Między walką a przetrwaniem. Codzienność żołnierzy podziemia. Sebastian Pawlina
Codzienność żołnierzy warszawskiego Kedywu to nie tylko akcje dywersyjne i walka z okupantem, lecz także troska o mieszkanie, wyżywienie i utrzymanie bliskich. Konspiracyjna służba przeplatała się z pracą zarobkową, życiem rodzinnym i relacjami z przyjaciółmi, a konieczność zachowania tajemnicy wpływała na najzwyklejsze codzienne decyzje. Jak żyli, z czego się utrzymywali i gdzie szukali chwili wytchnienia? Jak radzili sobie ze strachem przed aresztowaniem, utratą towarzyszy i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo swoich rodzin? Zapraszamy na rozmowę z Sebastianem Pawliną, autorem książki „Praca w dywersji. Codzienność żołnierzy Kedywu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej” i pracownikiem Muzeum Historii Polski. #historiabezkituZapraszamy do wsparcia naszej działalności poprzez serwisy: Patronite.pl/historiabezkitu.pl czyBuycoffee.to/historiabezkituZajrzyjcie również na naszą stronę internetową: https://historiabezkitu.pl
Przed wojną raczej to towarzystwo w dużej części miałoby szans bywać na tych salonach, no bo to byli ludzie także z nizin. Tak, absolutnie. Wracając właśnie do tego, kto wchodził w skład tego plutonu, to właśnie poza Branickimi byli tam też chłopcy, których szef KDW Okręgu Warszawskiego, Józef Rybicki, wprost pisał w swoich wspomnieniach, że to byli ludzie, których przed wojną strach byłoby spotkać w ciemnej bramie, bo generalnie mogliby zrobić człowiekowi kuku. A więc sam fakt, że ci ludzie spotkali się w tej konspiracji i służyli w jednym oddziale, on też pokazuje, jak szeroki był zakres tego rezerwuaru sił ludzkich, po który Kedyf mógł sięgać. Zresztą w ogóle w konspiracji.
Bo po prostu wojna te wszystkie różnice, które były społeczne pomiędzy nimi, wyrównała i przez to oni potem służyli właśnie razem i spędzali ze sobą dużo czasu. Czyli można powiedzieć, że konspiracja, albo okupacja też, przyczyniła się do przełamywania tych wszystkich barier i uprzedzeń społecznych, które były dość typowe, nie tylko dla Polski, ale w zasadzie dla większości krajów w tamtym czasie. Natomiast Pan już wspomniał nazwisko dowódcy, Józef Rybicki. To chyba była bardzo nietypowa postać jak na dowódcę dużej formacji, bo ta formacja liczyła z tego co kojarzę, wyszukałem gdzieś tam w źródłach, to dochodziła do 800 ludzi. Chciałoby się powiedzieć, 800 osobowym zespołem żołnierzy to w pierwszej kolejności powinien
Powinien nim dyrygować doświadczony żołnierz zawodowy. A to nie był przypadek Rybickiego. To nie był przypadek Rybickiego i co jest zaskakujące, Rybicki o wiele lepiej wpisywał się w ówczesne trendy wojskowe w Europie i na świecie, niż wszyscy ci zawodowi oficerowie, którzy dowodzili oddziałami dywersyjnymi, sabotażowymi. To może taki najpierw mały, że tak powiem, perspektywa troszkę szersza. W tym samym czasie, kiedy działał Kedyw, wszystkie te oddziały na przykład brytyjskie, które prowadziły działalność partyzancką, działalność dywersyjną w krajach podbitej Europy,
I Rybicki właśnie się doskonale w to wpisywał. Zresztą on był filologiem klasycznym. Był przedwojennym dyrektorem gimnazjum. Był człowiekiem, który absolutnie myślał poza ramami klasycznego wojskowego. Zresztą to jest też częste w różnych relacjach właśnie ludzi, którzy byli w konspiracji, ale nie byli wcześniej związani z wojskiem, że w momencie, kiedy na przykład spotykali jakiegoś swojego przełożonego wojskowego, To on na przykład wymagał od nich tego, żeby no salutowali albo na przykład na ulicy jak się spotykali no to taka żołnierska sztywność, która jest taka no powiedzmy naturalna od razu można rozpoznać żołnierza. Oni się tak jakby w ten sposób się właśnie zachowywali, więc no oni krzyczeli wręcz na tej ulicy ja jestem żołnierzem.
