Mentionsy Mentionsy
Historia BEZ KITU
Historia BEZ KITU

Między walką a przetrwaniem. Codzienność żołnierzy podziemia. Sebastian Pawlina

30.09.2026 ·1 godz 36 min · 17 rozdziałów

Codzienność żołnierzy warszawskiego Kedywu to nie tylko akcje dywersyjne i walka z okupantem, lecz także troska o mieszkanie, wyżywienie i utrzymanie bliskich. Konspiracyjna służba przeplatała się z pracą zarobkową, życiem rodzinnym i relacjami z przyjaciółmi, a konieczność zachowania tajemnicy wpływała na najzwyklejsze codzienne decyzje. Jak żyli, z czego się utrzymywali i gdzie szukali chwili wytchnienia? Jak radzili sobie ze strachem przed aresztowaniem, utratą towarzyszy i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo swoich rodzin? Zapraszamy na rozmowę z Sebastianem Pawliną, autorem książki „Praca w dywersji. Codzienność żołnierzy Kedywu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej” i pracownikiem Muzeum Historii Polski. #historiabezkituZapraszamy do wsparcia naszej działalności poprzez serwisy: Patronite.pl/historiabezkitu.pl czyBuycoffee.to/historiabezkituZajrzyjcie również na naszą stronę internetową: https://historiabezkitu.pl

40:20 · Motywacja do wstąpienia do konspiracji 1

Tadeusz Wiwatowski, pseudonim Olszyna. Jeden z jego najbliższych współpracowników. Jego zastępca w czasie, kiedy jeszcze obaj działali w tajnej organizacji wojskowej. To była taka struktura konspiracyjna, która powstała we wrześniu 1939 roku, jeszcze zanim w ogóle powstała Służba Zwycięstwa Polski. I to był człowiek, który też tak jakby można powiedzieć, że wykraczał poza ten taki obraz takiego klasycznego wojskowego. On był tam wcześniej w wojsku, był w Podchorążówce. We wrześniu 1939 roku walczył. Wrócił do Warszawy i w zasadzie w październiku czy w listopadzie już wchodzi do konspiracji. No bo po prostu dla niego tak jakby jest to naturalne przedłużenie tego, co się wcześniej działo, tak?

66:09 · Stres konspiratora 2

Ale na przykład właśnie ten Wiwatowski, o którym już mówiłem. Powiedziałem, człowiek, który bardzo dbał o bezpieczeństwo. Ale z drugiej strony na przykład potrafił przyjść do swojego przyjaciela, też historyka literatury. Siadali sobie tam z butelką przy stole i sobie rozmawiali właśnie o różnych rzeczach, w tym o Niemcach. Co jeszcze? Sport. To było coś, co na pewno bardzo tym ludziom pomagało. No zresztą sport zawsze pomaga. Chociaż ten sport nie do końca był wrócony, prawda? No tak, ale na przykład pływanie kajakiem, czy jakaś jazda na rowerze, tego typu rzeczy. To było coś, co rzeczywiście pomagało. Tam zdarzały się jakieś urlopy, prawda? Tak, oczywiście, jak najbardziej urlopy, urlopy w konspiracji, zresztą właśnie wracając też do tego, że konspiracja to jest dobre miejsce do pracy, tak, tam rzeczywiście o te urlopy dbano, do tego stopnia, że tych bardziej zatwardziałych pracoholików, Fiwatowski był takim, wypychano na te urlopy, tak, on na urlopy nie chciał chodzić, Rybicki go wypychał na urlopy, mówił, że masz iść na urlop, no nie, będziesz dalej pracował.

Odgrywały nawet w tej dywersji bardzo istotną rolę. One jednak przez to, że Niemcy nie wyobrażali sobie, że taka młoda dziewczyna może być w konspiracji. No gdzie? A one chodziły, patrolowały teren, tak jakby zbierały informacje o tym, o której godzinie ktoś wychodzi, o której godzinie ktoś wraca, rysopis, wszystko. To były rzeczy bardzo istotne w przygotowaniu akcji. Akcja konspiracyjna, akcja dywersyjna, która w centrum tak dużego miasta jak Warszawa musiała trwać maksymalnie dwie, trzy minuty, a to i tak już było bardzo długo. No była, musiała być wyliczona na sekundy. Zresztą Józef Rybicki, Józef Rybicki pisze o tym w swoich wspomnieniach, że on razem ze swoimi współpracownikami, ze Stanuszem Wiwatowskim, ze Stanisławem Sosabowskim, z Tasinkiem, oni przygotowywali te akcje właśnie na sekundy, bo raz, od tego była, od tego zależała skuteczność tej akcji, a dwa, od tego zależało bezpieczeństwo ludzi, którzy w tej akcji brali udział, tak?

Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.