Grecka Tragedia, Odcinek 9
Odcinek 9 Greckiej Tragedii to kolejna historia, która doskonale wpisuje się w schemat ginekoktonii. Sprawa rozegrała się w 1987 roku, a jej finał poraził i wstrząsnął grecką opinią publiczną.To opowieść o przemocy, kontroli i manipulacji — oraz o śmierci, której przyczyna budzi poważne wątpliwości. Czy był to nieszczęśliwy wypadek, a może zamierzone pozbawienie życia? Zostań ze mną do końca dzisiejszej opowieści.Dziękuję, że jesteś.P.
Jojo, bo tak zwracali się do niej najbliżsi, wraz z rodzicami i bratem mieszkała w dzielnicy Agios Nikolaos, która sąsiadowała z Cato Patissia i tam też uczęszczała do szkoły średniej. Jak na typową nastolatkę przystało, miała swoją paczkę znajomych, z którymi w wolnym czasie spotykała się w jednej z ulubionych kawiarni w sąsiedztwie. Przypadek bądź nie sprawił, że pewnego październikowego popołudnia w kawiarni tej pojawił się panagiotis i ich drogi się przecięły. Joie była bardzo ładna. Miała opadające do ramion włosy, ciemne oczy. Była trochę nieśmiała, ale mimo tej nieśmiałości potrafiła używać swoich wdzięków.
Jednak jej zachowanie było pełne sprzeczności. Najpierw go zapraszała, a gdy już przybył, kazała mu wracać do Aten. Chłopak prosił nawet ojca dziewczyny, żeby pozwolił się jej z nim zobaczyć i jednak pan Jorgos nie wyraził na to zgody. Sytuacja, kiedy młoda dziewczyna raz dawała mu do zrozumienia, że chce się z nim spotkać, a kolejnym razem go lekceważyła i pogrywała sobie z jego uczuciami sprawiała, że pan Agiotis zamiast odpuścić, czuł swego rodzaju fizyczne i emocjonalne uzależnienie od Joi. Ekscytowało go to jej niezdecydowanie i te niedojrzałe nastoletnie gierki. Minęły wakacje, ale nie minęło zainteresowanie ze strony chłopaka.
Chcąc pokazać, jak bardzo zależy mu na dziewczynie i jak mocne żywi do niej uczucie, pan Agiotis udał się do domu Joi i oficjalnie poprosił rodziców o jej rękę. Para znała się zaledwie rok, a pan Yorgos nie był absolutnie przekonany co do faktu, że pan Agiotis Francis będzie dobrym mężem i zięciem. Po grecku jest takie powiedzenie, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza, że nie wypełnia mi oka. W praktyce natomiast możemy to zinterpretować jako fakt, że dana osoba nie wzbudza naszego zaufania, nie robi dobrego wrażenia, bądź nie wygląda obiecująco. Polskim odpowiednikiem tego wyrażenia jest zwrot nie wpaść w oko.
W trakcie rozmowy, w obecności wszystkich zgromadzonych, pan Agiotis zwrócił się do Żoi ostrym tonem mówiąc, że lepiej, żeby z nim nie pogrywała, bo może tego pożałować. Z kolei innym razem, podczas kłótni, Żoi popchnęła pana Agiotiego tak niefortunnie, że ten upadając doznał stłuczenia kolana, a w konsekwencji urazu łąkotki i był hospitalizowany. W małżeństwie, obok miłości, zaufania i lojalności, niezwykle ważnym elementem jest również życie intymne. Kiedy jest udane, potrafi spajać relacje, wzmacniać więź i sprawiać, że partnerzy nie szukają emocji gdzie indziej.
Dla Joi, Pan Agiotis był pierwszym mężczyzną, z którym współżyła. Dla niego natomiast Joie była kolejną z wielu kobiet, z którą miał bliskie kontakty. Joie, jako młoda i niedoświadczona dziewczyna, mogła być sporym rozczarowaniem dla mężczyzny pokroju pana Jotiego, który, jak twierdził, miał spore powodzenie u kobiet. Ich bliskie kontakty były toksyczne. Po każdej kłótni kończyli w łóżku, jakby było to jedyne miejsce, w którym potrafili się porozumieć. Ale czy na pewno? Tak na przestrzeni kilku kolejnych miesięcy wyglądało życie małżonków. Joy bardzo szybko uświadomiła sobie, że decyzja o ślubie była raptowna i niedojrzała. Z każdym dniem żałowała jej coraz bardziej.