I takim właśnie człowiekiem, który wymagał takich właśnie pewnych schematów postępowania, takim codziennym kontakcie, był Antoni Hruściel-Monter. I tutaj właśnie Rybicki bardzo tego nie lubił, tego, że on wymuszał na podwładnych właśnie to, żeby stawali przed nim na baczność itd. To były rzeczy, które po prostu w konspiracji były po prostu niebezpieczne. Już nie mówiąc o tym, że też pewnie ten styl działania obu panów przekładał się także na to, jak potem ich podwładni funkcjonowali, bo z tego, co kojarzę, Montar to był taki właśnie, jakby to powiedzieć, dowódca klasyczny, który widzi rolę żołnierza tylko jedną, mianowicie ma wykonać zadanie bez względu na cokolwiek.
Ja kojarzę tę historię potem z Powstania Warszawskiego, kiedy Monter rzuca raz żołnierzy na dworzec Gdański atakować. Są masakrowani. Wraca jeden z dowódców tego ataku, informuje Montera, jakby to powiedzieć, ile ludzi zginęło. Jakby to powiedzieć, Monter wściekły wydaje rozkaz mu nawracać i uderzać ponownie. Oficer wykonał rozkaz, zginął, prawda? A z drugiej strony Rybicki, który z Pana książce pojawia się jako człowiek, który okej, zadanie trzeba wykonać, ale też ważni są ludzie i o tych ludzi, stan ducha i sytuację materialną trzeba jakoś tam zadbać. Tak, absolutnie. Rybicki był człowiekiem, który nie traktował konspiracji jako takiego klasycznego wojska, no bo to nie mogło być klasyczne wojsko.
Ono wtedy by nie poradziło sobie w tych warunkach, w których by musiało sobie radzić, nie byłoby tak skuteczne. Przede wszystkim to, co już wcześniej powiedzieliśmy, to było po prostu niebezpieczne, bo bardzo łatwo dekonspirowało tych ludzi. A Rybicki... Też musimy powiedzieć, że Rybicki nie był pierwszym dowódcą Kedywu Okręgu Warszawskiego. Przed nim był Jerzy Lewiński, Huchro. Rzecz też ciekawa jeszcze w kontekście właśnie Montera. Huchro był zawodowym oficerem, był saperem. To też było dość charakterystyczne, bo pierwsze, tak powiemy, pierwsze te struktury Kedywu były właśnie tworzone przez saperów. Wysadzać trzeba było w pewnym momencie tory kolejowe, bo musi się na tym zdać. Dokładnie, dokładnie tak. I Lewiński jako zawodowy wojskowy bardzo źle znosił np. odprawy u Montera, które były takie bardzo krótkie, ostre.
No i nie było to coś, co dobrze na ludzi wpływało, bo pomijając już kwestie niebezpieczeństwa, konspiracji itd., w warunkach okupacji trzeba było jednak o tego człowieka zadbać, bo tych momentów trudnych, które człowieka w jakiś tam sposób traumatyzowały, Było całe mnóstwo, nie trzeba było mu jeszcze dokładać dodatkowych. Więc trzeba było tego żołnierza zadbać, zainteresować się nim. Józef Rybicki był człowiekiem, który absolutnie rozumiał to, że konspiracja, Armia Krajowa nie może być taką klasyczną armią, że to jest armia obywatelska, on to wprost tak nazywał. Zdał sobie sprawę z tego, że poza tym, że musi skutecznie prowadzić swoją działalność jako szef tego warszawskiego kadywu, że musi wykonywać zadania, które są mu z góry zlecane,
Stanisław Janusz Tosabowski-Stasinek absolutnie nie miał oporów przed tym, żeby powiedzieć Rybickiemu, bo miał bezpośredni kontakt z Rybickim. Że coś mu się nie podoba, że pewne rzeczy są nie okej, że na przykład nie ma pewności co do tego, czy jakiś wyrok powinien zostać wykonany. On miał też troszeczkę łatwiej, ponieważ on Rybickiego znał już przed wojną. Rodziny Rybickich i Sosabowskich wcześniej były ze sobą zaprzyjaźnione i rzeczywiście Rybicki był trochę dla młodego Sosabowskiego był trochę takim zastępczym ojcem. No cóż, Żoliborz Nauczycielski sąsiadował z Żoliborzem Żołnierskim. Tak jest, absolutnie tak. Panowie się znają. To była znajomość jeszcze przed wojną. Bodajże jeszcze z Piotrkowa Trybunalskiego.
Gdzierbicki był dyrektorem w gimnazjum. Te kontakty były mało wojskowe pomiędzy innymi. Oni się dobrze znali, lubili się, dbali o siebie. Rybicki z uwagi na to, że znał rodzinę Sosabowskiej, że znał mamę Sasinka, bardzo o niego dbał. Był dla niego zastępczym ojcem. I wracając do tego, kto jeszcze był w tym Kedywie i jacy ludzie tam należeli, że młodsi. Tak, no to rzeczywiście w większości tutaj można powiedzieć, że to jest taki dość charakterystyczny przekrój, jeżeli chodzi o strukturę wiekową w Armii Krajowej, bo w większości do tych oddziałów dywersyjnych trafiali ludzie właśnie tacy dwudziestoparoletni, którzy są krótko po maturze, studenci jeszcze, powiedzmy tak.
