Mentionsy Mentionsy
Grecka Tragedia. Podcast kryminalny.
Grecka Tragedia. Podcast kryminalny.

Grecka Tragedia, Odcinek 9

21.12.2025 ·1 godz 7 min

Odcinek 9 Greckiej Tragedii to kolejna historia, która doskonale wpisuje się w schemat ginekoktonii. Sprawa rozegrała się w 1987 roku, a jej finał poraził i wstrząsnął grecką opinią publiczną.To opowieść o przemocy, kontroli i manipulacji — oraz o śmierci, której przyczyna budzi poważne wątpliwości. Czy był to nieszczęśliwy wypadek, a może zamierzone pozbawienie życia? Zostań ze mną do końca dzisiejszej opowieści.Dziękuję, że jesteś.P.

Było lato 1985 roku. 25-letni wówczas Panagiotis Franzis był studentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Atenach. Pochodził z dobrze sytuowanej rodziny, a najbliżsi mieli wobec niego ogromne oczekiwania. Musiał mieć dobre wykształcenie, musiał się dobrze ożenić, musiał pomagać im w prowadzeniu rodzinnego biznesu, musiał być przykładem. Jego matka Maria była nauczycielką muzyki i utalentowaną pianistką. I to ona nauczyła pana Jodiego grać na pianinie. Ojciec Spiros był już na emeryturze. Przez wiele lat pracował w Thailinica di Listeria, co można przetłumaczyć, że był pracownikiem brafinerii.

Teraz, kiedy miał stały dochód i dużo wolnego czasu, postanowił zostać handlowcem i otworzył butik z odzieżą dla kobiet. Cała rodzina Franzis, czyli pana Jotis, jego siostra, brat oraz rodzice mieszkali w dzielnicy Cato Patissia w Atenach. Młody mężczyzna, kiedy tylko mógł, pomagał ojcu w prowadzeniu sklepu, co niejednokrotnie doprowadzało do kłótni między mężczyznami, ponieważ pracował tam bez ustalonego grafiku. Jak dobrze rozumiemy, młody człowiek w wieku 25 lat chce korzystać z życia, a nie zajmować się biznesem ojca. To frustrowało pana Jutiego, bo kiedy jego koledzy spędzali czas w towarzystwie znajomych bądź dziewczyn, on musiał jeździć po wielu sklepach w Atenach i zaopatrywać je w towar.

Dlatego student zwrócił na nią uwagę. Dziewczyna oczarowała go bez reszty. Inepanemorfi, Tineroteptica, Keetia Archiseodes Mosmas. Jest prześliczna. Zakochałem się w niej i tak zaczął się nasz związek. Powie później Franzis. Nie przeszkadzał mu zupełnie fakt, że był już w związku, ani to, że dziewczyna była bardzo młoda. Spodobała mu się i zapragnął ją bliżej poznać. Dlatego przyjeżdżał na motocyklu pod szkołę, śledził ją w drodze do domu, zaczepiał ją słownie, gwizdał za nią dając wyraz zainteresowania fizycznego. A ona?

Panagiotis został więc odprawiony z kwitkiem, ale upór jaki go charakteryzował nie pozwalał mu odpuścić. Któregoś dnia zawitał do domu rodziny Garmanis wraz ze swoimi rodzicami. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie. Państwo Garmanis i Państwo Franzis poznali się i wydawałoby się, że doszli do porozumienia. Pana Jotis i Joi otrzymali zgody najbliższych i tym sposobem, po 14 miesiącach znajomości, młodzi pobrali się w grudniu 1986 roku. Młode małżeństwo zamieszkało w wynajętym w dzielnicy Cato Patissia mieszkaniu, czyli w okolicy, w której oboje się wychowywali i którą dobrze znali z dzieciństwa.

Tak podzielone ciało swojej żony, Pana Jotis wkładał następnie do plastikowych worków i starannie je przy tym zawiązywał. 11 pakunków zniósł do bagażnika samochodu i kolejno porozwoził je po okolicznych śmietnikach. 10 worków wyrzucił do koszona śmieci w bliskim sąsiedztwie swojego miejsca zamieszkania, natomiast z 11 pakunkiem pofatygował się i pojechał kawałek dalej. Oprócz ciała swojej żony, pan Agiotis pozbył się również kilku rzeczy osobistych należących do dziewczyny. Chcąc pozbyć się noża, który posłużył mu do tego makabrycznego czynu, Franzis przejechał spory, bo około 10-kilometrowy kawałek i jak później stwierdził, wyrzucił go do morza w okolicy Pireusu.

W radiu co chwilę informowano o odkryciu i postępach w śledztwie. Media podawały, że identyfikacja zwłok nie będzie łatwa, gdyż są one niekompletne. Wiadomości te usłyszał także pan Agiotis. Przerażony tym, że policja wkrótce zapuka do jego drzwi, skontaktował się ze swoim prawnikiem. Zrozumiał, że przegrał. W porozumieniu z adwokatem obaj postanowili, że najlepiej będzie, jeśli pan Agiotis odda się w ręce wymiaru sprawiedliwości. I tak też się stało. Kilka godzin później pan Agiotis Franzis zjawił się na komendzie głównej policji w Atenach przy ulicy Aleksandras i wyznał. To ja zabiłem swoją żonę.