Wracamy do naszej historii. Było późne popołudnie 24 czerwca 1987 roku. Para wyszła na lody na wspomniany już deptak Focchionos Negri. Po konsumpcji, Joy zaproponowała mężowi, żeby jeszcze nie wracali do domu. Nalegała, by poszli na drinka do jednego z pobliskich barów, na co pan Agiotis nie miał zupełnie ochoty. Był zmęczony i chciał odpocząć przed kolejnym dniem pracy w sklepie ojca. Joy, zupełnie nie rozumiejąc takiego stanu rzeczy, że ktoś może chcieć odpocząć, zaczęła wyrzucać mężowi, że nie spędzają czasu razem, że on nie zapewnia jej rozrywek i że prowadzi u jego boku nudne życie.
Podczas drogi powrotnej do domu kłócili się w samochodzie i wzajemnie oskarżali. Kiedy dojechali pod blok, sfrustrowana dziewczyna wysiadła z auta i udała się do mieszkania, a pana Giotis został na zewnątrz, żeby znaleźć miejsce parkingowe. Z tym w Atenach jest odwieczny problem. Kiedy po chwili wszedł do budynku i próbował wejść do mieszkania, okazało się, że Żoi zamknęła się w nim i nie zamierzała wpuścić męża do środka. Mimo uporczywych próśb, osiemnastolatka nie zmieniła zdania. Chłopak zszedł więc na dół do kiosku i próbował zadzwonić do mieszkania, jednak przez długą chwilę nikt nie odbierał telefonu. Ponowił kolejną próbę i tym razem usłyszał w słuchawce głos Joi.
Tak podzielone ciało swojej żony, Pana Jotis wkładał następnie do plastikowych worków i starannie je przy tym zawiązywał. 11 pakunków zniósł do bagażnika samochodu i kolejno porozwoził je po okolicznych śmietnikach. 10 worków wyrzucił do koszona śmieci w bliskim sąsiedztwie swojego miejsca zamieszkania, natomiast z 11 pakunkiem pofatygował się i pojechał kawałek dalej. Oprócz ciała swojej żony, pan Agiotis pozbył się również kilku rzeczy osobistych należących do dziewczyny. Chcąc pozbyć się noża, który posłużył mu do tego makabrycznego czynu, Franzis przejechał spory, bo około 10-kilometrowy kawałek i jak później stwierdził, wyrzucił go do morza w okolicy Pireusu.
Policja niezwłocznie udała się do tego sklepu. Rozpytywany sprzedawca bez trudu przypomniał sobie, kto tego dnia robił zakupy. Mężczyzna nie znał tej kobiety, nie była stałą klientką w jego sklepie. Mimo to udzielił policjantom wszelkich informacji jakie posiadał. Jako, że w artykuły spożywcze najczęściej zaopatrujemy się w okolice naszego miejsca zamieszkania, policjanci zawęzili terytorium poszukiwań do dzielnic Cato Patissia i Agios Nikolaos. Z każdym krokiem byli coraz bliżej mordercy, gdy nieoczekiwanie stało się coś, co przyspieszyło bieg sprawy. Informacja o upiornym odkryciu w centrum Aten przez kolekcjonera znaczków rozeszła się z prędkością światła.
W radiu co chwilę informowano o odkryciu i postępach w śledztwie. Media podawały, że identyfikacja zwłok nie będzie łatwa, gdyż są one niekompletne. Wiadomości te usłyszał także pan Agiotis. Przerażony tym, że policja wkrótce zapuka do jego drzwi, skontaktował się ze swoim prawnikiem. Zrozumiał, że przegrał. W porozumieniu z adwokatem obaj postanowili, że najlepiej będzie, jeśli pan Agiotis odda się w ręce wymiaru sprawiedliwości. I tak też się stało. Kilka godzin później pan Agiotis Franzis zjawił się na komendzie głównej policji w Atenach przy ulicy Aleksandras i wyznał. To ja zabiłem swoją żonę.
podczas obrony. Ten raport lekarski został zabezpieczony na potrzeby śledztwa i będzie ważnym dokumentem podczas przewodu sądowego. Ale czy rzeczywiście był to nieszczęśliwy wypadek? Czy może coś znacznie bardziej mrocznego? Policjanci, nie mogąc znaleźć głowy zamordowanej kobiety, zapytali Franzisa, gdzie się jej pozbył, a ten zgodził się pokazać funkcjonariuszom owo miejsce. Mężczyźni udali się w okolicy kościoła Agios Pandeleimonas przy ulicy Harnon, a po dotarciu na miejsce Franzis wskazał kontener, do którego wyrzucił jedenasty pakunek. Ciarki przeszły mężczyzn po ciele, kiedy zobaczyli zawartość odnalezionego worka.