Była jakaś tam grupa ludzi, którzy w wojsku nie byli, tak jakby z bronią w ręku nie walczyli we wrześniu. Młodzi młodzi to jeszcze nie zdążyli się załapać na mobilizację. Ale na przykład byli tacy, którzy na przykład gasili pożary, na przykład stali na dachach warszawskich kamienic przy właśnie takich kopczykach z piaskiem i jak się tam wpadała bomba na przykład, no to od razu lecieli z tym piaskiem, zasypywali tą bombę, żeby tak jakby ona po prostu nie zaczęła się palić, bo to były bomby zapalające. Więc na przykład oni też w jakiś sposób ten wrześniu 1939 roku traktowali jak początek swojej walki, którą potem po prostu kontynuowali w konspiracji. Ja bardzo lubię na przykład przykład człowieka, który był jednym z najbliższych współpracowników już omawianego wcześniej Józefa Rybickiego.
Więc tą broń rzeczywiście w bardzo różny sposób zdobywano, no ale wracając do tych metod radzenia sobie ze stresem, No to poza tym alkoholem, który był bardzo, bardzo źle widziany, tak, no bo to człowiek pod wpływem alkoholu różne rzeczy może powiedzieć, więc dowódcy starali się jednak tutaj no zwracać uwagę na to, żeby ci żołnierze nie przesadzali z tym alkoholem, bo na pewno tak jakby no nikt nie miał tak jakby wyobrażenia, że w ogóle będzie w stanie to usunąć z życia swoich żołnierzy, bo no prędzej czy później do tego się dorwą, ale były takie przypadki nawet w Kedywie Okręgu Warszawskiego, że jeżeli ktoś tam no przesadzał, przesadzał z alkoholem, to już nie będę używał teraz nazwisk, Bo nie o to chodzi. Trafił na przykład na dywanik do dowódcy. Sam Rybicki rozmawiał ze swoimi żołnierzami o tym, że albo przestaniesz pić alkohol, albo się pożegnamy ze sobą.
Ale na przykład właśnie ten Wiwatowski, o którym już mówiłem. Powiedziałem, człowiek, który bardzo dbał o bezpieczeństwo. Ale z drugiej strony na przykład potrafił przyjść do swojego przyjaciela, też historyka literatury. Siadali sobie tam z butelką przy stole i sobie rozmawiali właśnie o różnych rzeczach, w tym o Niemcach. Co jeszcze? Sport. To było coś, co na pewno bardzo tym ludziom pomagało. No zresztą sport zawsze pomaga. Chociaż ten sport nie do końca był wrócony, prawda? No tak, ale na przykład pływanie kajakiem, czy jakaś jazda na rowerze, tego typu rzeczy. To było coś, co rzeczywiście pomagało. Tam zdarzały się jakieś urlopy, prawda? Tak, oczywiście, jak najbardziej urlopy, urlopy w konspiracji, zresztą właśnie wracając też do tego, że konspiracja to jest dobre miejsce do pracy, tak, tam rzeczywiście o te urlopy dbano, do tego stopnia, że tych bardziej zatwardziałych pracoholików, Fiwatowski był takim, wypychano na te urlopy, tak, on na urlopy nie chciał chodzić, Rybicki go wypychał na urlopy, mówił, że masz iść na urlop, no nie, będziesz dalej pracował.
Odgrywały nawet w tej dywersji bardzo istotną rolę. One jednak przez to, że Niemcy nie wyobrażali sobie, że taka młoda dziewczyna może być w konspiracji. No gdzie? A one chodziły, patrolowały teren, tak jakby zbierały informacje o tym, o której godzinie ktoś wychodzi, o której godzinie ktoś wraca, rysopis, wszystko. To były rzeczy bardzo istotne w przygotowaniu akcji. Akcja konspiracyjna, akcja dywersyjna, która w centrum tak dużego miasta jak Warszawa musiała trwać maksymalnie dwie, trzy minuty, a to i tak już było bardzo długo. No była, musiała być wyliczona na sekundy. Zresztą Józef Rybicki, Józef Rybicki pisze o tym w swoich wspomnieniach, że on razem ze swoimi współpracownikami, ze Stanuszem Wiwatowskim, ze Stanisławem Sosabowskim, z Tasinkiem, oni przygotowywali te akcje właśnie na sekundy, bo raz, od tego była, od tego zależała skuteczność tej akcji, a dwa, od tego zależało bezpieczeństwo ludzi, którzy w tej akcji brali udział, tak?