Przesłuchanie sprawcy trwało kilka godzin. Podczas niego podejrzany wyglądał i zachowywał się, jakby nie miał kontaktu z rzeczywistością. Twierdził, że wszystko było nieszczęśliwym wypadkiem, że w trakcie kolejnej z wielu kłótni odepchnął żyj, a ona upadła, uderzając głową w drewnianą ramę łóżka. Uderzenie musiało spowodować jej śmierć na miejscu. Panice i strachu postanowił ukryć zbrodnię, upozorowując jej odejście. To dlatego, jak mówił, poćwiartował jej ciało. Po przesłuchaniu poddano go badaniu lekarskiemu. Jego celem było ocenienie stanu zdrowia Franzisa, jak również udokumentowanie ewentualnych obrażeń, które mogły powstać w wyniku konfrontacji z ofiarą, np.

podczas obrony. Ten raport lekarski został zabezpieczony na potrzeby śledztwa i będzie ważnym dokumentem podczas przewodu sądowego. Ale czy rzeczywiście był to nieszczęśliwy wypadek? Czy może coś znacznie bardziej mrocznego? Policjanci, nie mogąc znaleźć głowy zamordowanej kobiety, zapytali Franzisa, gdzie się jej pozbył, a ten zgodził się pokazać funkcjonariuszom owo miejsce. Mężczyźni udali się w okolicy kościoła Agios Pandeleimonas przy ulicy Harnon, a po dotarciu na miejsce Franzis wskazał kontener, do którego wyrzucił jedenasty pakunek. Ciarki przeszły mężczyzn po ciele, kiedy zobaczyli zawartość odnalezionego worka.

Pan Agiotis nie tylko podświartował ciało swojej żony, ale także postanowił jeszcze bardziej utrudnić śledczym jej identyfikację. Po odcięciu głowy od tułowia, mężczyzna trzymał ją w rękach i przyglądał się jej, a w rezultacie zdecydował się na kolejny, jeszcze bardziej brutalny krok. Przy pomocy tego samego noża wydłubał swojej ofierze oczy, obciął jej włosy, nos i uszy, a twarz wielokrotnie poranił. Co do noża kretyńskiego, które było głównym narzędziem, którego użył sprawca, to nie udało się go odnaleźć. Franzis pokazał policjantom miejsce, gdzie miał go wyrzucić, jednak mimo ogromnych starań nurkowie niczego nie znaleźli.

Jak opisuje w swojej książce Zbrodnie, które wstrząsnęły Grecją, jak je przeżyłem. Za publikację tej fotografii jako gazeta mieliśmy sądowe perypetie, ale w ostatecznym rozrachunku zostaliśmy uniewinnieni. Wspomniana książka i rozdział o pana Jotim Franzis w dużej mierze posłużyła mi do stworzenia scenariusza do tego odcinka. Panos Sobolos nie tylko opisuje głośne zbrodnie, ale sam był zaangażowany w relacjonowanie najgłośniejszych spraw kryminalnych w Grecji, co sprawiło, że jego głos w dziennikarstwie śledczym stał się naprawdę znaczący. Kontynuujemy naszą historię. Wspomniany dziennikarz, oprócz prokuratora, policjantów i lekarzy, był jednym z obecnych podczas wizji lokalnej w mieszkaniu Joi i pana Jotiego i miał niepowtarzalną możliwość porozmawiania z zabójcą.

Frazis, bez skrupułów, ale też w skupieniu i z zachowaniem spokoju, opowiedział i pokazał Sobolosowi, jak doszło do rozczłonkowania ciała. Kiedy ze strony dziennikarza padło pytanie, jak udało mu się poćwiartować ciało z taką precyzją, nie mając wcześniej doświadczenia ani odpowiednich narzędzi? Odpowiedź była krótka i chłodna. To bardzo proste. Wystarczy celować w stawy. Pan Agiotis upierał się i cały czas podtrzymywał, że był to nieszczęśliwy wypadek. Po zakończeniu swojego zeznania Franzis został oficjalnie oskarżony o zabójstwo z premedytacją w sposób szczególnie odrażający, co oznaczało, że podczas procesu mogłaby zostać poruszona nawet kwestia kary śmierci, mimo że została ona zniesiona w Grecji w 1972 roku.

Pana Jottis Franzis wszedł na salę rozpraw w blasku fleszy, bowiem każda gazeta chciała mieć swoje zdjęcie z procesu roku. Podczas przewodu sądowego zeznawało około 30 świadków. Byli to zarówno świadkowie obrony, jak i oskarżenia, w tym rodzice zamordowanej dziewczyny. Pani Melachrini trzymała w rękach ten pamiętny egzemplarz gazety Ethnos i przeklinała zabójcę swojego dziecka. Świadkowie obrony wyrażali się o pana Jotim w pozytywnych słowach. Mówili, że to Callopedi, czyli dobre dziecko, które dbało o starszych sąsiadów i którym przynosił zakupy do domu. Dusza towarzystwa jest zawsze gotowy do udzielania pomocy.

