nastolatka z tamtego kraju. Nieważne jaki to był kraj. Zdecydowałem, że poświęcę ten rok na rozwój i odnalezienie nowej siebie. Chciałem poznać inną kulturę, zwyczaje, świadomie zbudować swoją nową tożsamość, nie tą nadaną kulturowo, a tą wybraną. Naturalnie więc odrzuciłam wiarę i Boga, która przeszkadzałaby mi w pełnym czerpaniu z innego spojrzenia na świat. Po wyjeździe zamieszkałam w rodzinie składającej się z rodziców i dwójki dziewczynek w wieku pięciu i siedmiu lat. Dzieci od razu mnie polubiły. Chciały spędzać ze mną każdą sekundę, co czasem było trochę problematyczne. Ci moi tamtejsi rodzice początkowo wydawali się zupełnie w porządku, ale z czasem zauważyłam bardzo wiele lampek ostrzegawczych.

Ale wróćmy do tej historii. Sytuacja w tym domu zaczęła być rzeczywiście bardzo trudna. Zacząłem się starać o przeniesienie do innej rodziny. Tam się zaczęło dziać naprawdę bardzo źle. Mówiłem o tym różnym ludziom, również ze strony organizacji, która nas tam wysyłała, ale nikt nie wierzył mi w rzeczy, które na co dzień przeżywałem w tym domu. Wtedy, jak trwoga to do Boga, zacząłem się więc modlić o przeniesienie. Ba, nawet umówiłam się na spowiedź, a to nie było łatwe. Miałem specjalnie pojechać pociągiem na spotkanie z księdzem, który niestety o tym spotkaniu zapomniał. Chyba nie muszę mówić, że drugiego razu już nie umówiłam. Gdy w końcu moje modlitwy nie przynosiły skutków, w wyrazie desperacji powiedziałam podczas jednej z nich Bogu, że jak On mi nie pomoże, to ja pójdę do szatana i zobaczymy, może On coś załatwi.

Ale on mnie uspokajał, że Bóg na pewno chciałby dla mnie jak najlepiej, a skoro to może mi pomóc, to na pewno Bóg nie ma nic przeciwko. Nie to, żeby mnie to jakoś przekonało, ale zgodnie z myślą, jak nie teraz, to nigdy, a Bóg mi i tak pewnie wybaczy, zgodziłam się na to, co miało nastąpić. Po wejściu do namiotu położyłam się na środku, a Sebastian ustawił wokół mnie krąg z kamieni. Jako że byłam centralnie na środku tego namiotu, bezpośrednio nade mną, znajdował się pentagram. W sensie chodziło o to, że środek namiotu był tak zszyty w ten sposób, że to wychodziła pięcioramienna gwiazda wpisana w koło. Moje ciało więc, wraz z tym kręgiem kamieni, również tworzyło jego odbicie. Nie powiem. Gdy sobie to uświadomiłam, to miałam w głowie tylko jedną myśl.

Zrozumieli mnie, zaakceptowali. W sumie dawali mi to, czego brakowało w domu, ale jednocześnie widziałem, że życie prywatne tej rodziny, w której jestem, to jest naprawdę dalekie od ideału. Rozwody, kłopoty z dziećmi, uzależnienia. To nie było to, czego chciałam dla siebie. W głębi duszy wciąż wiedziałam, że przez cały ten czas ja wierzę w Boga. Jedynie ja po prostu odrzucam tak świadomie Jego i wiarę, żeby znaleźć jakieś tam dziwne miejsce w życiu. Teraz wiem, że byłam po prostu obrażonym dzieciakiem i cieszę się z tego. Gdyby nie to, nie poznałabym też tej drugiej strony, nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz. Ale dochodzimy właśnie do miejsca, w którym nie wiem, czy jestem katolikiem, bo ja poniekąd wierzę w te ich rzeczy. Musiałabym być strasznym ignorantem, gdybym uznała, że to, co przeżyłam, było tylko wymysłem.

25:55 · Modlitwa i wiara 2

Wiem, mać, teraz w głowie takie pytanie. Boże, o czym on mówi? Kochani, jesteśmy pewną strukturą emocjonalno-psychiczno-duchową. Bardzo wiele w nas się dzieje, co się dzieje, że tak powiem, niekoniecznie w naszej świadomości. I to nie są od razu rzeczy duchowe, to nie są od razu rzeczy, które nas odnoszą do rzeczywistości duchowej. Kochani, zauważcie, ja broń Boże nie chcę powiedzieć, że nasza autorka ma problemy psychiczne. Błagam, żebyście mnie dobrze teraz zrozumieli, ale... Zobaczcie, że jak weźmiecie schizofrenika, który nie wie, że jest chory, no to on widzi pewne rzeczy, widzi ludzi, których nie ma, widzi rzeczywistość, która nie istnieje. No i uwaga, w jego przekonaniu, przecież on powie, no jak mam nie wierzyć w to, co widzę, jak mam nie wierzyć w to, co odczuwam.