Pan Agiotis nie tylko podświartował ciało swojej żony, ale także postanowił jeszcze bardziej utrudnić śledczym jej identyfikację. Po odcięciu głowy od tułowia, mężczyzna trzymał ją w rękach i przyglądał się jej, a w rezultacie zdecydował się na kolejny, jeszcze bardziej brutalny krok. Przy pomocy tego samego noża wydłubał swojej ofierze oczy, obciął jej włosy, nos i uszy, a twarz wielokrotnie poranił. Co do noża kretyńskiego, które było głównym narzędziem, którego użył sprawca, to nie udało się go odnaleźć. Franzis pokazał policjantom miejsce, gdzie miał go wyrzucić, jednak mimo ogromnych starań nurkowie niczego nie znaleźli.
Publikacja tak makabrycznego obrazu została odebrana jako skandaliczne i nieetyczne nadużycie, a także brak jakiegokolwiek szacunku dla ofiary i jej bliskich. Z drugiej strony ujawniła bezwzględność greckich mediów, które w pogonie za sensacją były gotowe przekroczyć wszelkie granice etyki i dobrego smaku. Społeczeństwo zareagowało szokiem i niedowierzaniem. Wszyscy zadawali sobie to samo pytanie. Jak to możliwe, że coś tak bestialskiego wydarzyło się w ich kraju? Przerażenie mieszało się z odrazą i osłupieniem. Zdjęcie brutalnie okaleczonej Joi sprawiło, że pan Agiotis Fradzis w oczach opinii publicznej stał się kimś gorszym niż zwykły morderca.
Frazis, bez skrupułów, ale też w skupieniu i z zachowaniem spokoju, opowiedział i pokazał Sobolosowi, jak doszło do rozczłonkowania ciała. Kiedy ze strony dziennikarza padło pytanie, jak udało mu się poćwiartować ciało z taką precyzją, nie mając wcześniej doświadczenia ani odpowiednich narzędzi? Odpowiedź była krótka i chłodna. To bardzo proste. Wystarczy celować w stawy. Pan Agiotis upierał się i cały czas podtrzymywał, że był to nieszczęśliwy wypadek. Po zakończeniu swojego zeznania Franzis został oficjalnie oskarżony o zabójstwo z premedytacją w sposób szczególnie odrażający, co oznaczało, że podczas procesu mogłaby zostać poruszona nawet kwestia kary śmierci, mimo że została ona zniesiona w Grecji w 1972 roku.
W sposobie, w jaki opowiadał o ich krótkim wspólnym życiu, przedstawił dziewczynę jako jedyne źródło ich problemów. Twierdził, że była przesadnie skupiona na swoim wyglądzie, niestabilna emocjonalnie, prowokująca i często go obrażała. Opisywał ją jako rozpieszczoną, kapryśną, niezdecydowaną dziewczynę, która miała trudne relacje z rodziną. Podkreślał, że Joy nudziła się, gdy zostawiał ją samą w domu i prosiła, aby zabierał ją ze sobą do pracy. Zwlekała godzinami z wyborem stroju, każąc mu czekać w samochodzie, po czym irytowała się i rezygnowała. Było jednak jasne, że pan Agiotis w dalszym ciągu nie pojmował, że mówił o dziewczynie, którą poznał jako zaledwie szesnastolatkę, a poślubił tuż po jej wejściu w dorosłość.
Mając do zaliczenia zaledwie cztery końcowe egzaminy, ostatecznie zrezygnował ze studiów i ich nie ukończył. Pomimo bestialskiego czynu, którego się dopuścił, pan Iotis Fradis uchodził w więzieniu za wzorowego osadzonego. Odpracował ponad 2000 dni prac społecznych i nigdy nie stwarzał problemów ani przełożonym, ani współosadzonym. Muzyka, którą zaszczepiła w nim matka, okazała się być ucieczką i sposobem na oczyszczenie. W więzieniu pisał piosenki, w tym kilka z nich poświęcił pamięci zmarłej Joi. W Grecji skazani, którzy opuszczają więzienie, nawet ci, którzy popełnili wyjątkowo brutalne przestępstwa, mogą ubiegać się o zmianę nazwiska, aby rozpocząć życie z czystą kartą.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Odcinek 9 Greckiej Tragedii to kolejna historia, która doskonale wpisuje się w schemat ginekoktonii.
Sprawa rozegrała się w 1987 roku, a jej finał poraził i wstrząsnął grecką opinią publiczną.
To opowieść o przemocy, kontroli i manipulacji — oraz o śmierci, której przyczyna budzi poważne wątpliwości.
Czy był to nieszczęśliwy wypadek, a może zamierzone pozbawienie życia?
Zostań ze mną do końca dzisiejszej opowieści.
Dziękuję, że jesteś.
P.