Jorgos Garmanis, wracając wspomnieniami do początku znajomości córki z mordercą, miał powiedzieć, że Jojo w rozmowie ze swoją matką wyznała, że od jakiegoś czasu pod szkołą zaczepia ją starszy od niej chłopak. Był bardzo konsekwentny w swoim działaniu i za wszelką cenę chciał poznać szesnastolatkę. Ojciec dziewczyny twierdził, że nie wyrażał zgody na ich spotkania, jednak po wielokrotnych próbach i prośbach pana Jotiego uległ. Franzis mówił, że kocha jego córkę i chce, żeby wyszła za niego za mąż. Lekarz sądowy, Christos Lefkidis, który badał denatkę, wykluczył, jakoby Joi miała stracić życie tylko w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Mimo druzgocącego widoku, pan Jotis pozostał niewzruszony. Cały proces trwał tydzień. Prokurator w obliczu skali okrucieństwa tej zbrodni zażądał, by uznać pana J. Franzisa winnym zabójstwa dokonanego ze szczególną brutalnością i by wymierzona kara była ostateczna. By podsumować ogrom tej zbrodni, prokurator sięgnął po słowa, które wzbudziły ciarki u każdego zebranego na sali. Przyprawiam je od reszczy, kiedy to mówię, ale jedyną karą, jaka moim zdaniem powinna mu zostać wymierzona, jest kara śmierci. On nie może wrócić do społeczeństwa i naprawdę zastanawiam się, czy jest bezpieczne, by znów znalazł się wśród ludzi, którzy nie są się w stanie przed nim obronić.

Mimo rozbieżności przedstawionych przez strony postępowania, 1 października 1988 roku zapadł wyrok. Sąd uznał pana Jotisa Franzisa za winnego umyślnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i głosami przysięgłych 5 do 2 skazanego na dożywotnie pozbawienie wolności oraz dodatkowe 2 lata więzienia za zbezczeszczenie zwłok. Dwóch przysięgłych głosowało za karą śmierci. Przy wydaniu wyroku nie uwzględniono absolutnie żadnych okoliczności łagodzących. Kiedy nadszedł czas apelacji, pojawiła się nieoczekiwana przeszkoda. Frazis z więzienia Cordalos, gdzie wówczas przebywał, zwrócił się do sądu apelacyjnego w Atenach z wnioskiem o odroczenie sprawy, ponieważ, jak twierdził, nagle wystąpiło u niego krwawienie z przewodu pokarmowego i nie mógł się stawić.

Po badaniu okazało się, że problem zdrowotny w rzeczywistości nie istniał, a pana Jotis nie chciał uczestniczyć w ponownym procesie, dlatego wyrok pozostał bez zmian. Przez pierwsze trzy lata odbywania kary Franzis był wrakiem człowieka. Popadł w głęboką depresję i kilkukrotnie próbował odebrać sobie życie. Z czasem jednak zaczął przystosowywać się do nowej rzeczywistości. W 1997 roku zdecydował, że warto kontynuować studia na Uniwersytecie Ekonomicznym. Złożył więc wniosek o specjalne urlopy edukacyjne, które umożliwiły mu normalne uczęszczanie na zajęcia i naukę. Kupił i używał motocykla jako środka transportu, regularnie spotykał się z kolegami ze studiów, którzy wiedzieli kim jest, a nawet otwarcie flirtował z wieloma dziewczynami z uczelni.

Dotarłam jednak do sprzecznych informacji. Jedno źródło podaje, że Francis mógł skorzystać z tej opcji, ale zdecydował się zachować swoje prawdziwe nazwisko. Inne źródło sugeruje, że mógł je zmienić. Rodzice pozostawali u jego boku do końca i miał w nich pełne wsparcie. Ojciec nigdy nie przestał otwarcie wspierać niewinności syna. Jeśli chodzi o morderstwo, wierzył, że Joy umarła przypadkiem, kiedy uderzyła głową w łóżko. Spiros Franzis zmarł zaledwie miesiąc przed tym, jak jego syn został zwolniony z więzienia. Pana Jotis Franzis wyszedł na wolność w październiku 2005 roku po odsiedzeniu 18 lat z zasądzonej kary dożywotniego pozbawienia wolności.

Dziś jest mężem i ojcem, mieszka gdzieś w Atyce, prowadzi własną działalność, a muzyka nadal towarzyszy mu w wolnych chwilach. Kiedy usłyszałam tę historię po raz pierwszy, w osłupieniu patrzyłam na zdjęcia, jakie wyskoczyły mi w internecie pod hasłem Joyeux Garmanis i Panagiotis Franzis. Ale prawdziwych ciarek i uczucia niedowierzania doświadczyłam, podczas gdy w trakcie luźnej rozmowy okazało się, że jeden z moich znajomych ma wiedzę na temat tej historii. Co więcej, zna sprawcę. Możecie sobie to wyobrazić?

Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.