Kochani, po pierwsze, w duchowości katolickiej nie przywiązujemy się do niczego, co przeżywamy, uwaga, nie tylko w tym takim sensie magiczno-heretyckim, ale również naszym. Jeżeli ktoś przeżywa coś na modlitwie, kochani, niektórzy na modlitwie czują wielkie gorąco, ktoś może przeżywać jakieś emocjonalne poruszenia, ja nie mówię, że one są wszystkie fałszywe i szatańskie, ale wszyscy święci, wszyscy najwięksi mistycy zawsze uczyli, Nigdy nie traktuj żadnych swoich przeżyć, również na najbardziej konserwatywnej katolickiej modlitwie, jako na interwencji Bożej. Wszystkie neguj. Jak mówiła św. Teresa, jak mówił św. Jan od krzyża, jeżeli któreś są prawdziwe, czyli naprawdę są jakimś działaniem Boga w tobie, to nawet jeżeli będziesz je wszystkie negował, to Bóg, że tak powiem, poradzi sobie z tym i Bóg ci pokaże, które są prawdziwe.

31:57 · Nowa rodzina i doświadczenia 5

Kochani, ja spotykam człowieka, który mi przychodzi i mówi, ojcze, ja na modlicy przeżywam takie i takie rzeczy, nie? To na pewno Bóg we mnie działa. Nie, nie wolno Ci do tego podchodzić w taki sposób. Kochani, ja sam wielokrotnie miałem bardzo dziwne przeżycia na modlitwie i doskonale wiem, że większość z nich to są po prostu różnego rodzaju moje emocjonalne przeżycia. W niektórych z nich może nawet działa Pan Bóg, bo się posługuje również emocjami, ale wiele to są po prostu skutki mojej przeszłości, moich wewnętrznych konfliktów, moich lęków, moich strachów, moich emocji itd. Kochani, to, że coś przeżywamy, to, że coś się dzieje, jak mówimy, no to mówimy, to musi być prawda. Nie, po prostu coś się dzieje. Mało tego, kochani, jest też bardzo wiele takiej przestrzeni, gdzie to, że coś ma jakiś skutek, wcale nie oznacza, że przyczyna jest powodem tego skutku.

Małpa w tym sensie, czyli ktoś, kto małpuje, tak mówimy, nie małpuj kogoś, czyli ktoś, kto naśladuje kogoś. Kochani, większość działań szatana polega na tym, żeby to wszystko wyglądało tak, jak rzeczywistość duchowa. Więc nawet gdybyśmy sobie odpowiedzieli, ok, to nie są tylko emocje, to nie są tylko jakieś moje przeżycia, tam naprawdę się dzieją duchowe rzeczy, to wszystko wygląda jak działanie Pana Boga. Kochani, to wcale nie oznacza, że za tym nie stoi zły. I wiecie, że jestem ostatni, żeby się nieustannie przyglądać rzeczywistości, wiecie, jako złej. Ale kochani, unikamy. Tak jak sama napisałaś, nie chcesz mieć z tym trochę nic wspólnego, bo widzisz złe owoce w życiu Izabeli.

Sama widzisz, że to są rzeczy, które ci się przerastają. Kochani, uciekajcie od tego. Jeżeli gdzieś Pan Bóg będzie chciał do was przyjść, to sobie przyjdzie. A im więcej będziecie negować tych takich właśnie różnych dziwnych, nadzwyczajnych rzeczy, tym lepiej, bo się uchronicie od fałszu złego. Więc kochani, mówię, chyba potrzeba zrobić jakiś większy odcinek, taki wiecie, taki z serii Q&A albo czegoś podobnego, żeby to pewnie punkt po punkcie bardziej wytłumaczyć, bo wiem, że tu mówię bardzo zdawkowo. Ale zapamiętajcie może tylko te dwie rzeczy. Po pierwsze, to, że coś przeżywamy i to, że coś ma skutek i to, że coś się dzieje, to wcale nie oznacza, że to jest rzeczywistość duchowa. Ja, kochani, na mojej modlitwie, pamiętacie, jak miałem to takie nadzwyczajne przeżycie, nie?

Kochani, zły jest mistrzem fałszu. I nasze emocje są też, nawet jeżeli chodzi o złego. Nasze emocje są mistrzem fałszu i w ogóle jest tysiąc mistrzów fałszu. A po drugie, on jest małpą. Więc unikaj tych rzeczy. Nie trzymaj się ich, nie szukaj ich. Nawet jak się wydają tak bardzo realistyczne. Bo jak mówi cała naprawdę mądra tradycja naszego Kościoła, jeżeli Bóg naprawdę do ciebie będzie przychodził, to on sobie poradzi z twoją negacją. A właśnie on oczekuje, że będziesz negował, bo wiesz, że w ten sposób próbujesz się obronić przed złymi rzeczami. Więc kochana, nie wchodź w to. Uciekaj od tego. Ale bardzo się cieszę, że masz taką super rodzinę i super skromnego męża, jak to sama napisałaś.

I że jesteś tutaj już w Polsce i że buduje cię tutaj swoje życie. Jeżeli jesteś w Kościele, bądź w tym Kościele jeszcze bardziej. Tamte rzeczy odrzuć, nawet jeżeli się wydają tak bardzo realne, bo znacznie realniejszy jest Pan Jezus i Jego obecność w modlitwie, w Eucharystii, w spotkaniu z Nim. Nie ma nic bardziej realnego. Zrobię, kochani, kiedyś o tym chyba jakiś większy odcinek, tak myślę, że jest taka potrzeba. A tymczasem pamiętajcie, Bądźcie dobrzy dla siebie, bądźcie dobrzy dla innych. Kochajcie siebie, kochajcie innych, a nade wszystko kochajcie Boga. Nade wszystko, ponad swoje emocje, ponad swoje przeżycia, ponad cokolwiek, kochajcie Boga.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.