Mentionsy Mentionsy
Historia w Radiu Olsztyn
Historia w Radiu Olsztyn

Operacja Keelhaul

02.07.2025 ·24 min 50 s

Operacja Keelhaul była wynikiem porozumień jałtańskich, przewidujących między innymi, że zachodni alianci przekazywać będą władzom Związku Radzieckiego wszystkich jego obywateli. W wyniku tych porozumień przekazano Sowietom wszystkich Kozaków, walczących po stronie Niemiec, mimo, że znaleźli się na terenach zajętych przez aliantów zachodnich. O wydarzeniach z przełomu maja i czerwca 1945 roku opowiada Wojciech Kosiewicz z IPN w Olsztynie.Przygotował Mirosław Sochacki.

Podobnie zrobili ich pobratymcy walczący na Bałkanach, którzy nie chcieli skapitulować przed partyzantką Tity. W Austrii zostali jednak zdradzeni przez aliantów. W wyniku porozumień autańskich anglosasi zgodzili się na to, aby wydawać Związkowi Sowieckiemu wszystkich jego obywateli, którzy znaleźli się na Zachodzie. Chodziło również o formacje, które dobrowolnie sprzymierzyły się z Niemcami. W kazus ten wpisywali się kozacy. Ich powojenny los na terenie Austrii opisał Józef Mackiewicz, dziennikarz, pisarz i publicysta, który po II wojnie światowej znalazł się na emigracji. Jego artykuł został opublikowany w londyńskim tygodniku Wiadomości w 1955 roku.

Mackiewicz przed wysłaniem tekstu pisał z Monachium do redaktora naczelnego. 1 czerwca upłynęło 10 lat od, moim zdaniem, jednej z najstraszliwszych zbrodni ubiegłej wojny. Wydania w ręce bolszewików przez władze angielskie. Wszystkich konnych i pieszych pułków kozackich, dońskich, kubańskich, terskich, stawropolskich oraz kaumuków wraz z przeszło 30 tysiącami ich rodzin. Rzecz odbyła się w Dolinie Żakidrawy. Jeżeli zaś chodzi o XV Korpus Kozacki, operujący przeciw bandytom Tity, to wydanie nastąpiło w Judenburgu, w Austrii. Pewien szkopuł może tu stanowić okrutna rola, jaką odegrali Anglicy.

Sprawa przedstawia się w jej obiektywnej ocenie mniej więcej tak. O ile w okrucieństwie ustępuje może hitlerowskim i sowieckim, o tyle w perfilii na pewno je przewyższa. Publikując w polonijnym tygodniku ukazującym się w Wielkiej Brytanii, Mackiewicz dzielił się swoimi obawami z redaktorem, na ile może ujawnić numery pułków angielskich i nazwiska oficerów, którzy brali udział w operacji o kryptonimie Keelhaul. Angielskie keelhaul to przeciąganie pod kilem. Taką karę stosowano na dawnych żaglowcach od czasów starożytności. Polegała ona na skrępowaniu kończyn skazanego, a następnie przeciągnięciu go pod dnem statku z burty na burtę.

Skazaniec pocięty o ostre krawędzie muszli skorupiaków przyklejonych do dna statku często tracił życie. Taką nazwę nadano operacji, której miano oddać kozaków w ręce Sowietów. Co prawda kozaków, którzy w czasie II wojny światowej współpracowali z III Rzeszą, ale jak wiemy, nie tylko oni to robili. Przy czym chodziło tu nie tylko o kozaków żołnierzy, ale również o ich żony, dzieci, starców, bo w czasie wojny przemieszczali się oni wszyscy razem, z całym dobytkiem, końmi, a nawet wielbłądami. Artykuł Mackiewicza o operacji Keelhaul, który ukazał się w 1955 roku w londyńskich wiadomościach i to na pierwszej stronie wzbudził zainteresowanie.

Autor przeniósł czytelnika w malownicze rejony rzeki Drawy płynącej wąskim korytem południowych Alp, gdy jeszcze nikt nie spodziewał się mającego nadejść dramatu. Była wiosna. Po kamieniach pieniądz się pędziła rzeka Drawa. Pisał Mackiewicz. Konie schodząc po szarym asfalcie austriackiej drogi szeroko rozdymały chrapy, wdychając soczystą zieleń nadbrzeżnych kwiatów na tych łąkach. Smoliście pachniały na słońcu sosny i świerki. Wodospad górski wodnym kurzem rozbijał się po skałach. Zakątek przez wojnę zapomniany. Dolina cichych pól i skowronków nad nimi. W północnej części miasta Linz, przepołowionego rzeką Drawą, zakwaterował sztab Atamana Timofieja Iwanowicza Domanowa, tego, który w czasie rewolucji październikowej opowiedział się po stronie białych.

Kolejnego dnia oficerowie razem z urzędnikami mieli przygotować się do spotkania z władzami brytyjskimi. Tak to opisywał Józef Mackiewicz. Dzień był upalny. Niebo bez chmurek. Wynikło zagadnienie, w co się ubrać na konferencję, do której większość oficerów kozackich przywiązywała wielką wagę. Konferencję z najwyższymi władzami brytyjskimi. Płaszcze brać? Wieczór może być chłodny. Ależ skąd? Żadnych rzeczy, żadnych płaszczów. Oficer, zginając palec, po palcu zaczął wyliczać. Moi panowie, o trzeciej rozpoczyna się konferencja w willach. Obrady potrwają godzinę, najwyżej półtorej. Kozacy przygotowali najlepsze mundury i wyglansowali buty.

W końcu doszło do kulminacyjnego momentu. Czołgi brytyjskie otoczyły obóz, a pod baraki zajechały ciężarówki. Żołnierze w szyku bojowym z bagnetami na broni podeszli do tłumu, który trzymał się za ręce. Strzelano pod nogi. Ludzie w panice tratowali się nawzajem, rzucali na oślep w las bądź skakali do rzeki. Po okolicy rozbiegły się tabuny kozackich koni i wielbłądów. Wśród Brytyjczyków nie brakowało takich, którzy okazywali współczucie. Wypowiedź jednego z nich, łamanym rosyjskim do kozaków, w swoim reportażu w londyńskich wiadomościach odnotował Mackiewicz. Nie dawajcie się, oni nie mają prawa.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.