No a po wojnie mit Armii Krajowej szybko się pojawił, szybko trwał i powiedzmy sobie szczerze, ale ta organizacja kojarzona jest raczej jakby to powiedzieć pozytywnym, wzorcowym niejako zachowaniem w sytuacji zagrożenia. Nawet jeśli zdarzały się tam sytuacje trudne, no bo się zdarzały, to jednak te aspekty, o których chociażby tutaj żeśmy rozmawiali zdecydowały o tym, że to jest jeden z najważniejszych mitów niepodległej Polski. Tak, zdecydowanie. Zresztą właśnie dzięki ludziom takim jak Józef Rybicki, którzy mieli tą świadomość, że konspirator nie jest tylko żołnierzem, ale jest też obywatelem. Trzeba go szanować jako człowieka, trzeba mu pomóc przygotować się do życia w tej powojennej Polsce.
Ta Armia Krajowa była tym czym była. Codzienność żołnierzy podziemia. Codzienność żołnierzy podziemia. Codzienność żołnierzy podziemia. Codzienność żołnierzy podziemia. Codzienność żołnierzy podziemia. Tegoż państwa i powrotu normalności. Agaton jest tego najlepszym przykładem. Stanisław Jankowski był jednym z ludzi, którzy pracowało w Biurze Odbudowy Warszawy i wiele realizacji architektonicznych z początka przynajmniej odbudowy Warszawy to jest też jego dzieło. Tak, absolutnie. To był znakomity, znakomity architekt, który w Biurze Odbudowy Stolicy rzeczywiście bardzo dużo dobrego zrobił. Ale ja znowu wrócę do Józefa Rybickiego, który przecież był jednym z... bardzo ważną postacią w Korze.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnicy rozmawiają o konspiracji podziemnej i jej osobach.
Sebastian Pawlina wyjaśnia, co to jest Kedyw i jego rola w konspiracji.
Sebastian Pawlina opisuje pochodzenie i różnorodność osób w Kedywie.
Sebastian Pawlina opisuje podejście Józefa Rybickiego do dowodzenia Kedywem.
Sebastian Pawlina porównuje Rybickiego z innymi dowódcami Kedywu i ich podejścia do dowodzenia.
Sebastian Pawlina omawia wiekowe zróżnicowanie członków Kedywu.
Sebastian Pawlina podaje przykłady oddziałów w Kedywie i ich strukturę wiekową.
Sebastian Pawlina opisuje warunki materialne i psychiczne życia w Kedywie.
Sebastian Pawlina porusza problem ubioru w konspiracji i jego znaczenie.
Sebastian Pawlina omawia specyficzne aspekty ubioru w konspiracji podziemnej.
Rozmowa o akcjach konspiracyjnych podczas uderzeń na buddy w Warszawie w 1943 roku.
Opis akcji konspiracyjnych podczas uderzeń na buddy w Warszawie w 1943 roku.
Analiza motywacji młodych ludzi do wstąpienia do konspiracji podczas II wojny światowej.
Opis relacji między konspiratorami a cywilami podczas II wojny światowej.
Analiza motywacji konspiratorów do aktywności podczas II wojny światowej.
Opis akcji konspiracyjnych podczas uderzeń na buddy w Warszawie w 1943 roku.
Opisano stres konspiratora podczas okupacji i jego wpływ na codzienność. Podkreślono, że konspirator był w stanie ciągłego zagrożenia, a stres był podobny do wysiłku fizycznego.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Codzienność żołnierzy warszawskiego Kedywu to nie tylko akcje dywersyjne i walka z okupantem, lecz także troska o mieszkanie, wyżywienie i utrzymanie bliskich. Konspiracyjna służba przeplatała się z pracą zarobkową, życiem rodzinnym i relacjami z przyjaciółmi, a konieczność zachowania tajemnicy wpływała na najzwyklejsze codzienne decyzje. Jak żyli, z czego się utrzymywali i gdzie szukali chwili wytchnienia? Jak radzili sobie ze strachem przed aresztowaniem, utratą towarzyszy i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo swoich rodzin? Zapraszamy na rozmowę z Sebastianem Pawliną, autorem książki „Praca w dywersji. Codzienność żołnierzy Kedywu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej” i pracownikiem Muzeum Historii Polski. #historiabezkituZapraszamy do wsparcia naszej działalności poprzez serwisy: Patronite.pl/historiabezkitu.pl czyBuycoffee.to/historiabezkituZajrzyjcie również na naszą stronę internetową: https://historiabezkitu.pl